Mój były mąż przyszedł na wesele ze swoją nową dziewczyną i przy wszystkich wyśmiał moją firmę. „Tylko szkoda, że żaden twój pomysł nie wypalił” – rzucił, a ona dodała z uśmiechem, że to takie…

Mój były mąż przyszedł na wesele ze swoją nową dziewczyną i przy wszystkich wyśmiał moją firmę. „Tylko szkoda, że żaden twój pomysł nie wypalił” – rzucił, a ona dodała z uśmiechem, że to takie...

Wygładziłam beżową sukienkę i rozejrzałam się po sali weselnej. Kaśka miała ślub jak z bajki – białe róże, kryształowe świeczniki, zespół na żywo. Już bałam się, że stchórzysz i nie przyjdziesz – pisnęła, niemal taranując mnie tiulową kiecą. Utknęłam w korku na alejach, ale dotarłam.

Thumbnail

Nagle wyrosła przede mną Natalia, nowa dziewczyna mojego byłego męża. Uśmiechnęła się z wyższością. Anka, prawda? Widziałam cię na zdjęciach.

Bartek mówił, że masz własną firmę. Która dokładnie to jest ta firma? Prowadzisz agencję reklamową? To musi być takie słodkie, takie maleńkie przedsięwzięcie.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Bartek nachylił się do niej. Kochanie, Anka zawsze miała głowę pełną pomysłów. Tylko szkoda, że żaden nie wypalił. Odwróciłem się do Natalii: Twoja firma wciąż działa?

Nawet po tym, jak zostałaś bez głównego klienta? Krew we mnie zawrzała. Widziałeś moją ofertę. Sam ją odrzucałeś.

To był przemyślany plan działania, a nie chwilowy kaprys. Ale Bartek już nawijał dalej, że mógłbym ci pomóc, gdybyś była grzeczna, gdybyś nie udawała wielkiej pani prezes. Wtedy moją uwagę przykuł mężczyzna przy barze. Janusz Krynicki.

Cały czas obserwował naszą rozmowę, a w jego dłoni spoczywała wizytówka. Wstał, podszedł do mnie i przedstawił się jako prezes dużej spółki technologicznej. Słyszałem fragment rozmowy – powiedział spokojnie. Pani agencja?

Proszę mi opowiedzieć więcej. Zagadaliśmy się o marketingu, o strategiach, o moich planach. Janusz słuchał uważnie, a ja poczułam, jak po raz pierwszy od lat ktoś traktuje mnie poważnie. Kiedy popłynęła wolna piosenka, zaprosił mnie do tańca.

Prowadził pewnie i kulturalnie. Świetnie się z tobą tańczy – szepnął. Pasuje ci poniedziałek? U mnie w gabinecie, porozmawiamy o współpracy.

Bartek patrzył na nas z drugiego końca sali, ściskając szklankę z whisky, aż zbielały mu kostki. Kiedy wróciłam do stolika, syknął: Co ty wyprawiasz? Ty i Janusz Krynicki? On ma firmę wartą miliony.

On nie jest dla takich jak ty. Poszłam do łazienki. Stałam przed lustrem, gdy usłyszałam za sobą ciężkie kroki. Bartek zamknął drzwi.

Co ty sobie wyobrażasz, co? Myślisz, że on na poważnie się tobą zainteresuje? Jesteś tylko starą, samotną kobietą, która udaje wielką panią prezes. Złapał mnie za nadgarstek.

Myślisz, że jestem ślepy? Widzę, jak się przed nim wygibasz. Jaką masz agencję? Kilka osób i marzenia?

To ty rozbiłaś nasze małżeństwo, żeby się bawić w bizneswomen. Puść mnie – warknęłam, próbując się wyrwać. To ty mnie niszczyłeś. Mówiłeś, że do niczego się nie nadaję, że bez ciebie jestem nikim.

Nie pozwolę ci teraz wejść mi na głowę. Bartek przyparł mnie do ściany. Zobaczysz. On cię wykorzysta i wyrzuci.

Jesteś tylko łatwym łupem. Wtedy drzwi otworzyły się z trzaskiem. W progu stał Janusz. Jego twarz była kamienna.

Panie Bartoszu – powiedział lodowato – słyszałem całą rozmowę. I nie życzę sobie, żeby ktokolwiek tak traktował panią Anię. Bartek puścił mnie jak oparzony. Panie prezesie, to nieporozumienie.

My się tylko tak droczymy, znamy się z dawnych lat. Biznes to biznes, pan rozumie. Mamy przecież podpisany kontrakt na wdrożenie systemu. Janusz uniósł brew.

A właśnie – z pana firmą podpisaliśmy umowę. Ale po tym, co tu zobaczyłem, przekazuję sprawę do działu prawnego. Wstrzymujemy współpracę. Bartek zbladł.

Nie może pan tego zrobić! Zainwestowaliśmy w ten projekt miliony! Najwyraźniej może – odparł Janusz. Proszę przeprosić panią Anię i opuścić to przyjęcie.

Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do niej, nie będę tak uprzejmy. Bartek wybełkotał przeprosiny i zniknął w korytarzu. Zostałam sama z Januszem i myślą, że właśnie straciłam byłego męża, który w jednej chwili stracił najważniejszy kontrakt w swoim życiu. Ale wtedy Janusz powiedział: Wie pani, właśnie otworzyła się przed panią świetna okazja.

Moja firma potrzebuje partnera do obsługi PR i marketingu. Ma pani czas na poniedziałek? Na salę weselną wróciłam z lekkim sercem. Kaśka podbiegła do mnie z płonącymi oczami.

I jak tam? Widziałam, co się działo! – szepnęła. Wszystko w porządku?

Uśmiechnęłam się. Lepiej niż w porządku. Dzięki tobie dzisiejszy wieczór odmienił moje życie. Spojrzałam na Janusza, który skinął mi głową znad kieliszka szampana.

Po raz pierwszy od trzech lat poczułam, że stoję u progu czegoś wielkiego.