„Serio? Dwadzieścia tysięcy? ” – Monika uniosła brew, patrząc na mnie przez ekran laptopa. Kiwnęłam głową, czując, jak serce bije mi szybciej.

„Postawiłam dwadzieścia tysięcy, że przyjdę na zjazd po dwudziestu latach i że będę pierwsza. ”
Minęło prawie dwadzieścia lat, a ja wciąż pamiętałam to głupie napięcie, kiedy wchodziłam do sali. To samo uczucie wróciło, gdy otworzyłam aplikację bankową i wpisałam kwotę. Dwadzieścia tysięcy na to, że pokażę im wszystkim, kim się stałam.
Odłożyłam telefon ekranem do dołu. Na stole leżał laptop, notes i elegancka granatowa teczka. Jutro podpisuję kontrakt, o który walczyłyśmy pół roku, a ja spędzam wieczór na dyskusjach z ludźmi, których nie widziałam od dwóch dekad. Moja wspólniczka miała rację, ale nie potrafiłam jej wytłumaczyć, że to nie był zwykły impuls.
O dziewiątej czterdzieści weszłyśmy do nowoczesnego biurowca przy placu Dominikańskim. Wszystko szło zgodnie z planem. Po podpisaniu umowy pojechałyśmy do studia, a potem do hotelu Meridian – dwadzieścia pięter, na których miało się odbyć to wielkie spotkanie. Kiedy weszłam do sali, wszystkie spojrzenia zwróciły się ku mnie.
Podeszłam do stolika z listą obecności. „No tak, ale urwał” – usłyszałam za sobą głos Moniki. Odwróciłam się. Przyglądała mi się od stóp do głów.
„No dobra, to Natalia wygrała. No bo to był taki żart. Dopiero kiedy widzieli reakcje osoby, do której kierowali swoje słowa. ”
Poczułam, jak krew napływa mi do twarzy.
Więc o tym mówili. O nagraniu sprzed lat, o tych wszystkich komentarzach pod filmem, o tym, jak mnie wyśmiewali. A teraz patrzyli na mnie, czekając na reakcję. „Chodźcie do sali” – rzuciła Monika do pozostałych.
Kiedy ludzie zaczęli się rozchodzić, Alicja pochyliła się do mnie. „Nie słyszałam początku, ale szybko zorientowałam się, do czego to zmierza. Może mogłybyśmy porozmawiać same? Chodziłyśmy razem do szkoły przez cztery lata, prawie dwadzieścia lat temu, ale jednak się znamy.
”
Weszłyśmy do windy. „Nie musisz dostać się do Vela, żeby coś osiągnąć” – powiedziała, gdy drzwi się zamknęły. „Wiem, że nie rozmawiałyśmy od prawie dwudziestu lat. No dobrze, ale skoro wiedziałaś, że próbowałam dostać się do Vela, to czemu nic nie powiedziałaś?
”
Zamarłam. Karolina, narzeczona Adriana, nachyliła się do mnie wcześniej i właśnie zaczynałam rozumieć, że to spotkanie to nie przypadek. Że mają ze mną do pogadania. Że moja decyzja o przyjściu na ten zjazd uruchomiła lawinę, której nie mogłam już zatrzymać.
Weszłyśmy do sali na ostatnim piętrze. Hotelowy system automatycznie przełączył ekran na materiały wydarzenia. I wtedy zobaczyłam Dorotę Maj, jedną z dyrektorek, która podeszła do mnie z uśmiechem. „To ty jesteś Natalia?
Byłaś o krok od tego, żeby nie dostać się do naszego zespołu. Ale nie mówię: nie bierz tego do siebie. ”
Cały wieczór czułam, że to nie jest zwykły zjazd absolwentów. Monika podeszła do mnie później i powiedziała wprost: „Natalia, sama wpłaciłaś dwadzieścia tysięcy.
Wszystko, wszystko, nawet twoje dwadzieścia tysięcy. ” I wtedy zrozumiałam, że to nie był zakład o pieniądze. To była gra o coś znacznie większego. Adrian podszedł do mnie, kiedy wkładałam telefon do torebki.
„Większość ludzi po wspólnym zdjęciu wróciła już do stolików. A ty? Stać cię na coś więcej niż dwadzieścia tysięcy w zakładzie. ” Dorota pokręciła głową i wróciła do rozmowy z klientem.
Podeszłam do ogromnego okna, patrząc na światła miasta. „Brzmi zdrowiej niż dwadzieścia tysięcy w zakładzie” – powiedziałam do siebie. „Będę ci to wypominać do emerytury” – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się.
To była Ewa. Uśmiechnęła się. „Obie decyzje należały do mnie. ”
Wsiadłam do windy, czując, że to nie był koniec.
Że dwadzieścia lat temu coś zaczęło się w tej szkolnej sali, a teraz wracało do mnie z całą siłą. I choć nikt nie wracał do starego nagrania, ja wciąż słyszałam te głosy. Ale przynajmniej wiedziałam jedno – nie żałowałam ani jednej złotówki.


