Stał przede mną starzec w wytartym płaszczu i wyciągnął zawinięty w chusteczkę stary zegarek. Powiedział, że to pamiątka po ojcu. Ja, właściciel lombardu, spojrzałem na niego z góry i…

Stał przede mną starzec w wytartym płaszczu i wyciągnął zawinięty w chusteczkę stary zegarek. Powiedział, że to pamiątka po ojcu. Ja, właściciel lombardu, spojrzałem na niego z góry i...

Patryk stał za ladą swojego lombardu „Złoty Strzał” i wodził wzrokiem po gablotach pełnych błyszczącej biżuterii. Dla niego liczyły się tylko pieniądze i szybki zysk. Nienawidził biedy i ludzi, którzy przynosili mu do zastawienia swoje ostatnie skarby. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem.

Thumbnail

Do środka wszedł starszy mężczyzna – miał około osiemdziesiątki, był wychudzony, ubrany w wytarty płaszcz, a jego dłonie drżały, gdy wyciągał z kieszeni małe zawiniątko owinięte w pożółkłą chusteczkę. – Dzień dobry, synu – powiedział cicho, kładąc zawiniątko na ladzie. – Przyszedłem, bo potrzebuję pieniędzy. To należało do mojego ojca.

Patryk spojrzał na niego z góry. Wziął paczuszkę dwoma palcami, jakby dotykał czegoś zaraźliwego. Rozwinął chusteczkę i zobaczył stary, złoty zegarek kieszonkowy. Był brudny, porysowany, a na pokrywie widniał wygrawowany herb.

– To jest antyk – powiedział starzec z nadzieją w głosie. – Mój ojciec dostał go od samego hrabiego. Ma ponad dwieście lat. Patryk prychnął.

Podniósł zegarek do światła, ale zamiast zachwytu na jego twarzy pojawiła się pogarda. – Panie kochany – powiedział z udawaną uprzejmością. – To zwykły szmełc. Może i stary, ale nikt tego nie kupi.

Ja mogę dać panu sto złotych. Najwyżej. Starzec pobladł. – Sto złotych?

– wyszeptał. – Ale to rodzinna pamiątka. To jedyne, co mi zostało po ojcu…

– Sto złotych albo nic – uciął Patryk, odsuwając zegarek na bok. – I tak robię panu łaskę.

Mężczyzna spuścił głowę. Przez chwilę milczał, a potem wyciągnął drżącą rękę. – Nie… Nie sprzedam go za sto złotych. To nie jest uczciwa oferta.

Patryk wzruszył ramionami i rzucił zegarek w stronę starca. – To bierz pan i idź sobie do piekarni pod dworcem. Nie wracaj tu więcej – powiedział twardo. Starzec złapał zegarek i zapakował go z powrotem w chusteczkę.

Jego oczy były wilgotne, ale nie powiedział ani słowa. Odwrócił się i ruszył do wyjścia. W tym momencie drzwi otworzyły się z impetem. Do środka wszedł wysoki, dobrze ubrany mężczyzna w ciemnym płaszczu.

Obok niego stał młody chłopak, może siedemnastoletni, w znoszonym ubraniu. Patryk natychmiast wyprostował się i przykleił do twarzy nienaturalny, służalczy uśmiech. – Dzień dobry, panie Edwardzie! – zawołał.

– Miałem do pana osobiście dzwonić. Edward zignorował go. Odepchnął Patryka ręką, niemal przewracając go, i podszedł prosto do starca, który stał już przy drzwiach. – Przepraszam… Przepraszam najmocniej, panie Antoniego – powiedział Edward niskim, pełnym szacunku głosem.

– Widziałem wszystko z okna mojego biura. Antoni odwrócił się zaskoczony. Edward podszedł do niego, zdjął kapelusz i skłonił się nisko. – Panie Antoni – powiedział.

– To, co zrobił ten człowiek, jest hańbą. Proszę mi wybaczyć, ale mam obowiązek naprawić tę krzywdę. Spojrzał na zegarek w ręku starca. – Czy mogę zobaczyć?

Antoni, wciąż oszołomiony, podał mu zawiniątko. Edward rozwinął je ostrożnie, jakby trzymał największy skarb. Przez chwilę milczał, a jego oczy zabłysły. – Panie Antoni – powiedział w końcu.

– To jest niezwykły egzemplarz. To nie jest zwykły zegarek. To jest XVIII-wieczny zegarek wykonany na zamówienie dla rodziny hrabiów Rawiczów na zamku w Krośnie. Widzi pan ten herb?

To klejnot o wartości… – zrobił pauzę – …co najmniej dwóch milionów złotych. Patryk zakrztusił się powietrzem. Zbladł jak ściana. – Co… Co pan mówi?

– wyjąkał. – To niemożliwe. Ja myślałem, że to…

– Pan myślał? – Edward odwrócił się do niego z zimnym uśmiechem.

– Pan nie myślał. Pan próbował wykorzystać biednego starca. To jest przestępstwo. Patryk zaczął się pocić.

– Niech pan posłucha… To był błąd. Nie wiedziałem. Dam panu dziesięć tysięcy… gotówką. Natychmiast.

– Pan weźmie te dziesięć tysięcy? – Edward zwrócił się do Antoniego. – Pan rozumie, że ten człowiek próbował pana oszukać? Antoni spojrzał na Patryka, a potem na zegarek.

– Nie chcę jego pieniędzy – powiedział cicho. – Chcę tylko, żeby mój ojciec nie został zapomniany. To jedyne, co mi po nim zostało. Edward skinął głową.

– W takim razie mam propozycję. Ja osobiście pokryję koszty, a jeśli pan pozwoli, odkupię od pana prawo do wystawienia tego zegarka w oficjalnej kolekcji państwowej. Zrobię wszystko, żeby pamięć o pana ojcu została uhonorowana. Antoni rozchylił usta.

– To… To niemożliwe. Ja nie mam pieniędzy, żeby…

– Nie martwi się pan o pieniądze – przerwał Edward. – Zajmę się wszystkim. Pan tylko podpisze zgodę.

Odwrócił się do Patryka. Jego głos był twardy jak stal. – A pan – powiedział. – Jutro rano osobiście zadzwonię do Krajowego Stowarzyszenia Antykwariuszy oraz do właściciela lokalu, który wynajmuje panu to miejsce.

Opowiem im, co pan zrobił. Nikt już nigdy nie wejdzie do pana lombardu. Pan skończył na tym rynku. Patryk cofnął się, trzęsąc się ze strachu.

– Nie… Nie może pan tego zrobić…

– Może – powiedział Edward. – I zrobię to. Antoni, wciąż nie wierząc w to, co się dzieje, podszedł do Edwarda i uścisnął mu rękę. Jego dłonie drżały, ale po raz pierwszy od dawna na jego twarzy pojawił się uśmiech.

– Dziękuję… – wyszeptał. – Dziękuję panu. Edward uśmiechnął się ciepło. – Nie ma za co.

To ja powinienem panu dziękować. Pana ojciec zasłużył, żeby o nim pamiętano. Tymczasem Antoni przeprowadził się do małego, ale przytulnego domku z ogrodem, położonego blisko rzeki, którą jego ojciec tak bardzo kochał i chronił. Nie musiał się już martwić o pieniądze.

Zegarek ojca zajął honorowe miejsce w muzealnej gablocie, obok innych pamiątek po rodzinie Rawiczów. A Patryk? Dowiedział się, że prawdziwa wartość nie ma nic wspólnego z tym, co można kupić za pieniądze.

Ale to już zupełnie inna historia.