Pierwszego sierpnia batalion „Ruczaj” uderzył na koszary SS przy ulicy Koszykowej. Po półtorej godziny walki w ręce powstańców wpadło uzbrojenie, amunicja, zapasy medyczne i 72 żywych esesmanów. Oficjalnie traktowano ich zgodnie z prawem wojennym. W praktyce wszystko zależało od tego, co mieli na mundurze.

. Na początku powstania w ręce Polaków trafiło kilkuset niemieckich żołnierzy. Do połowy sierpnia Biuro Informacji i Propagandy mówiło już o tysiącu jeńców. Jednak w miarę przeciągających się walk strumień ten malał, a brutalność rosła po obu stronach.
Zbigniew Blichwicz tak opisywał starcie pod katedrą świętego Jana: „Młodzik szalał. Jakiegoś podnoszącego się z trudem esesmana kopnął w zęby. Drugiego zdzielił kolbą. Chłopcy pobiegli ochoczo, depcząc po leżących Niemcach.
Jeńców nie wzięto„. Wieści o niemieckich zbrodniach nakręcały spiralę przemocy. Ireneusz Kędziora wspominał, jak po odbiciu szpitala przy kościele Jana Bożego zobaczył rannych z poderżniętymi gardłami. Tego samego dnia wieczorem jego oddział złapał trzech zabłąkanych w gruzach kałmuckich ochotników na niemieckiej służbie.
„Cośmy z nimi zrobili, łatwo się domyśleć„ – mówił. Dowódca wpadł w szał, groził sądem polowym, ale w końcu sprawę zamieciono pod dywan. . Nie znaczy to, że selekcja nie istniała.
W pierwszych dniach wszystko zależało od instynktu i munduru. Oficerowie Wehrmachtu mogli liczyć na wyrozumiałość, ale esesmani, policja, żandarmeria, folksdojcze i ukraińscy ochotnicy – na niewiele. Podział na kategorie sformalizowano dopiero w połowie sierpnia„. Część jeńców miała trafić do obozów jenieckich„.
Część do obozów koncentracyjnych, a część przed sąd„. Ale to były działania po fakcie, bo o losie Niemca decydowało już pierwsze spojrzenie powstańca\)
Zigfried Beck, kierowca tygrysa, poddał się w pierwszych dniach powstania. Opowiadał, co działo się tuż po wzięciu do niewoli: „Było nas może sześciu. Polacy od razu ruszyli w naszą stronę.
Obszukali mnie. Potem postawili nas pod ścianą i ustawili przed nami dwa karabiny maszynowe. Mój kolega zbladł jak ściana, bo był w SS. Potem przesłuchiwano nas pojedynczo.
Wymacali pierwszych, których wyprowadzili na rozstrzelanie. Strzał w potylice. Rozstrzeliwali SS i policję„. Tych, którzy przeszli selekcję, przejmowała Wojskowa Służba Ochrony Powstania.
Beck wspominał opiekuna w skórzanej kurtce, który niczym komisarz pilnował porządku: „Jeden zamiatacz ulic zobaczył mnie w czarnym mundurze. W jednej chwili obrócił miotłę i ruszył na mnie. Ten oficer trzasnął go w pysk. Potem przyleciał polski chłopak i chciał moją czapkę.
Temu też dał w twarz„”. Jeńców umieszczano w budynkach na terenie powstańczej Warszawy– w gmachu PKO, przy browarze Haberbuscha i w sądzie przy Ogrodowej. Nie oznaczało to końca szykan„. Beck opowiadał, że Polacy zmuszali ich do „prób odwagi” z bagnetem przyłożonym do czoła, udając egzekucję„.
„Nie robiło to na nas wrażenia„ – mówił. „Wiedzieliśmy, że to tylko zabawa„”. Szybko jednak okazało się, że prawdziwe niebezpieczeństwo nie pochodziło z polskich rąk. Warszawka była oblężonym miastem, a jeńcy żyli w tej samej rzeczywistości co powstańcy i cywile– pod bombami, w ogniu i gruzach.
Zdecydowana większość niemieckich jeńców zginęła nie z polskiej kuli, lecz od niemieckich bomb i min. Stefan Szwedzik wspominał, jak podczas nalotu runął dom, w którym przesłuchiwano dwóch jeńców„. Jeden zginął na miejscu. Beck opisywał pracę przy odgruzowywaniu zasypanego sztabu Armii Ludowej: „Zaprowadzili nas do budynku poczty.
Trzydzieści studentek walczyło tam w tunelu z żelbetonu. Po bombardowaniu ten żelbet leżał na nich. Pracowaliśmy w trzydziestu. Podnosiliśmy rękami, przepiłowywaliśmy ręczną piłą, a potem widzieliśmy te spłaszczone i okaleczone ciała.
Dwa razy musiałem odnosić osobno głowę, a nic nie miałem w żołądku. Już miałem dość„. Kazano mu się położyć obok zwłok na papierze, w który zawijano ciała„. Tego dnia wszyscy pracujący przy odgruzowywaniu dostali większe racje chleba„.
Z czasem zaczęto jeńców używać do coraz groźniejszych zadań– rozbrajania niewypałów, kopania studni pod ostrzałem, przenoszenia mokrego piasku w workach na barykady„. Beck wspominał moment, gdy kazano mu zejść do cysterny w polu ostrzału: „Przewiązano mnie sznurem w pasie i spuszczono do środka. Stałem do połowy w wodzie i wybierałem szlam do kubła. Inni wyciągali go na górę.
I to wszystko pod ostrzałem. Całkiem gówniana sytuacja„”. Podobne sceny rozgrywały się w całym mieście„. Jadwiga Chapaj szła przez zasypany szkłem rynek Starego Miasta, gdy przed nią dwóch jeńców niosło wielki niewypał„.
„Jak go upuszczą, to zginiemy„ – zażartował rotmistrz„. „I oni też„ – odpowiedziała„. Niemcy nie byli też wolni od samowoli poszczególnych oddziałów„. Blichwicz wspominał dzień 6 września, gdy w ogrodzie przy Czerwonym Krzyżu zobaczył kilkunastu ludzi ustawionych pod ścianą baraku„.
Żołnierze AK strzelali do nich po kolei„. Trafieni podskakiwali w śmiesznym drgnieniu i walili się na ziemię„. „Rozwalamy folksdojczów„ – odpowiedział mu z dumą powstaniec„. Blichwicz, choć zbulwersowany, postanowił wprowadzić pozory porządku– kazał zaprzestać egzekucji, wyciągnął z tłumu niemieckiego sapera w cywilnym ubraniu, a resztę ciał kazał spalić, by nie było śladów„.
O dziesiątej rano żołnierze zameldowali o wykonaniu rozkazu„. Nie brakowało jednak aktów człowieczeństwa„. Krzysztof Jachimowicz dostał jeńca czołgistę do pomocy przy umacnianiu okien„. Mimo ostrzeżeń Niemiec wyjrzał przez okno i dostał postrzał w pachwinę„.
„Is bin tot, is bin tot„ – powtarzał, zalewając się krwią„. Sanitariuszki załatały go na czas„. Zofia Rus pracowała w szpitalu przy Złotej, gdzie opiekowała się rannymi Niemcami„. „Jedzenie im przynosiłam, opatrunki robiłam„ – wspominała„.
„To byli nie najmłodsi ludzie„. Przeklinali Hitlera„. Myślałam sobie: no tak, w takiej sytuacji, ale chyba rzeczywiście tak było„”. Po kapitulacji, gdy odprowadzano ich na zachód, pytani o traktowanie odpowiadali, że bardzo dobre„.
Każdy dobrze potraktowany Niemiec mógł wtedy uratować dziesiątki polskich żyć„. Jolanta Zawadzka wspominała, jak na Starym Mieście polski oficer leżał łóżko w łóżko z ciężko rannym niemieckim oficerem„. Gdy Niemcy zdobyli szpital i chcieli wymordować wszystkich pacjentów, ten oficer wstał i powiedział: „Nie wolno wam nikogo zabijać, bo oni mi uratowali życie„”. I w ten sposób uratował cały szpital„.
Podobnie w innych miejscach– ranni niemieccy żołnierze, którym polski personel uratował życie, nie pozwolili na wymordowanie polskich sanitariuszek„. Beck, zrozpaczony ciągłym ostrzałem i bezsilnością, próbował kiedyś uciec do niemieckich linii„. Został ranny i krwawiąc wrócił do polskiej piwnicy„. „Położyli mnie na stole operacyjnym i zostawili„ – opowiadał„.
„Była tam Polka„. Powiedziała mi, że najchętniej poderżnęłaby mi gardło„. To była pielęgniarka„. W oczach miała obłędną nienawiść„.
A druga Polka w ogóle nic nie mówiła, tylko mnie opatrywała„. Później mi powiedziała, że jej syn jest na robotach w Monachium i że ma nadzieję, że i jemu ktoś tak pomoże„”„. Z każdym dniem jeńców ubywało„. Kino Hollywood, do którego przeniesiono około trzystu jeńców, zostało zbombardowane 16 września„.
„Trzy sztukasy obróciły kino w perzynę„ – mówił Beck„. „180 naszych zginęło„”. W ruinach doliczono się 104 ciał„. Ci, którzy przeżyli, byli poparzeni i w szoku„.
„Twarze mieli czarne od prochu„. Kilku zwariowało„”. Beck wrócił do sklepu z artykułami sportowymi, gdzie dogorywali ostatni„. „Obok mnie leżał jeden„.
Miał podwójne pęknięcie czaszki„. Ciągle jęczał, a potem umarł„”. Gdy powstanie chyliło się ku upadkowi, Niemcy stawali się dla powstańców atutem– żywym dowodem na to, że potrafią walczyć zgodnie z zasadami„. Generał Okulicki podpisał układ, na mocy którego wszystkich pozostałych przy życiu jeńców należało przekazać w ręce Wehrmachtu do północy 2 października„.
Doliczono się ich około trzystu„. Beck wspominał, że w ostatnich dniach Polacy pukali nocami do okna i prosili jeńców o kartki na żywność, tłumacząc, że „przyzwoicie się zachowywali„”. W zamian dostawali chleb i papierosy„. Pierwszego października przyszedł polski lekarz i powiedział: „Panowie, macie tu gumowe płaszcze, szykujcie się„.
Wracacie do domu„”„. Blichwicz patrzył na to z drugiej strony barykady„. Przyszedł do niego jego „Niemiec„ – saper, którego uratował spod lufy pistoletu„. Miał mu zapewnić, że do końca życia będzie się modlił za swego wybawcę„.
Blichwicz przyjął to bez wrażenia„. „Nie dla pięknych oczu ocaliłem szkopa„ – mówił„. „Był mi potrzebny jako pirotechnik„”„. Beck wychodził z miasta pieszo„.
Prowadzono ich przez gruzy, a przechodnie i wartownicy przepuszczali ich pierwszymi„. „Żołnierze klepali nas po ramieniu i częstowali papierosami„ – wspominał„. „Tak wychodziliśmy z miasta„. Pamiętam to do dziś, bo to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu„.
Moje drugie narodziny„”. Gdy dotarli do barykady, opierał się o nią esesman„. „Co te polaczki u nas robią? „ – zapytał drwiąco„.
„Przecież stąd nie wyjdą„”„. Beck odpowiedział: „Zaraz ci tu damy polaczków„”. Tamten zbaraniał, gdy zrozumiał, że to Niemcy„. „Wszyscy mieliśmy łzy w oczach„”„.
Z ponad tysiąca jeńców wziętych w pierwszych dniach powstania do zawieszenia broni dotrwało około trzystu„. Mniej niż dwadzieścia pięć procent„. Ginęli od tych samych kul, bomb i min co polscy żołnierze i cywile„. Beck podsumował to po latach: „Kiedy dzisiaj o tym myślę, lepiej rozumiem przeciwną stronę„.
Podziwiam ich dzielność„. Ale nienawiści, jaką wtedy czułem, nie mogę usprawiedliwić„. Czas przysłania wszystko„”.


