Lena pchała wózek sprzątający obok bocznego wejścia, gdy wybuchło pierwsze okno. Po dźwięku tłuczonego szkła natychmiast rozległ się suchy, nieomylny trzask wystrzałów. Z sali balowej dobiegły krzyki, muzyka urwała się w pół nuty, a elegancki wieczór w rezydencji Morettich zamienił się w koszmar. Lena zamarła, przyciskając się do zimnej marmurowej ściany.

Jej umysł zarejestrował straszną prawdę – rezydencja była atakowana. Mężczyzna w czarnym stroju bojowym przebiegł obok wejścia do korytarza, kierując się w stronę chaosu. Powinna uciekać, ukryć się, ale w jej głowie pojawił się obraz Sofi – bezbronnej córki szefa mafii. Coś w niej pękło.
Ignorując grzmiący dźwięk ataku, Lena chwyciła ciężkie stalowe wiadro na mopa i ruszyła w stronę głównego korytarza. Po drugiej stronie sali Sofia Moretti stała nieruchomo w niebieskiej jedwabnej sukni, wyglądając jak przestraszona dziewczyna, a nie księżniczka mafii. Lena przedarła się przez spanikowany tłum, nie zważając na łokcie i ramiona uderzające w jej ciało. Gdy dotarła do Sofii, dostrzegła kątem oka ciemną postać celującą w ich stronę.
Czas jakby zwolnił. Lena zobaczyła metaliczny błysk lufy, szeroko otwarte oczy dziewczyny i palec ściskający spust. Bez wahania chwyciła Sofię za ramiona i obróciła je obie, osłaniając córkę swoim ciałem. Odgłos wystrzału był ogłuszający.
Najpierw nic nie poczuła, potem w jej boku rozkwitł palący biały ból. Nogi ugięły się pod nią i upadła. Przez zamglony wzrok zobaczyła Vincenza de Marco wyłaniającego się z chaosu. Szybkimi, skutecznymi strzałami powalił dwóch napastników, nie zwalniając tempa.
Jego ciemne oczy przebiegły po scenie – Sofia skulona, a ciało Leny okrywające ją. Coś przemknęło po jego twarzy. – Zostań ze mną – rozkazał, przyciskając dłoń do jej rany. – Nie zamykaj oczu, picolola.
To rozkaz. Lena chciała mu powiedzieć, że nie przyjmuje od niego rozkazów, że jest tylko pokojówką, ale słowa nie chciały jej wyjść z ust. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, był Vincenzo wydający rozkazy przez telefon, wciąż mocno przyciskając dłoń do jej boku. Kiedy Lena obudziła się w szpitalu, pierwsze, co zobaczyła, to ciemna postać przy oknie.
Vincenzo stał tam, obserwując ją. Dowiedziała się, że Sofia jest bezpieczna, a on osobiście nadzorował jej leczenie. Gdy próbowała wstać, twierdząc, że musi wrócić do pracy, powstrzymał ją stanowczo. – Nigdzie nie pójdziesz.
Jesteś teraz pod moją ochroną – powiedział, zaskakując samego siebie. – Potrzebuję ochrony. Jestem tylko pokojówką. – Przestałaś być tylko pokojówką w chwili, gdy trafiła cię kula.
Okazało się, że atak nie był przypadkowy. Ludzie, którzy zaatakowali galę, chcieli dostać się do Sofi, a Lena, która ją uratowała, stała się dla nich cenna. Vincenzo nie pozostawił jej wyboru – przewiózł ją do rezydencji, do prywatnego skrzydła medycznego. Lena próbowała uciec, ale złapał ją w korytarzu.
– Nie pozwolę ci wyjść na zewnątrz i zginąć, bo jesteś zbyt uparta, by zaakceptować ochronę – warknął, przyciskając ją do ściany. – Ci ludzie na zewnątrz nie okażą litości. Wykorzystają cię, żeby nas skrzywdzić. Żeby skrzywdzić mnie.
Ostatnie słowa zawisły w powietrzu. Lena wstrzymała oddech, próbując przetworzyć to, co powiedział. Dlaczego skrzywdzenie jej miałoby mieć na niego jakikolwiek wpływ? Życie w rezydencji stało się dziwną mieszanką luksusu i więzienia.
Lena obserwowała Vincenza, a on obserwował ją. Ich spotkania były pełne napięcia, niewypowiedzianych słów i elektryzującej atmosfery. Pewnego wieczoru w gabinecie, gdy Lena weszła po środki czystości, Vincenzo zapytał ją wprost, dlaczego zaryzykowała życie dla Sofi. – Nie zrobiłam tego dla uznania.
Po prostu zareagowałam – odpowiedziała. – To właśnie cię wyróżnia. Działasz stąd – powiedział, dotykając palcem miejsca nad jej sercem. Środki czystości spadły na podłogę, gdy jego dłoń objęła jej twarz.
Pocałunek był ognistym wyrazem pożądania, które narastało od tygodni. Gdy się rozdzielili, oboje ciężko oddychali, a Lena szybko uciekła, zostawiając go z pięściami zaciśniętymi przy bokach. Kilka dni później Lena przypadkiem usłyszała rozmowę Vincenza z Don Mateo. Stała za drzwiami gabinetu, gdy Vincento mówił o swojej dawnej rodzinie.
– Kiedyś byli moją rodziną, ale byli zepsuci do szpiku kości. Zabiłem ich wszystkich – powiedział zimno. – Handlowali dziećmi, wykorzystywali niewinne rodziny jako kurierów narkotykowych. Mój ojciec był potworem w garniturze biznesmena.
Lena miała wrażenie, że ziemia usuwa jej się spod nóg. Mężczyzna, który ją całował, który jej bronił, zabił własną rodzinę. Wieczorem znalazła go w ogrodzie z papierosem w dłoni. – Czy zamierzałeś mi o tym powiedzieć?
– zapytała. – Byli potworami. Czasami jedynym sposobem, aby powstrzymać zło, jest zniszczenie go od środka, nawet jeśli oznacza to, że sam stajesz się potworem. – A kim jesteś teraz?
– Jestem tym, kim muszę być, aby chronić to, co ważne. Tej nocy rezydencję zaatakowano ponownie. Tym razem porywacze zabrali Sofię. Vincenzo wpadł w szał, jego opanowanie rozpadło się jak szkło.
Krzyczał, wydawał rozkazy, a Lena pierwszy raz widziała go w takim stanie. Postanowiła mu pomóc, wykorzystując swoją znajomość rezydencji. Ruszyli tropem porywaczy. Vincenzo brutalnie przesłuchiwał informatorów, wyrywając im informacje siłą.
Lena patrzyła na jego przemoc z fascynacją i przerażeniem, ale nie odwróciła się od niego. W końcu dotarli do magazynu, gdzie przetrzymywano Sofię. Okazało się, że to pułapka – cała operacja była zaplanowana przez Angelo Russo, przywódcę rodziny, którą Vincenzo zdradził lata temu. Lena została porwana.
Gdy się ocknęła, była przywiązana do krzesła w magazynie. Słyszała strzały i krzyki – Vincenzo przedzierał się przez kolejnych napastników. Gdy drzwi się otworzyły, ujrzała go zalanego krwią, z pistoletem w dłoni. Potwór, którego wszyscy się bali, ale jego dotyk, gdy ją uwalniał, był delikatny.
– Wiedziałam, że przyjdziesz – powiedziała. Jego ręce zadrżały, gdy ją obejmował. Po akcji ratunkowej wszystko się zmieniło. Vincenzo wyznał jej swoją przeszłość – wychował się w rodzinie Russo, zanim przeszedł na stronę Morettich.
Wybrał życie zamiast śmierci i został egzekutorem. Lena zrozumiała, że pod maską bezwzględnego zabójcy kryje się człowiek walczący z własnymi demonami. – Sprawiasz, że pragnę rzeczy, których nie mogę mieć – szepnął jej kiedyś. – Dlaczego nie możesz?
– Bo wszystko, czego dotknę, zamienia się w popiół. Nie mogę pozwolić, żeby to samo spotkało ciebie. Następnego dnia rodzina Russo zaatakowała rezydencję z pełną siłą. Vincenzo bronił Leny do ostatka, a ona zobaczyła w jego oczach to, czego nigdy wcześniej nie widziała – prawdziwy strach o nią.
Po krwawym starciu, w którym Vincenzo zabił Antonio Russo, ostatniego z rodziny, Lena powiedziała mu, że chce go całego. – Wybieram ciebie, ponad wszystko. Rodzinę, władzę, wszystko – wyznał Vincenzo. – Wybieram ciebie, Lena.
Wyprowadzili się z rezydencji do prywatnej willi. Minęły trzy tygodnie, a Lena uczyła się nowego życia. Przestała widzieć w nim tylko potwora. Zobaczyła człowieka, który poświęcił wszystko, by chronić to, co kocha.
Pewnego ranka, gdy stali w kuchni, Vincenzo oświadczył się jej bez wielkich gestów, ale z cichą pewnością. Pierścionek był prosty, elegancki. Obietnica czegoś nowego. Lena dotknęła blizny na swoim boku – pamiątki po kuli, która rozpoczęła ich historię.
Spojrzała na Vincenza, który obejmował ją ramieniem, i po raz pierwszy poczuła, że naprawdę wraca do domu. – Moja – wyszeptał. To słowo było zarówno obietnicą, jak i deklaracją.


