Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Teresa pochyliła się do przodu i powiedziała cicho: „Mam do ciebie niezwykłą prośbę. ” Poczułam, jak całe moje ciało sztywnieje. Przez lata nauczyłam się ufać Teresie – była moją szefową, mentorką i przyjaciółką. Ale coś w jej głosie sprawiło, że po raz pierwszy poczułam niepokój.

Magdalena, która do tej pory milczała, nagle się odezwała: „Chodzi o tort. Ogromny tort na pięćdziesiątą rocznicę ślubu moich rodziców. ” Usłyszałam swój własny głos, jakby należał do kogoś innego: „Dlaczego ja? Nie jestem cukiernikiem.
Nie mam pojęcia o tortach. ” Teresa uśmiechnęła się blado: „Bo wiem, że tego potrzebujesz. Ty też kiedyś piekłaś. Dawno temu.
”
Kiedy zostałyśmy same, Teresa podeszła do mnie i ścisnęła moją dłoń. „Anno, jeśli zgodzisz się na ten tort, dam ci coś, co należało do mojej babci – jej książkę z przepisami. ” Wytrzeszczyłam oczy. „Ta książka, o której mi opowiadałaś?
” Kiwnęła głową. „Magdalena powiedziała, że możesz wpaść do jej restauracji jutro w południe. Pokaże ci wszystko, co musisz wiedzieć. ”
Wyszłam z jej domu dwadzieścia minut później, trzęsąc się na całym ciele.
Ludzie w Warszawie spieszyli się do pracy, mijali mnie obojętnie, nie mając pojęcia, że właśnie zgodziłam się na coś, czego nie potrafię zrobić. Kiedy wróciłam do domu, Piotr jeszcze był w pracy. Stałam w kuchni, patrząc na puste blaty, i poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Co ja sobie myślałam?
Nie piekłam od dwudziestu lat. Piotr wszedł do mieszkania z teczką na ramieniu i uśmiechem na twarzy. „Co się stało? ” Wstałam cicho z łóżka i poszłam do kuchni.
Następnego dnia w południe Magdalena czekała na mnie w swojej restauracji. Pokazała mi różnicę między rodzajami szpatułek, wyjaśniła, jak używać obrotowej podstawy do tortów, jak wsadzać krem do rękawa cukierniczego. Patrzyłam na to wszystko i czułam, że to kolejna demonstracja tego, jak bardzo nie nadaję się do tego zadania. Tej nocy poszłam do łóżka, ale spałam niespokojnie.
Kilka dni przed terminem zadzwoniłam do jedynej osoby, która zawsze mnie rozumiała – do mojej siostry Kasi. „Co ja mam zrobić? Nie potrafię tego zrobić. Przyznać się do porażki, zanim sprawy pójdą naprawdę źle.
” Kasia milczała przez chwilę. „Anno, ty kiedyś uwielbiałaś piec. Pamiętasz, co czułaś, kiedy tworzyłaś coś pięknego? ” Westchnęłam.
„To było dwadzieścia lat temu. ”
Wstałam i podeszłam do szafki, gdzie trzymałam wszystkie składniki, które kupiłam – mąkę, cukier, jajka, masło. „Spróbuję” – powiedziałam głośno do pustej kuchni. „Po prostu spróbuję.
” Wstawałam o szóstej rano i ćwiczyłam do północy. Za pierwszym razem biszkopt opadł. Za drugim był suchy. Za trzecim krem się zwarzył.
Piotr wchodził do kuchni zaniepokojony, ale nie pytał. Przynosił składniki, zmywał naczynia, siedział ze mną do późna, dodając mi otuchy. Po tygodniu ćwiczeń weszłam do kuchni i zobaczyłam pięć róż leżących na pergaminie. Były niedoskonałe, ale były piękne.
Po raz pierwszy od miesięcy poczułam coś w rodzaju nadziei. Piotr wstał cicho i wyszedł do łazienki. Nagle ekran mojego telefonu zaświecił się nazwiskiem, którego dawno nie widziałam. Karolina.
Moja dawna znajoma. Ta, która twierdziła, że moje wypieki „nigdy nie były dobre”. Zacisnęłam palce na telefonie. „Dlaczego dzwoni do mnie teraz?
” – szepnęłam. Potem wysłałam wiadomość do Kasi. „Ona ma talent do łączenia ludzi” – odpowiedziała mi siostra. „Ale zastanów się, dlaczego właśnie teraz.
”
Zadzwoniłam do Magdaleny, a ta poradziła mi dodać kilka kropli soku z cytryny do biszkoptu. Wróciłam do domu z nową energią. O północy miałam dwadzieścia róż leżących na pergaminie. Wstałam o świcie, bo ostatni dzień przed tortem to była czysta desperacja.
O dziewiątej Piotr wszedł do kuchni, stanął w progu i zamarł. „Anno… to jest… niesamowite.
” Tort miał trzy piętra, biały lukier, kremowe róże i delikatne złote listki. Piotr pomógł mi zapakować tort do specjalnego pudełka, które kupiłam w sklepie Krystyny. Niosłam go do samochodu jak skarb. „Tylko nie jedź za szybko” – rzucił przez okno.
Na sali bankietowej było pełno ludzi. „Anno! Piotrze! ” – zawołała Teresa, podchodząc do nas.
Podeszłam do stołu, niosąc tort jak relikwię. Zofia i Magdalena dołączyły do niej. Czułam, jak krew uderza mi do głowy. Kiedy postawiłam tort na honorowym miejscu, usłyszałam zimny głos z tłumu: „Czy to ty zrobiłaś ten tort?
” Odwróciłam się. Karolina patrzyła na różowe róże na torcie. „Dokładnie takie same odcienie jak w paryskiej cukierni. Wszystkie profesjonalne cukiernie robią te same rzeczy” – odpowiedziałam cicho.
Karolina zaśmiała się, ale w jej oczach nie było wesołości. Podszedł do niej wysoki mężczyzna – jej mąż – i pocałował ją w policzek. Obserwowała mnie, gdy jedli przystawki i pili szampana. Magdalena w ogóle nie odzywała się do mnie.
Około dziewiętnastej zaczęłam się zbierać do wyjścia. Chciałam po prostu wrócić do domu. „Chodź ze mną” – szepnął Piotr do mojego ucha. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, obok mnie stanęła Teresa.
„Zostałyśmy same w małym gabinecie na pierwszym piętrze – Teresa zamknęła drzwi i odwróciła się do mnie. „Anna, chcę, żebyś wiedziała coś o Karolinie. O tym, co zrobiła dwadzieścia lat temu. ” Zamarłam.
„Co masz na myśli? ” Teresa wyciągnęła z kieszeni stare zdjęcie. Byłam na nim ja, młoda, uśmiechnięta, z ciastem w rękach. Obok mnie stała Karolina.
„To zdjęcie zostało zrobione dzień przed twoim wyjazdem z Paryża. Zanim zniszczyła twoją karierę. ”
Jechaliśmy do domu w milczeniu. O trzeciej nad ranem wstałam i poszłam do kuchni.
Następnego dnia Piotr poszedł do Teresy. Wrócił i powiedział: „Powiedziała mi wszystko. O tym, że Karolina celowo sabotowała twoje ciasto na ważnym konkursie. Że to ona wmówiła ci, że nie masz talentu.
” Poczułam, że łzy zaczynają napływać mi do oczu. „To nie było moje ciasto, które upadło. To było jej zepsute, które podłożyła mi na miejsce. ” Słowa te wbiły się we mnie jak nóż.
Magdalena pochyliła się do przodu. „Wróciłam do domu i usiadłam przy kuchennym stole. Wyciągnęłam notes i zaczęłam robić listę. O szesnastej trzydzieści Piotr wrócił do domu.
Następnego dnia zadzwoniłam do Magdaleny, potem do kwiaciarni. Anno, ta książka należała do mojej babci” – powiedziała Teresa, kiedy wręczała mi ją dzień później. Przytuliłam książkę do piersi i płakałam. Zrobiłam tort dla rodziców Teresy.
Może zgodziłam się, bo czułam, że to jest mój powrót. Ale w środku nocy obudziłam się z pytaniem: czy Karolina naprawdę się zmieniła? I dlaczego Teresa czekała dwadzieścia lat, żeby mi o tym powiedzieć?
Do zobaczenia w następnej historii.


