12 marca 1938 roku. Wojska niemieckie wkroczyły do Austrii bez jednego strzału. W ciągu kilku godzin flagi ze swastyką zawisły na budynkach w całym Wiedniu. Tłumy wiwatowały, dzwony kościelne biły, a z głośników płynęły triumfalne przemówienia.

Dla jednych to była szansa. Dla innych – szczególnie Żydów i przeciwników politycznych – początek koszmaru. Wśród tych, którzy widzieli w tym swoją wielką szansę, był młody człowiek o nazwisku Zigfried Zeiddel. Urodził się 24 sierpnia 1911 roku w Tulln an der Donau.
Ojca stracił na wojnie, a dorastał w Austrii rozdartej politycznymi konfliktami i gospodarczym kryzysem. Wcześnie porwały go radykalne idee. Już jako dziewiętnastolatek, 15 października 1930 roku, wstąpił do partii nazistowskiej. Najpierw służył w SA, potem przeszedł do SS.
To nie był przypadek ani oportunizm. To była ideologia. W 1938 roku Austria stała się częścią Rzeszy. Dla Zeidla otworzyły się wszystkie drzwi.
W 1939 roku ożenił się z Elisabeth Stiber, oddaną nazistką. Mieli troje dzieci. Prywatnie wiodło mu się coraz lepiej. Ale jego kariera dopiero się rozpoczynała.
Po wybuchu wojny w 1939 roku Zeiddel trafił do Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, do departamentu kierowanego przez Adolfa Eichmana. To tam zajmowano się organizacją deportacji Żydów z całej Europy. Najpierw wysłano go do Poznania, gdzie odpowiadał za przesiedlenia Polaków i Żydów. Potem przyszła kolej na Terezin деталь.
W październiku 1941 roku Eichman powierzył mu zadanie utworzenia getta w Terezinie, około 60 kilometrów na północ od Pragi. Getto miało służyć jako obóz przejściowy, ale też jako narzędzie propagandy – pokazówka dla międzynarodowej opinii publicznej, mająca udawać wzorową osadę żydowską. Zeiddel został jego komendantem i sprawował tę funkcję od listopada 1941 do lipca 1943 roku. Przez jego ręce przeszło około 121 000 ludzi.
Około 25 000 z nich zmarło na miejscu. Prawie 44 000 wysłano dalej na wschód, gdzie większość została zamordowana. Getto było przepełnione. Brakowało jedzenia, lekarstw, wszystkiego.
Więźniowie to w większości ludzie starzy i chorzy. Zeiddel wprowadził żelazną dyscyplinę. Wymagał, by zwracano się do niego „panie komendancie”. Zabronił ogrzewania i oświetlania baraków.
Skutki były druzgocące, zwłaszcza dla osób starszych. Tych powyżej siedemdziesiątki wysyłano do ciężkich prac. Kto nie wykonywał rozkazów, był torturowany albo wysyłany następnym transportem na śmierć. Świadkowie wspominają go jako człowieka eleganckiego i kulturalnego.
Kochał muzykę i zbierał znaczki. Mieszkał z rodziną w wygodnym trzypokojowym mieszkaniu w hotelu. Miał konia, jeździł na polowania, posiadał sportowy samochód i służbowego Mercedesa. Jego prywatny komfort kontrastował z cierpieniem, które sam organizował i nadzorował każdego dnia.
To nie był wyjątek. Wśród kierownictwa SS taki styl życia był normą。
Zeiddel często bywał obecny przy przyjmowaniu transportów. Ocaleni opowiadali, że używał bata, by zmusić wyczerpanych ludzi do szybszego marszu. Pewnego razu zbił niewidomego weterana wojennego, Oskara Lwii, bo ten poprosił o możliwość przechowania bagażu w szafce.
Uderzył go tak mocno w twarz, że pękła mu proteza oka. Innym razem kazał tak dotkliwie pobić więźnia, Arthura Millera, że ten zmarł kilka dni później. Jego jedyną winą było to, że brał udział w sprzedaży młyna należącego do rodziców Zeidla. Osobista zemsta nie miała granic.
Na rozkaz Eichmana Zeiddel zorganizował publiczne powieszenie szesnastu Żydów oskarżonych o przemycanie listów. Nie zawahał się ani na moment. Jesienią 1942 roku, gdy w getcie umierały tysiące, miał podobno powiedzieć, że wszystko idzie zgodnie z planem. Ta obojętność wobec masowej śmierci była jego znakiem rozpoznawczym.
W lipcu 1943 roku przeniesiono go do obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen. Tam kierował obozowym Gestapo i odpowiadał między innymi za Żydów z krajów neutralnych. Podobno manipulował dokumentami i umieszczał ludzi na listach deportacyjnych do Auschwitz. Potem trafił do Mauthausen, a w marcu 1944 roku wysłano go do Budapesztu.
Dołączył do specjalnego dowództwa Eichmana, które koordynowało zagładę węgierskich Żydów. W ciągu niespełna dwóch miesięcy, od połowy maja do początku lipca 1944 roku, z Węgier deportowano około 440 000 Żydów. Większość trafiła do Auschwitz-Birkenau. Około 80 procent wysyłano prosto do komór gazowych.
Krematoria nie nadążały, więc ciała palono w otwartych dołach. Zeiddel uczestniczył w konfiskatach i deportacjach w Debreczynie, a potem nadzorował węgierskich Żydów w obozach pracy przymusowej w Wiedniu i Dolnej Austrii. Jego kariera nabierała tempa. Ale wojna w Europie zakończyła się 8 maja 1945 roku.
Dla Zeidla zaczynał się nowy rozdział – ucieczka przed sprawiedliwością. Ukrywał się w Wiedniu pod fałszywym nazwiskiem. Ale w lipcu 1945 roku został aresztowany. Najpierw trzymały go amerykańskie siły okupacyjne, potem przekazano go Austriakom.
Czechosłowacja domagała się jego ekstradycji za zbrodnie w Terezinie. Austriackie władze odmówiły, tłumacząc, że wiele ofiar było austriackimi Żydami. I tak w październiku 1946 roku stanął przed austriackim Trybunałem Ludowym. Zarzuty dotyczyły egzekucji i nadużyć w czasie, gdy kierował gettem w Terezinie.
Uniewinniono go od konkretnych zarzutów morderstwa. Ale skazano za zdradę stanu i zbrodnię przeciwko ludzkości. Podczas procesu najpierw twierdził, że tylko wykonywał rozkazy. Później przyznał się do okrucieństw.
Odebrano mu doktorat uzyskany w 1941 roku. Wyrok brzmiał: śmierć przez powieszenie i konfiskata całego majątku. Gdy ogłoszono wyrok, Zeiddel spokojnie się skłonił. Ale zbladł i zaczął drżeć.
Potem błagał o łaskę. Nawet jego żona i matka prosiły prezydenta o ułaskawienie, powołując się na trójkę dzieci. Prezydent odmówił. 4 lutego 1947 roku o szóstej rano, w wieku trzydziestu pięciu lat, Zigfried Zeiddel został powieszony w Wiedniu.
Gdy założono mu pętlę na szyję, powiedział katowi, że nie żałuje Żydów, których zabił, i że nie ma czego żałować. Śmierć stwierdzono siedem minut później. Dziękujemy za oglądanie kanału World History. Pamiętaj, aby polubić i zasubskrybować oraz kliknąć dzwoneczek, aby nie przegapić naszych kolejnych odcinków.
Dziękujemy i do zobaczenia następnym razem na kanale.


