Wyszliśmy do ogrodu. Ja podniosłem z ziemi dwa spadłe jabłka i poprawiłem wąż do podlewania. Kiedy wróciliśmy do kuchni, Filemon siedział już na krześle. Ale wieczorem wracałem do kuchni i słyszałem tylko lodówkę.

Julia rozejrzała się, podeszła do okna, zajrzała do szafy i uśmiechnęła się. Wniósł wszystko do garażu, więc nie musiałem dźwigać. Najpierw pojawił się ich ekspres do kary. Zajmował pół blatu i wydawał dźwięki, jakby przygotowywał się do startu.
W końcu Julia weszła do kuchni. Przesypałam do pojemnika. Przez 20 lat cukier stał w tej samej szafce. Przeniosłam miskę do pomieszczenia gospodarczego.
Przeniosłam część do garażu. Do garażu? Wziąłem rękawice i zaniosłem do garażu. Odłożyłam ją do kosza na makulaturę.
Czasem wpadał na kawę, czasem ja szedłem do niego. Może Luna nie powinna wchodzić do salonu? I wtedy dotarło do mnie coś dość absurdalnego. Do końca tych dwóch miesięcy zostało kilka dni.
Pogoda dopisała, więc wyszedłem do ogrodu. Ja mam blisko do pracy, a mieszkanie w Bydgoszczy przynajmniej na siebie zarabia. Julia miała do pracy kilka minut samochodem. Dokładali się czasem do zakupów.
Skończyłem pracę w ogrodzie i wróciłem do domu. Około 20. Po czym wróciła do rozmowy. Do południa pod dom zaczęły podjeżdżać samochody.
Nie należałem do tych, którzy liczą każdy krok gościa po trawniku. Przesunęłam, nie pasowało do reszty. Ja do reszty też nie bardzo pasuję. Wytrzyma do jutra.
Nie powiedziałem jej, że system miał ustawiony automat. Podszedłem do Julii. Julia chodziła od stołu do stołu i poprawiała rzeczy, które wyglądały już dobrze. Podeszła do stołu, wyciągnęła szyję i jednym szybkim ruchem chwyciła spory kawałek mięsa.
Krawędź materiału wisiała prawie do ziemi. Powoli, wytrwale, jakby ktoś zaprogramował go nie do sprzątania, tylko do likwidacji przyjęcia. Powiedział cicho podchodząc do mnie. Już powiedziałem, wstałem, podszedłem do sterownika przy ścianie i wyłączyłem podlewanie.
Damian podszedł do niej i podał jej ręcznik. Miał na sobie stary t-shirt i wyglądał, jakby jeszcze nie do końca się obudził. Julka ma kilka minut do pracy. A człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do wygody.
Sam doszedł do tego miejsca i nie chciałem mu pomagać. Dobra, dzisiaj siadamy do ogłoszeń. Dzwonili do właścicieli, porównywali dzielnice i opłaty. Damian wynosił walizki do samochodu.
zaśmiał się i zaniósł je do samochodu. Kiedy zostało już tylko kilka drobiazgów, Julia podeszła do mnie w przedpokoju, trzymała klucz. Kiedy zniknął za zakrętem, wróciłem do domu i nagle zrobiło się cicho. Dom wrócił do swojego rytmu.
Rano wychodziłem z Luną do ogrodu. Jeśli historia została z wami do końca, zostawcie łapkę w górę.


