22 grudnia 1946 roku, w pobliżu atolu Quagelin, na dno Oceanu Spokojnego schodził jeden z wielu okrętów, które amerykańska marynarka wykorzystała do testów skuteczności broni nuklearnej na morzu. Jego śmierć była opóźniona i bolesna. Po otrzymaniu potężnej dawki promieniowania okręt przez pięć miesięcy nie nadawał się do żadnych napraw. Nawet jego zatonięcie nie było pozbawione upokorzenia – śruby wystają dziś nieelegancko ponad powierzchnię wody, a ich cień jest wyraźnie widoczny na zdjęciach satelitarnych.

Tym okrętem był Prince Eugen, najbardziej znany przedstawiciel ciężkich krążowników typu Admiral Hipper. Rodzina pięciu okrętów, której kuriozalne losy ujawniały wszystkie absurdy III Rzeszy. Powojenny raport napisany przez jednego z niemieckich inżynierów podkreślał, że w przypadku Niemiec trudno było sobie wyobrazić mniej przydatny typ okrętu niż tak zwany krążownik waszyngtoński. Pytanie brzmiało: co to właściwie znaczyło?
W 1935 roku Hitler poczuł się na tyle silny, że w marcu zapowiedział zbrojenia Niemiec, łamiące zasady traktatu wersalskiego. Powstawał Wehrmacht. 18 czerwca 1935 roku doszło do podpisania kluczowego niemiecko-brytyjskiego układu morskiego. Niemcy wywalczyli podniesienie limitu wyporności swojej floty nawodnej do 35 procent wyporności floty brytyjskiej.
Zgodnie z traktatem Kriegsmarine mogła dysponować ciężkimi krążownikami o łącznej wyporności 51 000 ton. Trzymając się zasad traktatu waszyngtońskiego z 1922 roku, taki krążownik miał limit wyporności 10 000 ton i działa kalibru 203 mm. Hitler miał większe ambicje niż jakiekolwiek traktaty. Formalnie umowy międzynarodowe pozwalały Niemcom na prostą kalkulację – pięć ciężkich krążowników.
Na ten scenariusz przygotowywano się już od 1934 roku, więc niemal natychmiast przystąpiono do konstrukcji trzech nowych okrętów. Miały one balansować między siłą ognia, prędkością i samowystarczalnością. Ale po co one właściwie były Niemcom potrzebne? Erich Raeder tak przedstawiał dylematy: „Planowaliśmy wszechstronne siły, a nie takie, które byłyby projektowane pod kątem konkretnego wroga.
Chociaż w czasie wojny z Anglią odczuliśmy ogromne zapotrzebowanie na okręty podwodne, w naszych pierwotnych planach zajmowały one zaledwie drugorzędną pozycję. ”
Trzecia Rzesza odziedziczyła typ okrętu, który siał popłoch we Francji. Były to krążowniki typu Deutschland, nazywane pancernikami kieszonkowymi, uzbrojone w armaty 280 mm i napędzane silnikami diesla. Kontynuacja tej serii nie była możliwa – traktat waszyngtoński określał maksymalny kaliber armat na 203 mm.
Logicznie wydawałoby się, że traktat wymusi nowe konstrukcje lekkich krążowników. Wręcz przeciwnie. Raeder wspominał: „Niestety Hitler, ze swoim wyraźnym zamiłowaniem do kwestii technicznych, upierał się przy porównywaniu prędkości, wielkości opancerzenia i siły ognia niemieckich okrętów z parametrami jednostek innych narodów. ”
Armaty o średnicy 203 mm oznaczały, że wobec sporej wyporności okręt nie posiadał prawdziwie ciężkiej artylerii.
Zakładano, że za to łatwiej będzie złamać limit wyporności. I tak nowe ciężkie krążowniki już w pierwszych planach znacznie przekraczały przyjęte 10 000 ton. Musiały być jednocześnie dobrze uzbrojone, opancerzone i szybkie. Aby spełnić te oczekiwania, projektanci zdecydowali się na napęd składający się z wysokociśnieniowych turbin parowych.
Miało to zapewnić świetną prędkość jak na ciężar i uzbrojenie okrętu. Zrezygnowano z koncepcji dieselowskich silników spalinowych. Argumentami za napędem parowym była łatwość uzupełniania paliwa, mniejsza waga i cichsze działanie. Przeciw przemawiały potencjalnie niski zasięg oraz zawodność.
Raeder pisał: „Silnik diesla był na tyle oszczędny, że zapewniał okrętom wyjątkowo duży zasięg, czyniąc je szczególnie dobrze przystosowanymi do operacji w dużej odległości od jakiejkolwiek bazy. Uważałem pierwsze wysokoprężne siłownie parowe zaledwie za krok pośredni w rozwoju. ”
Decyzje trzeba było jednak podjąć. W rzeczywistości technologia nie nadążała za takimi pomysłami.
Francja finalizowała szybkie pancerniki typu Dunkerque, oferujące szybkość krążownika z uzbrojeniem pancernika. Kłopoty wisiały w powietrzu. Kiedy w lipcu i sierpniu 1935 roku w Hamburgu i Kilonii rozpoczęto produkcję pierwszych dwóch ciężkich krążowników, nazwanych wstępnie H i G, a później Admiral Hipper i Blücher, nie było pełnego przekonania, jaką rolę miałyby pełnić. Hitler sam nie wiedział jeszcze, czy Kriegsmarine zostanie przetestowana na morzach i oceanach, czy też jej rolą jest tylko prestiżowa, odstraszająca i dyplomatyczna.
Całkowity koszt każdego takiego krążownika szacowano na około 100 milionów marek, około 25 razy więcej niż łódź podwodna typu VII C. Niemieckie stocznie miały twarde limity tego, co są w stanie wyprodukować w skończonym czasie. Coś, co wydawało się rozsądne w 1935 roku, w ciągu kilku lat mogło okazać się ciężarem niemożliwym do zrzucenia. W 1936 i 1937 roku rozpoczęto produkcję kolejnych trzech okrętów.
Finalnie cała rodzina miała składać się z Blüchera, Admirała Hippera, nieco ulepszonego Prince Eugena oraz dwóch spóźnionych Seydlitza i Lützowa. Słowami Raedera, budowa floty do celów politycznych odzwierciedlała sposób myślenia Hitlera o sprawach morskich. Interesował się okrętami wojennymi wyłącznie jako symbolami potęgi i wykazywał niewiele zainteresowania ich rozmieszczeniem oraz wykorzystaniem w rzeczywistych operacjach. Nowe ciężkie krążowniki prezentowały się na papierze wręcz wyśmienicie.
Były faktycznie ciężkie – nawet 18 000 ton wyporności, dozbrojone w broń przeciwlotniczą, teoretycznie w najnowocześniejszy typ napędu. Wymagały około 1400 osób załogi, tyle co szybki pancernik Dunkerque i prawie dwa razy tyle co francuski krążownik Algérie, który dysponował zbliżonym uzbrojeniem, cięższym pancerzem i większym zasięgiem. Problem w tym, że niemiecka dyplomacja była kierowana mimo wszystko na ostrą konfrontację. W ciągu 1938 roku sytuacja dyplomatyczna zmieniła się kompletnie.
Droga do układu monachijskiego i okupacji Czechosłowacji stopniowo pozbawiała złudzeń co do tego, czy Wielka Brytania i Niemcy znajdują się na kursie kolizyjnym. Hitler teoretycznie nadal zakładał, że Wielka Brytania nie da się wciągnąć w wojnę na kontynencie. Nawet kiedy w kwietniu 1939 roku rozpoczął przymiarki do ataku na Polskę, uspokajał dowódców, że konflikt nie doprowadzi do interwencji zachodnich potęg. Raeder mówił coś innego.
„W maju 1938 roku Hitler po raz pierwszy dał mi do zrozumienia, że musimy zacząć brać pod uwagę możliwość, iż Anglia i Francja staną się naszymi przeciwnikami. ”
W efekcie na początku 1939 roku Hitler zatwierdził założenia dalekosiężnego planu Z – rozbudowy Kriegsmarine do poziomu prawdziwej morskiej potęgi. Finalnie w 1948 roku flota miała posiadać 13 pancerników, 33 krążowniki różnych typów, cztery lotniskowce i 267 okrętów podwodnych. Ambicją Hitlera stawało się nie tylko posiadanie najpotężniejszej armii lądowej w Europie, ale też marynarki wojennej zdolnej rzucić wyzwanie angielskiej flocie.
Po drodze doszło jednak do krytycznych opóźnień. Dopiero 29 kwietnia 1939 roku Admiral Hipper został przekazany do służby. Tylko on zdążył przed wybuchem II wojny światowej. Blücher trafił do służby 20 września, Prince Eugen dopiero 1 sierpnia 1940 roku.
Dołączenie Wielkiej Brytanii do wojny 3 września 1939 roku wywróciło wszystkie mgliste założenia co do wykorzystania nawodnej floty. Hitler przez cały wrzesień łudził się, że zdoła nie zaogniać wojny na zachodzie. Wiele mówi fakt, że Raeder zezwolił starszym krążownikom ciężkim na operowanie na Atlantyku przeciwko statkom handlowym Wielkiej Brytanii. W grudniu 1939 roku Deutschland po niewielu sukcesach został skierowany do portu w Gdyni.
Hitler wpadł w symboliczną pułapkę prestiżowej floty – każda strata dużego okrętu była właściwie nie do uzupełnienia. Jego stan psychiczny najlepiej oddaje szybkie przemianowanie Deutschlanda na Lützowa, aby zminimalizować ewentualny propagandowy cios. W kontraście do tej kuriozalnej pozycji nawodnej floty, okręty podwodne zaczęły odnosić kolosalne sukcesy. U-47 dostała się do bazy morskiej w Scapa Flow i zatopiła pancernik Royal Oak.
Raeder tłumaczył: „Przewaga wroga nad naszymi siłami morskimi była tak ogromna, że prędzej czy później znikną one w wyniku wyczerpania albo na długi czas zostaną wyłączone z walki. Budowa nowych okrętów mających zastąpić te utracone była sprawą najwyższej wagi. Oznaczało to radykalny koniec planu Z. ”
Takimi okrętami były w gruncie rzeczy okręty podwodne.
Wstrzymano wszelkie dalsze prace nad wszystkimi dużymi okrętami, z wyjątkiem pancerników Bismarck i Tirpitz oraz krążownika Prince Eugen, które były bliskie ukończenia. Do akcji miano skierować tylko trzy pierwsze krążowniki typu Admiral Hipper. Dwa najnowsze – Seydlitz i Lützow – niedokończone, stawały się zagadką do rozwiązania. Po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow otwierały się opcje wymiany technologicznej.
Związek Radziecki wykazał zainteresowanie zakupem niedokończonego okrętu pod warunkiem niemieckiej współpracy w jego wykończeniu w stoczni leningradzkiej. 11 lutego 1940 roku, w samym środku wojny z Finlandią, Lützow został odholowany. Tam okręt doczekał się nowej nazwy Pietropawłowsk. Związek Radziecki zapłacił za niego 150 milionów marek, co oznaczało dla Niemiec marżę sięgającą stu procent.
Z dwojga złego sprzedaż niepotrzebnego krążownika wyszła III Rzeszy na dobre. Pierwszy prawdziwy test nawodnej floty miał przyjść w kwietniu 1940 roku, podczas operacji Weserübung – inwazji na Norwegię. Niemcy podeszli dość dosłownie do kwestii wsparcia działań lądowych, bo Blücher starał się nad ranem 9 kwietnia przedrzeć przez cieśninę prowadzącą do Oslo. Pomimo tego, że został oświetlony przez norweskie reflektory, co oznaczało utratę zaskoczenia, Blücher wpakował się prosto pod lufy ciężkiej artylerii i wyrzutnie torped twierdzy Oscarsborg.
Wielokrotnie trafiony, poszedł na dno w kompletnie rozczarowujących okolicznościach. Sprawa była na tyle wstydliwa, że na konferencji z Hitlerem przedstawiono mu scenariusz, jakoby Blücher trafił na minę. W innych starciach podczas kampanii norweskiej uszkodzeniu uległ także Hipper, którego cała nadchodząca kariera miała sprowadzać się do wahadła krótkich okresów gotowości bojowej i dłuższych okresów napraw. Prince Eugen zaliczył trafienia bombami zrzuconymi przez RAF na doki w Kilonii, co opóźniło jego wejście do służby do 1 sierpnia 1940 roku.
Straty poniesione wiosną 1940 roku zmniejszały szanse realizacji planów inwazji na Wielką Brytanię. Po przegranej w bitwie o Anglię Hitler stanął przed dylematem, jak wymusić na Brytyjczykach chęć negocjacji. Wzmożone operacje U-bootów przynosiły coraz obiecujące efekty, ale przestawienie stoczni na produkcję okrętów podwodnych dało prawdziwy efekt dopiero w 1942 roku, gdy po dołączeniu Stanów Zjednoczonych do wojny sytuacja Niemiec stawała się dramatyczna. Symbolicznymi ofiarami tego rozdarcia były przede wszystkim ciężkie krążowniki.
Hipper zaliczył rozczarowującą drugą połowę 1940 roku. 17 września ruszył niby wspierać operację Lew Morski, ale dzień później został skierowany z powrotem do portu. Tydzień później rozpoczął patrol na Atlantyku, ale 27 września uległ poważnej awarii. Dwa miesiące później Hipper wziął udział w starciu z brytyjskim konwojem.
Jego artyleria zaliczyła kilka trafień przeciwko krążownikowi Berwick, co doprowadziło do śmierci czterech Brytyjczyków. Poza tym Hipper wycofał się i przetrwał tylko dzięki pasywności sił brytyjskich. W wyniku ponownej usterki maszynerii musiał zawrócić do Niemiec. Wyszło na jaw, że nowoczesny, niesprawdzony napęd jest podatny na liczne usterki.
Kapitan Wilhelm Meisel zauważył, że niski zasięg działania jest wręcz paraliżujący. Nowoczesny napęd wciśnięty w okręt o wyporności 18 000 ton oznaczał kombinację braku solidności przy potężnym zużyciu paliwa. Porównywano później, że brytyjskie odpowiedniki w podobnych operacjach zużywały mniej niż połowę tego, co Prince Eugen. Meisel sugerował, że ciężkie krążowniki powinny otrzymać wsparcie przynajmniej dwóch szybkich tankowców.
Przeczyło to koncepcji działań korsarskich na dalekich akwenach. W grudniu 1940 roku na konferencji z Hitlerem Raeder przedstawił plany użycia krążowników zgodnie z ich teoretycznymi założeniami. W protokole spotkania czytamy: „Założenia misji. Jej jedynym celem są działania wojenne przeciwko nieprzyjacielskim liniom zaopatrzeniowym.
Głównym celem są konwoje, a nie siły eskortowe, których należy zawsze unikać, chyba że ustępują znacznie siłą. Führer wyraża zgodę. ”
Prawda była taka, że kolejne narzędzia w rękach aliantów – przewaga nawodna, powietrzna i wywiadowcza – utrudniały i tak niezręczne próby wykorzystania ciężkich krążowników. W maju 1941 roku Prince Eugen towarzyszył Bismarckowi w operacji Rheinübung.
W trakcie wymiany ognia z brytyjskimi siłami Prince Eugen dołożył własne trafienia w procesie zatapiania HMS Hood i uszkodzenia HMS Prince of Wales. Sam Bismarck odniósł jednak na tyle poważne obrażenia, że obrał kurs na doki w okupowanej Francji, podczas gdy Prince Eugen miał pozostać na morzu i zająć się korsarską robotą na Atlantyku. Prince Eugen podzielił los Hippera. Ciężki krążownik zaliczył usterki w maszynowni i odczuł niedobory paliwa.
Po drodze musiał być tankowany dwa razy. W efekcie zawrócił do Brestu, gdzie spędził dziewięć miesięcy, aby na początku 1942 roku wziąć udział w ucieczce nawodnej floty Kriegsmarine do Niemiec. Duże zużycie paliwa miało też inne konsekwencje. Front atlantycki musiał zostać zamrożony także z powodu malejących rezerw paliwa w całych Niemczech.
Mnóstwo materiałów kierowano na transport śródziemnomorski, by wesprzeć działania armii w północnej Afryce. Od tej pory losy ciężkich krążowników kumulują się w istną tragedię, a może nawet farsę. Stary Lützow, teraz Pietropawłowsk, został zbombardowany przez siły Luftwaffe i poszedł na dno – choć dno zatoki przy Leningradzie było płytkie, więc z czasem go podniesiono. Między majem a czerwcem 1942 roku Hitler zdecydował o przebudowie niedokończonego Seydlitza na lotniskowiec.
Niemieckie stocznie pracowały pół gwizdkiem nad dostosowaniem go do realiów wojny, w której największym zagrożeniem dla okrętów zaczęły być samoloty. Prince Eugen udowodnił, że dozbrojenie tej klasy okrętów w dodatkowe działka przeciwlotnicze ma swoje korzyści. 17 maja 1942 roku przetrwał poważny atak lotniczy przeprowadzony przez około pięćdziesiąt maszyn RAF. Mimo to jakakolwiek użyteczność Prince Eugena, przynajmniej w oczach Hitlera, wisiała już na włosku.
To Hipperowi przypadł wątpliwy zaszczyt przerwania tej nici. Koniec 1942 roku spędzał w norweskich portach, rzadko wypuszczając się z eskortą niszczycieli na patrole na Morzu Barentsa. 31 grudnia wziął udział w próbie przechwycenia konwoju JW51B. Doszło do rozczarowującego starcia z eskortą.
Dwa niemieckie krążowniki – Hipper i Lützow, stary Deutschland – straciły czas na walkę z wrogimi niszczycielami, co pozwoliło Brytyjczykom sprowadzić na miejsce dwa lekkie krążowniki. Choć Niemcy powinni mieć technologiczną przewagę, obawiając się nadejścia jeszcze większych sił, oderwali się od konwoju. Ujawniała się tutaj kolejna późna cecha Kriegsmarine. Po utracie Blüchera, Bismarcka i ucieczce z Atlantyku kapitanom brakowało gotowości do agresywnego działania.
Może udzielała im się paranoja, że za horyzontem czekają już brytyjskie okręty. Ta ostrożność uniemożliwiała wykorzystanie przewagi do zadania wrogowi znaczących strat. Hitler był wściekły. 6 stycznia 1943 roku odbył konferencję z dowódcami Kriegsmarine.
Atmosfera była oziębła. Hitler wpadł w długą tyradę dotyczącą nieskuteczności okrętów nawodnych. Protokolant parafrazował: „Nie powinno się uważać za degradację, jeśli führer zdecyduje się zezłomować duże okręty. Byłoby to prawdą tylko wtedy, gdyby usuwał jednostkę bojową, która zachowała pełną użyteczność.
Analogią w wojskach lądowych byłoby usunięcie wszystkich dywizji kawalerii. Führer zwraca również uwagę, że flota włoska wykorzystuje załogi swoich dużych okrętów do służby na niszczycielach. ”
Rzadko kiedy Hitler decydował się na negatywne porównanie działań swoich oficerów z działaniami sojuszników. Wbrew dowództwu Kriegsmarine Raeder miał przygotować plan wycofania ze służby wszystkich dużych okrętów.
Oznaczałoby to zakończenie prac nad przeróbką Seydlitza na lotniskowiec, wycofanie Admirała Hippera do 1 marca 1943 roku i pozostawienie Prince Eugena jako okrętu szkoleniowego. Stare podejście, którego symbolem był admirał Erich Raeder, przegrywało z nowym, którego twarzą był młodszy Karl Dönitz. 14 stycznia 1943 roku Raeder zakomunikował, że nie może dalej pełnić funkcji głównodowodzącego Kriegsmarine. Zastąpił go Dönitz.
Dönitz, cieszący się pełnym zaufaniem Hitlera, zdołał przekonać dyktatora, że całkowita eliminacja dużych okrętów nie ma sensu. W praktyce nie zmieniło to wiele. Admiral Hipper stał się okrętem szkoleniowym, został zbombardowany pod koniec wojny i przerobiony na złom. Seydlitz dokonał żywota w dokach Królewca.
Jedynie Prince Eugen, po kampanii na Bałtyku i wciąż na chodzie w maju 1945 roku, został przekazany Amerykanom. Finalnym ciosem musi być kontrast z użyciem niby mniej nowoczesnego krążownika Admiral Scheer, pamiętającego czasy Republiki Weimarskiej. Pozbawiony niebezpiecznych nowinek i działający na napędzie dieselowskim, osiągnął po stronie niemieckiej największe sukcesy w działaniach korsarskich przeciwko flocie handlowej aliantów. Admiral Scheer miał w końcu armaty 280 mm o wyraźnie większym zasięgu.
Oznaczałoby to, że traktaty rozbrojeniowe z lat 20. i 30. najmocniej zaszkodziły właśnie Niemcom, osiągając pośrednio swój cel. W projekcie Admirała Hippera miesza się megalomania, chaotyczne przywództwo, niejednoznaczna polityka zagraniczna oraz specyficzny niemiecki pęd za nowymi, często niesprawdzonymi technologiami.
Ponad solidność i sensowność stawiano na kolosy, na papierze imponujące, ale w praktyce niepotrafiące uzasadnić swojego istnienia. Historia klasy Admiral Hipper ujawnia też dwie skrajności typowe dla Niemców podczas II wojny światowej: najpierw arogancję w użyciu Blüchera, później ostrożność, a może nawet strachliwość, która podkopywała potencjalne sukcesy, jak podczas manewrów na Morzu Barentsa. Albert Speer w dziennikach ze Spandau zapisał, że Dönitz i Raeder podczas odsiadki ciągle wracali do tego tematu. Dönitz zarzucał poprzednikowi politykę budowy wielkich jednostek nawodnych.
Marynarka niemiecka przystąpiła do wojny z zaledwie 50 okrętami podwodnymi. Ze wzburzeniem wywodził, że Anglia już w 1941 roku zostałaby rzucona na kolana, gdyby Niemcy miały na początku wojny 300 U-bootów, których się domagał. Urocze kłótnie starszych panów, którzy dalej nie pogodzili się z przegraną wojną. Prawda jest taka, że okręty nawodne miały sens i dało się je bardzo skutecznie wykorzystać.
Z pewnością jednak musiałyby powstać w oderwaniu od tej mieszanki wielkości i nowoczesności przygotowywanej w realiach chybotliwej polityki zagranicznej III Rzeszy. A przy takim podejściu ani Admiral Hipper, ani Prince Eugen, ani Blücher nigdy by nie powstały.


