Wiera stała za ciężką zasłoną z gumowymi rękawicami na dłoniach, gdy w gabinecie nagle zapaliło się światło. Zmęczona po próbie w teatrze, zamiast odpoczywać, sprzątała biuro, bo jej partnerka właśnie się zwolniła, nie raczywszy jej nawet o tym uprzedzić. Nerwowo zacisnęła palce na gąbce, słysząc czyjeś kroki. Młody mężczyzna w sportowej kamizelce rozmawiał przez telefon, nie zwracając uwagi na otoczenie.

„Tak, mam dla państwa coś naprawdę unikalnego, ale ta poufna praca nie powinna wyjść poza granice prywatnej kolekcji” – mówił pośpiesznie, nerwowo obracając złote pióro na biurku. Wiera wstrzymała oddech. Nieznajomy otworzył sejf i wyjął niewielki szkic malarski. „No i ojczulek załatwił sprawę.
Sam ukradł i sam nie był w stanie sprzedać, a ja muszę to teraz sprzątać” – mruknął cicho. Gdy na korytarzu rozległy się kroki, mężczyzna błyskawicznie schował płótno i zamknął sejf. Do gabinetu wszedł inny młody człowiek, ubrany z przesadną elegancją, w tweedowej marynarce i z długim szarym szalem na szyi. „Fiodor, znowu kopiesz pode mną?
” – zapytał głośno, nie kryjąc oburzenia. „Dlaczego babcia znowu wysuwa wobec mnie niedorzeczne warunki? Dziadek przed śmiercią jasno powiedział, że to ja zajmę miejsce prezesa naszego funduszu”. Pierwszy mężczyzna zaśmiał się szorstko.
„Gdzie ty będziesz kierował takim kolosem, Arkasza? Nie masz smykałki do interesów. Będziesz jak nasz świętej pamięci dziadek, który całe życie trząsł się nad obrazami. Pieniądze muszą pracować”.
„Doskonale wiem, o co ci chodzi, Fiedia” – odparował Arkadi. „Chcesz kawałek po kawałku wyprzedać naszą rodzinną kolekcję. Ale babcia ci na to nie pozwoli, dopóki pełni obowiązki prezesa”. Fiodor uśmiechnął się nieprzyjemnie.
„Ona jest już za stara. Rada nadzorcza domaga się ostatecznego rozstrzygnięcia, kto obejmie stanowisko. I wcale nie jest powiedziane, że wybór padnie na ciebie”. „To absurdalny warunek dziadka” – wykrzyknął Arkadi z rozpaczą.
„Jestem pierwszym i prawowitym spadkobiercą, ale z powodu tego, że nie jestem żonaty, nie mam prawa zarządzać funduszem”. „To twoja wina, że nie potrafisz znaleźć sobie godnej żony” – prychnął Fiodor z pogardą i wyszedł, rzucając na odchodnym: „Jak będziesz wychodził z mojego gabinetu, zamknij za sobą drzwi”. Arkadi uderzył dłonią w stół. „To ślub to czyste wyłudzenie” – warknął z rozpaczą.
Wiera obserwowała to wszystko zza zasłony. W tym momencie ciszę przeciął dźwięk wiadomości w jej telefonie. To partnerka napisała, że się zwolniła. Kiedy Wiera podniosła wzrok, zobaczyła, że Arkadi patrzy prosto na nią.
„Kto tu jest? ” – rozległ się ostry okrzyk. Nie pozostało jej nic innego, jak wyjść z ukrycia. Arkadi patrzył na nią ze zdumieniem, ale jego wzrok nie był pogardliwy.
Prześlizgnął się po jej jasnych włosach i smukłej figurze. „Coś nie wyglądasz na sprzątaczkę” – powiedział. „Właściwie jestem aktorką, a to tylko praca dorywcza” – odpowiedziała Wiera, wyciągając przed siebie ręce w żółtych rękawicach. „Ile ci płacą za tę dorywczą pracę?
” – zapytał nagle. „Wystarczająco, by nie pytać o zbędne rzeczy tych, którzy płacą” – odparła spokojnie. „Wspomniałaś, że jesteś aktorką. A gdybym zaproponował ci rolę za honorarium, dzięki któremu mogłabyś żyć bez zmartwień przez dłuższy czas?
” – Arkadi zrobił krok naprzód. „Rola twojego życia, Sofie”. „Mylisz mnie z kimś. Jestem Wiera” – wybąkała.
„Od teraz dla wszystkich będziesz Sofi” – powiedział twardo. „Oczywiście, jeśli zgodzisz się na moją propozycję”. Wiera zgodziła się nie od razu. Tej nocy prawie nie spała.
Następnego dnia kilka razy zamierzała wybrać jego numer i odmówić. Niepokoiła ją konieczność udawania zakochanej w obcym mężczyźnie, lawina kłamstw i strach przed porażką. Jednak zaległy czynsz przerażał ją mimo wszystko bardziej. Przez kolejny tydzień opracowywali legendę.
Arkadi zatrudnił stylistów, kupił jej nową przeszłość i stworzył historię o francuskich winiarzach. Nauczyciel godzinami ćwiczył z nią etykietę i postawę. Dla młodej aktorki z Instytutu Kultury nie było w tym nic trudnego. Po siedmiu dniach przygotowań siedzieli w restauracji niedaleko biura.
Arkadi wyjaśniał jej szczegóły rodzinnego biznesu. „Nasza rodzina stworzyła fundusz sztuki Chwataj Mucha. Zarządzamy kolekcją malarstwa, której podstawą są unikalne prace mojego dziadka, Aleksandra Chwata i Muchy. Ja odpowiadałem za część twórczą, mój kuzyn Fiodor za finanse” – mówił przyciszonym, niepokojącym tonem.
„Ale teraz sytuacja się zaostrzyła. Nasza babcia, Agłaja Stiepanowna, traci siły. Rada nadzorcza domaga się rozwiązania kwestii spadkobierców. Dziadek przed śmiercią postawił warunek: spadkobierca obejmujący stanowisko prezesa musi być żonaty, a małżeństwo musi zaakceptować jego żona.
Już za kilka dni odbędzie się rodzinna kolacja, która będzie dla ciebie głównym egzaminem”. Nagle Arkadi pochylił się do przodu. „Pij wino, uśmiechaj się i milcz, Sofi” – szepnął tak cicho, że poczuła jego oddech na uchu. Do ich stolika bez zaproszenia dosiadł się Fiodor.
„Niespodzianka. Okazuje się, że mój brat jednak nie skłamał, że pojawiła się u niego dziewczyna” – powiedział z ledwo uchwytną ironią. Wyciągnął rękę. „Fiodor, miło mi poznać tę, której przyjdzie przeżyć bezlitosne przesłuchanie wścibskiej staruszki”.
„Sofie” – odpowiedziała Wiera, ostrożnie podając mu dłoń. „A skąd Arkadii zdołał sprowadzić w nasze strony taką piękność? ”
„Urodziłam się i wychowałam na południu Francji w rosyjskojęzycznej rodzinie” – odpowiedziała spokojnie. „Przyjechałam załatwić sprawy biznesowe dotyczące dostaw wina z naszych rodzinnych winnic.
I tak się złożyło, że spotkałam Arkadia na wystawie sztuki współczesnej”. „Winnice to ciekawy aktyw” – mruknął Fiodor. „Powinniśmy kiedyś zjeść obiad i omówić punkty styczne”. „Fiedia, jesteśmy tutaj na romantycznej randce” – przerwał mu Arkadi.
Fiodor niezadowolony odsunął się. Jego wzrok cały czas ślizgał się po dziewczynie. „Skromność to rzadka cecha w naszych czasach. W dzisiejszym świecie liczy się płynność, nie skromność.
Od Arkadii wciąż marzy o sztuce, pompuje budżety w nierentowne pracownie, a ja w zeszłym tygodniu zamknąłem transakcję, która przyniosła czterdzieści procent czystego zysku. Pieniądze muszą robić pieniądze. Zgadza się pani ze mną, Sofi? ”
„Fundusz dziadka to nie giełda, Fiedia” – w głosie Arkadia pojawiły się stalowe nuty.
„Jeśli zaczniemy mierzyć płótno tylko komercyjnym zyskiem, stracimy imię”. W tym momencie kelner postawił przed Wierą talerz z deserem. Zapach cytrynowego kremu natychmiast uderzył jej w nozdrza. Zaledwie tydzień temu w stroju roboczym zdzierała plamy środkami o dokładnie takim samym zapachu.
Na chwilę wypadła z roli. „Nie podoba się pani poczęstunek? ” – Fiodor zmrużył oczy. „Czy w pani Francji wolą coś bardziej wyrafinowanego?
”
Wiera poczuła gulę w gardle. „Wręcz przeciwnie, deser jest wspaniały. Po prostu czasami piękno bywa tak doskonałe, że niszczenie go dotykiem wydaje się świętokradztwem”. Fiodor prychnął i odchylił się na krzesło.
Maska Sofi zdała ten egzamin. Kilka dni później zorganizowano przyjęcie w rodzinnej posiadłości. Wiera przyciskała czoło do szyby samochodu, obserwując wydłużające się cienie starych lip. Dom wyłonił się przed nimi nagle, majestatyczny, tonący w cieniu ogrodu.
„Pamiętaj, ona widzi ludzi na wylot” – powiedział Arkadi przed wyjściem z samochodu. „Trzymaj się legendy. Jesteś Sofi. Wszystkie rozmowy będą głównie o malarstwie”.
Agłaja Stiepanowna przywitała ich w małym salonie. Siedziała w głębokim fotelu, a jej siwe włosy srebrzyły się w świetle lampy. Przenikliwy wzrok staruszki dosłownie przygwoździł Wierę do miejsca. Wieczór upłynął na dyskusji o sztuce.
Agłaja Stiepanowna zadawała pytania o technikę sfumato, o percepcję płócien barokowych, o uczciwość artysty. Wiera przypominała sobie opowieści matki i albumy, które oglądała w dzieciństwie, siedząc w pracowni pełnej zapachu starego lakieru i krakelur. „Zdumiewające” – nagle przerwała jej staruszka. „Jak na córkę winiarza zbyt subtelnie wyczuwasz strukturę pociągnięć pędzla.
Sofie, droga, pomóż mi wstać. Stara kontuzja kolana daje o sobie znać. Arkasza, przynieś nam herbaty z kuchni”. Gdy drzwi za wnukiem się zamknęły, atmosfera się zmieniła.
Agłaja Stiepanowna zatrzymała się przy oknie, chwyciła Wierę za dłoń i obróciła ją do światła. „Przestań grać, dziewczyno” – głos staruszki stał się suchy i trzeszczący. „Nie masz dłoni paniusi przyzwyczajonej do jedwabnej pościeli. Skóra jest starta u podstawy kciuka.
Tak bywa u tych, którzy dużo pracują fizycznie. I twoja skóra pachnie wcale nie francuskimi perfumami, które Arkadi na ciebie wylał”. Wiera poczuła, jak ziemia usuwa się spod nóg. „Ile ci zapłacił za ten cyrk?
” – Agłaja patrzyła prosto w duszę. „Na razie nie rozumiem, kim jesteś. Przypadkową dziewczyną, oszustką czy cudzym błędem, za który znów przyjdzie płacić naszej rodzinie”. Wiera otworzyła usta, by się przyznać i wyjść, ale staruszka krótkim gestem kazała jej milczeć.
„Nie waż się uciekać” – rozkazała. „Bądź tą Sofi, bądź kimkolwiek, ale nie pozwól Fiodorowi podejrzewać prawdy. On szuka każdego powodu, by uznać Arkadia za niepoczytalnego. Takim jak Fiodor wystarczą chciwi prawnicy.
Już zaczął szeptać radzie, że Arkadi cierpi na niebezpieczny infantylizm. Jeden fałszywy krok, jedno przyznanie, że jego narzeczona to przypadkowa znajoma, i Fiodor przekona radę, by pozbawić go prawa nawet do podpisywania prostego dokumentu. Mój świętej pamięci małżonek zostawił testament. Stanowisko szefa funduszu i prawo głosu są niepodzielne.
Fiodor śpi i widzi, jak zamienić ten dom w hotel, a obrazy puścić pod młotek. Arkadi, choć głupi w swojej rozpaczy, przynajmniej kocha to miejsce. A teraz idź, przejdź się po domu, oddychaj jego powietrzem. Musisz przyzwyczaić się do roli gospodyni, jeśli chcesz, żeby wam uwierzyli”.
Ogłuszona tym sojuszem Wiera wyszła. Nogi poprowadziły ją w głąb posiadłości, aż znalazła się w małym gabinecie zawieszonym szkicami. Zatrzymała się pośrodku i podniosła oczy. Na ścianie wisiał portret.
Z płótna patrzyła na nią młoda kobieta o boleśnie znajomych rysach. To samo wygięcie brwi, ten sam uśmiech, niesforny kosmyk. To bez wątpienia była jej matka Tamara, tylko młoda, promienna, pełna życia. „Niesamowite podobieństwo, nieprawdaż?
” – cichy głos Arkadia zmusił ją do drgnięcia. „Kto to? ” – szepnęła Wiera. „To Tamara, ulubiona uczennica mojego dziadka.
Był artystą i konserwatorem. Opowiadał, że miała dar. Nie po prostu naprawiała obrazy, ona jakby słyszała ich dusze. Babcia do tej pory przechowuje ten portret, chociaż dziadek nie zdołał wybaczyć jej”.
„Czego nie zdołał wybaczyć? ” – Wiera poczuła chłód w piersi. „Kradzieży. Około dwudziestu pięciu lat temu z pracowni zniknął unikalny szkic do zaginionego ołtarza.
To była praca życia mojego dziadka. Wszystkie dowody wskazywały na Tamarę. Wyrzucili ją z hańbą. Dziadek wtedy ledwo nie oszalał z żalu, a babcia do tej pory uważa to za największą zdradę w historii naszego domu”.
Wiera patrzyła na Arkadia, a w jej głowie zaczęły układać się kawałki rozbitego witrażu. Pobrudzone farbą ręce matki, jej płacz po nocach nad starą teczką i słowa, które powtarzała jak modlitwę: „Prawda zawsze wraca do domu, Wieroczko. Trzeba tylko umieć czekać”. Wieczór charytatywny w starym budynku, gdzie mieściło się biuro funduszu, zapowiadał się na ukoronowanie sezonu.
Wiera w perłowo-szarej sukni stała obok Arkadia. Każdy jej gest był częścią spektaklu, ale wewnątrz wszystko drżało od przeczucia burzy. Fiodor pojawił się w szczytowym momencie wieczoru, demonstrując wyzywający triumf. Pod pachą trzymał kartonową teczkę.
Kiedy szum głosów ucichł, pewnie wszedł na podium i przejął mikrofon. „Proszę o minutę uwagi, panie i panowie” – jego głos rozniósł się po galerii. „Dziś świętujemy nie tylko sukces funduszu, ale i nadchodzące zaręczyny mojego kuzyna. Arkadi przedstawił nam swoją narzeczoną, piękną Sofi, spadkobierczynię francuskich winnic.
Piękna bajka, nieprawdaż? ”
Wiera poczuła, jak palce Arkadia na jej nadgarstku zlodowaciały. „Ale niestety bajki rozbijają się o surowe fakty” – Fiodor wyłowił z teczki dokumenty i uniósł je wysoko. „Przed wami wydruki ze strony jednej z miejskich firm sprzątających.
Na nich zdjęcie i dane tej samozwańczej. Nazywa się po prostu Wiera. Zwykła sprzątaczka z dyplomem niespełnionej aktorki, którą mój zdesperowany kuzyn zatrudnił, aby oszukać radę funduszu i naszą niezrównaną Agłaję Stiepanownę”. Po sali przeszedł wzdych.
Wiera poczuła, jak wszystko w niej drętwieje. To był upadek. Zerknęła przelotnie na Arkadia. Był blady, ale zrobił krok naprzód, zasłaniając ją przed spojrzeniami.
„Dość, Fiodor! ” – wykrzyknął. „Przestań ją dziobać. To moja gra.
Wiera nie ma z tym nic wspólnego. Tak, jest aktorką, i tak, zatrudniłem ją, bo zasady, według których zmuszają nas żyć, zamieniły się w farsę. Ale przez ten krótki czas, kiedy się znamy, okazała więcej szacunku dla sztuki dziadka niż ty przez całe swoje życie, merkantylny handlarzu”. „Jak wzruszająco” – wyszczerzył zęby Fiodor.
„Ale to jeszcze nie wszystko. Nasza tak zwana Sofi jest córką Tamary, tej samej złodziejki, która kiedyś ukradła dumę naszej rodziny. Szkic do zaginionego ołtarza dziadka Aleksandra. Ja ze swoimi ludźmi zajrzałem do jej skromnej komunałki i spójrzcie, co tam znalazłem”.
Z teatralnym gestem wyciągnął z teczki pożółkły arkusz. To był szkic wielkiego konserwatora. Obecni zamarli. Agłaja Stiepanowna powoli opadła w fotel.
Wiera stała pośrodku sali. W tej chwili rozpacz wypaliła się, pozostawiając nieoczekiwany spokój. Przypomniała sobie cichy głos matki. Prawda zawsze wraca do domu.
Wiera wiedziała, że matka nie była złodziejką. Zrobiła krok naprzód. „Pozwólcie mi rzucić okiem” – jej głos wytrenowany na scenie zabrzmiał bez drżenia. „Chcesz pożegnać się z rodzinnym łupem?
” – uśmiechnął się Fiodor i niedbale podał jej płótno. Wiera wzięła szkic, podniosła arkusz do światła i uważnie się przyjrzała. Na jej ustach pojawił się uśmiech. „Wiecie, Fiodor?
” – powiedziała, zwracając się już do całej sali. „Świetnie przemyślałeś intrygę, ale popełniłeś jeden fatalny błąd”. „Co ty wygadujesz, córko złodziejki? ”
„Śmiem przypuszczać, że oryginał nigdy nie opuścił rodziny.
Twój ojciec ukradł go twojemu dziadkowi, żeby sprzedać. A kiedy moja matka Tamara odkryła kradzież, podstawiliście ją i wyrzuciliście z hańbą. Przez cały ten czas oryginał przechowywany był u ciebie z ojcem. Zdecydowaliście się użyć tej samej sztuczki po tylu latach, aby zniszczyć Arkadia i mnie.
Ale ja nie jestem moją mamą. Nie mam zamiaru tego znosić”. „To potworne kłamstwo! ” – Fiodor prychnął śliną w udawanym oburzeniu, ale po jego biegających oczach Wiera zobaczyła, że jej słowa trafiły w sedno.
„Żeby nie być gołosłowną, mam znacznie bardziej niezawodny dowód. Proszę o minutę uwagi na główny ekran”. Wiera wyświetliła obraz na ogromnym monitorze. Inteligentny telewizor był podłączony do internetu, więc wpisanie odpowiedniego adresu sieciowego nie sprawiło jej trudności.
Goście westchnęli, gdy na ekranie zaczęły migać kadry archiwalnego nagrania z ukrytej kamery z gabinetu Fiodora. Cała publiczność zobaczyła, jak wyjmuje ze szafy sejfu ten sam szkic, patrzy na niego, a potem przez telefon proponuje komuś potajemnie kupno płótna. Kilka razy. „Zwróćcie uwagę na datę nagrania” – Wiera wskazała róg ekranu.
„To było parę dni temu. A są jeszcze nagrania, gdzie ten pan potajemnie sprzedaje inne płótna z pominięciem funduszu”. Po sali podniósł się szmer. Agłaja Stiepanowna, opierając się na lasce i wsparta przez Arkadia, wstała i podeszła do ekranu.
Jej wzrok utkwiony był w pobladłym Fiodorze. „Więc to ty. Przez cały ten czas oryginał był przechowywany w twoim sejfie” – szepnęła głucho staruszka, a potem odwróciła się do Wiery. „Ale skąd ty, dziewczyno, wzięłaś to nagranie?
”
„Wszystko bardzo proste, Agłajo Stiepanowno” – odpowiedziała spokojnie Wiera. „Kiedy dowiedziałam się, za co dokładnie wyrzucono z hańbą moją mamę Tamarę z waszego funduszu, od razu przypomniałam sobie dzień, kiedy poznałam obu waszych wnuków. Fiodor wtedy mnie nie zauważył. Kiedy wchodziłam do biura Arkadia, skorzystałam z tego, że gabinety w skrzydle zarządzającym funduszu nigdy nie są zamykane w ciągu dnia pracy.
Zainstalowanie ukrytej mini kamery naprzeciwko sejfu Fiodora było prostą sprawą. Jak widać, intuicja mnie nie zawiodła”. „Jak ty śmiałaś! ” – Fiodor poczerwieniał i wściekle zacisnął pięści.
„To czystej wody prowokacja! Naruszyłaś prawo, prowadziłaś nieautoryzowane nagrywanie. Rozszarpię cię w sądzie! ”
Arkadi zdecydowanie wystąpił naprzód.
„Kto by mówił o prawie i moralności, Fiedia? Sam przyznałeś się na oczach wszystkich, że ty i twoi ludzie bezczelnie włamaliście się do prywatnego mieszkania mojej narzeczonej. A ukryte nagrywanie w biurze funduszu było prowadzone w ramach audytu wewnętrznego. Pomieszczenia naszej organizacji prawnie są miejscem publicznym”.
Fiodor zaśmiał się dzikim głosem. „No cóż, moi drodzy, figa z makiem. Skoro zdecydowaliście się wyrzucić mnie z rodzinnego biznesu, to kij wam w oko, a nie sprawiedliwość historyczna. Myślicie, że będziecie świętować zwycięstwo?
”
Niespodziewanie podskoczył do Wiery i wyrwał z jej rąk szkic dziadka. Potem rzucił się do stołu bufetowego. Wszyscy westchnęli, gdy w jego dłoni błysnął srebrny nóż do kruszenia lodu. Zamachnął się, gotów podziurawić wieloletnie płótno.
Arkadi zareagował błyskawicznie. Jednym potężnym szarpnięciem dogonił brata w ostatniej chwili, przejął rękę z nożem i gwałtownym uderzeniem o stół zmusił go do wypuszczenia broni. Drugą ręką chwycił z lady wiadro z lodem i zamaszyście nałożył je prosto na głowę Fiodora. Strumienie lodowatej wody popłynęły za kołnierz pokonanego przeciwnika.
Fiodor śmiesznie się zachwiał i bezradnie zamachał rękami. „Ochłoń, bracie” – powiedział Arkadi z ironicznym uśmiechem. Głos Agłaj Stiepanowny zmusił wszystkich do odwrócenia się. Władczo wskazała szefowi ochrony na wnuka z wiadrem na głowie.
„Ochrona. Zatrzymajcie Fiodora i natychmiast dzwońcie na policję. Osobiście inicjuję pełne śledztwo w sprawie sprzed dwudziestu pięciu lat. A teraz wyprowadźcie go.
Nie życzę sobie widzieć tego upodlenia”. Pod oburzone okrzyki gości Fiodora wlekli do wyjścia. Wierzgał i sypał groźbami, ale jego żałosny, przemoczony widok wywoływał tylko litość. W sali zapadła cisza.
Arkadi zwrócił się do członków rady. „Jutro o dziewiątej rano czekam na wszystkich doradców w biurze. Inicjujemy wewnętrzne śledztwo i sprawdzimy wszystkie kontrakty podpisane przez mojego brata. Nie pozwolimy zbić się z tropu.
Fundusz wróci do swoich źródeł”. Agłaja Stiepanowna powoli zwróciła się do dziewczyny, patrząc na nią już bez dawnej wyższości. „Masz rację, dziewczyno moja. Prawda zawsze wraca do domu.
Twoja matka była niewinna i przywrócę jej uczciwe imię światu. A ty odegrałaś rolę Sofi niemal bezbłędnie. Ale przyznam, Wiera podoba mi się znacznie bardziej”. Arkadi wziął Wierę za rękę.
Dziewczyna spojrzała na niego. Przez tydzień wspólnych prób i rozmów o malarstwie niezauważalnie stali się bliskimi ludźmi. Kiedyś wyznał jej, że w jej szczerości znalazł czystość, której brakowało w wyższych sferach, a ona widziała w nim obrońcę. „Mam wielką nadzieję, babciu, że nasze oszustwo okazało się próbą naszych prawdziwych uczuć” – powiedział podekscytowany młody mężczyzna, po czym zwrócił się do gości głośno i pewnie.
„W obecności wszystkich chcę złożyć oświadczenie. Wiero, proszę cię, zostań moją prawowitą narzeczoną”. Wiera zamarła z napływu szczęścia. Wszystkie lęki, długi i zmartwienia natychmiast rozpuściły się w tych słowach.
„Arkadi, zgadzam się” – szepnęła, ledwo powstrzymując łzy radości. Agłaja Stiepanowna z ciepłym uśmiechem ogłosiła: „W takim razie, panie i panowie, oficjalnie ogłaszam zaręczyny mojego wnuka Arkadia i tej pięknej dziewczyny Wiery. Cieszę się, że w końcu rozwiązała się ta trudna sytuacja. A o to, żeby nasz dom zyskał prawdziwą gospodynię, ja już zadbam”.
Po głośnym skandalu i oficjalnym śledztwie zainicjowanym przez Agłaję Stiepanownę, decyzją Rady Nadzorczej Fiodor został całkowicie odsunięty od zarządzania organizacją i musiał szukać środków, aby zrekompensować szkody wyrządzone funduszowi. Ostatecznie odsunął się od kierownictwa, koncentrując się wyłącznie na własnym małym biznesie handlowym i starając się więcej nie przecinać z krewnymi. Arkadi i Wiera wzięli ślub, tym samym spełniając najważniejszy warunek testamentu dziadka. Arkadi objął stanowisko prezesa funduszu, kontynuując pielęgnowanie tradycji założonych przez Aleksandra Chwata i Muchę oraz jego żonę.
Organizacja kwitła, a na pierwszym miejscu stawiano wartość artystyczną unikalnych arcydzieł, nie zysk komercyjny. Przy funduszu otwarto w końcu bezpłatne pracownie konserwatorskie dla młodych talentów, o których Arkadi tak długo marzył. Po narodzinach pierworodnego Wiera wróciła na scenę teatralną, z powodzeniem łącząc karierę aktorską z wychowaniem małej córeczki. Agłaja Stiepanowna mimo sędziwego wieku czuła się wciąż krzepko.
Szczególną radość sprawiała jej mała prawnuczka Tamaroczka, nazwana tak na cześć niewinnie skrzywdzonej kiedyś matki Wiery. Staruszka godzinami siedziała w fotelu na werandzie, z rozczuleniem obserwując, jak bystra dziewczynka z zaangażowaniem bawi się jaskrawymi farbami i pędzlami, i często powtarzała, że ta mała artystka ma rzadki dar swojego wielkiego pradziadka. Dom w końcu zyskał prawdziwe i szczere szczęście.


