Światła tysięcy świec odbijały się w kryształach i klejnotach, a cała sala balowa Hartley Manor zdawała się pulsować agresywną radością. Lady Laura Seal siedziała sztywno przy bocznym stoliku, z dłońmi w rękawiczkach złożonymi idealnie na kolanach, usiłując nadać twarzy wyraz spokojnej obojętności. Nie wychodziło jej to najlepiej, a lokaj, który nachylił się z butelką szampana, miał w oczach cień współczucia. Nawet służba wiedziała.

Wszyscy wiedzieli. Po drugiej stronie sali lord Edward Hartley tańczył walca ze swoją nową żoną. Panna Caroline Peton, teraz Lady Hartley, miała na sobie suknię z jedwabiu w kolorze kości słoniowej, która kosztowała więcej niż roczny budżet Laury na stroje, a jej szyję zdobił naszyjnik z pereł. Fortuna z imperium handlu przyprawami jej ojca kupiła hrabstwo, przyszłość luksusu i publiczne upokorzenie Laury.
– Lady Lauro, musisz spróbować ciastek z homarem. – Panna Sofia Bratshow, towarzyszka Laury, pochyliła się ku niej z podekscytowaniem. – A widziałaś tego dżentelmena przy stole? Podobno zarabia trzy tysiące funtów rocznie i nie ma żony, która by je wydawała.
– Sofio. – Sugeruję tylko, że zamartwianie się nic nie da. – Sofia wzruszyła ramionami, już kierując wzrok ku deserom. – Ma pani dwadzieścia trzy lata.
Nie jest pani świeżo upieczoną osiemnastolatką. Matka mądrze zrobiła, nalegając, by pani dziś przyszła. Ukrywanie się byłoby przyznaniem do złamanego serca. Laura zacisnęła palce na kolanach.
Tego ranka jej matka, lady Margaret Seal, poprawiała jej prosty naszyjnik z pereł – jedyną biżuterię, jaka została po spłaceniu długów ojca – i mówiła: „Trzymaj głowę wysoko, moja droga. Niech widzą, że wybór lorda Hartleya nie ma na ciebie wpływu”. Ale miał. Nie dlatego, że kochała Edwarda.
W brutalnej jasności odrzucenia zrozumiała, że kochała ideę bezpieczeństwa, domu, którego nie można jej odebrać. Edward był miły, aż długi hazardowe jego ojca sprawiły, że majątek panny Peton stał się nie do odparcia. Tym, co naprawdę niszczyło Laurę, był publiczny charakter odrzucenia. Wszystkie oczy śledziły ją ze współczuciem, rozbawieniem lub złośliwością.
Była żałosną Lady Laurą, świadkiem własnego zastąpienia. Nagle muzyka ucichła. Rozmowy zamarły. Wszystkie głowy zwróciły się ku wejściu.
W drzwiach stał mężczyzna o swobodnej pewności siebie kogoś, kto doskonale zna efekt swojej obecności. Wysoki, z ramionami lekko napinającymi idealnie skrojony czarny frak. Włosy czarne jak skrzydła kruka zaczesane do tyłu, twarz jak wyrzeźbiona. Ale to oczy zaparły Laurze dech: ciemne, intensywne, przemierzające salę z drapieżną oceną wilka obserwującego stado owiec.
– Miłosierne niebiosa – westchnęła Sofia, przechylając kieliszek szampana. – To on. Hiszpański książę. Mówią, że posiada kopalnie srebra i trzy pałace w Andaluzji.
Laura nie słuchała. Pamięć uderzyła ją jak fala. Sewilla, lato 1803 roku. Ośmioletnia, samotna dziewczynka w obcym kraju.
Fernando, jedyny syn księcia, nastolatek o zabójczym uśmiechu, który zlitował się nad nieśmiałą Angielką. Nauczył ją wspinać się na drzewa pomarańczowe, karmić cukrem andaluzyjskie konie, znajdować najchłodniejsze fontanny. „Nigdy nie jesteś za mała, jeśli jesteś odważna. Proszę, weź mnie za rękę.
Nie pozwolę ci spaść”. To lato było najszczęśliwszym okresem jej dzieciństwa. Potem misja ojca dobiegła końca, a dwa lata później ojciec zmarł. Chłopiec stał się jedynie cennym wspomnieniem.
Mężczyzna, który teraz dominował na sali balowej, nie przypominał łagodnego chłopca. Ten emanował władzą i niebezpieczeństwem. Plotki mówiły o bezwzględnych interesach, zrujnowanych reputacjach, o tym, że opuścił Hiszpanię w tajemniczych okolicznościach po śmierci ojca. – Idzie w tę stronę!
– wykrzyknęła Sofia, ściskając Laurę za ramię. Serce Laury zaczęło bić jak młot. Na pewno jej nie pamięta. Była wtedy dzieckiem.
Ale gdy Fernando zbliżał się, przecinając rozstępujący się tłum, jego ciemne oczy utkwiły w niej, a w spojrzeniu było rozpoznanie i coś znacznie bardziej niebezpiecznego. – Lady Laura Seal. – To nie było pytanie, lecz stwierdzenie. – Wybacz mi zuchwałość, ale wydaje mi się, że pilnie potrzebujesz lepszego powietrza i bardziej interesującego towarzystwa.
– Wyciągnął rękę. – Czy uczyniłabyś mi zaszczyt i towarzyszyła mi w ogrodach? A może była tak łaskawa, by udawać, że pragniesz mojego towarzystwa tak samo jak ja pragnę twojego? Ostatnie słowa wypowiedział cicho, tak by usłyszała je tylko ona.
Trzysta par oczu wpatrywało się w nich. Wszystkie zasady przyzwoitości krzyczały, by odmówiła. Dama nie przyjmowała zaproszeń od niebezpiecznych zagranicznych książąt. Ale Lady Laura była już zrujnowana w oczach tego zgromadzenia.
Obiekt litości i kpin. Co miała do stracenia? Położyła dłoń w jego dłoni. – Mądry wybór, pena – szepnął, używając dziecięcego pieszczotliwego imienia, które tylko ona mogła usłyszeć.
Gdy prowadził ją przez rozstępujący się tłum, Laura widziała, jak Edward zamiera w pół kroku, jak matka Lady Hartley ściska wachlarz z białymi kostkami palców. I po raz pierwszy od miesięcy poczuła coś innego niż upokorzenie. Poczuła, że żyje. Nocne powietrze uderzyło ich jak błogosławieństwo.
Fernando poprowadził ją przez formalne ogrody w stronę ustronnego miejsca, gdzie pod baldachimem starych dębów szemrała fontanna. Dopiero gdy znaleźli się z dala od ciekawskich spojrzeń, puścił jej dłoń. – Zmieniłaś się, pena – powiedział cicho, a jego akcent otulał jej imię jak pieszczota. – Byłaś dzielną małą dziewczynką, która podbijała drzewa pomarańczowe.
Teraz jesteś piękną kobietą, która z godnością znosi sale balowe pełne głupców. – Pamiętasz? – Oczywiście, że pamiętam. – Coś przemknęło mu przez twarz.
– To lato było ostatnim, kiedy byłem naprawdę szczęśliwy. Słyszałem o twoim ojcu. Bardzo mi przykro. – Miałam osiem lat.
Z pewnością byłam tylko jedną z wielu zapomnianych dzieci. – Wspięłaś się na moje ulubione drzewo pomarańczowe i nie chciałaś zejść, dopóki nie obiecałem, że nauczę cię hiszpańskich przekleństw. – Kącik jego ust uniósł się. – Nie dało się o tobie zapomnieć.
– Nauczyłeś mnie niewłaściwych słów. Powiedziałam gospodyni twojego ojca, że jej gotowanie jest… cóż, nadal nie wiem, co powiedziałam, ale goniła mnie po ogrodzie z drewnianą łyżką. Śmiech Fernando był bogaty, szczery.
Potem jego wyraz twarzy spoważniał. – Nie zapomniałem o tobie, Lauro. Pamiętałem dzielną angielską dziewczynę z nieustraszonym sercem. – Nie jestem już tą dziewczyną.
– Fernando. – Jego głos był stanowczy. – Nazywam się Fernando. Wspinaliśmy się razem na drzewa.
– Społeczeństwo będzie zgorszone. – Społeczeństwo – powiedział z pogardą – już jest zgorszone. Do jutra rana w każdym salonie w Londynie będą krążyć plotki o kompromitującej sytuacji, w której cię postawiłem. Twoja reputacja zostanie zrujnowana.
Laura wstrzymała oddech. – I właśnie dlatego pozwolisz mi odwiedzić cię jutro po południu, a potem następnego dnia i każdego kolejnego, aż społeczeństwo dojdzie do wniosku, że książę zabiega o względy Lady Laury Seal z honorowymi intencjami. – To absurdalne. Nie możesz.
– Nie mogę? – Jego oczy błyszczały wyzywająco. – Jestem jednym z najbogatszych ludzi w Anglii. Posiadam majątki w trzech krajach.
To, czego nie mogę osiągnąć dzięki bogactwu, osiągam przez strategiczną manipulację opinią publiczną. A czego pragnę, zazwyczaj otrzymuję. – A czego pragniesz? Fernando powoli uniósł rękę, dając jej czas na wycofanie się.
Gdy się nie ruszyła, musnął palcami jej szczękę. – Chcę wymazać to spojrzenie porażki z twoich oczu. Chcę przypomnieć ci, że jesteś odważna, zaciekła i absolutnie wspaniała. Chcę pokazać tej sali pełnej małostkowych głupców, że Lady Laura Seal jest warta dziesięć razy więcej niż ich mdłe arystokratki.
– Dlaczego? – usłyszała własny szept. – Bo piętnaście lat temu mała angielska dziewczynka patrzyła na mnie jak na bohatera. Bo w sali balowej pełnej ludzi tylko ty byłaś warta ocalenia.
– Jego głos stał się niższy. – Bo, pena, mam wrażenie, że ty i ja jesteśmy bardzo podobni. Oboje zostaliśmy zranieni przez ludzi, którzy powinni nas chronić. I oboje nauczyliśmy się ukrywać rany za doskonałymi manierami.
– Nie znasz mnie! – Więc pozwól mi się poznać. Pozwól mi być twoją tarczą przed plotkami i bronią przeciwko okrucieństwu innych. A jeśli na koniec zdecydujesz, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego, z godnością się pokłonię i zniknę.
– A jeśli teraz odmówię? – Wtedy jutro wszystkie brukowce będą donosić, że książę został widziany w namiętnym uścisku z Lady Laurą Seal w ogrodach Hartley. Twoja reputacja zostanie zniszczona, a ty nie zyskasz nic w zamian. – Nie zrobiłbyś tego.
– Zrobiłbym, bez przeprosin i bez wstydu. – Jego głos był twardy. – Nie jestem chłopcem, którego pamiętasz. Jestem bezwzględny, kiedy czegoś pragnę.
A pragnę, abyś miała życie, na jakie zasługujesz. To był elegancki szantaż. Laura powinna być wściekła. Zamiast tego poczuła, jak iskra buntu rozbłyska jaśniej.
Nie miała nic do stracenia. Jej reputacja już legła w gruzach, a książę oferował jej coś znacznie cenniejszego niż małżeństwo czy pieniądze. Oferował jej zemstę. – Dobrze.
– Jej głos był spokojniejszy, niż się czuła. – Możesz mnie odwiedzić jutro po południu. Ale jeśli mamy grać w tę grę, będziemy grać jako partnerzy. W oczach Fernando pojawił się szacunek.
– Partnerzy. – Wyciągnął rękę, a Laura ujęła ją, czując to elektryzujące połączenie. – Do jutra, pena Lauro. Przygotuj się.
Kiedy skończę, cały Londyn uwierzy, że jesteś najszczęśliwszą kobietą w Anglii. – A w co uwierzysz ty? – W to, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną. Następnego ranka skandal rozbrzmiał nad Londynem.
Lady Margaret czytała gazetę z rosnącym przerażeniem. – Książę został zauważony podczas intymnej rozmowy z Lady Laurą Seal w ogrodach Hartley Manor. Laura, co ty sobie myślałaś? – Myślałam, mamo, że już jestem przedmiotem plotek.
Przynajmniej teraz plotkują o czymś interesującym. – Książę nie jest interesujący. On jest niebezpieczny. Mówią, że zabił człowieka w Hiszpanii.
– Mówią wiele rzeczy, mamo, z których większość jest przesadzona. Książę przyjdzie tu dziś po południu, a ja zamierzam go przyjąć. Fernando przybył punktualnie o trzeciej, wypełniając sobą skromny salon. Był uosobieniem uroku wobec matki Laury, a gdy ta dyskretnie wyszła, podszedł do Laury.
– Twój ojciec zostawił długi, znaczne długi, głównie z hazardu. – Sprzedaliśmy prawie wszystko, by spłacić wierzycieli. To wystarcza mamie i mnie, choć czyni mnie nieatrakcyjną dla mężczyzn szukających fortuny u narzeczonej. – Nie jesteś nieatrakcyjna.
Jesteś wybredna. – Fernando podążył za nią. – A przynajmniej byłaś, dopóki Hartley nie okazał się idiotą. – Kochałaś go?
– zapytał bezpośrednio. – Myślałam, że tak. – Przyznała. – A może kochałam to, co reprezentował.
Bezpieczeństwo, przynależność. Ale nie, nie sądzę, by którekolwiek z nas było naprawdę zakochane. – Dobrze. – Jego głos stał się szorstki.
– Bo kiedy kochasz kogoś, powinno cię to całkowicie pochłonąć. Powinno czynić cię lekkomyślną i odważną, gotową spalić świat, by zapewnić tej osobie bezpieczeństwo. – A ty czułeś kiedyś coś takiego? Na jego twarzy pojawił się mroczny wyraz.
– Dawno temu. Ale skończyło się źle. Następnego popołudnia Fernando przybył z powozem, który kosztował więcej niż dom Sealów. W Hyde Parku, wśród modnej śmietanki towarzyskiej, opowiedział jej prawdę: ojciec zmarł w podejrzanych okolicznościach, partner biznesowy oszukiwał go latami, a gdy Fernando odkrył kradzież, tamten próbował go zabić.
Fernando zabił go w obronie własnej, ale wpływowa rodzina zmarłego uczyniła jego życie w Hiszpanii niemożliwym. – Jesteś niebezpiecznie spostrzegawcza, pena Lauro. – Jesteś niebezpiecznie wymijający. Co naprawdę sprowadziło cię do Anglii?
– Przybyłem, by uniknąć ścigania i odbudować fortunę. – Jego oczy spotkały się z jej. – Ale wybrałem Londyn częściowo dlatego, że wiedziałem, że twoja rodzina wróciła do Anglii. Pomyślałem, że może znów spotkam tę dziewczynkę i zobaczę, kim się stała.
Gdy Lady Ashworth zatrzymała się przy ich powozie, by zadać złośliwe pytanie o ślub Hartleyów, Fernando odpowiedział spokojnie:
– Strata Hartleya jest moim znacznym zyskiem. Do wieczora cały Londyn spekulował o jego intencjach. Zanim wrócili do domu, Laura czuła się wyczerpana przedstawieniem i zdezorientowana emocjami, które wywoływał w niej Fernando. – U lady Peton odbędzie się musical – oznajmił.
– Będziesz moim gościem. – Lady Peton jest teściową Edwarda. Nigdy mnie nie zaprosi. – Już to zrobiła.
Zadbałem o to. A ty założysz najpiękniejszą suknię i będziesz trzymać głowę wysoko. Podczas musicalu, gdy Edward i jego żona siedzieli dwa rzędy za nimi, Fernando splótł palce z palcami Laury w cieniu między krzesłami. Gdy zaprowadził ją do oranżerii, wziął jej dłonie w swoje.
– Kiedy powiedziałem, że pamiętam cię z Sewilli, nie powiedziałem całej prawdy. Zdecydowałem się przyjechać do Anglii częściowo dlatego, że wiedziałem, że tu jesteś. Miałem cię zawsze w pamięci. Jako wspomnienie dobroci i światła w dzieciństwie, które miało tak mało jednego i drugiego.
– Twoje dzieciństwo było nieszczęśliwe? – Moja matka zmarła, gdy byłem mały. Wychowywali mnie nauczyciele i służący w ogromnym pustym domu. Kiedy przyjechałaś, wniosłaś do niego życie.
Kiedy odeszłaś, cisza była nie do zniesienia. – Fernando… – Mówię ci to, bo zasługujesz, by wiedzieć, że to nie jest dla mnie gra. Ty masz znaczenie.
– Powiedz, że mi zaufasz – poprosił, dotykając jej twarzy. – Powiedz, że pozwolisz mi sobie pomóc. – Spróbuję – szepnęła. W drodze powrotnej do salonu z cienia wyszedł Edward Hartley.
– Lauro, czy mogę zamienić z tobą słowo? – Nie – odparł Fernando, zanim Laura zdążyła cokolwiek powiedzieć. – Nie możesz. – Zwracałem się do Lady Laury, a nie do ciebie.
– Lady Laura jest pod moją ochroną. Nie pozwalam mężczyznom, którzy ją skrzywdzili, zabierać jej więcej czasu. – Skrzywdzili? – Głos Edwarda się podniósł.
– Byłem całkowicie szczery co do mojej sytuacji. – Byłeś szczery co do swojej sytuacji finansowej – wtrąciła Laura, patrząc na niego jasno. – Ale postąpiłeś tchórzliwie. Dowiedziałam się o twoich zaręczynach z plotek.
Nie zakończyłeś naszego porozumienia. Po prostu mnie zastąpiłeś. – Ścisnęła dłoń Fernando. – Życzę ci szczęścia, Edwardzie.
Ale zostaw mnie w spokoju. Gdy wrócili na miejsca, Fernando pochylił się ku niej. – Byłaś wspaniała. Nasza umowa…
czy to wciąż tylko praktyczny sojusz? – Stało się czymś więcej – szepnęła. – Nie wiem dokładnie czym, ale jest to coś więcej. – Dobrze – powiedział z uśmiechem.
– Bo zamierzam sprawić, że się we mnie zakochasz. Trzy tygodnie przemyślanych zalotów. Przejażdżki po parku, wizyty w operze, coraz bardziej intymne rozmowy. Laura rozpoznawała oznaki zakochania: serce podskakujące, gdy wchodził do pokoju, uśmiech rozjaśniający najciemniejsze chwile.
Zakochiwała się, a nie miała pojęcia, czy jego uczucia są prawdziwe, czy to tylko gra. Odpowiedź nadeszła częściowo i katastrofalnie w łagodne czerwcowe popołudnie. Pilna wiadomość od Fernando wzywała ją do jego kamienicy. Gdy weszła do gabinetu, stał przy oknie ze sztywną postawą.
– Otrzymałem wiadomość z Hiszpanii. Zarzuty przeciwko mnie zostały oddalone. Mogę wrócić do Sewilli, odzyskać majątek ojca. – To wspaniała wiadomość.
– Powinna być. – Jego głos był szorstki. – Walczyłem o to przez trzy lata. Ale powrót do Hiszpanii oznacza opuszczenie Anglii.
Opuszczenie ciebie. – Fernando… – szepnęła. – Mówię, że gdzieś w ciągu ostatnich trzech tygodni mój plan ratowania twojej reputacji zmienił się w coś zupełnie innego.
Budzę się, myśląc o tobie, i zasypiam, śniąc o tobie. Myśl o opuszczeniu cię jest nie do zniesienia. – Więc nie odchodź. – To nie takie proste.
Moje posiadłości wymagają zarządzania. Jeśli nie wrócę, stracę wszystko, co zbudował mój ojciec. – Musisz więc wyjechać. – Muszę.
– Odwrócił się do niej z udręką. – Chyba że… pojedziesz ze mną. Jako moja żona.
Świat Laury się zatrzymał. – Wiem, że to nagłe. Wiem, że powinienem był zabiegać o ciebie dłużej. – Chwycił jej dłonie.
– Ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Zakochałem się w tobie całkowicie i nieodwracalnie. Czy wyjdziesz za mnie? Czy przyjedziesz do Hiszpanii jako księżna i pozwolisz mi spędzić resztę życia, udowadniając, że jestem ci godny?
Laura patrzyła na niego z wirującym umysłem. To było wszystko, o czym nigdy nie śmiała marzyć. Ale pod radością pojawiła się wątpliwość. – Trzy tygodnie temu powiedziałeś, że pomagasz mi odzyskać reputację.
Nigdy nie wspomniałeś o miłości. – Trzy tygodnie temu myślałem, że robię dobry uczynek. Nie spodziewałem się zakochać. – A teraz otrzymałeś wiadomość, że możesz wrócić do Hiszpanii, co wymaga żony.
Jakże wygodnie, że masz już kandydatkę. – Myślisz, że oświadczam się, bo to wygodne? – Myślę – powiedziała spokojniej, niż się czuła – że jesteś człowiekiem przyzwyczajonym do strategicznego myślenia i że twoje nagłe wyznanie miłości zbiega się dokładnie z twoją potrzebą żony. – To nie tak, Lauro.
Przysięgam. – Potrzebuję czasu. – Wyrwała mu ręce i cofnęła się. – Prosisz, bym opuściła Anglię, matkę, wszystko, co znam, dla mężczyzny, który wciąż jest dla mnie w dużej mierze obcy.
– Wyjeżdżam do Hiszpanii za dwa tygodnie. Potrzebuję odpowiedzi przed tym terminem. – W takim razie za dwa tygodnie będziesz miał swoją odpowiedź. – Jej głos był zimny.
– Muszę już iść. Uciekła z jego gabinetu, zabierając zdezorientowaną Sofię, opuszczając jego kamienicę w haniebnej ucieczce. Skandal wybuchł następnego ranka. Nagłówek gazety sprawił, że Laura poczuła ucisk w żołądku: „Hiszpański książę usidla zdesperowaną damę.
Miłość obliczona na zdobycie fortuny”. Artykuł był druzgocący, przedstawiał Fernando jako łowcę fortun, który wybrał Laurę, bo jej desperacja czyniła ją podatną na manipulację. Cytował anonimowe źródła. Sugerował, że jego tytuł może być fałszywy.
Niszczył reputację obojga z chirurgiczną precyzją. – To kłamstwa – powiedziała otępiała. – Wszystko. On jest bogaty.
Jego tytuł jest prawdziwy. – Czy to kłamstwa, czy prawda – odparła matka łagodnie – społeczeństwo uwierzy w to, w co chce wierzyć. Jakikolwiek związek z księciem zniszczy cię bardziej niż odrzucenie przez lorda Hartleya. Z dołu dobiegł odgłos tłuczonego szkła.
Tłum gromadził się przed ich domem, wykrzykując oskarżenia. W ciągu dnia Laura słyszała, jak tłum rośnie, a zaproszenia na towarzyskie przyjęcia są wycofywane jedno po drugim. Wieczorem w drzwiach jej sypialni pojawiła się blada Sofia. – Moja pani, przy wejściu dla służby czeka jakiś pan.
Mówi, że to sprawa życia i śmierci. Ma hiszpański akcent i twierdzi, że ma informacje o księciu, które musi pani usłyszeć. Laura przyjęła go w salonie. Mężczyzna w średnim wieku, elegancki, o oczach pełnych smutku, skłonił się.
– Lady Lauro. Nazywam się Rafael Mendoza. Byłem adwokatem i najbliższym przyjacielem ojca Fernanda. Przyjechałem do Londynu trzy dni temu, przywożąc dokumenty potwierdzające oddalenie zarzutów.
Kiedy przeczytałem poranną gazetę, wiedziałem, że muszę z panią porozmawiać. – Dlaczego? – Bo oskarżenia są celowymi kłamstwami rozpowszechnionymi przez człowieka, który od lat jest wrogiem Fernanda. Ktoś, kto zyska wszystko, jeśli Fernando zostanie zniszczony.
Historia Rafaela rozegrała się jak powieść gotycka. Złoczyńca nazywał się Don Miguel Salazar, przez dwie dekady partner biznesowy ojca Fernanda. To on zaaranżował śmierć starego księcia – nie był to wypadek, lecz sabotowane siodło. Gdy Fernando zaczął badać śmierć ojca i odkrył systematyczne kradzieże, Salazar wynajął zabójcę.
Fernando zabił go w obronie własnej, a Salazar wykorzystał wpływy polityczne, by oskarżyć go o morderstwo. Fernando uciekł do Anglii, by zachować fortunę i walczyć z pozycji siły. Zarzuty oddalono, ale Salazar nie dał za wygraną. Przechwycony list dowodził, że to on zapłacił gazecie za publikację kłamstw.
Wybrał Laurę jako cel, bo rosnące uczucie Fernanda było oczywiste. Jeśli Fernando nie wróci do Sewilli w ciągu miesiąca, Salazar jako pozostały wspólnik przejmie całą posiadłość. – Co zamierza zrobić Fernando? – zapytała Laura.
– Nie wiem. Przyszedłem najpierw do pani, bo zasługuje pani na prawdę. Obawiam się, że on wierzy, iż teraz go pani odrzuci. Że skandal zniszczył wszelkie szanse na szczęście.
Laura wstała. – Muszę natychmiast do niego pojechać. – Tłum przed jego domem jest agresywny. – To dobrze – powiedziała z uśmiechem.
– Kiedyś wspinałam się na drzewa, karmiłam konie i nauczyłam się być odważna. Proszę mnie do niego zawieźć. Dotarcie do rezydencji wymagało strategii. Przez tylne wejście, w zamkniętej karecie, minęli ulice pełne wrzaskliwych tłumów.
Gdy weszli do gabinetu Fernando, siedział w ciemności przy oknie, wpatrując się w tłum poniżej, z wyrazem głębokiej porażki. – Fernando – powiedział łagodnie Rafael. – Przyprowadziłem kogoś, kto chce się z tobą zobaczyć. – Powiedz tej osobie, żeby odeszła.
– Laura wystąpiła naprzód. Fernando gwałtownie odwrócił głowę, oczy mu się rozszerzyły. – Lauro, kim jesteś? Nie powinnaś tu być.
To niebezpieczne. Twoja reputacja… – Moja reputacja już jest zniszczona. Według dzisiejszej gazety jestem zdesperowaną starą panną, która dała się uwieść łowcy fortun.
– Podeszła do niego. – Pan Mendoza powiedział mi wszystko. Prawdę o śmierci twojego ojca, o zdradzie Salazara, o tym, dlaczego naprawdę przyjechałeś do Anglii. – Rozumiem.
– Jego głos był pełen goryczy. – Twoje pierwotne przeczucie było słuszne. Moja propozycja była strategiczna. Potrzebuję żony, która pomoże mi odzyskać majątki.
A ty idealnie się nadawałaś. – Mylisz się – powiedziała cicho, podnosząc rękę, by objąć jego twarz. – Tak, musisz wrócić do Hiszpanii. Tak, musisz pokonać Salazara.
Ale nie oświadczyłeś mi się, bo byłam wygodnym rozwiązaniem. Oświadczyłeś mi się, bo gdzieś w ciągu tych trzech tygodni zakochałeś się we mnie. Kochasz mnie, Fernando. Widziałam to w każdym geście, w tym, jak na mnie patrzysz, gdy myślisz, że nie patrzę.
– A co z tobą? – Chwycił jej nadgarstki. – Kochasz mnie? Czy po prostu pragniesz bezpieczeństwa, jakie daje mój tytuł?
– Kocham cię – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Zakochałam się tak stopniowo, że nie zdawałam sobie sprawy, co się dzieje, aż było za późno. Wyjdę za ciebie. Pojadę z tobą do Hiszpanii.
Będę stała u twojego boku przeciwko Salazarowi. Nie dlatego, że mnie zmanipulowałeś, ale dlatego, że wybrałam ciebie. Fernando patrzył na nią, jakby pojawiła się dzięki boskiej interwencji. Potem powoli pojawił się uśmiech – prawdziwy, promienny.
– W takim razie oto mój plan. Pobieramy się natychmiast na podstawie specjalnego zezwolenia. Potem jedziemy razem do Hiszpanii. Jesteś moją księżną, prezentując zjednoczony front.
Odzyskamy majątek dzięki procedurom prawnym Rafaela. – Doskonały plan – odparła. – Chociaż pominąłeś, jak wydostaniemy się z tego domu. – Zostaw szczegóły mnie.
Mówiłem, że jestem bardzo dobry w manipulacji, gdy mam odpowiednią motywację. Zamiast odpowiedzieć, pocałował ją. Był to pocałunek desperacki, namiętny, roszczeniowy, który mówił: „Moje i twoje”. I w końcu wszystko naraz.
Ucieczka z oblężonej rezydencji została przeprowadzona dzięki połączeniu wyczucia czasu, łapówek i strategicznego myślenia Rafaela. Gdy służba odwracała uwagę tłumu przy frontowym wejściu, oni wymknęli się tylnym przejściem do niepozornego powozu. W ciemnościach Fernando znalazł jej dłoń. – Żałujesz?
Laura patrzyła, jak Londyn znika za nimi. – Nie. – Usłyszała własne słowa i zdała sobie sprawę, że to prawda. – Nie żałuję niczego.
– To, co ma nadejść, to około sześciu godzin drogi do Portsmouth, gdzie ksiądz, który jest mi winien przysługę, czeka, by udzielić nam ślubu. Potem wsiedziemy na mój statek i popłyniemy do Hiszpanii jako mąż i żona. A potem pokonamy Salazara. – Jego głos złagodniał.
– I zbudujemy życie, które wybierzemy. Wypełnimy pusty dom mojego ojca światłem i śmiechem. A jeśli zechcesz, dziećmi, które będą wspinać się na drzewa pomarańczowe, tak jak ty kiedyś. – Brzmi idealnie.
Kiedy w końcu zapytał, czy żałuje, odpowiedziała z przekonaniem: „Wybieram ciebie każdego dnia, bez żalu”. W Portsmouth, o świcie, w małym kościółku z widokiem na port, Laura w tej samej sukni podróżnej, w której uciekła z Londynu, została księżną. Nie było kwiatów ani gości. Było to najdoskonalsze wesele, jakie mogła sobie wyobrazić.
Podróż do Hiszpanii trwała dziewięć dni. Dziewięć dni intymności i odkryć. Fernando okazał się w prywatności zupełnie inny niż zimny książę, którego bało się londyńskie towarzystwo – zabawny, samokrytyczny, namiętny. Uczył ją hiszpańskiego, opowiadał o ojcu, o samotnym dzieciństwie.
Laura opowiedziała mu o hazardzie ojca, o marzeniach o tym, by być dla kogoś ważną. – Nigdy nie spodziewałam się, że małżeństwo będzie takie – przyznała pewnej nocy. – Jakie? – Jak przyjaźń.
Jak wybór bycia razem, a nie bycie zmuszonym przez okoliczności. – Obiecaj mi coś – poprosił poważnie. – Jeśli kiedykolwiek przestanę traktować cię jak partnerkę, jeśli spróbuję tobą kierować, natychmiast mi to wyrzucisz. – Obiecuję, jeśli ty obiecasz to samo.
– Umowa stoi. Gdy zacumowali w Kadyksie i ruszyli lądem do Sewilli, konfrontacja z Salazarem była dramatyczna. Najpierw zaprzeczył, potem próbował zastraszyć, w końcu uciekł, gdy Rafael przedstawił niezbite dowody oszustwa i spisku. Sądy zadziałały szybko.
Salazar odbywa długą karę więzienia, a jego majątek zajęto na spłatę długów. Dwa lata później drzewa pomarańczowe były w pełnym rozkwicie, a ich zapach unosił się przez otwarte okna pałacu. Laura stała w drzwiach pokoju dziecięcego i patrzyła, jak Fernando podnosi ich siedmiomiesięcznego syna Tomasa, by pokazać mu kwiaty. – Zobacz, pena – mówił Fernando po hiszpańsku.
– To są kwiaty pomarańczy. Kiedy będziesz większy, nauczę cię wspinać się na te drzewa, tak jak nauczyłem twoją mamę. Laura roześmiała się, gdy Tomas chwycił garść włosów ojca i pociągnął. Fernando nie odsunął się – był zbyt oczarowany synem.
Majątek odzyskano i powiększono. Dom znów ożył, wypełniony głosami i muzyką. Nawet Edward Hartley wysłał sztywny list z gratulacjami, a Laura odkryła, że nie żywi urazy. Odrzucenie uwolniło ją dla czegoś nieskończenie lepszego.
Gdy słońce zaczęło zachodzić, Fernando znalazł ją w ogrodzie, z Tomasem śpiącym na ramieniu. – Tu jesteś. – Objął ją wolną ręką. – Czy kiedykolwiek tego żałujesz?
Opuszczenia Anglii, wszystkiego, co znane? – Czasami tęsknię za Anglią – przyznała. – Za deszczem, herbatą, niektórymi przyjaciółmi. Ale nigdy nie żałuję.
Znalazłam tu siebie, Fernando. Osobę, którą miałam być. – Zawsze taka byłaś, pena. Ja tylko pomogłem ci o tym przypomnieć.
– Pomogliśmy sobie nawzajem. – Poprawiła. – Ty przypomniałeś sobie, że potrafisz być delikatny. Ja przypomniałam sobie, że potrafię podejmować ryzyko i wybierać własną drogę.
Z sali balowej dobiegła muzyka – walc romantyczny i porywający. – Zatańczymy, wasza ekscelencjo. – Fernando uśmiechnął się szeroko. – A co z Tomaszem?
– Ja się nim zajmę. – Lady Margaret pojawiła się jak na zawołanie, ostrożnie biorąc śpiącego wnuka. – Idźcie tańczyć. Cieszcie się młodością i miłością.
Tańczyli w ogrodzie pod drzewami pomarańczowymi, gdy nad Sewillą zapadała noc. Laura myślała o dziewczynie, którą kiedyś była – samotnej, niepewnej, definiowanej przez oczekiwania innych. Ta dziewczyna zniknęła. Przemieniła się w kobietę, która znała swoją siłę.
– Kocham cię – powiedziała po prostu. – Dziękuję, że o mnie pamiętałeś. Dziękuję, że mnie znalazłeś. – Dziękuję, że byłaś na tyle odważna, by mi zaufać.
Za wybranie partnerstwa zamiast bezpieczeństwa. Laura wiedziała z absolutną pewnością, że znalazła miejsce, do którego należy. Nie dlatego, że książę uratował ją przed upokorzeniem, ale dlatego, że była na tyle odważna, by uratować samą siebie.
A dzięki temu znalazła partnera, którego warto zatrzymać na zawsze.


