Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, teściowa stała już w moim przedpokoju i rozglądała się po ścianach, jakby oceniała, czy warto się tu zatrzymać na dłużej. Za nią weszła Barbara z torbami, a z samochodu wysiadł jeszcze Jakub, chłopak może trzynastoletni, z telefonem przyklejonym do dłoni. „Rodzina już do was jedzie” – usłyszałam w słuchawce wcześniej tego dnia. Teściowa zaprosiła gości do naszego domu, nie pytając mnie ani Patryka o zdanie.

Mikołaj pojechał po południu do mojej mamy i miał zostać u niej aż do niedzieli. Mieliśmy spokojny weekend przed sobą, a przynajmniej tak mi się wydawało. Praca, szkoła, zakupy, jakieś sprawy do załatwienia – zwykły plan, który nagle przestał istnieć. „No mamo” – powiedziałam do słuchawki, ale teściowa już się rozłączyła.
„No Barbara” – mruknęłam do siebie, patrząc na walizki, które zaczęły pojawiać się w moim korytarzu. „No jak to co? Przyjeżdżają do was przenocować” – odpowiedziała mi Barbara, jakby to było najbardziej oczywiste na świecie. Podeszłam do okna, żeby zobaczyć, kto jeszcze wysiada z samochodu.
„No nareszcie! ” – zawołała teściowa, wchodząc do domu bez pukania. Jakub tymczasem zdjął buty, rzucił je przy szafce i zapytał: „Jakie jest hasło do WiFi? ”.
Patrzyłam na bagaż, który wniósł Patryk, i zaczynałam się zastanawiać, czy przypadkiem nie zamierzają się do nas przeprowadzić. „Magda, no przecież jesteśmy rodziną” – powiedziała Barbara, widząc moją minę. „No oczywiście” – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby, bo co innego mogłam powiedzieć? Chwilę później do kuchni wszedł Patryk, mój mąż, i od razu zapytał: „No Barbara, ty to wiesz, jak człowieka postawić na nogi.
No najpierw rynek, potem może Ostrów Tumski”. Poczułem, że filiżanka zatrzymała mi się w połowie drogi do ust, gdy dodał: „No tak, dzisiaj wieczorem. Mama powiedziała, że możecie u nas mieszkać do poniedziałku”. „Czyli do poniedziałku?
No wszystkie trzy dni? ” – zapytałam, a on tylko wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się do Barbary i powiedziałam: „No i widzisz, wiedziałam, że się dogadamy”. Po śniadaniu Barbara od razu zaczęła się szykować do wyjścia.
Patryk zbierał ze stołu kubki, ja spokojnie wkładałam naczynia do zmywarki. Przez cały czas myślałam o jednym: w łazience od tygodnia czekała awaria, którą trzeba było naprawić. Trzeba było dostać się do rur, rozkuć kawałek ściany i wymienić stare połączenie. Ale poprzedniego wieczoru, kiedy Barbara i reszta wreszcie poszli spać, napisałam do hydraulika, którego polecił nam sąsiad.
„No dobrze, remont jak remont” – powiedział Patryk, gdy powiedziałam mu o planie na dziś. „No i tak cały dzień będziemy w mieście”. Patryk wszedł do łazienki i zaczął wyciągać z szafki środki czystości. „No będą kuć” – powiedział do Jakuba, który nagle uniósł głowę znad telefonu.
„Jak będą potrzebowali dostępu do gniazdek, trzeba będzie go odłączyć”. Jakub jęknął tak ciężko, jakby właśnie odcięto mu dostęp do świata. Po chwili do środka wszedł hydraulik z dużą torbą narzędziową, a za nim drugi mężczyzna niosący skrzynkę i wiertarkę. Podeszłam do nich, a Tadeusz, teść, stanął w drzwiach łazienki i zajrzał do środka.
„No remont” – powiedział hydraulik, a Tadeusz tylko pokręcił głową i chodził od okna do okna. Barbara kilka razy zaglądała do łazienki, jakby liczyła na to, że rury same się naprawią. W końcu podeszła do mnie do kuchni i powiedziała: „No ten remont. No właśnie.
Do tego parking, jedzenie. Dlatego przecież jechaliśmy do rodziny”. „Przecież możecie pojechać do mamy. Do Ewy” – powiedziałam spokojnie.
A ona na to: „No tak. No przecież. No rzeczywiście niedobrze powiedziała Ewa ostrożnie. To przyjedziemy do ciebie”.
„Do mnie? No tak, na dwie noce” – odpowiedziała Ewa przez telefon, gdy zadzwoniłam do mamy. „No przecież nie takie małe” – dodał Tadeusz, nachylając się do słuchawki. I wtedy mama powiedziała coś, co sprawiło, że wszystko zaczęło się układać w całość: „Ja ich zaprosiłam do was”.
Patryk spojrzał na mnie, a ja poczułam, jak coś we mnie pęka. To nie była pomyłka. To nie był przypadek. Mama wysłała teściów do nas, a teraz oni naprawdę pojechali do Ewy.
No prawie cisza. Jakub od pół godziny pyta o hasło do internetu. „Mamo, no co? ” – zapytałam, a ona odpowiedziała: „A może jutro, jak trochę ogarniecie, wrócą do was na ostatnią noc?
”. Barbara z rodziną została u niej do poniedziałku. Bez zaproszenia nikt już do nas nie przyjeżdżał.
I właśnie wtedy, gdy myślałam, że to koniec, zadzwonił telefon.


