Wysłała tę wiadomość do Zosi, a przynajmniej tak jej się wydawało. Był szary, zimowy poranek, autobus trząsł na alejach Jerozolimskich, a Karolina, zmarznięta i niewyspana, pisała do przyjaciółki o tym, że jej brat wrócił z Londynu i podobno jest totalnie w typie Karo. „No ale Karo, naprawdę musisz wrócić do życia” – odpisała Zosia. Karolina uśmiechnęła się pod nosem, przekopiowała wiadomość o bracie i wysłała ją dalej.

Dopiero po chwili zauważyła, że poszła na czacie z kimś zupełnie innym. Z kimś, kogo numer zapisała wczoraj po spotkaniu biznesowym. Z kimś, kto właśnie odpisał. „Dziękuję za miłą wiadomość.
Choć muszę przyznać, że mam wrażenie, że miała trafić do kogoś innego. ”
Karolinie żołądek podskoczył do gardła. Spojrzała na nazwisko nadawcy. Antoni Nowakowski.
Miliarder. Właściciel jednej z największych firm deweloperskich w Warszawie. Człowiek, którego widywała wyłącznie na okładkach magazynów biznesowych. Napisała do niego, że jej brat jest „totalnie jego typem”.
– Jak mogłam to wysłać? – szepnęła do siebie, czując, jak policzki jej płoną. Zamiast przeprosić i uciec, odpisała. Nie miała pojęcia, dlaczego to zrobiła.
Może dlatego, że Zosia miała rację i naprawdę potrzebowała wrócić do życia. Napisała, że to pomyłka, że przeprasza, że chodziło o wiadomość do przyjaciółki. On odpisał po kilku minutach, że nie ma problemu, że to zabawna sytuacja, i że skoro już się odezwała – czy zgodziłaby się wziąć udział w projekcie, nad którym pracuje? Karolina roześmiała się nerwowo.
Projekt? Ona projektowała wnętrza w małej firmie na Pradze, robiła remonty mieszkań i biur. Miliarder nie potrzebował jej do niczego. Ale on twierdził, że owszem, potrzebuje.
Następnego dnia o piętnastej wszedł do ich biura. Idealnie skrojony granatowy garnitur, sekretarka, dwóch asystentów. Całe biuro zamarło. Karolina siedziała przy swoim mikroskopijnym biurku w kącie open space, udając, że poprawia rysunek techniczny.
Antoni podszedł do niej, wyciągnął rękę i powiedział głośno, tak żeby wszyscy słyszeli:
– Karolino, mam nadzieję, że zgodzisz się dołączyć do mojego zespołu jako niezależny konsultant. Potrzebuję kogoś, kto spojrzy na projekt Przystań świeżym okiem. – To musi być pomyłka – wykrztusiła. – Ja projektuję mieszkania na wynajem, nie… nie pańskie wieżowce.
– Właśnie dlatego cię chcę – odpowiedział spokojnie. – Bo nie myślisz jak oni wszyscy. Marcin, jej szef, stał dwa metry dalej i słuchał. Nie powiedział ani słowa.
Ale widziała jego wzrok. Zosia, gdy się o tym dowiedziała, niemal krzyczała do telefonu: – Idź, idź, idź! To nie jest propozycja małżeństwa, tylko praca! Karolina poszła.
Tydzień później stała w holu Nowakowski Tower, pod złoconym żyrandolem, czując, że zaraz zemdleje. Portier w futrzanym kołnierzu uśmiechnął się do niej i podał jej specjalną kartę do windy. Winda wjechała na dwudzieste trzecie piętro, kabina była przeszklona, a Warszawa rozciągała się pod nią jak na dłoni. Antoni czekał na nią przy biurku.
Podniósł wzrok i uśmiechnął się. – Gotowa na prawdziwe wyzwanie? Dostała własne studio. Pokój w rogu budynku, ze ścianami pokrytymi tablicami, stolikami do szkiców i widokiem na miasto.
Po raz pierwszy od lat poczuła, że robi coś, co ma sens. Projektowała wnętrza mieszkań w osiedlu Przystań, ale inaczej niż wszystkie, które do tej pory widziała. Nowocześnie, ale ciepło. Funkcjonalnie, ale z duszą.
Rano Antoni przynosił jej kawę. Siadał na brzegu biurka, pytał, co nowego, opowiadał o Berlinie, o książkach, o filmach. Pewnego wieczoru, gdy pracowała do późna, przyszedł i powiedział:
– Powinnaś była wyjść godzinę temu, Karolino. – Nie mogę, jeszcze nie skończyłam.
– To ja poczekam. Zabrał ją do małej knajpy na Pradze. Siedzieli do północy, rozmawiając o wszystkim oprócz pracy. O miejscach, do których chciałby wrócić.
O tym, że mógłby mieszkać gdziekolwiek, ale zawsze wraca do Warszawy. – Muszę jutro lecieć do Berlina – powiedział przy jej kamienicy, gdy już się żegnali. – Ale wrócę. Chciałem cię zaprosić na kolację.
Porządną kolację, nie knajpę na rogu. – To znaczy… – zaczęła, ale on tylko się uśmiechnął. – To znaczy tyle, że chcę cię poznać. Prawdziwą ciebie.
Pocałował ją w policzek i odszedł. Karolina stała na schodach, czując, jak serce bije jej szybciej niż zwykle. Wróciła do mieszkania i zadzwoniła do Zosi. – On mnie zaprosił na kolację.
Prawdziwą kolację. – No wreszcie – odparła Zosia. – Tylko nie spieprz tego tak jak wszystkiego. Karolina roześmiała się.
Może tym razem będzie inaczej. Może tym razem nie ucieknie. Ale zanim zdążyła dokonać jakichkolwiek planów, wydarzyło się coś, czego nie przewidziała. Trzy dni przed jego powrotem z Berlina, kiedy wchodziła do biura, zobaczyła na swoim biurku białą kopertę.
List od Marcina, jej dawnego szefa. „Proszę o pilny kontakt w sprawie umowy i projektu Przystań. ”
Karolina zmarszczyła czoło. Nie miała już żadnej umowy z Marcinem.
Wszystko było formalnie załatwione – Antoni zadbał o to, żeby jej przejście było czyste i zgodne z prawem. Zadzwoniła do niego. Odebrał po pierwszym sygnale. – Wiem o liście – powiedział.
– Marcin próbuje cię wciągnąć w coś, czego nie rozumiesz. – O czym ty mówisz? – Karolino, muszę ci coś powiedzieć. Ale nie teraz.
Nie przez telefon. To dotyczy projektu Przystań. I dotyczy również powodu, dla którego chciałem, żebyś to ty go projektowała. – Dlaczego?
– zapytała, czując, że ziemia zaczyna jej się palić pod stopami. – Bo twój były szef i mój wspólnik mieli wspólny plan, o którym nie miałem pojęcia. I niestety, wciągnęli w to ciebie.


