Ewa jeszcze przed ósmą rano wiedziała, że będzie to jeden z tych dni. Stała przy biurku ze zdjęciami kuchennych frontów na ekranie i słuchała Pawła z hali produkcyjnej. – Paweł, naprawdę nie wiem, jak mam ci to powiedzieć. Klientka wybrała zgaszoną zieleń, elegancką, spokojną.

A to, co widzę na zdjęciu, wygląda jak szafka do przedszkola. – Ale numer koloru się zgadza – usłyszała w odpowiedzi. – Numer się zgadza, tylko efekt nie. Przy tym świetle ten lakier jest prawie jaskrawy.
Wyobrażasz sobie całą kuchnię za prawie pięćdziesiąt tysięcy w takim kolorze? – To co robimy? Ewa westchnęła. Wstrzymała lakierowanie, kazała zamówić nową próbkę i poinformowała Pawła, że żadne fronty nie wyjadą z hali, dopóki sama nie zobaczy koloru na własne oczy.
Wolała stracić dwa dni niż klientkę. Odłożyła telefon i pokręciła głową. Dopiero ósma trzydzieści, a ona już miała dość. Przez uchylone drzwi dobiegł ją śmiech Alicji z recepcji i Ewa mimowolnie się uśmiechnęła.
Tak wyglądała większość jej dni. Siedem lat wcześniej wszystko wyglądało inaczej. Razem z rodzicami wynajęła niewielki warsztat na obrzeżach Wrocławia. Mieli dwie używane maszyny, starego dostawczaka i więcej odwagi niż pieniędzy.
Ojciec Roman od początku zajmował się techniczną stroną firmy, matka Teresa pilnowała dokumentów, umów i rachunków, a Ewa robiła wszystko inne. Rozmawiała z klientami, projektowała pierwsze kuchnie, szukała dostawców, a kiedy trzeba było, jechała razem z ekipą na montaż. Z czasem przyszły większe zamówienia, potem kolejne, aż w końcu kupili własną halę produkcyjną i zatrudnili projektantów, monterów i stolarzy. Teraz ich firma robiła kuchnie, szafy i całe zabudowy na wymiar dla klientów z całego Dolnego Śląska.
Kilka minut przed dziewiątą zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiło się imię Leny. – Cześć, córeczko. – Mamo, nie przeszkadzam?
– Jeszcze nie. Za pół godziny mam spotkanie. Coś się stało? – Nic.
Tak tylko dzwonię. Chciałam zapytać, jak się czujesz. Ewa od razu wyczuła ten ton. – Lena.
No co? Mów. – Damian wrócił wczoraj późno. – Wrócił.
Wyjechał służbowo do Poznania. Zapadła znacząca cisza. – Aha. Służbowo.
– Lena. Nic nie mówię. – Właśnie słyszę. Mamo, ja po prostu mu nie ufam.
Ewa zacisnęła usta. Temat wracał między nimi coraz częściej. – Studiujesz dziennikarstwo dopiero od kilku miesięcy, a już wszędzie węszysz sensacje. – To nie ma nic wspólnego ze studiami.
– Damian ma dużo pracy. – Jakiej pracy, mamo? – Lena. Dobrze, dobrze, już przestaję.
Ewa przetarła dłonią czoło i zapowiedziała, że pogadają wieczorem. Lena poprosiła tylko, żeby się nie złościła, i rozłączyły się. Prawda była jednak taka, że słowa córki coraz częściej trafiały w miejsce, którego Ewa sama nie chciała dotykać. Damian rzeczywiście się zmienił.
Kiedyś wracał o stałych porach, dzwonił, jeśli miał się spóźnić, potrafił przyjechać po nią do firmy tylko po to, żeby razem zjeść kolację. Od kilku miesięcy niemal ciągle coś wypadało – spotkanie, klient, wyjazd. Do tego telefon, który coraz częściej kładł ekranem do dołu. Ewa widziała to wszystko, tylko nie chciała wyciągać pochopnych wniosków.
Byli małżeństwem od trzech lat. Gdy się poznali, ona miała trzydzieści pięć lat, Damian dwadzieścia osiem. Rodzice od początku patrzyli na ten związek z dystansem. Teresa powtarzała, że są na innych etapach życia, że Ewa już wie, czego chce, a Damian będzie chciał coś wszystkim udowadniać.
Ewa wtedy tylko się śmiała. Po rozwodzie z pierwszym mężem przez lata nikogo do siebie nie dopuszczała. Damian był pierwszym mężczyzną, przy którym znowu poczuła się naprawdę ważna. Był czuły, uważny, zabawny.
Z czasem jednak zaczął coraz częściej mówić, że w ich wspólnym życiu nic tak naprawdę nie należy do niego. Dom kupili kiedyś rodzice Ewy. Samochód, którym najczęściej jeździł, też należał do niej. Firma była rodzinna.
– Czasami czuję się tu jak gość – powiedział jej kiedyś. Ewa próbowała obrócić to w żart, ale on się nie roześmiał. Kilka minut po dziewiątej do firmy przyjechali rodzice. Roman jak zwykle od razu poszedł na halę sprawdzić nowe prowadnice do szuflad, a Teresa weszła do gabinetu Ewy z plikiem dokumentów.
– Widziałam te zielone fronty – powiedziała. – I koszmar. Dziękuję. Wreszcie ktoś po mojej stronie.
– Jak ktoś to zamontuje klientce, sama pojadę i zdejmę. Ewa parsknęła śmiechem. Praca szybko pochłonęła ją bez reszty. Telefon od Leny i wyjazd Damiana zeszły gdzieś na dalszy plan.
Dopiero przed południem Alicja ostrożnie zajrzała do gabinetu. – Ewa, przyszła do ciebie młoda kobieta. Nie była umówiona. – W jakiej sprawie?
– Powiedziała tylko, że osobistej i że naprawdę musi z tobą porozmawiać. Podała nazwisko, nie tylko imię. – Jak ma na imię? – Natalia.
Ewa spojrzała na zegarek. Do kolejnego spotkania miała jeszcze prawie czterdzieści minut. Zgodziła się ją przyjąć. Do gabinetu weszła młoda, elegancka kobieta.
Natalia mogła mieć najwyżej dwadzieścia cztery lata. Była wysoka, szczupła, starannie ubrana. Jasny płaszcz, delikatny makijaż, zadbane włosy. Wszystko wyglądało na przemyślane, tylko dłonie ją zdradzały – zaciskała palce na pasku torebki tak mocno, że pobielały jej knykcie.
– Dzień dobry. Dziękuję, że zgodziła się pani mnie przyjąć. Ewa wskazała krzesło po drugiej stronie biurka. Natalia usiadła na samym brzegu i przez kilka sekund patrzyła gdzieś w bok, jakby układała sobie w głowie pierwsze zdanie.
Ewa nie poganiała jej. Nauczyła się, że człowiek czasami potrzebuje chwili, żeby powiedzieć coś naprawdę trudnego. – Czy pani jest zamężna? – zapytała w końcu Natalia.
– Jestem z Damianem – odpowiedziała Ewa spokojnie, choć coś w niej drgnęło. To nie był jeszcze strach, raczej ostrzeżenie. – Dlaczego pani pyta? Natalia spuściła wzrok.
– Bo ja się z nim spotykam. Ewa przez chwilę była pewna, że źle usłyszała. – Słucham? – Spotykam się z Damianem od prawie ośmiu miesięcy.
W gabinecie zrobiło się tak cicho, że Ewa słyszała tykanie zegara. Osiem miesięcy. Telefon kładziony ekranem do dołu. Wieczorne wyjścia, wyjazdy, Poznań.
Nagle wszystkie drobne rzeczy, które przez ostatnie miesiące tłumaczyła pracą albo zmęczeniem, ułożyły się w jedną prostą całość. – I po co mi pani o tym mówi? – zapytała. Natalia podniosła oczy.
– Bo Damian powiedział, że chce się z panią rozwieść. Mówi, że między wami właściwie już nic nie ma, że mieszkacie razem, ale tylko z przyzwyczajenia. Ewa poczuła niemal absurdalną ochotę, żeby się roześmiać. Klasyka.
Nawet nie wysilił się na coś oryginalnego. – A mimo to rozwodu wciąż nie ma – zauważyła Natalia. – Właśnie dlatego tu przyszłam. Żeby przyspieszyć sprawę.
Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. – A jak miało zabrzmieć? Natalia wyprostowała się odrobinę. – Kocham go naprawdę.
I myślałam, że skoro on nie potrafi zrobić tego kroku, to może ja zrobię go za niego. – Powiedział, że nie chce pani zranić – dodała. – Jak troskliwie – rzuciła Ewa. – Mówił, że jest pani do niego bardzo przywiązana, że ciężko przeżyłaby pani rozstanie.
– Naprawdę? Co jeszcze pani powiedział? Natalia zawahała się. – Że pracuje pani tutaj właściwie dzięki rodzicom.
– Tutaj, czyli gdzie? – No, w firmie. Damian mówił, że to firma rodzinna, ale że tak naprawdę on wszystkim zarządza. Że pani rodzice formalnie nadal są właścicielami, ale wycofują się powoli, a on przejął najważniejsze sprawy.
Klientów, kontrakty, ludzi. Ewa musiała zacisnąć usta, żeby nie parsknąć śmiechem. A więc Damian w swojej drugiej wersji życia awansował na szefa przedsiębiorstwa. – A ja – zapytała – jaką rolę gram w tej historii?
– Mówił, że zajmuje się pani projektami i klientami, ale że nie chce pani wyrzucać z firmy po rozwodzie. – Czyli jest jeszcze szlachetny. – Proszę tak nie mówić. – A jak mam mówić?
Natalia zarumieniła się i zapewniła, że nie przyszła się kłócić. Ewa odpowiedziała spokojnie, że na razie się nie kłócą. Potem wypytała ją o to, gdzie się poznali. Natalia powiedziała, że w restauracji na starym mieście, latem, gdy Damian świętował z kolegami duży kontrakt na wyposażenie kilku luksusowych apartamentów.
Ewa poczuła chłód w żołądku. Taki kontrakt rzeczywiście wtedy mieli, tylko Damian nie miał z nim nic wspólnego. – Powiedział pani, że firma jest jego? – Tak – przyznała Natalia.
– Ale ja nie jestem z nim dla pieniędzy. Pracuję na recepcji w salonie kosmetycznym. Zarabiam normalnie. Naprawdę nie interesowało mnie, ile Damian ma pieniędzy.
– A jednak wiedziała pani sporo o jego majątku. – Sam o tym mówił. O domu, o samochodzie, o firmie, o klientach. Pokazywał zdjęcia realizacji, opowiadał o projektantach, o produkcji, o problemach z ekipami montażowymi.
Ewa prawie nie mogła uwierzyć. Damian musiał przez miesiące uważnie słuchać jej opowieści z pracy, zapamiętywać szczegóły, a potem przedstawiać je jako własne życie. Zapytała, czy Natalia widziała ich dom i czy tam była. Nie była.
Przejeżdżali kiedyś obok, a on jej go pokazał. Samochód? Jasne – często nim po nią przyjeżdżał. Samochód, który Ewa kupiła dwa lata wcześniej i użyczała mężowi bez najmniejszego zastanowienia.
Natalia mówiła dalej, coraz szybciej, jakby chciała wyrzucić z siebie wszystko. Damian opowiadał jej również o ich małżeństwie. Że Ewa żyje tylko firmą, że kiedyś było między nimi dobrze, ale potem zaczęła coraz więcej pracować i przestała interesować się tym, co dzieje się między nimi. Że śpią osobno, prawie ze sobą nie rozmawiają.
Że jej córka go nienawidzi. – To akurat nie jest całkowicie zmyślone – przyznała Ewa. Natalia powiedziała jeszcze, że według Damiana matka Ewy ciągle daje mu odczuć, że jest gorszy, że w tym domu nigdy nie czuł się u siebie. Tyle że Damian z własnych kompleksów zrobił przed Natalią historię o prześladowanym mężu.
Mówił też, że nie zostawia Ewy, bo czuje odpowiedzialność, nie chce jej zostawić nagle samej, zwłaszcza że całe jej życie związane jest z firmą. – I czego pani ode mnie oczekuje? – zapytała Ewa. – Chcę, żeby zgodziła się pani na rozwód.
Ewa przez kilka sekund przyglądała się młodej kobiecie. Potem wstała. – Dobrze. – Co?
– Zgadam się. Natalia zamrugała z niedowierzaniem. Ewa obeszła biurko i zatrzymała się naprzeciwko niej. – Ale zanim zacznie się pani cieszyć, jest jedna rzecz.
Skoro przyszła pani tutaj po prawdę, to powinna pani dostać ją w całości. Proszę usiąść. Najpierw dowie się pani, kim Damian jest naprawdę. Odwróciła laptop w stronę Natalii.
Na stronie firmy widniało krótkie przedstawienie historii rodzinnej pracowni. Ewa przewinęła stronę niżej. – Firma powstała siedem lat temu. Założyliśmy ją we troje.
Ja, moja mama i mój ojciec. Tutaj ma pani dane rejestrowe. Wszystko oficjalnie. Damian nie jest właścicielem, wspólnikiem ani członkiem zarządu.
Nigdy nie zarządzał tą firmą. – To niemożliwe – wyszeptała Natalia. – Niestety możliwe. – Przecież on zna wszystkie szczegóły.
– Zna, bo słyszał je ode mnie. Wracałam wieczorem do domu i opowiadałam o trudnym kliencie, o reklamacji, o nowej inwestycji, o pomyłkach projektantów. Damian słuchał, czasem zadawał pytania. Ja brałam to za zainteresowanie.
– Czyli on po prostu brał pani życie i opowiadał jej jako swoje? – zapytała Natalia tak cicho, że prawie szeptała. – Na to wygląda. Ewa nie poczuła złości.
Jeszcze godzinę wcześniej pewnie wyobrażałaby sobie, że gdyby kiedykolwiek spotkała kochankę własnego męża, wyrzuci ją za drzwi. Teraz patrzyła na Natalię i widziała po prostu oszukaną dziewczynę. Młodą, naiwną, ale niezłośliwą. – Samochód też nie jest jego – powiedziała spokojnie.
– Kupiłam go dwa lata temu. Damian korzysta z niego na co dzień, bo ja częściej jeżdżę służbowym autem firmy. A dom należy do mojej rodziny. – Powiedział, że sam go kupił – szepnęła Natalia.
– Tego już nawet nie wiedziałam. Boże. Ewa odsunęła laptop. – Ile według pani Damian zarabia?
– Nie wiem dokładnie, nigdy nie pytałam – przyznała Natalia. – Ale mówił o dużych pieniądzach, o kontraktach na sto pięćdziesiąt, dwieście tysięcy. Czasem żartował, że jeden dobry miesiąc wystarczy mu na nowy samochód. Ewa zaśmiała się krótko, bez cienia wesołości.
– Damian zarabia około sześciu tysięcy złotych miesięcznie. Reszta, z czego korzysta, nie należy do niego. Restauracje, wyjazdy, samochód, dom. Natalia usiadła ciężej na krześle.
– Ja naprawdę nie byłam z nim dla pieniędzy. – Wierzę pani. Gdyby chodziło pani tylko o pieniądze, pewnie nie przyszłaby pani tutaj sama. Poza tym on zrobił wszystko, żeby pani uwierzyła, że jest kimś innym.
– Czuję się jak idiotka. – Proszę tak o sobie nie mówić. Osiem miesięcy słuchała pani tych historii. Ja jestem jego żoną od trzech lat i też wielu rzeczy nie widziałam.
To zdanie zawisło między nimi. Pierwszy raz od wejścia Natalii Ewa poczuła, że nie siedzą już naprzeciwko siebie jak dwie rywalki. Były dwiema osobami, którym ten sam człowiek opowiadał dwie różne wersje rzeczywistości. – A jeśli pani to wszystko mówi tylko po to, żebym od niego odeszła?
– zapytała Natalia. – Ma pani prawo tak pomyśleć. Dlatego nie musi pani wierzyć mi na słowo. Chodźmy.
Obok gabinetu znajdowała się niewielka sala spotkań oddzielona szklaną ścianą. Ewa otworzyła drzwi. – Proszę usiąść tutaj. Stąd dobrze słychać rozmowę w moim gabinecie.
– Chce pani zadzwonić do Damiana? – Nie tylko zadzwonić. Chcę, żeby tu przyjechał. Natalia zawahała się, ale w końcu usiadła.
Ewa wróciła do gabinetu i wybrała numer męża. Odebrał po trzecim sygnale. – Cześć, Ewa. Mogę później?
Jestem teraz zajęty. Jego głos brzmiał całkowicie normalnie. To było chyba najgorsze. – Przyjedź do firmy.
Teraz. – Nie dam rady. Jestem na ważnym spotkaniu. – Na jakim?
– Na obiekcie. Ewa, naprawdę nie mam czasu na przesłuchanie. – Damian, przestań kłamać. Masz dwadzieścia minut.
Przyjedź do mnie. A jeśli nie przyjedziesz, nie wracaj dziś do domu. Tym razem milczał dłużej. – Co się stało?
– Dowiesz się na miejscu. Ewa zakończyła rozmowę. Damian pojawił się niewiele ponad dwadzieścia minut później. Wszedł szybkim krokiem, wyraźnie zdenerwowany.
– Co ty wyprawiasz? Musiałem wyjść ludziom w środku spotkania. – Usiądź. Posłuchał.
– No dobrze, co się dzieje? – Dowiedziałam się czegoś ciekawego. Że masz inną kobietę. Damian poderwał głowę.
– Co? Zwariowałaś? Jaką kobietę? Nikogo nie ma.
Kocham cię, przecież wiesz. Ewa patrzyła na niego uważnie. Był przekonujący. Gdyby nie siedząca kilka metrów dalej Natalia, może sama zaczęłaby się zastanawiać, czy czegoś źle nie zrozumiała.
– Nigdy mnie nie zdradziłeś? Jesteś pewien? – Ewa, na Boga, przysięgam ci. Kto ci nagadał takich bzdur?
– Natalia. Damian znieruchomiał, jakby ktoś nagle wyłączył mu głos. – Co? – wydusił w końcu.
– Natalia. Kojarzysz takie imię? Odwrócił wzrok. Jego dłonie zaczęły nerwowo poruszać się po podłokietnikach.
– To przecież tylko imię. – Tylko imię? – No tak. Co mam powiedzieć?
Ewa pokiwała głową. – Rozumiem. Natalia sama przyszła dziś do mnie do firmy. Damian pobladł.
Przez kilka sekund siedział bez ruchu, jakby próbował zrozumieć, ile Ewa już wie i czy ma jeszcze jakiekolwiek wyjście. – Była tutaj? – zapytał w końcu. – Była.
– Co ci powiedziała? – Sporo. Damian opuścił wzrok. – Ewa, posłuchaj.
– Nie. Teraz ty będziesz mówił, a ja będę słuchać. Mężczyzna przetarł twarz dłońmi. – To nie wygląda tak, jak myślisz.
– Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ludzie w takich sytuacjach mówią dokładnie to samo. Osiem miesięcy romansu wydaje mi się dość proste. Damian zamilkł. – Poznałem ją przypadkiem w restauracji.
Byłem wtedy z kolegami. Zaczęliśmy rozmawiać. Niczego nie planowałem. Ona była inna.
Młodsza. Patrzyła na mnie tak, jakby to, co mówię, naprawdę miało znaczenie. – A ja nie patrzyłam. – Ewa, proszę cię.
– W domu zawsze była firma – ciągnął. – Twój ojciec, twoja matka, klienci, projekty, telefony. Ja się u was nigdy nie czułem naprawdę u siebie. Dom należy do twojej rodziny, samochód jest twój, firma jest twoja.
Wszyscy w pracy wiedzą, kim jesteś. A ja jestem po prostu mężem Ewy. – I to cię bolało? – Tak.
Lena mnie nie znosi. Twoja matka patrzy na mnie tak, jakby od początku wiedziała, że do ciebie nie pasuję. Nawet Roman nigdy nie traktował mnie jak kogoś równego sobie. – Więc w restauracji spotkałeś młodą dziewczynę, która cię podziwiała.
Damian spuścił głowę. – Tak. – I postanowiłeś zostać przed nią kimś innym. Kiedy powiedziałeś jej, że jesteś właścicielem firmy?
– Chciałem zrobić dobre wrażenie. – Dobre wrażenie? Opowiadając jej moje życie? O naszych kontraktach jak o swoich, o hali, o projektantach, o ekipach?
– Wiem, że to brzmi źle. – Brzmi? – Chciałem przez chwilę poczuć się kimś ważnym. Kimś, kto sam coś osiągnął.
– A ja – zapytała Ewa – kim byłam w twojej opowieści? – Mówiłem, że pracujesz w firmie. Dzięki rodzicom. Że to ja wszystkim zarządzam.
– A nasze małżeństwo? Powiedziałeś Natalii, że od dawna jest martwe. Że żyjemy jak obcy ludzie. Powiedziałeś też, że zamierzasz się ze mną rozwieść.
– Mówiłem jej, że między nami jest źle. Że ty żyjesz pracą, że ja czuję się obok ciebie niepotrzebny. Że nie odchodzę, bo cię żałuję. Ewa przez moment obserwowała jego twarz.
Nie widziała na niej wstydu – raczej strach przed konsekwencjami. To wystarczyło. Odwróciła głowę w stronę szklanej ściany. – Natalia, możesz wejść?
Drzwi sali spotkań otworzyły się. Natalia weszła powoli do gabinetu z zaczerwienionymi oczami. Damian patrzył na nią jak sparaliżowany. – Ty tu byłaś cały czas?
– Słyszałam wszystko. Ewa spodziewała się przeprosin, tłumaczenia, może nawet błagania. Zamiast tego Damian nagle się wyprostował. – To dobrze.
– Co jest dobrze? – zapytała Natalia. – Że słyszałaś. Teraz przynajmniej nie muszę już niczego ukrywać.
– Niczego ukrywać? – powtórzyła Natalia, robiąc krok w jego stronę. – Ja kocham Ewę. Zapadła cisza.
– Co powiedziałeś? – wyszeptała. – Kocham swoją żonę. – A ja?
– Było mi z tobą dobrze. – Osiem miesięcy. Tak mówiłeś, że mnie kochasz. Mówiłeś, że się rozwiedziesz.
– Mówiłem, że o tym myślę. Natalia drżącą ręką wyjęła telefon. – Mam wiadomości. Twoje.
Wszystkie. „Jeszcze trochę i będziemy razem. Po rozwodzie znajdziemy mieszkanie. Chcę budzić się przy tobie codziennie.
” Mam też zdjęcia z naszych wyjazdów, rezerwacje hoteli, potwierdzenia. Setki wiadomości. Planowałeś ze mną wspólne życie. Damian westchnął.
– To było bardziej takie marzenie. Potrzebowałem tego, żeby ktoś mnie podziwiał. – Czyli ja byłam ci potrzebna tylko po to? Damian nic nie odpowiedział.
To wystarczyło. Natalia schowała telefon do torebki. – Rozumiem. Podeszła do Ewy.
– Dziękuję. – Nie musi mi pani dziękować. – Muszę. Gdybym tego nie usłyszała własnymi uszami, pewnie dalej bym mu wierzyła.
Odwróciła się do Damiana. – Nie dzwoń do mnie. Nie pisz. Nie przychodź do pracy.
To koniec. Przy drzwiach zatrzymała się na moment. – I jeszcze jedno. Nie jesteś żadnym wielkim biznesmenem.
Nie jesteś też ofiarą swojej żony. Jesteś po prostu człowiekiem, który przez osiem miesięcy kłamał dwóm kobietom na raz. Wyszła. W gabinecie zostali tylko Ewa i Damian.
Przez kilka sekund żadne z nich się nie odzywało. Potem Damian odwrócił się do Ewy i w jednej chwili zmienił ton. – Ewa, kochanie, posłuchaj mnie. – Nie nazywaj mnie tak.
– Dobrze, dobrze. Rozumiem, że jesteś wściekła. Masz prawo. Ale najważniejsze jest to, że wszystko się skończyło.
Natalia już wie, jak jest. Ja też powiedziałem jasno, że wybieram ciebie. – Wybierasz mnie? – Wiesz, o co mi chodzi.
– Nie, właśnie nie wiem. – Popełniłem ogromny błąd. Nie będę udawał, że nie. Ale przecież przed chwilą słyszałaś, co powiedziałem.
Nie chciałem od ciebie odchodzić. – I to ma być argument na twoją korzyść? – To znaczy, że nasze małżeństwo było dla mnie ważne. – Damian, ty naprawdę niczego nie rozumiesz.
Tobie się wydaje, że problemem jest tylko to, że przez osiem miesięcy mnie zdradzałeś. – Nie musisz mówić tego w taki sposób. – Chodzi o to, co zrobiłeś ze swoim życiem. I z moim.
Przez osiem miesięcy stworzyłeś sobie drugą rzeczywistość. Wziąłeś firmę, którą budowałam z rodzicami przez lata, i zrobiłeś z niej swoją. Wziąłeś mój samochód i udawałeś, że jest twój. Wziąłeś dom mojej rodziny i przedstawiłeś go jako własny sukces.
– Nie chodziło mi o rzeczy. – Właśnie, że chodziło. Nie rozumiesz, jak się czułem? Całe życie przy tobie byłem tym drugim.
Ty miałaś firmę, pozycję, ludzi, rodziców, dom, pieniądze, wszystko. A ty miałeś mnie. Łatwo ci mówić. Wiesz, jak to jest wejść do domu i mieć świadomość, że nawet klucze są właściwie nie do twojego domu?
Wsiąść do samochodu, który nie jest twój? – Mogłeś stworzyć coś własnego. Mogłeś spróbować. – Łatwo powiedzieć.
– Ty opowiadałeś obcej dziewczynie, że moje osiągnięcia są twoje. To nie jest próba. To jest kradzież cudzej historii. – Chciałem tylko poczuć, że też jestem kimś.
– Rozumiem, skąd się to wzięło. Ale to cię nie usprawiedliwia. Jego twarz natychmiast stwardniała. – Czyli co?
Nie mam żadnej szansy? – Nie. – Tak po prostu? Po trzech latach?
– Nie po trzech latach. Po ośmiu miesiącach kłamstw, zdrady i robienia ze mnie idiotki. – Możemy zacząć od nowa. – Oczywiście.
– Mówię poważnie. Wyjedziemy gdzieś, odetniemy się od wszystkiego. Od firmy, od twoich rodziców, od tego całego napięcia. – Na moje pieniądze.
Damian zatrzymał się. – Znowu zaczynasz? – Nie. Po prostu wreszcie widzę wszystko wyraźnie.
Ewa podeszła do biurka i oparła dłonie o blat. Nagle przypomniała sobie rozmowę sprzed kilku miesięcy. Damian długo przekonywał ją wtedy, że powinien dostać część udziałów w firmie. Mówił o bezpieczeństwie, o zaufaniu, o tym, że przecież są małżeństwem.
Ewa prawie się zgodziła. Prawie. – Wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? – powiedziała cicho.
– Co? – Że pierwszy raz od rana czuję ulgę. Bo przypomniałam sobie, jak bardzo naciskałeś, żebym przepisała na ciebie część firmy. I jak namawiałeś mnie, żebyśmy kupili wspólnie mieszkanie inwestycyjne i wzięli duży kredyt.
Dobrze, że tego nie zrobiłam. Gdybym ci wtedy zaufała, dziś nie kończyłabym tylko małżeństwa. Musiałabym jeszcze ratować firmę, dzielić majątek i zastanawiać się, ile twoich kłamstw zostało wpisanych do umów. – Przesadzasz.
– Możliwe. Ale przynajmniej już nie będę miała okazji sprawdzić. Damian usiadł ciężko na krześle. – Czyli naprawdę chcesz rozwodu?
– Tak. Natychmiast. – A ja co? Gdzie mam mieszkać?
– To już nie jest mój problem. – Ewa, przecież nie możesz mnie wyrzucić z dnia na dzień. – Mogę. – To też był mój dom przez trzy lata.
– Był miejscem, w którym mieszkałeś. Masz czas do jutra wieczorem. Wystarczy, żeby spakować ubrania i swoje rzeczy. Jeśli się nie wyprowadzisz, wymienię zamki.
Damian patrzył na nią przez kilka sekund. – Naprawdę się zmieniłaś. – Nie. Po prostu przestałam wierzyć w twoją wersję mnie.
Wstał. – Pożałujesz tego. – Już żałuję. Zatrzymał się przy drzwiach.
– Czego? – Że trzy lata życia spędziłam z człowiekiem, którego tak naprawdę nie znałam. Damian wyszedł, trzaskając drzwiami. Ewa została sama.
Usiadła powoli. Spodziewała się bólu, łez, pustki. Zamiast tego poczuła coś zupełnie innego – jakby przez wiele miesięcy nosiła na ramionach ciężar, którego nawet nie zauważała, dopóki ktoś go nagle nie zdjął. Oddychało jej się lżej.
Wtedy zadzwonił telefon. Lena. – Cześć, mamo. Chciałam cię przeprosić za rano.
– Za co? – Byłam niemiła. Wiem. Po prostu Damian strasznie działa mi na nerwy i czasem za bardzo się nakręcam.
Ewa uśmiechnęła się pod nosem. – Już nie będziesz musiała się nim przejmować. – Co? – Damian nie będzie już z nami mieszkał.
– Mamo, to koniec? Serio? – Serio. Lena milczała sekundę, a potem aż pisnęła.
– No nie wierzę. Ewa roześmiała się. Pierwszy raz tego dnia. – Naprawdę.
– Przyjadę do domu przy pierwszej okazji. Nawet jutro, jeśli dam radę. – Nie musisz się spieszyć. – Muszę.
Chcę być z tobą. Ewa podeszła do okna. Wrocław wyglądał dokładnie tak samo jak rano. Te same ulice, te same samochody, te same dachy.
A jednak wszystko wydawało się inne. – Mamo, jesteś? Wszystko dobrze? Ewa spojrzała na swoje odbicie w szybie.
– Wiesz co? Chyba pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę tak. Nie wiedziała, co będzie dalej. Ale jedno wiedziała na pewno.
Od tej chwili znowu sama decydowała o własnym życiu.


