Niedziela, 29 kwietnia 1945 roku. Około szesnastu kilometrów na północny zachód od Monachium żołnierze 45. Dywizji Piechoty Siódmej Armii Stanów Zjednoczonych wkraczają do Dachau. Pierwsze, co ich uderza, to smród ludzkich odchodów i rozkładających się ciał.

Wielu z nich płacze albo wymiotuje na widok stosów wychudzonych zwłok. Ponad trzydzieści wagonów kolejowych wypełnionych tysiącami ciał, a w środku prawie trzydzieści tysięcy ocalałych – większość ledwo stoi, tysiące cierpią na tyfus i głód. Wielu z tych, którzy przeżyli, umrze w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy. Jednym z komendantów tego obozu był Aleksander Piorkowski, człowiek odpowiedzialny za systematyczne tortury i śmierć więźniów.
Piorkowski urodził się 11 października 1904 roku w Bremie. Miał czternaście lat, gdy skończyła się pierwsza wojna światowa, a w kolejnych latach patrzył, jak Niemcy pogrążają się w gospodarczym i politycznym chaosie. Traktat wersalski nałożył na kraj wysokie reparacje, utratę terytoriów i ograniczenia wojskowe. Hiperinflacja na początku lat dwudziestych zniszczyła oszczędności milionów ludzi.
Republika Weimarska zmagała się z ciągłą niestabilnością, częstymi zmianami rządów i słabym przywództwem. Wielu Niemców czuło się upokorzonych, a Adolf Hitler umiejętnie wykorzystał tę frustrację, obiecując odrodzenie narodowe i stabilizację. Piorkowski, podobnie jak wielu jego rówieśników, wkraczał w dorosłość w czasach niepewności. Wykształcił się na mechanika, potem pracował jako kupiec podróżny.
W czerwcu 1929 roku wstąpił do SA, nazistowskiej formacji paramilitarnej, a kilka miesięcy później został członkiem partii nazistowskiej. W 1933 roku, gdy Hitler został kanclerzem, Piorkowski wstąpił do SS. Wkrótce objął dowództwo nad pułkiem SS w Bremie, odpowiadając za rekrutację i szkolenie. Później przeniesiono go do Allensteinu, a we wrześniu 1936 roku odszedł ze służby ze względów zdrowotnych.
Nie na długo jednak zniknął z systemu. W 1937 roku pełnił funkcję tymczasowego komendanta obozu w Lichtenburgu, a po jego przekształceniu w obóz dla kobiet został zastępcą komendanta. W sierpniu 1938 roku przeniesiono go do Dachau. Pełnił tam funkcję kierownika obozu aresztu prewencyjnego, odpowiadając za wewnętrzne funkcjonowanie obozu i nadzór nad więźniami.
Od lutego 1940 roku do połowy września 1942 roku był komendantem całego obozu. To właśnie za jego kadencji rozpoczęły się masowe rozstrzeliwania radzieckich jeńców wojennych. Od końca 1941 roku żołnierzy Armii Czerwonej odseparowano od reszty więźniów i umieszczano w osobnych blokach. Celowo nie rejestrowano ich w ewidencji obozowej, żeby ich śmierć nie pozostawiła żadnych oficjalnych śladów.
Wyprowadzano ich z baraków, zabierano do aresztu i zabijano w krótkim czasie. Ciała trafiały do krematorium, a do obozu wracały tylko ich ubrania. Na początku 1942 roku opróżniono całe bloki radzieckich jeńców. Tylko w lutym kilkuset wyprowadzono i stracono.
Egzekucje odbywały się na poligonie poza obozem oraz wewnątrz zabezpieczonych bunkrów. Rozstrzeliwania przeprowadzały oddziały SS pod dowództwem Piorkowskiego. Po wojnie zeznawał Karl Szyc, członek jednostki strażniczej SS. Był świadkiem egzekucji jako sanitariusz.
Opisał, jak więźniów rozstrzeliwano z odległości od 25 do 50 metrów, po czym ciała rozbierano, ładowano na ciężarówki i wywożono do krematorium. Dokładnej liczby zamordowanych nigdy nie ustalono, ale dowody wskazywały, że ofiar mogły być tysiące. W garażu w pobliżu kwatery głównej SS znaleziono pojemnik z około dziesięcioma tysiącami nieśmiertelników należących do więźniów radzieckich i polskich. Piorkowski osobiście zatwierdzał kary cielesne.
Skazani otrzymywali chłostę kijami lub biczami – 25, a nawet 50 uderzeń. Komendant podpisywał nakazy karania, często ponad sto tygodniowo. W soboty nawet dwustu więźniów poddawano tak zwanemu wiszeniu, czyli zawieszaniu za ręce na wiele godzin. Bunkier nie mieścił tylu skazanych, więc kary wykonywano w obozowej łaźni.
Sam również nie stronił od przemocy. Polski więzień, były dyplomata o nazwisku Poliński, został pobity przez Piorkowskiego i wkrótce potem zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Radzieccy jeńcy również byli wielokrotnie bici. Jeden ze świadków widział w maju 1942 roku grupy żołnierzy Armii Czerwonej wychodzących z biura Gestapo – zakrwawionych i pobitych.
Więźniów poddawano też długotrwałej izolacji w bunkrze. Doktor From, więzień Dachau, wspominał: „Byłem w izolatce przez 17 dni, a następnie umieszczono mnie w ciemnej celi na 42 dni, gdzie otrzymywałem jedzenie tylko co trzy dni”. Za kadencji Piorkowskiego nadużycia przybrały jeszcze bardziej systematyczny charakter. Udzielił lekarzom SS pozwolenia na samodzielny wybór więźniów do eksperymentów medycznych.
Strażnicy działali pod jego zwierzchnictwem i dbali o to, by nikt nie mógł odmówić. W czerwcu 1942 roku Heinrich Himmler odwiedził Dachau, a Piorkowski osobiście oprowadzał go po obozie i zaprowadził w strefy eksperymentalne. Podczas wizyty zaprezentowano mobilną komorę niskociśnieniową – w trakcie demonstracji zmarł jeden z więźniów. Po wojnie ocaleni szczegółowo opisywali te eksperymenty.
Niektórych przywiązywano do stołów operacyjnych i poddawano zabiegom chirurgicznym, w tym operacjom tarczycy bez znieczulenia. Inni potwierdzali eksperymenty z hipotermią prowadzone przez doktora Sigmunda Ruschera – więźniów zanurzano w lodowatej wodzie lub wystawiano na ekstremalne zimno, aż tracili przytomność. Walter Rymer, ocalały z Holokaustu, zeznawał po wojnie o swoich przeżyciach. W kwietniu 1942 roku został celowo zarażony malarią w ramach eksperymentu doktora Klausa Schilinga.
Rymer opisał, jak choroba wyniszczała jego organizm i jak pozostawiono go bez odpowiedniej opieki. Uznał Piorkowskiego za odpowiedzialnego za swoje cierpienia i za śmierć innych – to Piorkowski dał lekarzom wolną rękę. Od lata 1941 roku pod jego kierownictwem organizowano także transporty więźniów uznanych za niezdolnych do pracy. Piorkowski osobiście wybierał skazanych razem z obozowymi lekarzami i otwarcie mówił, że trafią do komory gazowej.
Gdy jeden z więźniów wskazanych do transportu próbował zabrać swoje kule, Piorkowski mu na to nie pozwolił. Powiedział: „Nie potrzebujesz już kul, jutro będziesz u świętego Piotra”. Od jesieni 1941 roku aż do jego odwołania wysyłano w tych transportach około tysiąca więźniów miesięcznie. Wybierano przede wszystkim tych najbliższych śmierci.
Pod koniec stycznia 1942 roku około stu dziesięciu więźniów zabrano bezpośrednio z izby chorych. Od połowy stycznia do końca czerwca 1942 roku z Dachau wyruszyło około dwudziestu transportów, każdy liczący około stu osób. Zachowane rejestry potwierdziły, że nie były to zwykłe przeniesienia, lecz selekcje na śmierć. Do 1942 roku Piorkowski zaangażował się także w rozległą sieć czarnego rynku działającą w obozie.
Zasoby były nadużywane, cenne towary przekierowywano, a oficerowie SS wzbogacali się na nielegalnych transakcjach. Dachau stało się de facto punktem dystrybucji skradzionej żywności, artykułów luksusowych i mienia zrabowanego na okupowanych terytoriach. Piorkowski chronił te działania, bo przynosiły mu osobiste korzyści. Jego postępowanie w końcu zwróciło uwagę kierownictwa SS.
Podczas wizyty w 1942 roku Himmler zareagował furią na stan obozu oraz na powtarzające się i długotrwałe nieobecności Piorkowskiego w miejscu pełnienia obowiązków. Wszczęto wewnętrzne dochodzenie – ale nie w sprawie zabójstw, pobić czy eksperymentów. Chodziło o nadużycia finansowe i przekroczenie uprawnień. W połowie września 1942 roku Piorkowski został odwołany ze stanowiska komendanta.
31 sierpnia 1943 roku oficjalnie wyrzucono go z SS. Masowe zbrodnie popełnione za jego kadencji zostały zignorowane i pozostały bezkarne aż do końca wojny. Druga wojna światowa w Europie zakończyła się 8 maja 1945 roku. Prawie dwa lata później, w styczniu 1947 roku, Aleksander Piorkowski stanął przed amerykańskim trybunałem wojskowym podczas procesów w Dachau.
Oskarżono go o zbrodnie wojenne: udział w deportacjach, porwaniach i znęcaniu się nad więźniami, nadzorowanie nieludzkich eksperymentów medycznych oraz masowe rozstrzeliwania radzieckich jeńców wojennych. Trybunał uznał go winnym i skazał na karę śmierci. Po ogłoszeniu wyroku Piorkowski wielokrotnie błagał o łaskę, składając wnioski o ułaskawienie w nadziei na uniknięcie egzekucji. Wszystkie odwołania zostały odrzucone.
22 października 1948 roku Aleksander Piorkowski został powieszony. Miał 44 lata. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Niech żyją Niemcy, niech żyje moja rodzina. Bądź zdrów, panie pastorze, jestem gotowy.
Synu, pomścij mnie”.


