Pewnego niedzielnego poranka, gdy wracałam z kościoła, starsza kobieta zatrzymała mnie i zapytała, gdzie mieszka ta dobra pani, która pomaga ludziom. Od razu pomyślałam o mojej sąsiadce Sorai i wskazałam jej dom. Kobieta uśmiechnęła się i poszła w tamtą stronę. Gdy już miałam wejść do siebie, zobaczyłam, jak Soraia otwiera drzwi, a jej twarz zmienia się w gniewną maskę.

„Jak śmiesz pojawiać się pod moim domem, ty potworze? Wynoś się, zanim wezwę policję! ” – krzyknęła Soraia z łzami w oczach. Jej mąż Eduardo wybiegł, gdy usłyszał krzyki.
Gdy zobaczył, z kim żona rozmawia, jego wzrok również stwardniał. „Zaraz dzwonię na policję. Taka osoba powinna siedzieć w więzieniu” – powiedział. Staruszka odeszła zapłakana, a ja podeszłam do Soraia, która tylko mruknęła: „Lepiej zostaw tę historię w przeszłości.
Teraz wszyscy będą mnie uważać za potwora”. Nazywam się Dádiva, mam trzydzieści pięć lat i przyjaźnię się z Soraia od piętnastu lat, odkąd ona i Eduardo wprowadzili się na naszą ulicę. Zawsze byli życzliwi, ale wobec tej staruszki zachowali się okrutnie. Kilka dni później, wracając z pracy, poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia.
To była ta sama starsza kobieta. „Proszę, pomóż mi. Nie mam co jeść, a zapowiada się ulewa. Masz może stary parasol albo pelerynę?
” – poprosiła. Coś mi podpowiadało, że jeśli zaproszę ją do domu, wydarzy się coś złego. Kazałam jej czekać na placu, z dala od mojego domu i domu Soraia. Gdy wróciłam, opowiedziałam wszystko mężowi Eustácio.
„Nie wtrącaj się w to – ostrzegł. – Soraia musi mieć powód, by nie chcieć tej kobiety w pobliżu”. „Wiem, ale nie mogę patrzeć, jak ktoś cierpi”. Mąż zgodził się pójść ze mną, ale tylko dla bezpieczeństwa.
Zabrałam jedzenie, ubrania, parasol i pelerynę. Na placu zaczęło mżyć. Staruszka pomachała do mnie i podziękowała ze łzami w oczach. Zapytałam: „Kim pani jest?
Czy zna pani Soraia? ”. Rozmawiałyśmy około czterdziestu minut, a potem wróciłam do męża, który był zszokowany tym, co usłyszał. Kobieta nazywa się Adalgisa, ma siedemdziesiąt pięć lat i jest matką adopcyjną Soraia.
Opowiedziała mi swoją wersję historii. Gdy Soraia była mała, Adalgisa przyjaźniła się z jej matką. Po śmierci matki wyszła za ojca Soraia. Zawsze starała się zapewnić Soraia wszystko, co najlepsze – dobre szkoły, ubrania.
Ale gdy Soraia dorosła, stała się kłamczuchą i wykorzystywała chłopaków. Ojciec nie pochwalał jej związku z Eduardo, bo krążyły plotki, że to oszust i że siedział w więzieniu. Soraia uciekła z domu i wzięła z nim ślub. Adalgisa dała jej pieniądze, by zaczęła nowe życie.
Później ojciec Soraia zmarł, a Adalgisa odziedziczyła wszystkie jego długi – długi, które narobiła Soraia. Straciła dom, samochód i wszystko, wylądowała na ulicy. Po latach trafiła do naszego miasta i przypadkiem zapukała do drzwi Soraia. Mąż ostrzegł mnie, żebym nie wierzyła we wszystko, co mówią obcy.
„Musisz porozmawiać z Soraia” – powiedział. W następną niedzielę poszłam do niej i opowiedziałam całą historię. Soraia zaprosiła mnie na kawę i przedstawiła swoją wersję. „Adalgisa to cyniczna kłamczucha.
Udawała przyjaciółkę mojej matki, a tak naprawdę miała romans z moim ojcem. Gdy mama się dowiedziała, zachorowała. Ojciec zostawił ją dla Adalgisy, a ta zażądała, żeby wyrzucił nas z domu. Mieszkaliśmy na ulicy, ale dobrzy ludzie nam pomogli.
Adalgisa robiła wszystko, żeby nas pogrążyć. Mama zmarła, a ojciec wkrótce potem zginął w wypadku. Podobno żałował, ale ja nie potrafię mu wybaczyć. To wszystko, co ci opowiedziała, to kłamstwo.
Poznałam Eduardo na studiach. Adalgisa nienawidziła mnie, bo byłam córką kobiety, której zazdrościła. Wymyślała na mnie kłamstwa, ale Eduardo mi wierzył. Po tych strasznych latach przeprowadziliśmy się tutaj i zbudowaliśmy spokojne życie.
Nie skończyłam studiów, ale sprzedaję ciasta i pomagam ludziom. Gdy ta wredna baba pojawiła się u mnie, wpadłam w szał. Jeśli jeszcze raz tu przyjdzie, wezwę policję. Pewnie mnie wyśledziła”.
Uwierzyłam Sorai. Poprosiłam męża, żeby jego znajomy policjant sprawdził sprawę. To, co odkryliśmy, było zdumiewające. Adalgisa sama narobiła długów i straciła wszystko, a winą obarczyła Soraia.
Wylądowała na ulicy, ale jej nienawiść była tak wielka, że przeszła tysiące kilometrów, żeby uprzykrzyć życie Sorai. Nie wiedziała jednak, że Soraia ma wpływowych przyjaciół. Adalgisa była poszukiwana przez policję za oszustwa. Zgłosiłam ją i poszłam z nią porozmawiać na plac.
Zabrałam kawałek ciasta od Soraia i talerzyk jedzenia. Jadła łapczywie. Zanim przyjechała policja, powiedziałam: „To ciasto zrobiła Soraia. Ma wspaniałe życie, jest dobrą osobą i wszyscy ją kochają.
Ty, Adalgiso, jesteś okropną kobietą”. Jej twarz zmieniła się z niewinnej staruszki w twarz złej wiedźmy. Wtedy policja podjechała i aresztowała ją. Krzyczała na mnie, ale ja tylko się uśmiechałam i jadłam kolejny kawałek ciasta.
Soraia i Eduardo podziękowali nam. Dowiedzieliśmy się, że Adalgisa na placu próbowała nastawić ludzi przeciwko Sorai, ale bez skutku. Teraz Adalgisa ma dach nad głową, jedzenie i towarzystwo – w więzieniu, na zawsze.


