„Naprawdę chcesz w tym wyjść? Wyglądasz w niej trochę śmiesznie” – usłyszałam od męża tuż przed jego firmową kolacją. Stałam w bordowej sukience, którą pierwszy raz od lat kupiłam z myślą, że…

„Naprawdę chcesz w tym wyjść? Wyglądasz w niej trochę śmiesznie" – usłyszałam od męża tuż przed jego firmową kolacją. Stałam w bordowej sukience, którą pierwszy raz od lat kupiłam z myślą, że...

– Naprawdę chcesz w tym wyjść? Ta sukienka wygląda w niej trochę śmiesznie. Głos Pawła przeciął ciszę mieszkania tak nagle, że Agnieszka zatrzymała się w połowie kroku. Stała w drzwiach sypialni, trzymając w dłoni niewielką czarną torebkę.

Thumbnail

Przez moment była przekonana, że mąż żartuje. Spojrzała najpierw na niego, potem na swoje odbicie w lustrze przy przedpokoju. – A co jest nie tak? – zapytała.

Paweł poprawił mankiet białej koszuli i skrzywił się lekko. Był kierownikiem działu sprzedaży w poznańskiej firmie zajmującej się wyposażeniem biur. Za chwilę mieli jechać na jubileuszową kolację z okazji dwudziestopięciolecia jego firmy. Miał tam być zarząd, dyrektorzy regionalni, ważni klienci i pracownicy.

– No nie wiem. Aga, ta sukienka, co z nią? Wyglądasz w niej trochę śmiesznie. Agnieszka znieruchomiała.

Tego popołudnia wróciła z pracy wcześniej i przez prawie godzinę szykowała się na ten wieczór. Wybrała prostą bordową sukienkę do kolan, z długimi rękawami i delikatnie zaznaczoną talią. Elegancką, klasyczną, bez przesady. Kupiła ją kilka dni wcześniej w butiku niedaleko Starego Browaru.

Kiedy przymierzała ją w sklepie, pierwszy raz od dawna pomyślała, że naprawdę dobrze wygląda. – Śmiesznie? – powtórzyła. – Nie obrażaj się od razu.

– Nie obrażam się. Pytam. Paweł westchnął, jakby właśnie został zmuszony do rozwiązania wyjątkowo skomplikowanego problemu. – Po prostu jest trochę nie w twoim stylu.

– Czyli? – No wiesz – Agnieszka czekała. – Za dwadzieścia minut musimy wyjechać. Mamy czas.

Powiedz. – Wygląda tak, jakbyś za bardzo chciała się wyróżnić. Agnieszka ponownie spojrzała w lustro. Bordowa sukienka, czarne buty, niewielka torebka, delikatne kolczyki.

Jeśli to było wyróżnianie się, świat najwyraźniej bardzo się zmienił. – To zwykła sukienka. – Wiem. – Więc dlaczego miałabym wyglądać śmiesznie?

– Może źle to powiedziałem. – Raczej bardzo precyzyjnie. Zapadła cisza. Agnieszka poczuła, że coś drobnego właśnie się zmieniło.

Nie chodziło o sukienkę. Chodziło o sposób, w jaki Paweł to powiedział. Bez zastanowienia, jakby jego opinia była oczywistym werdyktem. – Mogę założyć czarną – powiedziała po chwili.

– O właśnie. Czarna była dobra. Agnieszka spojrzała na niego. – Była dobra.

No tak, klasyczna. Założyłam ją na trzy ostatnie firmowe kolacje. – I wyglądałaś elegancko. – Czyli bezpiecznie.

Paweł zmarszczył brwi. – Co masz na myśli? – Nic. Odwróciła się w stronę sypialni.

Zrobiła dwa kroki i zatrzymała się. Kilka miesięcy wcześniej poszłaby się przebrać. Nie dlatego, że sama czuła się w tej sukience źle. Dlatego że Paweł powiedziałby jedno zdanie i zasiał w niej wystarczająco dużo wątpliwości.

To nie zdarzało się pierwszy raz. Kiedy zmieniła fryzurę, powiedział, że tamta była bardziej w jej stylu. Kiedy kupiła okulary w nowych oprawkach, były trochę za odważne. Kiedy wspomniała o kursie angielskiego, usłyszała: „Po co ci to na tym etapie?

“. Żadne z tych zdań osobno nie brzmiało szczególnie poważnie. Dopiero teraz Agnieszka zobaczyła je ustawione obok siebie. Jak małe kamienie, które przez lata ktoś wrzuca do kieszeni.

Aż pewnego dnia człowiek zastanawia się, dlaczego tak ciężko mu się idzie. Odwróciła się. – Nie przebiorę się. Paweł uniósł wzrok.

– Słucham? – Zostaję w tej. – Przecież przed chwilą powiedziałaś… – Powiedziałam, że mogę.

Nie, że chcę. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Agnieszka sama była nim trochę zaskoczona. Nie powiedziała tego podniesionym głosem.

Nie próbowała zaczynać kłótni. Po prostu po raz pierwszy od dawna uznała, że jej własne zdanie może być wystarczającym argumentem. Paweł podszedł do lustra, poprawił krawat. – Jak chcesz.

– Chcę. – Tylko później nie mów, że cię nie ostrzegałem. Agnieszka prawie się roześmiała. – Przed czym dokładnie mnie ostrzegasz?

– No, że możesz się źle czuć. – Na razie czułam się bardzo dobrze. Paweł zamilkł. Agnieszka weszła do łazienki, poprawiła włosy i przyjrzała się sobie.

Miała czterdzieści sześć lat. Widziała drobne zmarszczki przy oczach, kilka jaśniejszych pasm we włosach. Widziała kobietę, która przez ponad dwadzieścia lat pracowała, prowadziła dom, wspierała męża i bardzo często wybierała święty spokój zamiast własnego zdania. Tego wieczoru pierwszy raz przyszło jej do głowy pytanie, kiedy właściwie zaczęła potrzebować zgody Pawła na to, żeby dobrze się ze sobą czuć.

Nie znała odpowiedzi. Wiedziała jedno: nie chciała jej już potrzebować. Kilka minut później zjechali windą do garażu. Paweł był nieco chłodny.

W samochodzie włączył radio i przez pierwsze chwile komentował ruch na ulicach. Na Hetmańskiej trafili na korek. – Wiedziałem, że trzeba było wyjechać wcześniej – mruknął. – Zdążymy – odpowiedziała Agnieszka.

– Tym bardziej warto zachować spokój. – Ty naprawdę się nie stresujesz? – Czym? Tą kolacją?

Agnieszka zastanowiła się. Jeszcze godzinę temu trochę się stresowała. Na podobnych spotkaniach zwykle siedziała obok Pawła, uśmiechała się, prowadziła uprzejme rozmowy i odpowiadała na klasyczny zestaw pytań: „A czym pani się zajmuje? “, „Długo są państwo razem?

“. Tym razem czuła coś innego. – Właściwie jestem ciekawa. – Czego?

– Wieczoru. Paweł nie dopytywał. Po dwudziestu minutach samochód zatrzymał się na parkingu niedaleko Starego Browaru. Przed wejściem do eleganckiej restauracji stało już kilka grup.

Paweł wysiadł pierwszy. Agnieszka otworzyła drzwi po swojej stronie. Przez sekundę znów poczuła cień niepewności. „Wyglądasz śmiesznie” – wróciło.

Wyprostowała plecy i wysiadła. Od strony wejścia podszedł do nich wysoki mężczyzna około pięćdziesiątki. – Wreszcie jesteście. – Przywitał się z Pawłem, po czym spojrzał na Agnieszkę.

– A pani musi być żoną Pawła. – Agnieszka. – Michał Borowski, dyrektor regionu. Bardzo mi miło.

Paweł zdecydowanie za rzadko zabiera panią na nasze spotkania. – Być może dzisiaj nadrabiam zaległości. – I bardzo dobrze. Świetnie pani wygląda.

Paweł odchrząknął. Agnieszka zerknęła na niego tylko na sekundę. Nic nie powiedziała. Weszli do środka.

Sala była większa, niż się spodziewała. Przy okrągłych stołach siedziało już kilkadziesiąt osób. Z głośników płynęła spokojna muzyka, kelnerzy ustawiali ostatnie nakrycia, a przez ogromne okna widać było wieczorne światła centrum Poznania. Agnieszka rozejrzała się z zainteresowaniem i wtedy usłyszała za plecami:

– Agnieszka?

Zatrzymała się. Ten głos znała. Odwróciła się. Kilka metrów dalej stał elegancki, siwiejący mężczyzna w garniturze.

Przez chwilę patrzył na nią z niedowierzaniem, po czym szeroko się uśmiechnął. – Nie wierzę. To naprawdę ty? Agnieszka potrzebowała dwóch sekund, żeby go rozpoznać.

– Tomasz? No proszę. Ile lat. Paweł spojrzał najpierw na niego, potem na żonę.

Agnieszka po raz pierwszy tego wieczoru uśmiechnęła się zupełnie swobodnie. Nie wiedziała jeszcze, że za niespełna pół godziny Paweł przestanie martwić się tym, czy jego żona wygląda w tej sukience śmiesznie. Zacznie martwić się czymś zupełnie innym. Dlaczego inni mężczyźni najwyraźniej wcale tak nie uważają?

– Naprawdę miło cię widzieć – powiedział Tomasz. – Ciebie też. Paweł stał obok i obserwował ich z lekkim zaskoczeniem. – Paweł, to Tomasz Majewski.

Pracowaliśmy kiedyś razem. – Dawno temu – dodał Tomasz. – Ale bardzo dobrze pamiętam tamte czasy. Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie.

Tomasz wyjaśnił, że od kilku lat jest dyrektorem finansowym w jednej z dużych poznańskich firm technologicznych i pojawił się na jubileuszu jako przedstawiciel partnera biznesowego. – A ty? – zapytał Agnieszkę. – Nadal finanse?

– Nadal. – Wiedziałem. – Skąd? – Bo ty zawsze potrafiłaś znaleźć błąd w tabeli, zanim reszta zespołu zdążyła ją otworzyć.

– Trochę przesadzasz. – Ani trochę. Pamiętasz projekt dla tej sieci handlowej? Trzy osoby przez dwa dni szukały różnicy w zestawieniu, a ty znalazłaś ją w dwadzieścia minut.

Paweł zerknął na żonę. – Nigdy mi o tym nie opowiadałaś. – Bo nie było o czym. – Było – stwierdził Tomasz.

– Agnieszka była wtedy jedną z najlepszych osób w naszym zespole. Agnieszka poczuła lekkie zakłopotanie, ale jednocześnie coś jeszcze. Przyjemne ciepło. Nie dlatego, że ktoś ją chwalił.

Raczej dlatego, że ktoś przypomniał jej wersję samej siebie, o której przez ostatnie lata prawie zapomniała. Kiedyś naprawdę lubiła swoją pracę. Lubiła skomplikowane zestawienia, projekty, spotkania i ten moment, gdy wszystko zaczynało się układać w logiczną całość. Potem zmieniła firmę na mniejszą.

Miała spokojniejsze godziny, mniej odpowiedzialności, mniej stresu i coraz mniej wyzwań. Na początku mówiła sobie, że właśnie tego potrzebuje. Później przestała się nad tym zastanawiać. – Przepraszam na chwilę – odezwał się Paweł.

– Muszę przywitać się z szefem działu. – Jasne. Paweł odszedł w kierunku grupy przy jednym ze stolików. Tomasz spojrzał za nim, a potem znowu na Agnieszkę.

– Wyglądasz świetnie. Tym razem Agnieszka nie poczuła skrępowania. – Dziękuję. – I mam wrażenie, że niewiele się zmieniłaś.

– To już przesada. – Nie mówię o wyglądzie. Nadal masz ten sam sposób patrzenia, kiedy zastanawiasz się, czy rozmówca właśnie powiedział coś mądrego. Agnieszka roześmiała się.

– Czyli nadal jestem krytyczna? – Raczej uważna. Rozmowa płynęła zaskakująco naturalnie. Tomasz opowiadał o pracy, zmianach w branży i ludziach, z którymi kiedyś wspólnie pracowali.

Agnieszka przypomniała sobie nazwiska, których nie słyszała od lat. Niektóre historie były zabawne, inne absurdalne. Jak wtedy, gdy cały zespół przez pół dnia przygotowywał prezentację, a na pięć minut przed spotkaniem okazało się, że klient oczekiwał zupełnie innego raportu. – Pamiętasz, co wtedy powiedziałaś?

– Nie. – „Skoro nie mamy właściwej prezentacji, to musimy mieć właściwe odpowiedzi”. Agnieszka uniosła brwi. – Naprawdę tak powiedziałam?

– Dokładnie. Brzmi jak ktoś bardzo pewny siebie. Bo byłaś. To zdanie zatrzymało ją na moment.

Byłaś. Nie jesteś. Byłaś. Tomasz prawdopodobnie nawet nie zauważył różnicy.

Agnieszka zauważyła ją natychmiast. – A teraz nie jestem? – zapytała półżartem. Tomasz spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.

– Tego nie powiedziałem. Ale skoro pytasz… Kiedyś miałaś więcej zawodowej odwagi. – Ładne określenie.

Dyplomatyczne. – Chcę powiedzieć, że wyglądasz jak ktoś, kto potrafiłby zrobić znacznie więcej niż aktualnie robi. Tym razem odpowiedź nie przyszła jej od razu. Właśnie podeszła do nich elegancka kobieta około czterdziestki.

– Tomasz, za chwilę zaczynamy. – Już idę. Agnieszko, poznaj Katarzynę Lewicką, naszą dyrektor operacyjną. Kobiety przywitały się.

Wkrótce do grupy dołączyły jeszcze dwie osoby. Rozmowa zeszła na finanse, rynek pracy i zmiany organizacyjne w dużych firmach. Agnieszka początkowo słuchała. Po kilku minutach ktoś zapytał ją o opinię.

Odpowiedziała. Potem zadała pytanie. Katarzyna rozwinęła temat. Tomasz się z nią nie zgodził.

Agnieszka przedstawiła własny argument. Nagle zorientowała się, że od kilkunastu minut prowadzi rozmowę dokładnie tak, jak kiedyś podczas spotkań zawodowych. Bez zastanawiania się, czy nie mówi za dużo. Bez spoglądania na Pawła, żeby sprawdzić, czy się nie nudzi.

Po prostu rozmawiała i świetnie się przy tym czuła. Tymczasem Paweł stał kilkanaście metrów dalej, rozmawiał z kolegami, ale coraz częściej zerkał w stronę żony. Najpierw nie zwracał szczególnej uwagi. Później zobaczył, że do Agnieszki podeszły kolejne osoby.

Jeszcze później zauważył, że wszyscy jej słuchają. – Twoja żona zna Majewskiego? – zapytał stojący obok Robert. – Kiedyś razem pracowali.

– Mały świat. Najwyraźniej. Dobrze sobie radzi. Widać, że zna temat.

– Jest księgową. – Chyba trochę więcej niż zwykłą księgową, skoro Majewski od piętnastu minut przedstawia ją połowie swoich znajomych. Paweł poczuł ukłucie irytacji. – On zawsze dużo mówi.

– Widzę, że doskonale go znasz. – Nie znam. – No właśnie. Paweł nie odpowiedział.

Kilka minut później goście zaczęli zajmować miejsca. Paweł podszedł do Agnieszki. – Chodź, zaraz zaczynają. – Już idę.

Tomasz podał jej wizytówkę. – Odezwij się kiedyś. Naprawdę z przyjemnością porozmawiam dłużej. Agnieszka schowała kartonik do torebki.

– Dobrze. – I nie mówię tego tylko przez grzeczność. – W takim razie zapamiętam. Paweł obserwował tę krótką wymianę zdań.

Usiedli przy swoim stole. – Dobrze się bawisz? – zapytał. – Bardzo.

– Widzę. Agnieszka spojrzała na niego uważniej. Ton jego głosu był dziwny. – Coś się stało?

– Nie. Na pewno. Oczywiście. Po chwili rozpoczęło się oficjalne przemówienie prezesa.

Paweł patrzył w stronę sceny, ale myślami był zupełnie gdzie indziej. – Ten Tomasz – nachylił się do żony. – Często kiedyś razem pracowaliście? – Przez kilka lat byliśmy w jednym zespole.

– I dobrze się znaliście? – Normalnie jak ludzie z pracy. Paweł skinął głową. Minęły trzy minuty.

– A długo go nie widziałaś? – Paweł, prezes właśnie przemawia. – Wiem. – To może posłuchaj.

Paweł wyprostował się. Po kilku kolejnych minutach znowu zerknął w stronę Tomasza. Agnieszka to zauważyła. Powoli zaczynała rozumieć.

Jeszcze przed wyjściem Paweł krytykował sukienkę. Twierdził, że wygląda w niej dziwnie, że próbuje się wyróżnić. Teraz siedział obok niej i kontrolował wzrokiem człowieka, który powiedział jej dokładne przeciwieństwo. Agnieszka prawie się uśmiechnęła.

Nie zamierzała jednak niczego komentować. Jeszcze nie. Po części oficjalnej Tomasz przechodząc obok ich stołu zatrzymał się na chwilę. – Agnieszko, pamiętaj o tym, co powiedziałem.

– Pamiętam. Odezwę się w przyszłym tygodniu. – Dobrze. Miłego wieczoru.

– Tobie też. Kiedy odszedł, Paweł odczekał może dziesięć sekund. – W jakiej sprawie ma się odezwać? – Jeszcze nie wiem.

– To dlaczego powiedział, żebyś pamiętała? – Rozmawialiśmy o pracy. Mojej, między innymi. – Chce ci coś zaproponować?

– Być może. – I dopiero się spotkaliście po piętnastu latach. Agnieszka nie wytrzymała. – Paweł, co ty jesteś zazdrosny?

– Ja? O Majewskiego? Oczywiście, że nie. – To dobrze.

Dlaczego miałbyś być? Paweł chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Agnieszka odwróciła wzrok w stronę sali. Pół godziny wcześniej mąż uważał, że w tej sukience wygląda śmiesznie.

Teraz wystarczyło, że kilka osób potraktowało ją z zainteresowaniem i szacunkiem, aby nagle zaczął zauważać ją znacznie uważniej. Agnieszka zaczynała podejrzewać, że problem od początku wcale nie dotyczył sukienki. Dotyczył czegoś znacznie głębszego. Paweł był przyzwyczajony do Agnieszki, która stała obok niego.

Tego wieczoru po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczył Agnieszkę, obok której chcieli stanąć inni. A to najwyraźniej zmieniało wszystko. – A ten Majewski czego właściwie od ciebie chciał? – zapytał Paweł, kiedy tylko drzwi samochodu zamknęły się za nimi.

Agnieszka spojrzała na niego z boku. Jeszcze kilka minut wcześniej stali przy wejściu, żegnając znajomych. Paweł uśmiechał się, podawał ręce, żartował. Wyglądał jak człowiek, który spędził bardzo udany wieczór.

Teraz jego twarz była poważna. – Tomasz? – zapytała. – No przecież nie pytam o kelnera.

– Rozmawialiśmy. – To zauważyłem. – Więc po co pytasz? – Tak po prostu.

– Paweł, ty nigdy nie pytasz „tak po prostu”. – Przesadzasz. – Możliwe. Przez chwilę jechali w ciszy.

Agnieszka oparła głowę o zagłówek. Była zmęczona, ale zadowolona. Dawno nie spędziła wieczoru, podczas którego rozmawiała z tyloma ciekawymi ludźmi. A jeszcze bardziej zaskakiwało ją to, że sama miała sporo do powiedzenia.

Przez lata na podobnych spotkaniach była w roli żony Pawła. Tym razem kilka osób zapamiętało jej imię, pytało o jej doświadczenie, o opinię, o pracę. Drobna różnica. A jednak znaczyła bardzo dużo.

– Długo z nim pracowałaś? – odezwał się Paweł. – Trzy albo cztery lata. – Cztery?

– Chyba cztery. – Dziwne, że nigdy o nim nie wspominałaś. – Paweł, pracowałam wtedy z kilkunastoma osobami. Mam ci po kolei opowiadać o wszystkich?

– Nie o to chodzi. – A o co? – O nic. Agnieszka powstrzymała uśmiech.

Była już niemal pewna. Paweł był zazdrosny. Samo w sobie nawet trochę ją to bawiło. Gdyby nie fakt, że godzinę wcześniej ten sam człowiek próbował przekonać ją, że wygląda w sukience śmiesznie.

– Tomasz jest żonaty? – zapytał nagle. – Nie mam pojęcia. – Nie zapytałaś?

– Nie. Przecież rozmawialiśmy o pracy, a nie o stanie cywilnym. – Tylko pytam. – Wiem.

A ty od razu robisz z tego problem? – Ja? – Agnieszka roześmiała się cicho. – Co cię tak bawi?

– Nic. – Aga, naprawdę chcesz wiedzieć? – Paweł westchnął. – Jeszcze przed wyjściem powiedziałeś mi, że w tej sukience wyglądam śmiesznie.

– Znowu do tego wracasz? – Nie wracam. Próbuję zrozumieć, jakim cudem pół godziny później zacząłeś sprawdzać, kto ze mną rozmawia. – Nie sprawdzałem.

Oczywiście, że nie. Po prostu zauważyłem, że Majewski trochę się koło ciebie kręcił. – Kręcił? – Wiesz, o co mi chodzi.

– Nie bardzo. – Aga, facet pojawia się po piętnastu latach. Mówi, że świetnie wyglądasz. Przedstawia cię połowie sali.

Daje wizytówkę. Zapowiada, że będzie dzwonił. – I? – No właśnie.

Zatrzymali się na czerwonym świetle. Paweł patrzył przed siebie. – Nie podoba mi się sposób, w jaki na ciebie patrzył. Agnieszka aż odwróciła się w jego stronę.

– Naprawdę? A jak patrzył? Paweł zastanowił się zbyt uważnie. Agnieszka nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.

– Bardzo zabawne – mruknął. – Przepraszam. – Wcale nie przepraszasz. – Masz rację.

– Dobrze się bawisz moim kosztem? – Trochę. Paweł pokręcił głową. Agnieszka uspokoiła się.

– Paweł, Tomasz zachowywał się normalnie. – Ty tak uważasz? – Bo tak było. – Jasne.

– Posłuchaj siebie. O człowieku, którego dzisiaj widziałeś pierwszy raz, mówisz, jakbyś przeprowadził na jego temat śledztwo. Najpierw pytasz, ile lat pracowaliśmy. Potem, czy jest żonaty.

Teraz analizujesz, jak patrzył. – Nie przesadzaj. – Powiedz po prostu, że jesteś zazdrosny. – Nie jestem.

– Dobrze. Naprawdę wierzę ci. Ton Agnieszki sprawił, że zabrzmiało dokładnie odwrotnie. – Po prostu nie lubię takich sytuacji.

– Jakich? – Kiedy jakiś facet wyraźnie próbuje zrobić na tobie wrażenie. Agnieszka spojrzała przez szybę. – Może nie próbował.

Może po prostu mnie pamięta. – Po tylu latach? Najwyraźniej. I od razu propozycje zawodowe.

– Jeszcze niczego mi nie zaproponował. Ale coś zasugerował. – Wiesz, co jest najciekawsze? – Agnieszka odwróciła się do niego.

– Przez cały wieczór ani razu nie zapytałeś, o czym rozmawialiśmy zawodowo. Pytasz, jak na mnie patrzył. Czy jest żonaty. Jak długo się znamy.

Ale nie zapytałeś, co powiedział o mojej pracy. Paweł otworzył usta, ale przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć. – Powiedział, że ich firma się rozwija – mówiła dalej spokojnie. – Że szukają doświadczonych ludzi.

Że pamięta moje projekty. – I co z tego? – Właśnie. Co z tego?

Reagujesz tak, jakby ważniejsze było to, czy Tomasz zauważył mnie jako kobietę, niż to, że zauważył mnie jako specjalistkę. To zdanie na chwilę zawisło między nimi. Paweł nie odpowiedział. Agnieszka także zamilkła.

Nie chciała zmieniać rozmowy w awanturę. Nie chciała niczego udowadniać. Po prostu zaczynała dostrzegać pewien schemat. Paweł zawsze bardzo chętnie chwalił ją przy innych.

„Aga świetnie gotuje”, „Aga zawsze pamięta o rachunkach”, „Aga potrafi wszystko zorganizować”. Ale gdy mówiła o czymś, co dotyczyło jej własnych ambicji, jego entuzjazm wyraźnie malał. Kiedyś chciała zapisać się na intensywny kurs angielskiego. Usłyszała: „Po co ci teraz taki wydatek?

“. Kiedy wspomniała o zmianie pracy: „Masz przecież dobrze tam, gdzie jesteś”. Kiedy znajoma zaproponowała jej udział w branżowej konferencji: „Chcesz stracić cały weekend? “.

Za każdym razem znajdował rozsądnie brzmiący argument. Agnieszka za każdym razem rezygnowała trochę za szybko. – Pamiętasz, kiedy ostatnio powiedziałeś mi, że jestem dobra w swojej pracy? – zapytała.

– Co to za pytanie? – Zwykłe. – Przecież wiesz, że uważam cię za dobrą księgową. – Nie zapytałam, co uważasz.

Tylko kiedy ostatnio mi to powiedziałeś. Paweł zamyślił się. Nie znalazł odpowiedzi. – No widzisz.

– Aga, nie róbmy teraz jakiegoś wielkiego rozliczenia naszego małżeństwa przez jedną kolację. – Nie robię. Trochę robisz. Zadałam jedno pytanie.

Paweł skręcił w ulicę prowadzącą do ich osiedla. – Dobrze. Może rzeczywiście powinienem częściej mówić takie rzeczy. Agnieszka popatrzyła na niego.

To było więcej, niż się spodziewała. – Może – odpowiedziała. Dojechali do garażu. Silnik ucichł.

Przez kilka sekund żadne z nich się nie ruszało. – Nadal uważam, że Majewski był tobą trochę za bardzo zainteresowany – powiedział w końcu Paweł. Agnieszka roześmiała się. – Nie poddajesz się.

– Jestem konsekwentny. – Ty nazywasz to konsekwencją? – A ty jak? – Zazdrością.

– Daj spokój. Wysiedli z samochodu. Kiedy szli w stronę windy, Agnieszka zatrzymała się. – Paweł?

– Tak. – Nadal uważasz, że wyglądałam dzisiaj śmiesznie? Paweł zamilkł. Agnieszka czekała.

– Nie – odpowiedział w końcu. – Nie wyglądałaś dobrze. – Tylko dobrze? Paweł westchnął.

– Bardzo dobrze. Agnieszka skinęła głową. Drzwi windy otworzyły się. Weszła pierwsza.

Kiedy weszli do mieszkania, Agnieszka odłożyła torebkę na komodę. W środku znajdowała się wizytówka Tomasza. Nie planowała do niego dzwonić. Ale zanim poszła spać, wyjęła kartonik i położyła go na biurku.

Nie dlatego, że interesował ją Tomasz. Interesowało ją coś, co powiedział. „Wyglądasz jak ktoś, kto potrafiłby zrobić znacznie więcej niż aktualnie robi”. Te słowa nie dawały jej spokoju.

Telefon zadzwonił kilka minut po dziewiątej następnego ranka. Agnieszka właśnie nalewała kawę, kiedy ekran rozświetlił się nieznanym numerem. W sobotnie poranki rzadko odbierała obce numery. Telefon ucichł.

Po chwili zadzwonił ponownie. – Kto tak rano? – zapytał Paweł, wchodząc do kuchni. – Nie wiem.

Odbierz. Agnieszka przesunęła palcem po ekranie. – Słucham? – Agnieszka?

Tomasz Majewski. Wyprostowała się. Paweł, który właśnie otwierał lodówkę, zatrzymał rękę w połowie ruchu. – Cześć.

Nie spodziewałam się telefonu tak szybko. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. – Nie. Piję kawę.

– To dobrze. Postaram się jej nie zepsuć. Agnieszka uśmiechnęła się. Paweł spojrzał w jej stronę.

– Wczoraj wspomniałem ci o naszej firmie – mówił Tomasz. – Nie chciałem rozmawiać o szczegółach podczas kolacji. To nie było najlepsze miejsce. Od kilku tygodni szukamy osoby, która przejęłaby kierowanie nowym zespołem analiz finansowych.

Zależy nam na kimś doświadczonym, ale nie tylko na papierze. Potrzebujemy osoby, która umie rozmawiać z ludźmi, organizować pracę i nie panikuje, kiedy liczby przestają się zgadzać. – Brzmi poważnie. – Jest poważnie.

– I pomyślałeś o mnie po jednej rozmowie? – Nie po jednej rozmowie. Pracowałem z tobą cztery lata. To zdanie zabrzmiało prosto.

Bez przesady, bez komplementów. I właśnie dlatego Agnieszka potraktowała je poważnie. – Tomasz, od dawna nie pracuję na takim poziomie. – Wiem.

Obecnie zajmujesz się głównie księgowością operacyjną. Też wiem. – Więc chyba rozumiesz, że mogłam trochę wypaść z rytmu. Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

– Agnieszka, ja nie proponuję ci stanowiska przez telefon. Proponuję rozmowę. – Rozmowę rekrutacyjną? – Raczej spotkanie.

Zobaczymy, czy to w ogóle ma sens dla obu stron. Agnieszka spojrzała w stronę Pawła. Stał przy blacie i udawał, że interesuje go etykieta na opakowaniu sera. Udawał bardzo źle.

– Kiedy? – W poniedziałek albo wtorek. Jak ci wygodniej? Agnieszka poczuła znajome ukłucie niepewności.

Jeszcze kilka lat temu odpowiedziałaby natychmiast. Teraz w głowie pojawiło się kilka pytań. Czy da sobie radę? Czy naprawdę nadal potrafi pracować na takim poziomie?

Czy nie jest za późno na zmianę? – Mogę we wtorek po pracy – powiedziała. – Świetnie. Podeślę adres.

– Dobrze. – Agnieszka. – Tak. – Nie przygotowuj żadnej specjalnej prezentacji.

Przyjdź i porozmawiamy. – Jasne. Do zobaczenia. Rozłączyła się.

Przez kilka sekund stała nieruchomo. – Szybki jest – powiedział Paweł, zamykając lodówkę. – Kto? – Majewski.

– Zadzwonił w sprawie pracy. – Domyśliłem się. – Paweł nalał sobie kawy. – I?

– Chcą stworzyć nowy dział analiz finansowych. Szukają osoby, która nim pokieruje. – I chcą ciebie? Agnieszka spojrzała na niego.

Sposób, w jaki zadał to pytanie, był trudny do zinterpretowania. Nie brzmiał jak podziw. Bardziej jak niedowierzanie. – Chcą ze mną porozmawiać.

Po tylu latach. – To znaczy Tomasz pamięta, jak pracowałaś piętnaście lat temu. – Agnieszka wzięła kubek i usiadła przy stole. – Dlaczego od razu próbujesz znaleźć powód, dla którego to nie ma sensu?

– Nie próbuję. – Trochę próbujesz. – Aga, ja po prostu patrzę realistycznie. Masz stabilną pracę.

Wracasz o normalnej godzinie. Nie siedzisz po nocach nad raportami. Nie masz dużej odpowiedzialności. – Mówisz o tym jak o zaletach.

– Bo to są zalety. – Dla kogo? – Dla ciebie. – Skąd wiesz?

– Bo przez ostatnie lata nie narzekałaś. Agnieszka pokiwała głową. To było ciekawe. Rzeczywiście nie narzekała.

Ale brak narzekania nie oznaczał satysfakcji. – Może po prostu przyzwyczaiłam się do tego, że moja praca jest spokojna. Przewidywalna. – I co w tym złego?

– Nic. No właśnie. Agnieszka spojrzała przez okno. Zwyczajny, spokojny poranek.

– Wiesz, że od trzech lat robię właściwie to samo? – Większość ludzi robi. – A ja kiedyś tego nie chciałam. Kiedyś chciałam zarządzać zespołem.

Chciałam zrobić studia podyplomowe. Chciałam poprawić angielski. – Aga, co to ma wspólnego z tym telefonem? – Dużo.

– Odłożyła kubek. – Zauważyłam, że za każdym razem, kiedy mówiłam o czymś nowym, ty znajdowałeś powód, żeby powiedzieć, że nie warto. – To nieprawda. Kurs angielskiego był drogi.

Studia? Miałaś wtedy dużo pracy. Zmiana firmy trzy lata temu? Nie było gwarancji, że będzie lepiej.

– No widzisz. Wszystko miało racjonalny powód. I właśnie to jest najciekawsze. Że zawsze da się znaleźć racjonalny powód, żeby niczego nie zmieniać.

– Czyli teraz to moja wina, że nie zrobiłaś kariery? – Nie powiedziałam tego. Ale brzmi podobnie. Moje decyzje były moje.

Tylko chyba zbyt często pozwalałam, żeby twoja ostrożność stawała się również moją. To zdanie wyraźnie go zaskoczyło. Przez chwilę oboje milczeli. – I naprawdę chcesz tam iść?

– zapytał w końcu. – Tak. – A jeśli zaproponują ci stanowisko? – Wtedy się zastanowię.

– Nad czym? – Nad wszystkim. Zakresem obowiązków, pieniędzmi, godzinami, dojazdem. A także nad naszym życiem.

– Naszym? – No tak. Jeśli zacznę pracować po dziesięć godzin… – Jeszcze nawet nie wiem, jakie byłyby godziny.

– Ale takie stanowiska zwykle wymagają więcej czasu. – Być może. Paweł zaczął obracać kubek w dłoniach. – Nie wiem, po co ci teraz taka rewolucja.

Słowo „rewolucja” rozbawiło Agnieszkę. – Idę na rozmowę o pracę, Paweł. Nie przeprowadzam się na drugi koniec świata. – Wiesz, co mam na myśli.

– Chyba wiem. Agnieszka wstała. Zatrzymała się przy blacie. – Powiedz mi coś.

– Co? – Gdyby wczoraj ktoś zaproponował podobną rozmowę tobie, co byś zrobił? Paweł odpowiedział niemal natychmiast. – Poszedłbym.

– Dlaczego? – Żeby sprawdzić możliwości. Agnieszka spojrzała mu prosto w oczy. Paweł zrozumiał.

– To nie jest to samo. – Dlaczego? – Bo ja… – Bo ty co?

Nie odpowiedział. Agnieszka uśmiechnęła się delikatnie i wyszła z kuchni. Kilka godzin później siedziała przy biurku w sypialni i aktualizowała CV. Otworzyła stary plik.

Data ostatniej modyfikacji: prawie sześć lat temu. Przez chwilę patrzyła na dokument. Nazwy firm, stanowiska, projekty, szkolenia. Czytała kolejne punkty i miała dziwne wrażenie, jakby przeglądała życiorys kogoś, kogo kiedyś dobrze znała.

Starszy specjalista. Koordynacja zespołu. Budżety. Analizy.

Współpraca z klientami. Raportowanie dla zarządu. Było tego więcej, niż pamiętała. Zaczęła poprawiać dokument.

Im dłużej pracowała, tym bardziej zmieniało się jej nastawienie. Najpierw myślała: „Czy ja jeszcze potrafię? “. Po godzinie: „Dlaczego tak długo niczego nie próbowałam?

“. Paweł zajrzał do pokoju. – Nadal nad tym siedzisz? – Kończę CV.

– Tomasz kazał ci je przysłać? – Nie. – Odwróciła się na krześle. – Dla siebie.

– Wkręciłaś się? – Możliwe. Jedna kolacja wystarczyła. – Nie jedna kolacja.

Przypomniała mi o czymś. – O czym? Spojrzała na ekran laptopa. – Naprawdę lubiłam być ambitna.

Paweł nie odpowiedział. W poniedziałek w pracy Agnieszka kilka razy myślała o wtorkowym spotkaniu. Pierwszy raz od dawna analizowała swoją obecną sytuację zawodową. Pensja była przyzwoita, atmosfera poprawna, godziny wygodne.

Ale kiedy szef po raz kolejny przesłał jej niemal identyczne zestawienie do sprawdzenia, poczuła coś, czego wcześniej nie chciała nazywać. Nudę. Nie złość. Nie frustrację.

Po prostu nudę. Wieczorem przygotowała prostą marynarkę, jasną koszulę i dokumenty. Bordowej sukienki nie zamierzała zakładać. To spotkanie nie miało nic wspólnego z wyglądem.

I właśnie to podobało jej się najbardziej. We wtorek kilka minut przed siedemnastą stała przed nowoczesnym biurowcem na poznańskiej Wildzie. Spojrzała na swoje odbicie w szklanych drzwiach. Przez sekundę poczuła niepewność.

Potem przypomniała sobie słowa Tomasza: „Przyjdź i porozmawiamy”. Tylko tyle. Weszła do środka. Spotkanie trwało prawie godzinę.

Przyszła przygotowana na niezobowiązującą rozmowę. Tymczasem przez ostatnie czterdzieści minut odpowiadała na konkretne pytania dotyczące budżetowania, organizacji zespołu i rozwiązywania problemów. W pewnym momencie Katarzyna Lewicka położyła przed nią wydruk z przykładowym zestawieniem finansowym. – Proszę powiedzieć, co pani tutaj nie pasuje.

Agnieszka przyjrzała się tabeli. Przez kilka minut milczała. Potem wskazała trzy miejsca. – Te wartości nie powinny być analizowane razem.

Tutaj ktoś porównał dane sezonowe z miesięcznymi. A tutaj koszt jednorazowy został potraktowany jak stały. Katarzyna spojrzała na Tomasza. – Mówiłem – powiedział Tomasz.

Dopiero wtedy stres Agnieszki zaczął znikać. Nie czuła się już jak kobieta, która po latach wraca do świata większych firm. Czuła się jak specjalistka. Po prostu.

– Chcemy, żeby to pani poprowadziła – powiedziała Katarzyna, przesuwając w stronę Agnieszki cienką teczkę. Agnieszka spojrzała najpierw na dokumenty, potem na Tomasza, w końcu znowu na Katarzynę. Przez kilka sekund była przekonana, że źle zrozumiała. – Cały dział?

– Na początek siedem osób. Docelowo prawdopodobnie dziesięć albo jedenaście. Zespół będzie odpowiadał za analizę kosztów, planowanie finansowe i współpracę z dyrektorami poszczególnych obszarów. – Rozumiem zakres.

Ale nie ukrywam, że to duża zmiana. – Dlatego nie oczekujemy odpowiedzi dzisiaj. – Jakie byłyby godziny? – Standardowo od ósmej do szesnastej.

Oczywiście przy zamknięciach miesiąca albo ważnych projektach zdarzają się intensywniejsze dni. Ale nie budujemy kultury siedzenia w biurze do wieczora. To zaskoczyło Agnieszkę. Jeden z głównych argumentów Pawła właśnie przestał istnieć.

– A wynagrodzenie? Katarzyna podała kwotę. Agnieszka nie zareagowała od razu. Była wyższa od jej obecnej pensji o prawie połowę.

Do tego dochodziła premia roczna i kilka dodatkowych świadczeń. – Rozumiem – powiedziała w końcu. – Właśnie dlatego mówiłem ci wczoraj, żebyś przyszła – uśmiechnął się Tomasz. – Przyznam, że nie spodziewałam się takiej propozycji.

– My też nie planowaliśmy podejmować decyzji po jednej rozmowie – powiedziała Katarzyna. – Ale po dzisiejszym spotkaniu jesteśmy przekonani, że warto rozmawiać dalej. Agnieszka spojrzała na teczkę. – Mogę zabrać dokumenty?

– Oczywiście. – Chciałabym spokojnie wszystko przeanalizować. – Tego właśnie oczekujemy. Po kilkunastu minutach wyszła z biurowca.

Był wczesny wieczór. Ludzie wracali z pracy, tramwaje zatrzymywały się na pobliskim przystanku. Agnieszka zatrzymała się przed wejściem, trzymając teczkę pod pachą. Powinna czuć strach.

Zamiast tego czuła ekscytację. Dawno tego nie doświadczała. Nie chodziło nawet o pieniądze. Chodziło o to, że ktoś spojrzał na jej doświadczenie i zobaczył możliwość.

Nie przeszłość. Możliwość. Telefon zawibrował. Wiadomość od Pawła: „Jak poszło?

“. Agnieszka odpisała: „Dobrze, opowiem w domu”. Po kilku sekundach: „Czyli coś zaproponowali? “.

Uśmiechnęła się. „Tak”. Telefon zadzwonił niemal natychmiast. – Halo?

– Co zaproponowali? – Paweł, jestem jeszcze przed budynkiem. – No ale powiedz. – Stanowisko kierownika nowego działu.

Po drugiej stronie zapadła cisza. – Serio? – Serio. – I co powiedziałaś?

– Że się zastanowię. – Dobrze. – Porozmawiamy w domu. – Jasne.

Rozłączyli się. Agnieszka wróciła tramwajem. Przez całą drogę przeglądała w głowie szczegóły spotkania. Zakres odpowiedzialności.

Pensja. Możliwość rozwoju. Zespół. Nowe projekty.

Najbardziej zaskakiwało ją jednak własne nastawienie. Jeszcze kilka dni wcześniej prawdopodobnie zaczęłaby od szukania problemów. „A jeśli sobie nie poradzę? A jeśli będzie za trudno?

A jeśli pożałuję? “. Teraz myślała inaczej. „A jeśli sobie poradzę?

“. To pytanie zmieniało wszystko. Kiedy weszła do mieszkania, Paweł siedział przy stole w salonie. – No?

– zapytał od razu. Agnieszka zdjęła marynarkę. – Daj mi najpierw usiąść. – Jestem ciekawy.

Położyła teczkę na stole. Paweł spojrzał na nią. – To umowa? – Jeszcze nie.

Warunki. – Czyli naprawdę chcą cię zatrudnić? – Tak. Paweł otworzył teczkę, przejrzał pierwszą stronę.

– Kierownik działu analiz finansowych. – Tak. – Ilu ludzi? – Siedem osób na początku.

– Sporo. – Docelowo więcej. Paweł przewrócił kolejną kartkę. Kiedy zobaczył kwotę wynagrodzenia, zatrzymał wzrok.

– Tyle? Agnieszka skinęła głową. – Tyle. – To prawie…

– Wiem. Paweł odłożył dokument. Przez kilka sekund wyglądał na rzeczywiście zaskoczonego. Agnieszka czekała.

Spodziewała się gratulacji. Albo zdania: „Świetnie”, „Jestem z ciebie dumny”. Zamiast tego Paweł westchnął. – No proszę.

– Co? – Nic. Po prostu niezły obrót spraw. Jedna impreza, jedna nowa sukienka i nagle wielka kariera.

Agnieszka znieruchomiała. Nie dlatego, że podniósł głos. Nie dlatego, że powiedział coś szczególnie obraźliwego. Wręcz przeciwnie.

Powiedział to półżartem, jakby chciał rozładować atmosferę. Ale Agnieszka już wiedziała, że nie każde zdanie wypowiedziane z uśmiechem jest żartem. – Co powiedziałeś? – No nic.

Żartuję. – Powtórz. – Aga, naprawdę nie rób z tego… – Powtórz.

Paweł westchnął. – Powiedziałem, że jedna impreza, nowa sukienka i nagle kariera. – Czyli według ciebie dostałam tę propozycję przez sukienkę? – Nie powiedziałem tego.

– Właśnie to powiedziałeś. – To był żart. – Nie. Nie był.

Paweł oparł się o krzesło. – Zaczynasz wszystko traktować śmiertelnie poważnie. – Nie. Zaczynam słuchać tego, co naprawdę mówisz.

– Czyli teraz będziemy analizować każde moje zdanie? – Tylko te, które coś znaczą. Paweł pokręcił głową. – Wiesz przecież, że nie uważam, że dostałaś propozycję przez wygląd.

– To dlaczego wygląd był pierwszą rzeczą, o której wspomniałeś? Nie odpowiedział. Agnieszka usiadła naprzeciwko. – Wczoraj Tomasz powiedział, że pamięta moje projekty.

Dzisiaj Katarzyna dała mi konkretny problem do rozwiązania. Rozmawiałyśmy o zarządzaniu zespołem, analizie kosztów, budżetach. Przez godzinę sprawdzali, co potrafię. – Paweł słuchał w milczeniu.

– A ja wracam do domu z propozycją stanowiska. I pierwsze, co od ciebie słyszę, to komentarz o sukience. – Przecież powiedziałem, że żartowałem. – Żart jest wtedy, kiedy śmieją się dwie osoby.

Zapadła cisza. – Dobrze, przepraszam – powiedział Paweł poważniej. – Wiesz, co mnie najbardziej zastanawia? – Co?

– Kiedy sama w siebie nie wierzyłam, mówiłeś, że powinnam być bardziej pewna siebie. – Bo powinnaś. – A kiedy zaczęłam być pewniejsza, nagle wszystko stało się niepotrzebne, za odważne albo śmieszne. Kurs angielskiego był zbędny.

Studia były niewygodne. Zmiana pracy ryzykowna. Sukienka śmieszna. A kiedy ktoś inny uznał, że jestem dobra w tym, co robię, zacząłeś być podejrzliwy.

– To nie jest takie proste. – Wiem. Nie chcę cię ograniczać. – Być może.

Myślę, że czasem człowiek może kogoś ograniczać, nawet jeśli sam sobie tego nie uświadamia. Paweł spuścił wzrok na dokumenty. – Czyli już zdecydowałaś? – Nie.

– Ale chcesz ją przyjąć. Agnieszka zastanowiła się. – Chcę poważnie ją rozważyć. – A jeśli ja uważam, że to zły pomysł?

To pytanie zabrzmiało inaczej niż wcześniejsze. Agnieszka spojrzała mu prosto w oczy. – Możesz tak uważać. I tyle.

– Nie możesz powiedzieć dlaczego. – Porozmawiamy o tym. – Posłucham cię. Ale podejmę własną decyzję.

Paweł milczał. Agnieszka poczuła, że właśnie wypowiedziała coś, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłoby dla niej bardzo trudne. Nie chodziło o bunt. Nie chciała robić niczego na przekór.

Po prostu po raz pierwszy od dawna oddzielała opinię męża od własnej decyzji. To były dwie różne rzeczy. Paweł wstał i podszedł do okna. – Chyba nie poznaję cię ostatnio.

Agnieszka uśmiechnęła się lekko. – Może ja właśnie zaczynam poznawać siebie? Odwrócił się. – To brzmi bardzo poważnie.

– Bo trochę jest. Paweł wrócił do stołu. – Aga, ja naprawdę się cieszę, że cię docenili. – To powiedz to normalnie.

Zawahał się. – Gratuluję. – Dziękuję. Tym razem jej uśmiech był szczery.

Nie rozwiązało to wszystkiego. Nie sprawiło, że wcześniejsze słowa zniknęły. Ale po raz pierwszy rozmawiali o problemie bez udawania, że go nie ma. Wieczorem Agnieszka zabrała dokumenty do sypialni.

Usiadła przy biurku. Na jednej kartce wypisała dwie kolumny: „Zostać” i „Zmienić”. Pod pierwszą znalazły się stabilność, znani ludzie, przewidywalność, wygoda. Pod drugą rozwój, lepsze wynagrodzenie, odpowiedzialność, nowe doświadczenie, ciekawość.

Patrzyła na ostatnie słowo najdłużej. Ciekawość. Kiedyś miała jej mnóstwo. Potem zamieniła ją na bezpieczeństwo.

Nie uważała, że bezpieczeństwo jest czymś złym. Ale zaczynała rozumieć, że można siedzieć w bardzo wygodnym miejscu i mimo wszystko czuć, że życie dzieje się gdzieś obok. Telefon zawibrował. Wiadomość od Katarzyny: „Dziękuję za dzisiejsze spotkanie.

Nie spieszymy się z odpowiedzią. Proszę spokojnie przemyśleć propozycję”. Agnieszka przeczytała wiadomość dwa razy. Potem spojrzała na teczkę.

Jeszcze kilka dni temu największym problemem była sukienka. Teraz Agnieszka zaczynała rozumieć, że sukienka nigdy nie była prawdziwym problemem. Była tylko pierwszym sygnałem. Paweł dobrze znał żonę.

Spokojną, przewidywalną, taką, która często rezygnowała, zanim zdążyła sprawdzić, czy naprawdę czegoś chce. Teraz siedziała przed dokumentami, które mogły zmienić jej zawodowe życie. I pierwszy raz od wielu lat nie pytała siebie: „Czy Paweł uważa, że powinnam? “.

Pytała: „Czego ja właściwie chcę? “. A odpowiedź zaczynała być coraz bardziej oczywista. – Powiedz mi szczerze, bo chyba czegoś nie rozumiem – powiedział Paweł, siedząc naprzeciwko Roberta w niewielkiej kawiarni niedaleko poznańskiej Malty.

– Co ja właściwie zrobiłem źle? Robert odstawił filiżankę na spodek i przez kilka sekund patrzył na przyjaciela. – Chcesz wersję grzeczną czy prawdziwą? – Prawdziwą.

– Najpierw powiedziałeś własnej żonie, że wygląda śmiesznie. – Wiedziałem, że zaczniesz od sukienki. Bo od sukienki zaczęła się cała historia. Źle to powiedziałem.

Przyznałem. – Dobrze. Potem na imprezie zobaczyłeś, że ludzie zwracają na Agnieszkę uwagę. – Nie chodziło o ludzi.

– Chodziło o Majewskiego. Paweł spojrzał przez okno. – Trochę. – Czyli byłeś zazdrosny.

– Nie powiedziałbym… – Paweł. Robert wypowiedział jego imię w taki sposób, że dalsze tłumaczenie straciło sens. – Dobrze, trochę byłem.

– A później facet zadzwonił do Agnieszki w sprawie pracy. – Tak. – Dostała bardzo dobrą propozycję. – Tak.

– A ty zamiast jej pogratulować powiedziałeś coś o sukience i wielkiej karierze. Paweł skrzywił się. Kiedy Robert przedstawiał wydarzenia jedno po drugim, rzeczywiście nie brzmiały najlepiej. – Żartowałem.

– Wiem. Ona też wie. I chyba właśnie dlatego się zdenerwowała. – Dlaczego?

Robert oparł się wygodniej na krześle. – Bo czasem ludzie mówią w żartach dokładnie to, czego nie chcą powiedzieć wprost. Paweł milczał. Była sobota, tydzień po firmowej kolacji.

Przez ostatnie kilka dni atmosfera w domu nie była zła. Była po prostu inna. Agnieszka normalnie z nim rozmawiała. Jedli razem kolację.

Oglądali wiadomości. Planowali zakupy na weekend. Ale Paweł czuł, że coś się przesunęło. Agnieszka przestała pytać go o zdanie w sprawie nowej pracy.

Nie dlatego, że chciała go ukarać. Po prostu sama analizowała ofertę. Rozmawiała z Katarzyną. Czytała dokumenty.

Sprawdzała warunki. Paweł po raz pierwszy zobaczył, że jego żona potrafi podjąć poważną decyzję bez ciągłego sprawdzania, czy on ją zaakceptuje. I nie wiedział, dlaczego tak bardzo go to niepokoi. – Ona się zmieniła – powiedział w końcu.

– A może nie? – Robert pokręcił głową. – Jak to? – Może po prostu przez jakiś czas pokazywała mniej siebie?

– Co ty filozofujesz? – Nic. Znam Agnieszkę prawie tyle samo czasu co ty. Pamiętam ją sprzed kilkunastu lat.

Była ambitna. Nadal jest. Więc czemu jesteś zdziwiony, że chce przyjąć ambitną pracę? – Nie jestem zdziwiony.

– Jesteś. Paweł nie odpowiedział. – Pamiętasz, kiedy zaczynaliście? – ciągnął Robert.

– Ona wtedy ciągle gdzieś jeździła. Szkolenia, projekty, konferencje. Paweł skinął głową. Pamiętał.

Agnieszka miała wtedy niewiele ponad trzydzieści lat. Potrafiła wrócić do domu i przez godzinę opowiadać o jakimś projekcie finansowym, którego Paweł kompletnie nie rozumiał. Mówiła szybko, z entuzjazmem. Planowała kolejne szkolenia.

Chciała awansować. Później rzeczywiście coś się zmieniło. Ale Paweł nigdy nie zastanawiał się dokładnie kiedy. – Ludzie zmieniają priorytety – powiedział.

– Oczywiście. Ona sama zmieniła pracę na spokojniejszą. – Sama. Paweł popatrzył na Roberta.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – Nic. Pytam. To pytanie zostało z Pawłem znacznie dłużej, niż chciał.

Do domu wrócił po południu. Agnieszka siedziała przy stole w salonie z laptopem. Obok leżała teczka z dokumentami. – Nadal to analizujesz?

– zapytał. – Tak. – Kiedy musisz odpowiedzieć? – W poniedziałek.

Paweł zdjął marynarkę i usiadł naprzeciwko. – Mogę zobaczyć? Agnieszka spojrzała na niego. – Jasne.

Przesunęła laptop. Na ekranie znajdowała się prosta tabela. Wynagrodzenie. Czas dojazdu.

Zakres obowiązków. Możliwości rozwoju. Godziny. Premia.

Praca zdalna. Szkolenia. Paweł czytał przez chwilę. – Dokładnie to policzyłaś.

– Lubię liczby. – Zauważyłem. Agnieszka uśmiechnęła się. Paweł wskazał jedną z pozycji.

– Dwa dni pracy z domu po okresie wdrożenia. – Tego wcześniej nie mówiłaś. – Bo sama dowiedziałam się wczoraj. – A godziny faktycznie normalne.

– Tak. Czyli jeden z moich argumentów odpada. Agnieszka spojrzała na niego z lekkim rozbawieniem. – Nawet kilka.

– Dzięki. – Proszę bardzo. Przez chwilę było prawie tak jak dawniej. Spokojnie.

Normalnie. Ale Paweł wiedział, że pewna rozmowa nadal czeka. – Spotkałem się dzisiaj z Robertem – powiedział. – Powiedział, że zachowałem się jak idiota.

– Użył dokładnie takiego słowa? – Nie. Robert jest bardziej dyplomatyczny. Ale sens był mniej więcej taki.

Agnieszka zamknęła laptop. – I co ty na to? Paweł przez moment patrzył na własne dłonie. – Na początku pomyślałem, że przesadza.

A później… Zacząłem sobie przypominać różne rzeczy. Agnieszka nic nie mówiła. – Ten twój kurs angielskiego.

Pamiętam, że powiedziałem, że jest drogi. – Był. Ale mogliśmy sobie na niego pozwolić. – Mogliśmy.

– I te studia podyplomowe też pamiętasz? – Tak. – Paweł westchnął. – Powiedziałem wtedy, że stracisz weekendy.

– Tak. – A miesiąc później sam zapisałem się na dwudniowe szkolenie sprzedażowe w Warszawie. Agnieszka spojrzała na niego uważniej. – Tego akurat nie zamierzałam ci wypominać.

– Ja sobie właśnie wypominam. Zapadła cisza. – Zacząłem się zastanawiać – mówił dalej Paweł – dlaczego za każdym razem znajdowałem argument przeciwko rzeczom, które mogły coś u ciebie zmienić. – I znalazłeś odpowiedź?

– Chyba tak. Agnieszka czekała. – Wygodnie mi było. Wiedziałem, jak wygląda nasze życie.

Wiedziałem, kiedy wracasz. Wiedziałem, że masz spokojną pracę. Wiedziałem, że wieczorem jesteśmy razem. Wszystko było poukładane.

– Rozumiem. – I chyba każdą zmianę traktowałem jak zagrożenie dla tego układu. – Dlaczego? Paweł uśmiechnął się nerwowo.

– Tego właśnie najtrudniej mi powiedzieć. – Spróbuj. Przez kilka sekund panowała cisza. – Chyba bałem się, że jeśli zaczniesz się rozwijać, poznawać nowych ludzi, robić rzeczy bez mojego udziału, to któregoś dnia odkryjesz, że świetnie sobie radzisz beze mnie.

Agnieszka nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Nie było w niej oskarżenia. Nie było żartu. Po prostu szczerość.

– Paweł… – Wiem, jak to brzmi. Nie chcę, żebyś zrozumiała mnie źle. – Spojrzał na nią.

– Przez lata miałem takie poczucie, że jesteśmy sobie potrzebni nawzajem. A potem zobaczyłem cię na tej kolacji. Rozmawiałaś z tymi ludźmi, jakbyś znała ich od dawna. Majewski cię chwalił.

Ta dyrektorka cię słuchała. Kilka osób podchodziło do ciebie. – I byłeś zazdrosny. – Tak.

Po raz pierwszy powiedział to bez próby wycofania się. – Nie tyle o Majewskiego. – Dodał. – Chociaż o niego też trochę.

Agnieszka zaśmiała się. Paweł również. Napięcie wyraźnie spadło. – Bardziej o to – kontynuował – że zobaczyłem cię w świecie, w którym nie jestem ci do niczego potrzebny.

Agnieszka zastanowiła się nad jego słowami. – Paweł, ja nie chcę być z tobą dlatego, że nie potrafię bez ciebie funkcjonować. – Wiem. Naprawdę.

Teraz już chyba tak. – Dla mnie dobre małżeństwo nie polega na tym, że dwie osoby bez siebie sobie nie poradzą. Chcę sobie radzić sama. I chcę, żebyś ty też sobie radził sam.

– Brzmi mało romantycznie. – Jeszcze nie skończyłam. – Słucham. – A potem, mimo tego, chcę wracać właśnie do ciebie.

Paweł zamilkł. To zdanie wyraźnie do niego dotarło. – Partnera nie powinno się potrzebować dlatego, że człowiek boi się być sam. Partnera powinno się wybierać.

Paweł pokiwał głową. – To brzmi znacznie lepiej. – Widzisz. Czasem jednak umiesz być romantyczna.

– Tylko w soboty. Oboje się uśmiechnęli. – Przyjmiesz tę pracę? – zapytał Paweł.

Agnieszka spojrzała na tabelę. – Chyba tak. Chyba w dziewięćdziesięciu procentach. – A pozostałe dziesięć?

– Normalny strach przed zmianą. Paweł skinął głową. – Mogę ci coś powiedzieć? – Tak.

– Przyjmij ją. Agnieszka spojrzała na niego. – Nie potrzebuję twojej zgody. Paweł przez sekundę wyglądał na urażonego, po czym uśmiechnął się.

– Wiem. To dobrze. Mówię tylko, co ja bym zrobił na twoim miejscu. – Dlaczego?

– Bo kiedy patrzę na te warunki i słucham, jak o tym opowiadasz, mam wrażenie, że już zdecydowałaś. Agnieszka popatrzyła na dokumenty. Rzeczywiście. Od dwóch dni nie analizowała już, czy chce tej pracy.

Analizowała tylko, czy istnieje wystarczająco dobry powód, żeby jej nie przyjąć. Nie znalazła takiego. W poniedziałek rano zadzwoniła do Katarzyny. – Dzień dobry, tu Agnieszka Kaczmarek.

– Dzień dobry. Czekałam na pani telefon. Agnieszka spojrzała przez okno swojego obecnego biura. Jeszcze przez kilka tygodni miała oglądać ten sam widok.

Potem wszystko miało się zmienić. – Przemyślałam propozycję – powiedziała. – Chciałabym ją przyjąć. Po rozmowie przez chwilę siedziała w ciszy.

Czuła stres. Ale pod nim było coś znacznie silniejszego. Ekscytacja. Wieczorem, gdy weszła do mieszkania, Paweł czekał w kuchni.

– No? Agnieszka zdjęła płaszcz. – Przyjęłam. Paweł podszedł do niej i uśmiechnął się.

– Gratuluję, pani kierownik. – Dziękuję. – I tak tylko dla porządku. – Co?

– Nadal nie lubię Majewskiego. Agnieszka wybuchła śmiechem. – Ty jesteś niemożliwy. – Ale pracuję nad sobą.

– To akurat zauważyłam. Późnym wieczorem Agnieszka otworzyła szafę. Między kilkoma marynarkami wisiała bordowa sukienka. Ta sama, od której wszystko się zaczęło.

Przesunęła dłonią po materiale. Nie zamierzała jej wyrzucać. Nie zamierzała też traktować jej jak symbolu wielkiej przemiany. Była tylko sukienką.

A jednak dzięki tamtemu wieczorowi Agnieszka zauważyła coś, czego wcześniej nie widziała. Przez lata nie potrzebowała większej odwagi. Potrzebowała jedynie przestać pytać wszystkich dookoła, czy wolno jej użyć. Za kilka tygodni miała zacząć nową pracę.

Paweł także zaczynał rozumieć, że zmiana żony nie oznacza końca ich dotychczasowego życia. Oznaczała jedynie, że w ich małżeństwie trzeba zrobić więcej miejsca dla dwóch osób. A nie jednej wspólnej wersji wszystkiego. Agnieszka zamknęła szafę.

Nie wiedziała jeszcze, że w dniu swojego pierwszego dużego spotkania w nowej firmie ponownie sięgnie po bordową sukienkę. I wtedy zada Pawłowi dokładnie to samo pytanie, od którego zaczęła się cała historia. Tym razem jednak jego odpowiedź będzie zupełnie inna. A jeszcze bardziej zmieni się odpowiedź samej Agnieszki.

– No i jak? Nadal wyglądam w niej śmiesznie? – zapytała, stojąc w drzwiach sypialni dokładnie tak samo jak kilka tygodni wcześniej. Paweł odłożył telefon i spojrzał na nią.

Przez moment nic nie mówił. Sukienka była ta sama. Prosty krój, długie rękawy, długość do kolan. Nawet kolczyki Agnieszka wybrała podobne jak podczas tamtej jubileuszowej kolacji.

Zmieniło się jednak coś znacznie ważniejszego. Sposób, w jaki stała. Nie czekała na ocenę. Nie poprawiała nerwowo materiału.

Nie zerkała co kilka sekund w lustro. Stała wyprostowana, spokojna i lekko rozbawiona. Paweł podszedł bliżej. – Mam odpowiedzieć dyplomatycznie?

– Nie. – Bezpiecznie też nie. – Czyli prawdę? – Spróbuj.

Podobno robisz postępy. Paweł uśmiechnął się. – Wyglądasz świetnie. Agnieszka pokiwała głową.

– Wiem. Paweł zatrzymał się. – No proszę. – Co?

– Nic. Po prostu kiedyś odpowiedziałabyś: „Daj spokój, przesadzasz”. – Kiedyś chyba uważałam, że jeśli sama powiem o sobie coś dobrego, zabrzmi to nieskromnie. – A teraz?

– Teraz uważam, że można wiedzieć, że dobrze się wygląda i nadal być całkiem normalnym człowiekiem. – Rewolucyjna teoria. – Jeszcze mam kilka. Tego wieczoru mieli razem jechać na oficjalne spotkanie organizowane przez nową firmę Agnieszki.

Minęło prawie sześć tygodni od dnia, kiedy przyjęła stanowisko kierownika działu analiz finansowych. Pierwsze tygodnie były intensywne. Nowe systemy, nowe nazwiska, nowe procedury. Codziennie wracała do domu z głową pełną informacji.

Ale po raz pierwszy od bardzo dawna zmęczenie zawodowe nie oznaczało znużenia. Czuła, że się rozwija. Że znowu musi myśleć, podejmować decyzje, rozmawiać z ludźmi, organizować pracę zespołu. Pierwszego dnia była przekonana, że wszyscy natychmiast zauważą, jak długo nie zajmowała podobnego stanowiska.

Trzeciego dnia przestała się tym przejmować. Po dwóch tygodniach Katarzyna weszła do jej gabinetu i powiedziała:

– Mam wrażenie, że pracuje pani tutaj od roku. – To dobrze czy źle? – Bardzo dobrze.

Najważniejsza zmiana nie dotyczyła jednak pracy. Dotyczyła jej samej. Przestała automatycznie umniejszać własnym sukcesom. Kiedy coś zrobiła dobrze, nie mówiła już „miałam szczęście” albo „to nic wielkiego”.

Po prostu przyjmowała fakt, że czasem coś wychodzi dobrze dlatego, że człowiek jest w czymś dobry. Paweł również zmieniał się powoli. Nie stał się nagle innym człowiekiem. Zdarzało mu się powiedzieć coś zbyt szybko.

Zdarzało się, że chciał doradzić, zanim Agnieszka zdążyła poprosić. Ale teraz częściej zatrzymywał się w połowie zdania. Czasami pytał: „Chcesz mojej opinii, czy tylko mi opowiadasz? “.

Za pierwszym razem Agnieszka spojrzała na niego z takim zdziwieniem, że oboje zaczęli się śmiać. – To Robert cię tego nauczył? – Nie zdradzam źródeł. – Czyli Robert.

– Być może. Tego wieczoru jechali do nowoczesnej restauracji w centrum Poznania, gdzie firma organizowała niewielkie spotkanie dla kadry kierowniczej i partnerów biznesowych. Tym razem to Agnieszka była osobą zaproszoną. Paweł był osobą towarzyszącą.

Ta zamiana ról początkowo wydawała się obojgu trochę zabawna. Kiedy weszli do środka, Katarzyna zauważyła ich niemal natychmiast. – Agnieszka, dobrze, że jesteś. – Podeszła do nich.

– A pan to…? – Paweł. Miło wreszcie poznać. – Wzajemnie.

– Katarzyna spojrzała na Agnieszkę. – Za piętnaście minut będziemy omawiać wyniki projektu. Chciałabym, żebyś powiedziała kilka słów o swoim zespole. Jeszcze dwa miesiące wcześniej Agnieszka prawdopodobnie zapytałaby: „Na pewno ja?

“. Teraz odpowiedziała:

– Jasne. – Świetnie. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć.

Katarzyna odeszła. Paweł spojrzał na żonę. – Nawet się nie zestresowałaś. – Zestresowałam.

– Nie widać. – I bardzo dobrze. Kilka minut później podszedł Tomasz. – Państwo Kaczmarek.

Paweł spojrzał na niego z teatralną powagą. – Majewski. – Nie zwracaj uwagi – powiedziała Agnieszka. – Oni już tak mają.

Tomasz zaśmiał się. – Rozumiem, że zostałem oficjalnie zaakceptowany. Paweł wyciągnął rękę. – Warunkowo.

– To już sukces. Uścisnęli sobie dłonie. Nie było napięcia. Nie było pytań o to, jak Tomasz patrzy na Agnieszkę.

Paweł poznał go lepiej podczas jednego ze spotkań firmowych i odkrył rzecz, której wcześniej nie brał pod uwagę. Tomasz naprawdę interesował się przede wszystkim jej kompetencjami. Co więcej, miał własne życie, własną pracę i własne problemy. Paweł później przyznał Agnieszce: „Chyba stworzyłem sobie w głowie znacznie ciekawszą historię, niż istniała naprawdę”.

– To się nazywa zazdrość. – Wolałbym „nadmiernie rozwinięta wyobraźnia”. – Możemy negocjować nazwę. Wieczór przebiegał spokojnie.

W pewnym momencie Katarzyna zaprosiła Agnieszkę do krótkiego wystąpienia. Stanęła przed grupą kilkudziesięciu osób. Paweł obserwował ją z boku. Agnieszka mówiła przez kilka minut o projekcie, który jej zespół przygotowywał od trzech tygodni.

Nie czytała z kartki. Nie szukała wzrokiem Tomasza. Nie patrzyła na Katarzynę, żeby upewnić się, czy mówi właściwe rzeczy. Przedstawiała dane jasno i spokojnie.

Na końcu kilka osób zadało pytania. Odpowiedziała. Kiedy wróciła do Pawła, podał jej szklankę wody. – No co?

– No jak się czujesz? Agnieszka napiła się. – Dobrze. Tylko dobrze?

– Bardzo dobrze. – I słusznie. Usiedli przy stoliku nieco dalej od głównej sali. – Mogę ci coś powiedzieć?

– zapytał Paweł. – Oczywiście. – Tamtego wieczoru, kiedy zobaczyłem cię rozmawiającą z Tomaszem, naprawdę poczułem się dziwnie. – Wiem.

Ale dopiero teraz rozumiem, dlaczego. – Słucham. – Nie chodziło tylko o zazdrość. – A o co?

Paweł przez chwilę szukał słów. – Zobaczyłem, że inni patrzą na ciebie w sposób, w jaki ja od dawna przestałem patrzeć. Agnieszka zmarszczyła brwi. – To znaczy?

– Jak na osobę, która ma własne pomysły, wiedzę, możliwości. Ja chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do tego, że jesteś po prostu częścią mojego codziennego życia. – To brzmi średnio romantycznie. – Poczekaj.

Człowiek czasami przestaje zauważać rzeczy, które ma obok siebie codziennie. Nie dlatego, że są nieważne. Właśnie dlatego, że wydają się oczywiste. Agnieszka milczała.

– I chyba mnie przeraziło – mówił dalej Paweł – że ktoś obcy zobaczył w tobie coś, czego ja przestałem zauważać. – Dlatego sukienka była śmieszna? Paweł skrzywił się. – Tego komentarza jeszcze długo mi nie odpuścisz?

– Nigdy. – Wiedziałem. Oboje się roześmiali. Po chwili Agnieszka spoważniała.

– Paweł, nie chcę, żebyś od teraz chwalił wszystko, co robię. – Nie. Oczywiście, że nie. – Jeśli naprawdę coś ci się nie podoba, możesz to powiedzieć.

– To dobrze. – Ale jest różnica między opinią a próbą odebrania komuś pewności siebie. Paweł skinął głową. – Rozumiem.

– I ja też muszę pilnować siebie. – Czego? – Żeby nie traktować każdej twojej uwagi jak wyroku. – To chyba mamy umowę.

– Chyba tak. Kilka godzin później wracali samochodem przez wieczorny Poznań. Tym razem rozmowa wyglądała zupełnie inaczej niż po tamtej pierwszej kolacji. Paweł pytał o projekt, o zespół, o plany na kolejne miesiące.

Nie o Tomasza. Nie o to, kto z Agnieszką rozmawiał. Nie o to, kto na nią patrzył. Kiedy weszli do mieszkania, Agnieszka zdjęła buty i zatrzymała się przed lustrem.

Paweł właśnie odwieszał marynarkę. – Paweł? – Tak? – Podejdź.

Stanął obok niej. Agnieszka spojrzała na swoje odbicie. – Pamiętasz tamten wieczór? – Niestety bardzo dobrze.

Stałaś dokładnie tutaj. – I zadałaś fatalne pytanie. – To ty dałeś fatalną odpowiedź. – Szczegóły.

Agnieszka uśmiechnęła się. – Wiesz, co jest najzabawniejsze? – Co? – Sukienka się nie zmieniła.

Paweł spojrzał na jej odbicie. – Nie. Ty trochę się zmieniłaś. – Trochę.

– Ja też. Paweł pokiwał głową. – Zdecydowanie. – Ale chyba najbardziej zmieniło się jedno.

– Co? – Wtedy zapytałam cię, jak wyglądam, bo potrzebowałam odpowiedzi. – A dzisiaj? – Dzisiaj zapytałam tylko dlatego, że chciałam zobaczyć twoją minę.

Paweł roześmiał się. – To ci się udało. Agnieszka weszła do sypialni i odwiesiła sukienkę do szafy. Nie była magiczna.

Nie zmieniła jej życia. Nie sprawiła, że nagle stała się silniejsza. Po prostu pojawiła się w odpowiednim momencie. W chwili, kiedy Agnieszka była gotowa zauważyć coś bardzo prostego.

Przez lata szukała potwierdzenia na zewnątrz. W opiniach męża. W reakcjach innych ludzi. W tym, czy ktoś ją pochwali, czy zaakceptuje, czy powie, że dobrze robi.

Teraz zrozumiała, że cudze zdanie może być ważne. Ale nie powinno być kierownicą. Kilka miesięcy później prowadziła już większy zespół. Paweł nadal czasami żartował z jej nowych zawodowych zwyczajów.

Agnieszka nadal czasami przewracała oczami na jego komentarze. Nie stali się idealnym małżeństwem. Stali się bardziej świadomym. Paweł nauczył się, że wspieranie partnerki nie oznacza podejmowania za nią decyzji.

Agnieszka nauczyła się, że miłość nie wymaga pomniejszania siebie. I może właśnie dlatego wszystko zaczęło się od czegoś tak zwyczajnego. Od jednej bordowej sukienki. Od jednego niepotrzebnego komentarza.

I od momentu, w którym kobieta zamiast się przebrać powiedziała: „Mnie się podoba”. Kilka tygodni później powiedziała jeszcze coś ważniejszego: „Wiem, że dobrze wyglądam”. A później przestała już mówić wyłącznie o sukience. Zaczęła mówić o sobie.

Historia Agnieszki pokazuje, że czasami największe zmiany zaczynają się od pozornie nieważnego zdania. Jednego komentarza. Jednej chwili, w której ktoś próbuje zdecydować za nas, jak powinniśmy wyglądać, czego powinniśmy chcieć albo na ile możemy sobie pozwolić. Paweł nie był człowiekiem, który planował odbierać żonie pewność siebie.

Przez lata jednak przyzwyczaił się do układu, który był dla niego wygodny. Dopiero kiedy zobaczył Agnieszkę oczami innych ludzi, zrozumiał, jak wiele w niej przestał dostrzegać. Agnieszka natomiast odkryła coś jeszcze ważniejszego. Nie potrzebowała zemsty.

Nie potrzebowała udowadniać Pawłowi, że inni ją doceniają. Potrzebowała ponownie docenić samą siebie. Bo pewność siebie nie zaczyna się wtedy, kiedy ktoś mówi nam, że dobrze wyglądamy, jesteśmy zdolni albo wartościowi.

Zaczyna się wtedy, kiedy cudza krytyka przestaje automatycznie decydować o tym, co sami o sobie myślimy.