Obudziłam się, ale nie od razu otworzyłam oczy. Czułam, jak grzebień sunie powoli od nasady włosów aż po same końce. To był jego zwyczaj. Krzysztof zawsze to robił, gdy myślał, że śpię.

Wstałam, nie wiedząc po co, i podeszłam do lustra w przedpokoju. Stanęłam przed nim, a on stał za mną. Powiedział tylko: „Sprawdzę kamerę, zadzwonię do ciebie za godzinę”. Głos miał bardzo cichy, jakby mówił do siebie, a nie do mnie.
Później usłyszałam go w kuchni. Wszedł w dresie, rozczochrany, z miną człowieka, który dobrze się wyspał. Taka twarz, za którą nie ma nic do odczytania. Naprawdę poszłam do sypialni.
Wzięłam nożyczki – duże, kuchenne, te same, które stoją w bloku nożowym przy ekspresie. Włożyłam je do małej papierowej torebki, którą wyjęłam z szafy. Potem wróciłam do kuchni. Stał przy stole, patrząc w ekran laptopa.
Podeszłam do niego i zatrzymałam się o krok. Kiwnął głową, ale wzrokiem został przy ekranie. Może dlatego, że naprawdę nie przyszło mu do głowy, że ktoś patrzy. Wyjął telefon z kieszeni i podał mi go ekranem do góry.
Na ekranie zobaczyłam nagranie z kamery w przedpokoju. Na nagraniu ja stałam przed lustrem, a on stał za mną. Przyglądał mi się, a potem powiedział dokładnie to samo, co przed chwilą powiedział na żywo. Tylko że na nagraniu nie miałam na sobie szlafroka.
Na nagraniu byłam naga. Krzysztof wyjechał rano do Wrocławia, służbowo. Zanim wyszedł, powiedział, że nie wie, gdzie są nożyczki. Powiedział, że może same gdzieś wpadły, że może posprzątałam je tam, gdzie trzeba.
Potem zniknął z kadru, wrócił do sypialni. A ja wiedziałam, że ma więcej do powiedzenia. Zadzwoniłam do Renaty. Renata zna mnie od dwudziestu lat, od pierwszej klasy liceum w Kielcach.
Przenieśliśmy się z Nowego Sącza do Krakowa trzy lata temu. Po ostatniej przeprowadzce siedziałyśmy w kuchni do późna. Gdy trochę mi przeszło, powiedziała: „Wiesz, co w tobie podziwiam od dwudziestu lat? To, że nigdy nie traciłaś siebie do końca”.
Wzięłam telefon i zaniosłam go do swojej szafy. Wróciłam do mieszkania. Patrzyłam na to mieszkanie i rozumiałam, że patrzę na nie ostatni raz w taki sposób. Następnym razem będę już wiedziała, co zabieram, a co zostawiam.
I że te dwie listy nie będą miały ze sobą wiele wspólnego. Zadzwoniłam do taty. Powiedział: „Reszta należy do ciebie”. Tej nocy, gdy Krzysztof zasnął, wstałam cicho i weszłam do kuchni.
Wróciłam do sypialni. W torebce były klucze do kawalerki na Krowodrzy. Dwa tygodnie później zadzwoniła Renata. Roześmiałam się i zapłakałam jednocześnie, bo te słowa należały do taty, do wigilii, do białego obrusa i dzieciństwa – i wszystkiego, co było moje, zanim ktokolwiek zaczął mi mówić, kim powinnam być.
Napisała, żebym nie gotowała, że przywiezie jedzenie i że zamierza zostać do niedzieli, i że mamy dużo do nadrobienia. A ja nie mam nic do przekazania. Dziękujemy, że byłeś z nami do końca.


