Błędny numer zazwyczaj oznacza tylko niezręczną przeprosinę. Moja wiadomość z prośbą o pomoc trafiła jednak na telefon najniebezpieczniejszego człowieka w Chicago. Kiedy drzwi łazienki…

Błędny numer zazwyczaj oznacza tylko niezręczną przeprosinę. Moja wiadomość z prośbą o pomoc trafiła jednak na telefon najniebezpieczniejszego człowieka w Chicago. Kiedy drzwi łazienki...

Błędny numer zazwyczaj oznacza tylko niezręczne przeprosiny. Dla Evely Van skończył się wojną. Ukryta w zamkniętej łazience ze złamanymi żebrami, próbowała wysłać SMS-a do brata, ale drżące palce pominęły jedną cyfrę. Wiadomość trafiła na telefon Lukasa Morettiego, najbardziej bezwzględnego przestępcy w Chicago.

Thumbnail

Numer, na który od trzech lat nikt nie wysłał wiadomości. A potem wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Odgłos łamania żeber jest charakterystyczny. To nie czyste trzaśnięcie suchej gałązki, lecz mokre, stłumione pęknięcie, które rozchodzi się po całym ciele.

Evely usłyszała ten dźwięk, zanim poczuła ból. Potem powietrze uciekło z jej płuc, zastąpione rozpaloną agonią promieniującą z lewego boku. Upadła na linoleum w kuchni, łapiąc powietrze, a wzrok zamgliły czarne plamy. „Zobacz, do czego mnie zmusiłaś” – powiedział Markus.

Jego głos był spokojny. To było najgorsze w Markusie Thornie. Nie krzyczał. Był detektywem chicagowskiej policji, człowiekiem, który wiedział, jak zadawać ból bez pozostawiania widocznych śladów.

Tej nocy jednak stracił kontrolę. Evely ściskała bok, nie mogąc wydobyć słowa. Każdy płytki oddech był jak nóż wbijający się w klatkę piersiową. Markus poprawił spinki do mankietów i spojrzał na nią z lekkim rozczarowaniem, jakby była plamą na jego dywanie, a nie jego narzeczoną od dwóch lat.

„Muszę jechać na komisariat” – powiedział, przechodząc nad jej nogami. „Posprzątaj to. Jeśli nie będziesz w łóżku, kiedy wrócę, Evelin, dokończymy tę rozmowę”. Chwycił klucze z blatu i wyszedł.

Ciężkie dębowe drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Evelin czekała trzy minuty, licząc je po uderzeniach przerażonego serca. Kiedy była pewna, że wyszedł, przeciągnęła się po podłodze. Ból był oślepiający.

Była pielęgniarką, więc rozpoznała objawy – odma opłucnowa lub uraz klatki piersiowej. Musiała trafić do szpitala, ale nie mogła. Markus miał przyjaciół w każdej izbie przyjęć w mieście. Zadzwoniliby do niego.

Zawsze dzwonili. Potrzebowała brata, Liama. Był jedyną osobą, która potrafiła przejrzeć grę Markusa udającego idealnego policjanta. Przeciągnęła się w stronę łazienki w korytarzu, jedynego pomieszczenia z zamkiem, którego Markus jeszcze nie zniszczył.

Wciągnęła za sobą torebkę. W środku zamknęła drzwi i przycisnęła się do szafki pod umywalką, drżąc gwałtownie. Wyjęła telefon. Ekran był pęknięty, ale się zapalił.

Była 23:42. Próbowała wpisać numer Liama z pamięci – usunęła jego kontakt, bo Markus co wieczór sprawdzał jej telefon. Jej kciuk ześlizgnął się po śliskim, pokrytym krwią szkle. Zamiast jednej liczby nacisnęła inną.

Nie zauważyła tego. Napisała: „Złamał mi żebra. Nie mogę oddychać. Zamknął mnie.

Proszę, pomóż. 234 Oak Street, mieszkanie 4B. Kod 890”. Nacisnęła wyślij.

Telefon wyślizgnął się jej z dłoni i upadł na płytki. Zamknęła oczy i modliła się, żeby Liam był blisko. Telefon zawibrował na jej nodze. Chwyciła go.

Nieznany numer. „Kto to? ” – odpowiedział ktoś. Evely zmarszczyła brwi.

Dlaczego Liam nie poznał jej numeru? Może nie zapisał go, odkąd kupiła telefon na kartę. „Liam, proszę. Myślę, że mam przebite płuco.

To Markus. On wraca”. Przez przerażającą minutę nic. Trzy kropki tańczyły na ekranie.

Potem przyszła odpowiedź, jedno zdanie: „Jestem w drodze”. Evely westchnęła z ulgą. To nie był styl Liama – on by panikował – ale może szok sprawił, że spoważniał. Czekała.

Minęło dziesięć minut, potem dwadzieścia. Ból narastał. Nagle ciszę przerwał trzask. To nie było pukanie.

Brzmiało jak wyrwanie drzwi z zawiasów. Evelin zamarła. Czy Markus wrócił? Usłyszała ciężkie kroki.

Nie jednej osoby. Wielu. Odgłos butów poruszających się z wojskową precyzją. „Sprawdź sypialnię” – rozkazał głęboki, nieznany głos.

„Oczyśćcie teren. Jeśli ktoś zbliży się do tego piętra, strzelajcie”. To nie był Markus. Na pewno nie Liam.

Kroki zbliżały się do łazienki. Evelin skuliła się i wstrzymała oddech. Klamka zatrzeszczała. „Zamknięte.

Ona tu jest”. „Odsuń się”. Evely zamknęła oczy. Drzwi nie otworzyły się – wybuchły do środka jednym potężnym kopnięciem.

Deszcz drewnianych drzazg spadł na nią. Krzyknęła i zasłoniła twarz. W drzwiach stał mężczyzna, który wyglądał, jakby został wyrzeźbiony z cienia. Wysoki, w szytym na miarę grafitowym garniturze, z ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu i zimnymi, twardymi oczami.

Evelin rozpoznała go. Wszyscy w Chicago go znali – Lukasa Morettiego, szefa rodziny przestępczej, Żniwiarza. Spojrzał na nią z góry, widząc siniaki, sposób, w jaki trzymała się za bok, przerażenie w oczach. Przykucnął, nie dbając o to, że jego drogie spodnie dotykają brudnej podłogi.

Podniósł telefon i sprawdził wymianę SMS-ów. „Nie jesteś Sofią” – powiedział cicho, ale groźnie. „Chciałem Liama”. Evely szlochała.

„Wysłałam SMS na zły numer. Przepraszam. Proszę, nie rób mi krzywdy”. Lukas patrzył na nią długą chwilę.

Widział ślad buta na jej koszuli. Wstał i zwrócił się do ludzi za sobą – dwóch olbrzymów z karabinami. „Połączcie mnie z doktorem Arisem. Powiedzcie mu, żeby przygotował salę operacyjną w posiadłości”.

„Szefie, ona jest cywilem. To terytorium policji”. Lukas odwrócił głowę. „Wysłała SMS na ten numer.

Nie dzwonił od dnia, w którym zginęła moja siostra. Los mi ją zesłał”. Spojrzał na Evely. „Możesz chodzić?

„To boli” – wyszeptała. Lukas Moretti, człowiek, który grzebał wrogów w mokrym betonie, schylił się. Zaskakująco delikatnie wsunął jedną rękę pod jej kolana, drugą za plecy i podniósł ją, jakby nic nie ważyła. Evely krzyknęła, gdy ruch wstrząsnął jej żebrami, a głowa opadła na jego klatkę piersiową.

Pachniał skórą, olejem do broni i deszczem. „Mam cię” – szepnął. „Jesteś bezpieczna”. Kiedy niósł ją przez salon, w drzwiach stała sąsiadka, pani Higgins.

Lukas zatrzymał się. „Nic pani nie widziała”. To nie była groźba. To było stwierdzenie.

Pani Higgins gorączkowo skinęła głową i zatrzasnęła drzwi. Na ulicy czekał konwój trzech czarnych SUV-ów. Zza rogu wyjechał jednak radiowóz. To był Markus.

Evelin poczuła, jak krew zamienia się w lód. „To on” – wyszeptała, chowając twarz w marynarce Lukasa. Lukas nie drgnął. „Wsadź ją do samochodu” – powiedział kierowcy.

„Utrzymajcie ją w stabilnym stanie”. Markus wysiadł, kładąc rękę na broni. „Odsuńcie się od dziewczyny. To porwanie”.

Lukas ostrożnie posadził Evelin na tylnym siedzeniu, spojrzał jej w oczy. „Nie ruszaj się”. Zamknął drzwi. Potem odwrócił się do Markusa.

„Detektywie Thorn”. Markus zbladł, gdy zobaczył twarz Lukasa. „Moretti. To kłótnia domowa.

Ta kobieta to moja narzeczona. Jest niestabilna emocjonalnie”. „Ma trzy złamane żebra” – powiedział cicho Lukas. „Prawdopodobnie zapadnięte płuco.

Siniaki na szyi wskazują na uduszenie”. „Upadła. Jest niezdarna” – skłamał Markus. „Odejdź, Moretti.

Nie chcesz mieć kłopotów z policją”. Lukas wyciągnął stary, zniszczony telefon z klapką – ten, z którego Evely wysłała SMS. „Rozpoznajesz ten numer, detektywie? ”

„Nie”.

„Ja też nie. Ale ona użyła go, żeby błagać o życie. Błagała nieznajomego, żeby uratował ją przed tobą”. Lukas dał znak.

Dwóch jego ludzi obezwładniło Markusa, zanim ten zdążył sięgnąć po broń. Pistolet z tłumikiem przycisnął się do jego czaszki. „Nie możecie tego zrobić! Jestem policjantem!

Lukas pochylił się nad nim. „Dzisiaj nie jesteś policjantem, Markus. Dzisiaj jesteś tylko mężczyzną, który bije kobiety”. Wyciągnął portfel i odznakę Markusa, wyrzucił je do rynsztoka.

„Gdybyś był kimkolwiek innym, już byś nie żył. Ale śmierć to zbyt łatwe rozwiązanie”. Odwrócił się do ochroniarza. „Złam mu ręce.

Obie. Upewnij się, że nigdy więcej nie będzie mógł trzymać broni ani kobiety”. „Nie, proszę! ”

Lukas nie obejrzał się.

Wsiadł do SUV-a obok Evelin, gdy w nocne powietrze wbił się obrzydliwy trzask łamanych kości i wysoki krzyk. „Co zrobiłeś? ” – wyszeptała. „Rozwiązałem problem” – odpowiedział spokojnie.

„Jedź”. Podczas jazdy panowała cisza. Evelin traciła i odzyskiwała przytomność. Wnętrze auta było jak statek kosmiczny – ciche, gładkie, w bursztynowym świetle.

„Dokąd mnie zabierasz? ”

„Do mojej posiadłości. Mam prywatną salę operacyjną. Potrzebujesz chirurga klatki piersiowej, nie rezydenta z izby przyjęć”.

„Dlaczego? Dlaczego przyszedłeś? Jesteś Żniwiarzem”. Lukas podniósł telefon z klapką.

„Ten telefon należał do mojej siostry Sofii. Zmarła trzy lata temu. Rywalizująca rodzina porwała ją, żeby dotrzeć do mnie”. Jego głos stracił twardość.

„Utrzymywałem połączenie. Co miesiąc płacę rachunek, co tydzień go ładuję. Może miałem nadzieję, że wszechświat da mi drugą szansę”. Odwrócił się.

„Kiedy dziś wieczorem zadzwonił, pomyślałem, że to duch. Zamiast tego znalazłem ciebie – kobietę miażdżoną przez mężczyznę, który miał ją chronić”. Pochylił się bliżej. „Nie mogłem uratować Sofii.

Więc uratuję ciebie, Evelin. Czy tego chcesz, czy nie”. Samochód zwolnił przed masywnymi żelaznymi bramami. Evelin zobaczyła uzbrojonych strażników patrolujących posiadłość, która bardziej przypominała fortecę.

Zrozumiała, że jej życie jako pielęgniarki z Oak Street dobiegło końca. Nie została uratowana. Została przejęta. Obudziła się powoli, w chaosie fal.

Płuca pachniały środkiem antyseptycznym i lawendą. Nad nią wisiał kryształowy żyrandol. Ból w boku zniknął, zastąpiony drętwieniem. „Spokojnie, pani Vaughn” – powiedział nieznany głos.

Lekarz w okularach sprawdzał monitor. „Jest pani w posiadłości Morettich. Nazywam się doktor Aris. Naprawiłem odmę i nastawiłem żebra.

Miała pani trzy złamania. Gdyby pani czekała jeszcze godzinę, utonęłaby we własnej krwi”. „Gdzie jest ten mężczyzna? ”

„Pan Moretti czeka na zewnątrz.

Od sześciu godzin chodzi po korytarzu”. Do drzwi ktoś zapukał. Wszedł Lukas – bez marynarki, w rozpiętej koszuli, z podwiniętymi rękawami. Wyglądał na zmęczonego, ale jego obecność wciąż wysysała tlen z pokoju.

Doktor Aris wyszedł. Lukas podszedł do okna. „Wiesz, co teraz robi Markus Thorn? Potrzeba trzech chirurgów, żeby zrekonstruować kości w jego rękach.

Nigdy więcej nie będzie mógł trzymać broni”. „Okaleczyłeś go”. „Powstrzymałem go. To różnica”.

Podszedł do łóżka i usiadł. „Wysłałaś SMS na numer Sofii. Wierzysz w przeznaczenie, Evelin? ”

„Nie.

Wierzę w pecha”. „Ja też nie wierzyłem. Sofia była moją bliźniaczką. Kiedy zmarła, świat stał się szary.

Kiedy telefon zadzwonił, pomyślałem, że to znak. Widziałem cię w tej łazience – załamaną, przerażoną, ale wciąż walczącą. Widziałem ją. Widziałem kobietę, której nie mogłem uratować”.

Wyciągnął rękę, ale cofnął się, jakby bał się, że ją złamie. „Kim teraz jestem? Twoją więźniarką? ”

„Jesteś moim gościem.

Pod moją ochroną. Nikt cię nie skrzywdzi, dopóki jesteś w tym domu”. Jego twarz stwardniała. „Ale jeśli wrócisz do domu, nie będziesz już miała domu.

Markus opowiedział swoją wersję – że miałaś załamanie, zaatakowałaś go i uciekłaś z gangiem. Wydano nakaz aresztowania. Jeśli wyjdziesz poza te bramy, policja zabierze cię prosto do niego”. Evely poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.

„Więc jestem uwięziona”. „Jesteś ukryta. Wracaj do zdrowia. Kiedy będziesz wystarczająco silna, porozmawiamy o twojej przyszłości”.

Odwrócił się do wyjścia. „Dziękuję” – wyszeptała. Lukas skinął głową i wyszedł, zostawiając ją samą w ciszy złotej klatki. Trzy dni minęły w mgle.

Świat Evelin skurczył się do apartamentu gościnnego. Pokojówki przynosiły wykwintne jedzenie, którego ledwo tknęła. Nie widziała Lukasa. Czwartego dnia doktor Aris usunął dren.

„Musisz się ruszać. Chodź po korytarzu, ale nie schodź jeszcze na dół”. Evely wstała. Zobaczyła swoje odbicie – bladą skórę, siniaki, splątane włosy.

Ale oczy wyglądały inaczej. Stałe spojrzenie strachu, które nosiła przez dwa lata, zniknęło. Szła powoli korytarzem, aż dotarła do otwartych drzwi. Za nimi znajdowała się biblioteka z regałami sięgającymi sufitu, kominkiem, w którym trzeszczał ogień – a w skórzanym fotelu siedział Lukas, czytając dokument.

Podniósł wzrok. „Chodzisz o własnych siłach”. „Doktor Aris powiedział, że powinnam”. Usiadła naprzeciwko.

Nad kominkiem wisiał portret – młody Lukas i kobieta, która wyglądała jak jego lustrzane odbicie. „To Sofia? ”

„Tak. Namalowano go miesiąc przed jej śmiercią.

Była jedyną osobą, która mnie znała”. „Co się z nią stało? ”

Lukas spojrzał na nią, a jego oczy stały się zimne. „Zakochała się w niewłaściwym mężczyźnie.

Mężczyźnie, który obiecał ją chronić. Ale kiedy przyszli po nią, uciekł. Zostawił ją na śmierć”. Ostatność w jego tonie sprawiła, że Evelin zadrżała.

„Ten mężczyzna nie stanowi już problemu”. „Czy dlatego mnie uratowałeś? Bo Markus jest taki sam? ”

„Częściowo.

Ale głównie dlatego, że nie uciekłaś do łazienki. Pisałaś SMS-y, ale zamknęłaś drzwi. Próbowałaś przetrwać. Sofia się poddała.

Ty nie. Podziwiam to”. Evely odetchnęła. „Muszę zadzwonić do Liama.

Na pewno się martwi”. Twarz Lukasa stała się bez wyrazu. „Liam przyszedł do twojego mieszkania. Policja powiedziała mu oficjalną wersję – że zaatakowałaś Markusa i uciekłaś.

Próbował zgłosić zaginięcie. Zagrozili mu aresztowaniem”. „Muszę mu powiedzieć, że jestem bezpieczna”. „Nie.

Jeśli zadzwonisz, Markus się dowie. Podsłuchuje telefon Liama. Ma samochód obserwacyjny przed akademikiem. Czeka, aż się z nim skontaktujesz.

W momencie, gdy to zrobisz, wykorzysta Liama, żeby cię dopaść”. Lukas przykucnął przed nią. „Wiem, że boli. Ale musisz mi zaufać.

Markus to nie tylko oprawca. To osaczone zwierzę”. W tym samym czasie po drugiej stronie miasta Markus leżał w szpitalnym łóżku z ciężkimi gipsami sięgającymi łokci. Wściekłość paliła go żywcem.

Kiedy kapitan Miller odmówił pomocy, Markus wymusił podanie telefonu i wybrał numer, którego nie używał od lat – numer rosyjskiej mafii, jedynych prawdziwych rywali Morettiego. „Tu Thorn. Mam informacje o Lukasie Morettim. Wiem, gdzie śpi i jakie ma słabe punkty”.

„Zniszczę jego świat” – wyszeptał do pustego pokoju. „I zacznę od niej”. Dwa tygodnie zamieniły się w trzy. Siniaki Evelin zbladły, ból w żebrach osłabł.

Ale cisza była ogłuszająca. Spędzała dni w bibliotece, nie mogąc się skupić. Nie widziała Lukasa od czterech dni. Pewnego wieczoru ktoś zapukał mocno do drzwi.

Wszedł Lukas, wyczerpany, z torbą na ubrania i małym aksamitnym pudełkiem. „Dziś wieczorem kolacja. Tylko my”. Położył pudełko na stoliku.

„Załóż sukienkę. Za godzinę”. Sukienka była z głębokiego szmaragdowego jedwabiu, opadająca jak woda. W aksamitnym pudełku znalazła platynowy łańcuszek z postrzępionym, surowym diamentem.

Zapięła go na szyi. Kiedy zeszła, Lukas czekał na dole w czarnym garniturze. Gdy podniósł wzrok, zaparło mu dech – reakcja trwająca sekundę, ale ona ją dostrzegła. Zjedli kolację przy długim stole nakrytym dla dwudziestu osób, tylko we dwoje.

Kiedy sprzątnięto danie główne, atmosfera się zmieniła. Na zewnątrz rozpętała się burza. „Markus wykonał ruch” – powiedział Lukas bez wstępów. „Skontaktował się z rodziną Pietrowów, rosyjską bratwią.

Sprzedaje im tajemnice policyjne. W zamian za jedną rzecz. Za ciebie. I moją głowę”.

Evely zacisnęła dłoń na kieliszku. „Więc co robimy? Wyślij mnie. Odsyłasz mnie?

Lukas wyciągnął rękę i wziął jej dłoń. „Mam samolot na pasie. Mogę wysłać cię do Europy. Będziesz bezpieczna, ukryta, bogata – ale sama”.

Jego kciuk musnął jej kostki. „Albo możesz zostać. Jeśli zostaniesz, staniesz się celem. Ale wybór należy do ciebie”.

Evely pomyślała o Markusie czającym się w ciemności. Jeśli ucieknie, resztę życia spędzi, oglądając się za siebie. „Jestem zmęczona strachem” – powiedziała cicho. „Nigdzie nie pójdę”.

Lukas wypuścił wstrzymywane powietrze. Wstał i podciągnął ją, przyciągając blisko. „Dobrze. Bo nie byłem pewien, czy dam radę cię puścić”.

Pochylił się, muskając ustami jej czoło. „Szefie”. Ochroniarz, Luca, stał w drzwiach, blady. „Czujniki na obwodzie…

nie działają. Ktoś zhakował system od wewnątrz”. Światła zamigotały. Potem cała posiadłość pogrążyła się w ciemności.

„Na ziemię! ” – ryknął Lukas, popychając Evelin pod dębowy stół, gdy z przedpokoju dobiegł odgłos tłuczonego szkła. Czerwone awaryjne światła skąpały pomieszczenie w krwistym blasku. Luca wpadł z karabinem.

„Obwód zniszczony. Są w środku”. Lukas podniósł Evelin, w jego dłoni pojawiła się broń. „Ruszaj się!

Biegli przez korytarz, gdy z holu dobiegły serie strzałów. Odcięli windę. Schodami służbowymi – na dach. Evelin łapała powietrze, gojące się żebra pulsowały, ale nie zwolniła.

Interkom ożył. „Evelin. Wiem, że tam jesteś, kochanie. Wyjdź.

Rosjanie chcą tylko jego. Ja chcę tylko zabrać cię do domu”. „Nie słuchaj” – warknął Lukas. Na trzecim piętrze zza rogu wyskoczyło trzech mężczyzn w strojach bojowych.

Lukas wepchnął Evelin we wnękę i otworzył ogień. Korytarz wypełnił hałas. Evelin poczuła, jak Lukas szarpie się obok niej, a z ust wydobywa mu się jęk. Ciemna plama rozprzestrzeniała się na jego białej koszuli.

„Lukas! ”

„Nic mi nie jest” – skłamał, blednąc. „Uciekaj. Wejście na dach jest dziesięć metrów stąd”.

„Nie zostawię cię”. „Evelin. Uciekaj”. Chwyciła go za ramię.

„Wstań, Lukas Moretti. Obiecałeś mnie chronić”. Podtrzymując go ciężarem ciała, dotarli do stalowych drzwi i wybiegli na dach. Burza była fizyczną siłą.

Deszcz kłuł jak igły. Ale ponad wyjącym wiatrem usłyszeli rytmiczny dudnienie helikoptera. „Stój! ” – krzyk przedarł się przez wiatr.

Pomiędzy nimi a helikopterem stał Markus Thorn, z szpitalną koszulą w dżinsach i ciężkimi gipsami na rękach. Za nim potężny rosyjski ochroniarz. „Spójrz na siebie” – splunął Markus. Skinął głową Rosjaninowi.

„Zabij go”. Lukas próbował podnieść broń, ale ręka mu drżała. Stracił zbyt dużo krwi. Evelin stanęła przed nim.

„Odsuń się, Evelin! Chodź tutaj! ”

Rosjanin przeładował strzelbę. Evelin spojrzała na helikopter, potem na drżącą rękę Lukasa.

Chwyciła taktyczną latarkę przypiętą do jego paska. „Ufasz mi? ” – szepnęła, opierając się o niego. „Całym sercem”.

„Na mój znak”. Odwróciła się do Rosjanina, uniosła latarkę. „Hej! ” Włączyła stroboskop na maksymalną jasność i skierowała prosto w jego gogle.

Efekt był oślepiający. Rosjanin ryknął, szarpiąc twarz, i strzelił na oślep w niebo. Evelin rzuciła się na pokład. Lukas strzelił – nie w mężczyznę, ale w przemysłowy zbiornik propanu obok urządzenia grzewczego.

Bum! Wybuchła kula ognia, odrzucając Lukasa i Rosjanina. „Uciekaj! ” – ryknął Lukas.

Pobiegli do helikoptera. Silne ręce wciągnęły ich do środka. Maszyna natychmiast się poderwała, a siła G przygwoździła ich do podłogi. Evelin zatrzasnęła drzwi.

Podczołgała się do Lukasa. Leżał na plecach, pod nim gromadziła się krew. „Nie odchodź! ” – płakała, przyciskając dłonie do rany.

„Nie możesz umrzeć. Nie po tym wszystkim”. Lukas spojrzał na nią, na ustach pojawił się słaby uśmiech. „Oślepiłaś go”.

„Improwizowałam”. „Mówiłem ci… ” – wyszeptał, zamykając oczy. „Nie uciekam”.

Helikopter wylądował głęboko w północnych lasach, przy nieczynnej klinice weterynaryjnej kupionej przez rodzinę przez firmę-przykrywkę. „Pomóż mi go wnieść! ” – krzyknął pilot Silas, rozkładając nosze. Adrenalina Evelin zamieniła się w zimną koncentrację.

Nie była już przerażoną dziewczyną z łazienki. Była pielęgniarką urazową, a mężczyzna, którego musiała uratować, umierał. Silas rozdarł opatrunki. „Jestem pilotem, nie lekarzem.

Potrafię zszyć ranę, ale nie to”. Evely obejrzała ranę – kula przedarła mięsień, zbliżając się do nerki. „Ja mogę. Umyj ręce.

Dzisiaj jesteś moim anestezjologiem. W szafce jest propofol. Podaj 200 miligramów”. „Jesteś pewna?

„Zrób to”. Przez dwie godziny Evely walczyła ze śmiercią. Ręce, które Markus kiedyś zmiażdżył i uderzał o ściany, były teraz stabilnymi narzędziami ratunku. Zaciskała krwawiące miejsca, płukała ranę, zszywała rozdarte warstwy mięśni.

Kiedy założyła ostatni szew, zdjęła zakrwawione rękawiczki i opadła na krzesło, opierając czoło o zimny metal. Wyciągnęła rękę i ujęła dłoń Lukasa, ściskając ją, gdy słońce zaczęło wschodzić. Dwa dni później Lukas obudził się z zapachem kawy. Ból w boku był ostry, ale do zniesienia.

Evelin spała na krześle obok, skulona, w jednej z jego koszul, z plamą zaschniętej krwi na policzku. Wyglądała pięknie. Jęknął cicho. Evelin natychmiast otworzyła oczy.

„Obudziłeś się. Nie ruszaj się, rozerwie ci szwy”. „Uratowałaś mnie” – wychrypiał. „Jesteśmy kwita.

Ty przyszedłeś po mnie. Ja przyszłam po ciebie”. Lukas pił przez słomkę, nie spuszczając z niej wzroku. „Markus?

Evely cofnęła się. „Silas monitorował skanery. Znaleźli trzy ciała – dwóch Rosjan, jednego ochroniarza. Ale nie Markusa.

Znaleźli jego stopiony płaszcz na dachu. Uciekł”. Zamilkła. „Wróci.

I przywiezie całą rosyjską mafię”. Lukas zamknął oczy. „Powinnaś była wsiąść do samolotu. Teraz jesteś w stanie wojny”.

Evely podeszła do okna, patrząc na gęsty las. Dotknęła postrzępionego diamentowego naszyjnika. „Przez dwa lata modliłam się, żeby ktoś mnie uratował. Myślałam, że jestem słaba.

Ale potem spotkałam ciebie i zrozumiałam coś”. Odwróciła się, a poranne słońce oświetliło jej twarz. „Nie jestem damą w opałach, Lukas. Nie jestem ofiarą”.

Podeszła do łóżka i położyła dłoń na jego sercu. „Niech Markus przyjdzie. Niech przyjdą Rosjanie. Złamiemy im żebra.

Złamiemy im ręce. Złamiemy wszystko, co mają, aż nic nie zostanie”. Lukas uśmiechnął się – tym razem prawdziwie, ostro, z podziwem. Przykrył jej dłoń swoją.

„Dobrze. Zrobimy to po twojemu”. Zły numer dobiegł końca. Właściwe partnerstwo właśnie się zaczęło – a wojna dopiero ruszyła.

Evelin, niegdyś ofiara ukrywająca się w łazience, stała się kobietą, która kontroluje najniebezpieczniejszego mężczyznę w Chicago. Markus został gdzieś tam, spalony i złamany, knując zemstę z rosyjską mafią.