Krystyna Nowakowska przez dwadzieścia lat harowała na to mieszkanie. A teraz, kiedy w końcu miała w nim zamieszkać, okazało się, że już nie jest jej. Potrząsnęła głową, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Przecież miała klucze.

Dlaczego miałaby dzwonić do drzwi własnego mieszkania? Cały dzień była w pracy do trzeciej, wracała zmęczona, a tu taka niespodzianka. Do jesieni ich relacje zdążyły się ostatecznie popsuć. Kamil dzwonił do niej coraz rzadziej, a emerytura była tak mała, że ledwo starczało do następnej.
Krystyna wzięła pieniądze, które jej podał, i schowała do torebki. Te wszystkie ciche myszy, udają owieczki, a potem pokazują zęby. Dwadzieścia to nawet nie piąta część tego, co powinna dostać. Wstała i podeszła do Marty.
Krystyna obróciła się do niego, bo usłyszała za sobą głos. Mam do niego pełne prawo – powiedziała. Przyszłam do ciebie – odpowiedziała Marta. Krystyna przeszła do kuchni, czując, że coś jest nie tak.
Marta odsunęła się do ściany, przyciskając rękę do brzucha. Trzeba ją sprowokować do chamstwa, do awantury – pomyślała. I wieczorem Krystyna znowu przyszła do nich. Dwadzieścia dzisiaj – rzuciła.
Obróciła się do Marty, podeszła bliżej. Marta milczała, tylko przyciskała rękę do brzucha. Krystyna wzięła kopertę do rąk, zważyła ją w dłoni. Marta wstała i podeszła do okna.
A potem, później, kiedy miała jakieś dwadzieścia lat, w akademiku zalęgły się szczury i Krystyna wyprowadziła się, nie czekając, aż się ich pozbędą. Szczur wpadł jej do torebki. Otworzyła drzwi sypialni i wyszła do kuchni. Palce rozerwały brzeg koperty.
I wtedy do niej dotarło: szczur! Mamo! – Kamil rzucił się do niej. Przycisnęła ręce do piersi, straciła oddech.
Odwróciła się i poszła do sypialni. Zabieramy do szpitala – usłyszała. Maksymilian wszedł do pokoju, rozejrzał się i skrzywił. Nora, przeprowadzisz się do nas?
– zapytał. Odwrócił się do niej. Ojciec podszedł do niego. Maksymilian zabrał ją i zaniósł do wyjścia.
Marta przeszła do łazienki, zebrała swoje rzeczy, potem do przedpokoju: kurtka, botki, szalik. Zatrzymała się i odwróciła do niego. Te same Drech Thousand, które zbierałam przez półtora roku – powiedziała. Odwróciła się i poszła do wyjścia.
Potem odwrócił się i poszedł z powrotem do swojego mieszkania, do swojej matki. Do domu, jeśli można. Nie pasowaliśmy do siebie – pomyślała. Chcesz, żebym do niego zadzwonił?
– zapytał ktoś. Zapukał do drzwi wcześnie rano. Odwróciła się i weszła do domu. Ojciec wszedł do pokoju i usiadł obok.
Kamil próbował do niej podejść na korytarzu. Marta pracowała do końca. Wieczorem ojciec i Maksymilian przyszli do niej do sali. Przywieźli Zofię do domu.
Marta uśmiechnęła się do niej. Pensja wzrosła do ośmiuset złotych. Odnowiły kontakt, chodziła do kina, do teatru, do parków.
I wtedy zrozumiała, że dom to nie ściany, ale ludzie, których kochasz.


