Wróciłam do domu cała posiniaczona i opuchnięta, a tam nie było nikogo, kto by mi pomógł. Włosy przylepiły mi się do skroni, a w ustach czułam smak krwi, bo ugryzłam się w wargę, żeby nie krzyczeć. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Stał w nich Karol, mój mąż, z wściekłością w oczach.

„Dzwonię do Karola, żeby cię rozerwał” – syknął, ściskając w dłoni szmatkę do czyszczenia klatki. Całe moje ciało straciło równowagę, zwaliłam się do przodu, objęłam matkę i szlochałam. „Zabierz ją z powrotem do domu i przywiąż” – krzyczała Zofia, moja teściowa. „Wysłałam Julię do szkół, żeby zarabiała pieniądze jak woda, a ona ma wracać do twojego domu i być darmowym bankomatem”.
Odwrócił się do mnie i zagroził, używając autorytetu męża: „Pozew wyśle do ciebie i twojej rodzinie”. Ale tym razem ja miałam broń. W moim osobistym sejfie leżał stos pokwitowań i umów na prace remontowe o wartości ponad 400 000 zł, które zainwestowałam w ten pozorny dom. Zażądałam rozwodu bez orzekania o winie i zwrotu co najmniej połowy zainwestowanych pieniędzy.
Kiedy Zofia usłyszała o 200 000 zł, przewróciła się na ziemię. „Nie mamy tyle gotówki” – zawyła. Arkadiusz, mój ojciec, wykorzystał swoje kontakty i zdobył dowody, że Karol był zadłużony na ponad 300 000 zł z powodu hazardu i kochanek. „Jeśli nie podpiszesz zgody na rozwód i nie wypłacisz 200 000 zł, wyślę całą dokumentację o twoich długach do twojej firmy” – zagroził.
Karol w końcu ustąpił, ale presja finansowa doprowadziła go do szaleństwa. Karolina, jego kochanka, ukradła mu wszystkie pożyczone pieniądze i uciekła. Zofia wydała ostatnie tchnienie tuż przed wejściem do szpitala, zabierając ze sobą całą swoją podłość i żal.


