Kwiecień 1941 roku. Jugosławia rozpada się w błyskawicznym tempie. 6 kwietnia niemieckie bombowce zamieniają Belgrad w gruzowisko, a w ciągu kilku dni wojska Osi wlewają się ze wszystkich stron. Armia, nieprzygotowana i rozdarta wewnętrznymi konfliktami, poddaje się po zaledwie jedenastu dniach.

Kraj znika z mapy. Chorwacja staje się marionetkowym państwem faszystowskim, Serbia trafia pod bezpośrednią okupację niemiecką, resztę połykają Włochy, Węgry i Bułgaria. Terror, egzekucje i deportacje ogarniają Bałkany. W tym chaosie, w sercu gór, rodzi się ruch oporu.
Na jego czele staje oficer, który nie marzy o odbudowie Jugosławii. Marzy o wielkiej Serbii, oczyszczonej z obcych. Nazywa się Draża Michajlowicz. Urodził się w 1893 roku w Iwanicy, jako jedno z trojga dzieci urzędnika.
Rodzice zmarli, gdy był młody, więc wojsko stało się jego domem. W 1910 roku wstąpił do Akademii Wojskowej w Belgradzie. Jako młody kadet przeszedł wojny bałkańskie, a potem pierwszą wojnę światową. Przetrwał słynny odwrót przez albańskie góry, znany jako albańska Golgota, gdzie żołnierze marzli i umierali z głodu na kamienistych szlakach.
Serbii udało się wyjść z tej wojny zwycięsko, a Michajlowiczowi kariera nabrała rozpędu. W 1920 roku poślubił wdowę Jelicę Lazarewicz, z którą miał czworo dzieci. W latach międzywojennych zdobywał szlify w sztabie generalnym, studiował we Francji, w elitarnej szkole wojskowej. Mówiono, że zetknął się tam z Charlesem de Gaulle’em.
Pełnił funkcje attache wojskowego w Bułgarii i Czechosłowacji. Wracał do ojczyzny z coraz większą świadomością, że armia potrzebuje zmian. W 1939 roku, gdy Europa zaczynała śmierdzieć wojną, przedstawił przełożonym plan reorganizacji. Zaskoczył wszystkich.
Zamiast klasycznej obrony granic proponował coś radykalnego: opuszczenie północnej granicy, skupienie sił w górach, podział armii na jednostki narodowe – serbskie, chorwackie, słoweńskie – i walkę partyzancką. Jego propozycja była krytyką garnącego się do biurek dowództwa, a to się nie podoba. Odpowiedź przyszła szybko. Za odwagę w wypowiadaniu się dostał trzydzieści dni aresztu w koszarach i został przesunięty do pracy nauczycielskiej w Belgradzie.
To nie była ostatnia kara. W 1940 roku, za otwarte antyniemieckie wypowiedzi, został ponownie ukarany. Jego słowa były tak ostre, że sam ambasador Niemiec wniósł notę protestacyjną. Brytyjski wywiad wyczuł w nim wartościowego sojusznika.
W 1940 roku szukali go w Belgradzie, wypytywali o to, co zrobi armia, jeśli dojdzie do zamachu stanu przeciwko proosiowej regencji. Michajlowicz miał poglądy, ale do przewrotu z 27 marca 1941 roku nie dołączył. Młody król Piotr II przejął władzę, rozwścieczając Hitlera. Odpowiedź nadeszła dziewięć dni później – bombardowanie Belgradu i inwazja.
Gdy Jugosławia się rozpadała, Michajlowicz był ze swoją jednostką we wschodniej Bośni. Nie złożył broni. Wraz z niewielką grupą, głównie Serbami, przedzierał się przez kraj do środkowej Serbii. 6 maja 1941 roku, niedaleko Užic, wpadli w zasadzkę.
Niemcy rozbili jego kolumnę niemal doszczętnie. Zostało mu niewiele osób. 13 maja, po tygodniach tułaczki, z zaledwie siedmioma oficerami i dwudziestoma siedmioma żołnierzami dotarł na górę Ravna Gora. Tam postanowił się zatrzymać.
To była jego baza, ale to, co z niej zrobił, miało zmienić wszystko. Michajlowicz był serbskim nacjonalistą w każdym calu. Chciał przywrócić monarchię, a jeśli unia nie przetrwa, stworzyć wielką Serbię – sięgającą po terytoria, które należały do sąsiadów. Najpierw trzeba było jednak walczyć z okupantami.
Ale Hitler był bezwzględny. Za każdego zabitego niemieckiego żołnierza miało zginąć stu serbskich zakładników, za rannego – pięćdziesięciu. Michajlowicz wiedział, że każda akcja przyniesie odwet, i mimo to walczył. W grudniu 1941 roku, gdy Niemcy uderzyli na jego kwaterę główną, ledwo uszedł z życiem, a setki jego ludzi trafiły do niewoli.
Tego samego dnia, jak na ironię, wygnany król Piotr II mianował go przywódcą jugosłowiańskiej Armii Krajowej. Michajlowicz został generałem. Niemcy zaczęli traktować go poważnie. Latem 1942 roku wyznaczyli nagrodę za jego głowę – sto tysięcy marek.
W odpowiedzi czetnicy przeprowadzili akty sabotażu na liniach kolejowych, mostach i pociągach, które zaopatrywały niemieckie siły w Afryce Północnej. Reakcja była brutalna. Niemcy wypchnęli oddziały z pozycji i wymordowali cywilów podejrzanych o wspieranie ruchu. Ale czetnicy sami zostawiali za sobą ślady krwi.
Nie walczyli tylko z okupantami. Na terenach, które miały wejść w skład wielkiej Serbii, zaczęli czyścić przestrzeń z ludności niebałkańskiej. Muzułmanów i Chorwatów wypędzano, mordowano, palono. W Plevli czetnicy zmasakrowali trzynaścioro niemowląt w kołyskach.
Starsze dzieci, kobiety i starców wrzucali do domów, obkładali słomą i podpalali. Kobiety przywiązywali do dębów, układali pod nimi stosy i palili je żywcem, śpiewając przy tym. W rejonie Prozor-Rama zabijano każde dziecko wyższe niż sto dwadzieścia osiem centymetrów – tyle mierzył włoski karabin. W Prehari wrzucono do dołu pięćdziesiąt dwoje dzieci, a ponad dwadzieścia kobiet zgwałcono.
W Dolovi spalono żywcem czterdzieści dwie kobiety i dzieci zamknięte w jednym domu. Szacuje się, że czetnicy zamordowali około siedemdziesięciu tysięcy osób z Chorwacji, Bośni i Hercegowiny. To była czystka etniczna, prowadzona w imię wielkiej Serbii. Michajlowicz, jako przywódca, ponosił za to odpowiedzialność.
Z czasem jego bezwzględność i brak efektów w walce z Niemcami zaczęły go zgubić. W listopadzie 1942 roku wezwał Serbów do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Odpowiedziało niewielu. Ludzie widzieli, że walczy nie tylko z okupantem, ale też z innym ruchem oporu – komunistycznymi partyzantami Josipa Broza Tity.
Ci walczyli o socjalistyczną Jugosławię, a nie o monarchię. Początkowo obie grupy współpracowały, ale już w 1942 roku ten sojusz pękł. Rozgorzała wojna domowa w środku wojny światowej. Michajlowicz, chcąc ocalić monarchię, zaczął przyjmować pieniądze, żywność i mundury od kolaboracyjnego rządu Nedicia, a nawet od samych Niemców.
We własnej ocenie była to współpraca ograniczona, mniejsze zło. Brytyjczycy, którzy początkowo wspierali Michajlowicza, zaczęli dostrzegać prawdę. W 1943 roku ich polityka odwróciła się w stronę Tity. Partyzanci okazali się skuteczniejsi militarnie, tworzyli własne rady wyzwolenia, zdobywali poparcie.
Michajlowicz został porzucony przez aliantów. Do 1945 roku jego sytuacja była beznadziejna. W kwietniu generał Alexander Löhr, ten sam, który w 1941 roku wydał rozkaz bombardowania Belgradu, zaproponował mu eskortę do Austrii, żeby mógł poddać się Brytyjczykom. Michajlowicz odmówił.
Z około dwunastoma tysiącami żołnierzy ruszył, by rzucić wyzwanie nowemu, komunistycznemu reżimowi, zanim ten umocni władzę. To była desperacja. 12 maja 1945 roku jego siły zostały otoczone pod Kalinovikiem. Około dziewięciu tysięcy czetników zginęło w bitwie.
Michajlowicz ledwo uszedł z życiem. Ukrywał się przez prawie rok. Schwytano go 13 marca 1946 roku na granicy serbsko-bośniackiej. Mówiono, że zdradził go jeden z jego własnych dowódców.
Proces rozpoczął się 10 czerwca w Belgradzie. Zarzuty: zbrodnie wojenne i współpraca z wrogiem. 15 lipca sąd wojskowy skazał go na śmierć. Apel o ułaskawienie odrzucono następnego dnia.
17 lipca 1946 roku Draża Michajlowicz został rozstrzelany w Belgradzie. Miał pięćdziesiąt trzy lata.


