Kamil rzucił ścierkę na blat i spojrzał na Natalię, która próbowała domyć starą plamę po garnku. Blat i tak wyglądał, jakby ktoś zostawił na nim ślad przed nimi. Całe mieszkanie na wrocławskim Gaju pamiętało lata zaniedbań: wytarte panele, kapiący kran, pożółkłe uchwyty szafek. Natalia jednak nie narzekała.

Dopóki dach nie leci, da się żyć, mawiała. Kamil tego podejścia nie rozumiał. Spotykali się od pół roku, a od kilku tygodni praktycznie mieszkali razem. Natalia pracowała jako projektantka w małym biurze architektonicznym, codziennie rano wychodziła z płócienną torbą i jechała tramwajem.
Kamil proponował jej taksówki, ale tylko się dziwiła. Kupowała ubrania w sieciówkach, robiła zakupy z listą i potrafiła przez kilka minut porównywać ceny tego samego masła w dwóch sklepach. Kamil był inny. Pracował w salonie samochodowym na obrzeżach Wrocławia, a jego zarobki zależały głównie od prowizji.
Miesiące potrafiły być bardzo różne, ale Kamil zawsze starał się sprawiać wrażenie, że wszystko mu się udaje. Miał najnowszy telefon, choć spłacał go w ratach. Marynarki kupował takie, które z daleka wyglądały na droższe niż były. Gdy wychodził ze znajomymi do modnego lokalu, zamawiał jeden drink i siedział nad nim pół wieczoru, byle zrobić dobre zdjęcie do internetu.
Natalia czasem się z niego śmiała. Ty naprawdę musisz wszystkim pokazywać, gdzie jesteś? To się nazywa budowanie wizerunku, odpowiadał z powagą. Do pewnego listopadowego popołudnia traktował jej oszczędność jak dziwactwo.
Uważał, że po prostu pochodzi ze zwyczajnej rodziny i od dziecka nauczyła się liczyć każdą złotówkę. Tamtego dnia wracał wcześniej ze szkolenia i wysiadł nieopodal centrum. Zatrzymał się przy kawiarni, bo miał czas. Wtedy zobaczył przed jednym z biurowców ciemne, luksusowe auto.
Nie znał modelu, ale pracował w branży wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że taki samochód kosztuje więcej niż mieszkanie, na które odkładałby pół życia. Z tylnych drzwi wysiadł elegancki mężczyzna po sześćdziesiątce. Siwe włosy, ciemny płaszcz, spokojny sposób poruszania się kogoś, kto nie musi niczego udowadniać. A chwilę później z samochodu wyszła Natalia.
Kamil aż odstawił kubek. Miała na sobie swój zwykły beżowy płaszcz i tę samą płócienną torbę. Mężczyzna powiedział jej coś na pożegnanie, a ona pocałowała go w policzek i ruszyła w stronę przystanku. Wieczorem Kamil nie potrafił o tym zapomnieć.
Natalia siedziała obok na kanapie, przeglądając projekty, a on udawał, że patrzy w telefon. Gdy wyszła pod prysznic, zaczął szukać. Nie zajęło mu to długo. Roman, ojciec Natalii, był właścicielem dużej sieci hurtowni materiałów budowlanych.
Firma działała w kilku województwach, miała magazyny, salony sprzedaży i dziesiątki samochodów dostawczych. Kamil przewijał kolejne artykuły. Zdjęcia z otwarcia centrum logistycznego, wywiady, informacje o inwestycjach. Nagle wszystko zaczęło do siebie pasować.
Jej obojętność wobec drogich ubrań, to, że nigdy nie mówiła o pieniądzach, spokój, gdy na koncie zostawało niewiele. To nie była biedna dziewczyna, która nauczyła się oszczędzać. Ona po prostu wiedziała, że pieniądze istnieją. Tyle że najwyraźniej nie chciała z nich korzystać.
Gdy Natalia wróciła do pokoju, spojrzał na nią inaczej. Co? Zapytała, zauważając jego wzrok. Nic, uśmiechnął się.
Nazajutrz nie zażartował już z jej kanapek zabieranych do pracy. Wręcz przeciwnie. Wiesz co, powiedział, właściwie to fajne, że nie wyrzucasz pieniędzy na głupoty. Natalia spojrzała na niego zaskoczona.
Kamil tylko się uśmiechnął. W jego głowie rodziła się właśnie nowa wersja samego siebie. Od tamtego dnia Kamil zmieniał się stopniowo. Najpierw przestał kręcić nosem, gdy Natalia pakowała kanapki.
Masz rację, powiedział któregoś ranka, wkładając kubek termiczny do torby. Człowiek wydaje fortunę na byle kawę i drożdżówkę, a potem się dziwi, że nic nie zostaje. Ty to mówisz? Dziwiła się Natalia.
Człowiek dojrzewa. Roześmiała się i pocałowała go w policzek. Potem zaczął coraz częściej mówić o tym, że pieniądze nie są najważniejsze, że liczy się spokój, że najgorsi są ludzie, którzy wszystko mierzą samochodem i metką na marynarce. Natalia słuchała go z coraz większym ciepłem.
Wiesz, chyba wcześniej źle cię oceniałam, powiedziała kiedyś. A jak oceniałaś? Myślałam, że jesteś trochę nastawiony na pokaz. Trochę byłem, przyznał ze skruchą.
Ale przy tobie człowiek zaczyna rozumieć, co ma wartość. Ta odpowiedź zadziałała dokładnie tak, jak chciał. Kilka miesięcy później oświadczył się jej podczas wieczornego spaceru nad Odrą. Bez restauracji, bez skrzypiec, bez kelnera niosącego pierścionek pod przykrywką.
Usiedli na ławce. Było chłodno, więc Natalia trzymała dłonie w kieszeniach płaszcza. Kamil wyjął małe pudełeczko. Nie mam wielkiej przemowy, powiedział.
Po prostu chcę z tobą być. Na serio? Natalia zamarła. Pierścionek był prosty: cienka obrączka z niewielkim kamieniem.
Kamil długo wybierał właśnie taki. Wiedział, że wielki brylant byłby błędem. Jest śliczny, wyszeptała. I wtedy się rozpłakała.
Kamil objął ją, a nad jej ramieniem patrzył na światła odbijające się w wodzie. Wszystko szło zgodnie z planem. Do rodziców Natalii pojechali kilka tygodni później. Roman i Dorota mieszkali pod Wrocławiem w nowoczesnym domu schowanym za wysokim żywopłotem.
Nie było marmurowych lwów ani złotych bram, których Kamil po cichu się spodziewał. Był za to duży ogród, drewniany taras, ogromne okna i cisza. Dorota przywitała ich spokojnie i serdecznie. Miała krótkie, jasne włosy i taki sposób patrzenia, jakby od razu zauważała więcej, niż mówiła.
Roman był podobny. Przy kolacji nie zadawał niewygodnych pytań, nie próbował Kamila poniżać. Po prostu słuchał. Natalia mówi, że pracujesz w salonie samochodowym, zaczął.
Tak, sprzedaż. Lubisz to? Lubię ludzi i negocjacje. A plany?
Kamil był przygotowany. Chcę się rozwijać. Może kiedyś zarządzać zespołem, ale bez przesady. Nie mam parcia, żeby od razu zostać dyrektorem.
Roman uśmiechnął się lekko. Ambicja nie jest niczym złym. Jasne, tylko nie chcę budować życia na skróty. Wypowiadając te słowa, Kamil niemal uwierzył sam sobie.
Po deserze rozmowa zeszła na ślub. Zastanawialiśmy się z mamą, jak wam pomóc, powiedział Roman. Kamil poczuł, jak plecy mu się prostują, ale Natalia odpowiedziała natychmiast. Tato, my chcemy zapłacić sami.
Roman zmarszczył brwi. Sami? Tak. Nie robimy wielkiego wesela, damy radę.
Kamil wiedział, że to jego moment. To dla nas ważne, powiedział spokojnie. Chcemy zacząć wspólne życie na własnych zasadach. Roman patrzył na niego przez kilka sekund.
Nawet jeśli będzie skromniej, tym lepiej. Dorota wymieniła z mężem krótkie spojrzenie. Kamil uznał to za dobry znak. No dobrze, powiedział Roman.
Skoro tak zdecydowaliście, nie będziemy wam tego odbierać. W drodze powrotnej Natalia była szczęśliwa. Bałam się, że tata będzie się upierał. Trzeba umieć stawiać granice, odpowiedział Kamil.
Cieszę się, że to rozumiesz. Kamil patrzył przez okno na przesuwające się światła. W głowie miał zupełnie inne obrazy. Nowe mieszkanie, dobry samochód, może stanowisko w jednej z firm Romana.
Nie od razu. To byłoby zbyt oczywiste. Najpierw trzeba było pokazać klasę, samodzielność, charakter. A potem wszystko przyjdzie samo.
Przecież Roman nie pozwoli jedynej córce przez lata mieszkać w wynajętym mieszkaniu. Nie po ślubie. Nie przy takich pieniądzach. Kamil odchylił głowę na zagłówek.
Był spokojny. Najważniejsze miał już za sobą. Teraz wystarczyło tylko poczekać na prawdziwy prezent. Na trzy tygodnie przed ślubem stara pralka w wynajmowanym mieszkaniu postanowiła zakończyć żywot.
Natalia usłyszała dziwny metaliczny stuk, a chwilę później chlupot wody. Pobiegła do łazienki i jęknęła. Spod pralki wypływał szeroki strumień mętnej wody. Rzuciła na podłogę ręczniki.
Zakręć zawór, zawołała do Kamila. Po kilku minutach udało się opanować sytuację, ale było jasne, że pralka nie nadaje się do użytku. Właściciel mieszkania odebrał dopiero za trzecim razem. Nie, proszę pani, ja nowej pralki kupować nie będę, oznajmił.
Ta jeszcze działała, jak się państwo wprowadzali. Mogę zwrócić do tysiąca złotych, jak państwo kupią coś na własną rękę. Natalia spojrzała na Kamila. Za tysiąc to można kupić pralkę, która zepsuje się jeszcze w samochodzie po drodze do domu.
Kamil wzruszył ramionami. Jakoś przeżyjemy. Jasne, zostały tylko trzy tygodnie do ślubu. Natalia westchnęła.
Przez jakiś czas będę wozić rzeczy do Oli. Albo pójdziemy do pralni samoobsługowej. Kamil tylko skinął głową. Od kilku dni przeglądał ogłoszenia mieszkań.
Nie dlatego, że planował kredyt. Chciał po prostu wiedzieć, co można kupić za pieniądze, które, jak był przekonany, dostaną po ślubie. Dwieście tysięcy na start, może trzysta. Przy majątku Romana taka suma nie była przecież żadnym problemem.
A jeśli zamiast gotówki zaproponuje mieszkanie albo udział w biznesie? Kamil coraz częściej widział siebie w dobrym samochodzie, w nowym garniturze, z wizytówką, na której nie będzie już napisane sprzedawca. Wieczorem Natalia zadzwoniła do Doroty, stała przy oknie i opowiadała jej o awarii. Nie, mamo, damy sobie radę.
Naprawdę. Najwyżej przez kilka tygodni będę prała u Oli. Kamil siedział na kanapie i nie zwracał uwagi na to, że Natalia dwa razy powtórzyła matce, że nowej pralki kupować teraz nie zamierzają. Ślub odbył się w niewielkim industrialnym lokalu niedaleko centrum Wrocławia.
Ceglane ściany, wysokie okna, drewniane stoły, ciepłe światło. Bez przesady, bez setki gości, bez wesela do białego rana. Przyszło około czterdziestu osób. Był obiad, muzyka, tańce i tradycyjne sto lat.
Natalia promieniała. Kamil też się uśmiechał, choć przez większość wieczoru kątem oka obserwował Romana. Czekał. Wiedział, że to musi nastąpić.
Po kolacji ktoś podał Romanowi mikrofon. Rozmowy ucichły. Roman wstał. Natalia i Kamil od początku powtarzali nam, że chcą wszystko zrobić po swojemu.
Że chcą sami zapłacić za ślub, sami urządzać sobie życie i nie liczyć na gotowe rozwiązania. Kamil wyprostował się na krześle. Teraz przyznam, że jako ojcu nie było mi łatwo się nie wtrącać. Ale samodzielność trzeba szanować, zwłaszcza kiedy młodzi ludzie naprawdę chcą brać odpowiedzialność za własne decyzje.
Kilka osób pokiwało głowami. Natalia ścisnęła Kamila za rękę. Roman sięgnął po jasną kopertę leżącą na stole. Kamil poczuł, jak serce zaczyna bić mu szybciej.
Koperta, a więc jednak pieniądze. Może czek? Może dokument? Roman podszedł do nich i podał mu ją.
Pomyśleliśmy z Dorotą, że prezent powinien być przede wszystkim potrzebny. Kamil otworzył kopertę, wyjął elegancką kartę podarunkową, przeczytał nazwę sklepu, potem kwotę: sześć tysięcy złotych. Natalia wspominała, że wasza pralka odmówiła posłuszeństwa, powiedziała Dorota z uśmiechem. Za tę kwotę wybierzecie naprawdę porządną pralkosuszarkę.
Natalia klasnęła w dłonie. Mamo, nie wierzę. Przecież mówiłam, że damy sobie radę. I właśnie dlatego wam jej nie kupiliśmy, odpowiedział Roman.
Sami wybierzecie taką, jaka wam pasuje. Goście zaczęli bić brawo. Natalia objęła Kamila za szyję. Świetny prezent, prawda?
Świetny, odpowiedział Kamil, uśmiechając się szeroko. Ale gdy Natalia go pocałowała, patrzył ponad jej ramieniem na kartę podarunkową leżącą na stole. Sześć tysięcy na pralkosuszarkę. Nie dwieście tysięcy, nie mieszkanie, nie samochód, nie stanowisko.
Pralkosuszarka. I po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuł, że cały jego perfekcyjny plan właśnie zaczął się rozpadać. Pralkosuszkę przywieźli kilka dni po ślubie. Dwóch pracowników sklepu wniosło ogromne pudło do przedpokoju.
Natalia od razu zaczęła się śmiać. Boże, przecież to jest większe niż pół naszej łazienki. Kamil nie odpowiedział. Gdy zdjęli karton i folię, urządzenie wyglądało niemal absurdalnie na tle starego mieszkania.
Biała, gładka obudowa, czarny panel, duży wyświetlacz, programy, których Natalia nawet nie umiała jeszcze nazwać. Obok stała pożółkła szafka, nad wanną wisiała plastikowa półka pamiętająca poprzednie stulecie. A pośrodku tego wszystkiego stała nowoczesna pralkosuszarka za sześć tysięcy. Jest piękna, powiedziała Natalia i przejechała dłonią po obudowie.
Wiesz, co jest najlepsze? Koniec z suszarką rozstawioną w salonie i nie będę już jeździła z torbami do Oli. Kamil oparł się o framugę. No wygodnie, mruknął.
Dla Natalii to był luksus. Dla Kamila wyglądał jak pomnik wystawiony jego własnej głupocie. Za każdym razem, gdy wchodził do łazienki, widział nie sprzęt, tylko sześć tysięcy złotych zamiast tego, czego się spodziewał. Mieszkania, gotówki, samochodu, telefonu od Romana z propozycją pracy.
Czegokolwiek, co naprawdę zmieniłoby jego życie. Ale nic takiego nie nastąpiło. Minął tydzień, potem drugi. Roman nie dzwonił.
Dorota od czasu do czasu pisała do Natalii, pytała, jak się czują i czy urządzenie dobrze działa. I tyle. Tymczasem sytuacja Kamila robiła się coraz gorsza. Natalia nie wiedziała, że swoją część wesela opłacił w dużej mierze kartą kredytową.
Powiedział jej, że miał oszczędności. Tak było wygodniej. W rzeczywistości oszczędności skończyły się znacznie wcześniej, a rachunki zostały. Co miesiąc dochodziła rata, odsetki, kolejne drobne opłaty.
Na dodatek w salonie zaczął się słabszy okres. Klienci przychodzili, oglądali, pytali o raty, a potem wychodzili. Plan sprzedażowy się nie zgadzał. Premia stopniała.
Pewnego wieczoru siedzieli przy stole i jedli makaron z warzywami. Natalia opowiadała coś o projekcie, a Kamil prawie jej nie słuchał. Natalia, my naprawdę zamierzamy tu siedzieć jeszcze kilka lat? Spojrzała na niego.
Gdzie? Tutaj. Rozejrzał się po kuchni. W tym mieszkaniu.
A co ci nagle przeszkadza? Wszystko jest ciasno, stare meble, właściciel niczego nie naprawia. Przecież kiedyś będziemy chcieli mieć dzieci. Natalia odłożyła widelec.
To możemy zacząć odkładać na wkład własny. Kamil parsknął. Odkładać? Przy tych cenach mieszkań będziemy odkładać do czterdziestki.
To poszukamy kredytu. Kamil przez chwilę milczał. A nie łatwiej byłoby porozmawiać z twoim ojcem? Natalia od razu spoważniała.
O czym? O pożyczce. Nie mówię, żeby nam coś dawał. Mógłby nam pożyczyć na wkład własny bez odsetek.
Oddawalibyśmy. Natalia pokręciła głową. Nie. Dlaczego ty musisz wszystko komplikować?
Niczego nie komplikuję. Umówiliśmy się, że żyjemy za swoje. Łatwo ci mówić. Przecież sam tak chciałeś.
Spojrzał na nią. Natalia wzruszyła ramionami. Sam mówiłeś, że pieniądze to nie wszystko. Zapadła cisza.
To zdanie uderzyło Kamila mocniej, niż powinno. Przecież sam je powtarzał w kółko, tak długo, aż Natalia uwierzyła, że naprawdę tak myśli. Nie wyrywaj zdań z kontekstu, mruknął. Nie wyrywam.
Po prostu nie rozumiem, co się zmieniło. Nic się nie zmieniło. Po prostu próbuję myśleć rozsądnie. Ja też.
Od tego wieczoru takich rozmów było coraz więcej. Kamil pytał, dlaczego kupiła droższy ser, skoro obok był tańszy. Denerwował się, gdy zostawiała światło w łazience. Marudził, że za długo bierze prysznic.
Gdy proponowała wspólne sprzątanie, mówił, że po całym dniu w salonie nie ma siły. Ty siedzisz przy komputerze. Ja cały dzień użeram się z ludźmi. Natalia coraz częściej milczała, a Kamil coraz częściej szukał czegoś, do czego można się przyczepić.
Nie przyznałby tego nawet sam przed sobą, ale w rzeczywistości karał ją za jedno: za to, że po ślubie nie stała się kimś innym. Nie otworzyła przed nim drzwi do łatwego życia. Nie zadzwoniła do ojca. Nie poprosiła o pieniądze.
Nie zamieniła się w bogatą córkę, na którą tak naprawdę czekał. Pozostała dokładnie tą samą Natalią, którą poznał. I z każdym dniem właśnie to drażniło go najbardziej. Pod koniec miesiąca przyszedł kolejny rachunek.
Natalia położyła kopertę na stole, otworzyła i przez chwilę patrzyła na kwotę. No pięknie, mruknęła. Kamil wszedł do kuchni, zdjął kurtkę i od razu zauważył papier. Ile?
Natalia podała mu rachunek. Przeczytał i skrzywił się. Ty zapłacisz w tym miesiącu? Natalia spojrzała na niego uważnie.
Kamil, w zeszłym tygodniu przelałam ci pieniądze na kartę kredytową. Zamilkł. To było co innego. Nie, to były nasze pieniądze.
I teraz zostało mi niewiele do wypłaty. Kamil rzucił rachunek na stół. U mnie jest prawie zero. To podzielimy to, co mam, powiedziała Natalia.
Do wypłaty został tydzień. I co? Będziemy jeść chleb z twarogiem? Mamy makaron, ryż, warzywa.
W zamrażarce jest kurczak. Nic nam się nie stanie. Kamil patrzył na nią przez kilka sekund. Potem zaśmiał się krótko, bez cienia humoru.
Ty naprawdę lubisz to robić? Natalia zmarszczyła brwi. Co? Udawać, że jesteś biedna.
W kuchni zrobiło się cicho. Słucham? No przecież tak jest. Liczysz każdą złotówkę, jeździsz tramwajem, szukasz promocji i urządzasz przedstawienie pod tytułem Dam sobie radę sama.
Kamil, a przecież wystarczy jeden telefon. Natalia już wiedziała, dokąd zmierza ta rozmowa. Nie zadzwonię do taty. Oczywiście, że nie.
Kamil oparł dłoń o blat. Bo po co? Lepiej siedzieć tutaj i udowadniać całemu światu, jaka jesteś samodzielna. Nikomu niczego nie udowadniam.
Mnie udowadniasz. Natalia spojrzała mu prosto w oczy. To może ty zadzwoń do swojego szefa i poproś o podwyżkę. Kamil zesztywniał.
Co? Albo sprzedaj więcej samochodów. Przecież ciągle mówiłeś, że masz ambicje. Nie zaczynaj.
To ty zacząłeś. Jej głos pozostawał spokojny i właśnie to doprowadzało go do szału. Gdybyś naprawdę chciała normalnie żyć, dawno porozmawiałabyś z Romanem. Normalni żyjemy.
To nie jest normalne. Uderzył dłonią w stół. Natalia drgnęła, ale się nie cofnęła. Normalne jest mieszkanie we własnym mieszkaniu.
Normalne jest nie zastanawiać się pod koniec miesiąca, czy starczy na rachunki. Normalne jest korzystać z możliwości, kiedy się je ma. To są możliwości mojego ojca, nie nasze. Jesteś jego córką.
I co z tego? Kamil roześmiał się z niedowierzaniem. Boże, Natalia, ty naprawdę tego nie rozumiesz? To mi wytłumacz.
Zamilkł. Przez moment wyglądał, jakby chciał się wycofać, ale było już za późno. Myślałem, że po ślubie będzie inaczej. Natalia pobladła.
Jak? Kamil odwrócił wzrok. No normalnie. Co znaczy inaczej?
Że nie będziemy całe życie wynajmować tej nory. Że twój ojciec jakoś nam pomoże. Co miał zaproponować? Nie odpowiedział.
Natalia poczuła chłód w żołądku. Pracę. Kamil milczał. Pieniądze.
Mieszkanie. Nie przekręcaj moich słów. Nie muszę. Patrzyła na niego i nagle wszystko stało się boleśnie proste.
Te rozmowy o skromności, to, jak nagle zaczął podziwiać jej podejście do życia, jego zachwyt nad prawdziwymi wartościami. Ty od początku wiedziałeś, powiedziała cicho. Kamil zacisnął usta. Milczał.
Natalia odsunęła krzesło i usiadła. Kiedy się dowiedziałeś? Natalia, daj spokój. Kiedy?
Przed zaręczynami. Serce zamarło jej na moment. Kamil westchnął gwałtownie. I co z tego?
Przecież cię kochałem. Ale liczyłeś na coś jeszcze. Każdy normalny człowiek by liczył. To zdanie zawisło między nimi.
Kamil też je usłyszał. Tym razem niczego nie dało się cofnąć. Wiesz co? rzucił po chwili.
Mam dość. Poszedł do sypialni. Natalia została w kuchni. Słyszała otwierane szuflady, przesuwane wieszaki, zamek torby.
Po kilkunastu minutach Kamil wrócił ubrany w kurtkę. Odchodzę. Natalia patrzyła na niego spokojnie. Czekał sekundę, potem następną.
Najwyraźniej spodziewał się pytania, dokąd idzie, albo prośby, żeby został. Zostaw klucze, powiedziała. Kamil zmrużył oczy. Serio?
Serio. Rzucił klucze na komodę. Drzwi trzasnęły. Dopiero wtedy Natalia pozwoliła sobie zamknąć oczy.
Roman wiedział. Dorota też. Nie powiedzieli jej ani słowa. Nie zabraniali, nie ostrzegali.
Po prostu nie dali Kamilowi tego, na co czekał, i pozwolili mu samemu pokazać, kim naprawdę jest. Natalia weszła do łazienki. Na podłodze leżało kilka jego rzeczy, których w pośpiechu nie zabrał. Podniosła kosz z własnym praniem i otworzyła pralkosuszarkę.
Wrzuciła ubrania do środka, wsypała proszek i wybrała program. Urządzenie ruszyło cicho. Równy, spokojny szum wypełnił łazienkę. Natalia wyjęła telefon, zablokowała numer Kamila, potem komunikator, potem drugi.
Na koniec usunęła wspólne zdjęcie z ekranu. Nazajutrz zamierzała sprawdzić, gdzie dokładnie powinna złożyć dokumenty i jak rozpocząć sprawę rozwodową w sądzie. Nie wiedziała jeszcze, ile to potrwa. Ale pierwszy krok już zrobiła.
Stała przez chwilę w drzwiach łazienki i słuchała cichego obrotu bębna. W mieszkaniu było dokładnie tak samo ciasno jak wczoraj. A jednak Natalia miała wrażenie, że nagle zrobiło się w nim znacznie więcej miejsca.


