Kiedy w grudniu 1988 roku umierał cesarz Hirohito, burmistrz Nagasaki publicznie oskarżył go o doprowadzenie do wojny. Powiedział, że to cesarz ponosi winę za to, że nie zakończył jej wcześniej i…

Kiedy w grudniu 1988 roku umierał cesarz Hirohito, burmistrz Nagasaki publicznie oskarżył go o doprowadzenie do wojny. Powiedział, że to cesarz ponosi winę za to, że nie zakończył jej wcześniej i...

W grudniu 1988 roku, gdy cesarz Hirohito umierał, burmistrz Nagasaki powiedział publicznie, że to cesarz ponosi odpowiedzialność za wojnę i za to, że nie potrafił jej zakończyć, zanim bomby zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki. Ale czy jedna bomba naprawdę mogła zakończyć tę wojnę? Po ataku na Hiroszimę 6 sierpnia 1945 roku wydawało się, że Japonia musi się poddać. A jednak nie poddała się.

Thumbnail

Dlaczego? Latem 1945 roku Japonia była już w rozpaczliwej sytuacji. W czerwcu upadła Okinawa, amerykańskie bombowce niszczyły miasta jedno po drugim. W nocy z 1 na 2 sierpnia Toyama została zrównana z ziemią w 99 procentach.

Mimo to japońska propaganda głosiła hasło chwalebnej śmierci stu milionów, a cesarska armia wciąż liczyła sześć milionów żołnierzy. Rząd premiera Kantaro Suzukiego tkwił w politycznym klinczu – z jednej strony szukał drogi do negocjacji przez Moskwę, z drugiej deklarował walkę do końca. 26 lipca alianci wydali proklamację poczdamską z ultimatum: bezwarunkowa kapitulacja albo zniszczenie Japonii. Premier Suzuki odpowiedział na konferencji prasowej, że rząd może tę proklamację zignorować i będzie kontynuować wojnę.

Amerykanie odebrali to jako oficjalne odrzucenie. Japończycy wciąż liczyli na pośrednictwo Związku Radzieckiego, które miało im zapewnić lepsze warunki. Nie wiedzieli, że Stalin już podjął decyzję. 7 sierpnia, dzień po Hiroszimie, japońskie wojsko dementowało doniesienia o nowej broni.

Twierdzono, że to była zwykła bomba o wyjątkowej mocy. Gdyby przyznali, że Amerykanie wyprzedzili japoński projekt atomowy, musieliby uznać, że wojna jest przegrana. Japońscy naukowcy, jak Yoshio Nishina, wysłani do zniszczonego miasta, nie potrafili jednoznacznie potwierdzić użycia bomby atomowej. A nawet jeśli to była bomba atomowa – czy Amerykanie mieliby więcej niż jedną?

Czy warto było ryzykować los całego narodu na podstawie jednego przypadku? Największym paradoksem japońskiej władzy było rozproszenie odpowiedzialności. Nie było jednego dyktatora, który mógłby podjąć decyzję ponad głowami innych. Wielka Szóstka – kluczowi politycy i wojskowi – była podzielona.

Minister spraw zagranicznych Shigenori Togo i premier Suzuki skłaniali się ku negocjacjom, ale generał Korechika Anami, szef sztabu Yoshijiro Umezu i admirał Soemu Toyoda wciąż wierzyli w możliwość zadania aliantom tak poważnych strat, by wynegocjować lepsze warunki. Cesarz Hirohito do końca wierzył w zwycięstwo i dopiero latem 1945 roku zaczął dopuszczać myśl o negocjacjach. Kluczem japońskiej polityki było rzucenie na stół karty, którą trzymali od 1941 roku – neutralności wobec Związku Radzieckiego. Liczyli, że Moskwa pomoże im wynegocjować pokój jako nagroda za wstrzemięźliwość sprzed lat.

Te nadzieje runęły w nocy z 8 na 9 sierpnia, gdy Związek Radziecki wypowiedział Japonii wojnę i zaatakował Mandżurię. To właśnie ten atak wstrząsnął Japonią bardziej niż bomby atomowe. Admirał Toyoda przyznał później, że udział Rosjan bardziej przyczynił się do przyspieszenia kapitulacji niż bomby atomowe. Amerykanie, nieco skonsternowani brakiem reakcji Japonii na zniszczenie Hiroszimy, przesunęli termin zrzucenia drugiej bomby z 11 na 9 sierpnia ze względu na pogodę.

Bomba eksplodowała nad Nagasaki o 11:02 – w minutę po rozpoczęciu nadzwyczajnego posiedzenia Wielkiej Szóstki. Gdy oficer wszedł z meldunkiem o zniszczeniu Nagasaki, wojskowi wciąż trzymali się kurczowo dwuznaczności. Raportowano przecież, że efekt bomby był słabszy niż w Hiroszimie. Może Amerykanom brakowało środków na równie potężną bombę?

Dopiero 10 sierpnia wspólna narada niezależnych komisji wydała kilkunastostronicowy raport stwierdzający, że nad Hiroszimą i Nagasaki użyto bomby atomowej. A jednak nie wszystkie japońskie instytucje naukowe się z tym zgodziły. Armia wciąż zapewniała dowódców w polu, że nowy typ bomby nie powinien budzić grozy. Nawet wtedy, gdy Amerykanie zrzucili nad Nagasaki listy od fizyka Luisa Alvareza adresowane do profesora Ryokichiego Sagane z prośbą, by ten przekonał japoński Sztab Generalny o straszliwych konsekwencjach kontynuowania wojny – list trafił do adresata dopiero miesiąc później.

W nocy z 9 na 10 sierpnia Wielka Szóstka debatowała w paraliżu. Głosy były równo podzielone. Dopiero wtedy pojawiła się furtka, by decyzję podjął cesarz. Około północy Hirohito powiedział: „Popieram ministra spraw zagranicznych Togo”.

10 sierpnia cesarz oficjalnie opowiedział się za przyjęciem warunków proklamacji poczdamskiej. Był zdruzgotany – powiedział, że nie do zniesienia jest fakt, że tych, którzy służyli mu z oddaniem, trzeba teraz ukarać jako podżegaczy wojennych. Japończycy nie żałowali, że rozpoczęli wojnę. Żałowali tylko, że przegrywali ją w tak rozczarowujących okolicznościach.

Jedna bomba zrzucona na Hiroszimę nie mogła samodzielnie zakończyć wojny. Dopiero w połączeniu z inwazją na Mandżurię i zamknięciem iluzorycznej ścieżki negocjacji przez Moskwę bomba atomowa mogła mieć znaczenie. Bez ataku Armii Czerwonej Nagasaki nie byłoby ostatnim zniszczonym miastem.

Amerykanie mieli już przygotowane kolejne cele – następne miasto miało zostać zbombardowane po 24 sierpnia.