Kubek z kawą drżał mi w dłoni, gdy stawiałam go na stoliku numer siedem, unikając wzroku niecierpliwego biznesmena, który po raz trzeci sprawdzał zegarek. W żołądku burczało mi z głodu, przypominając, że nie jadłam nic od wczorajszej kolacji. Zostało jeszcze sześć godzin, a jedyną rzeczą, która pozwalała mi funkcjonować, było małe pudełko z resztkami makaronu w lodówce w pokoju socjalnym. .

Ella, stolik dwanaście potrzebuje wody, a stolik dziewięć czeka na rachunek od dziesięciu minut. Głos Margot przebił się przez zgiełk porannej gorączki w Bellinis, włoskiej restauracji, w której pracowałam od ośmiu miesięcy. Już się tym zajmuję. Odpowiedziałam, chowając kosmyk ciemnych włosów za ucho.
Prawda była taka, że tonęłam. Tonęłam w zaległych rachunkach za czynsz, w rachunkach za leczenie astmy mojej młodszej siostry, w zmęczeniu, które na stałe zagościło w moich kościach w wieku dwudziestu pięciu lat. Zimy w Bostonie były brutalne, a ta ostatnia wyczerpała moje i tak już skromne zasoby do granic możliwości. Wtedy po raz pierwszy go zauważyłam.
Starszy mężczyzna siedział samotnie przy oknie. Nie był przypisany do mojej sekcji, ale coś w nim przykuło moją uwagę. W przeciwieństwie do naszych stałych klientów w eleganckich strojach biznesowych miał na sobie znoszony szary płaszcz i patrzył przez okno z tak głębokim smutkiem, że moje własne problemy na chwilę zniknęły. Kiedy ponownie minęłam jego stolik, zauważyłam, że zamówił tylko filiżankę herbaty.
Żadnego jedzenia. Jego zniszczone, pokryte plamami starczymi dłonie obejmowały ceramiczną filiżankę, jakby szukały ciepła bardziej niż orzeźwienia. Czy mogę podać panu coś jeszcze? Zapytałam, mimo że nie był to mój stolik.
Podniósł wzrok zaskoczony, jakby zapomniał, gdzie się znajduje. Jego oczy były uderzająco niebieskie, jasne na tle oliwkowej skóry, a mimo prostego ubrania było w nim coś dostojnego. Nie, dziękuję, kochanie. Miał silny akcent, być może włoski.
W porządku. Skinęłam głową i kontynuowałam swoje obowiązki, ale moje oczy wciąż wracały do niego. Przypominał mi mojego dziadka, zanim trzy lata temu zabrał go rak. Ta sama dumna postawa, pomimo widocznych trudności.
Kiedy poszłam do pokoju socjalnego po pojemnik z lunchem, podjęłam decyzję, zanim zdążyłam ją przemyśleć. Po powrocie na salę ponownie podeszłam do jego stolika. Czy ma pan ochotę na makaron? Jest domowej roboty.
Mam dodatkową porcję. Kłamstwo przyszło mi łatwo. Nie było w tym nic dodatkowego. To było wszystko, co miałam dzisiaj do jedzenia.
Ale coś we mnie nie mogło znieść widoku, jak siedzi tam tylko z herbatą. Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie, a potem coś, co mogło być zakłopotaniem. Nie mogę. Proszę.
Nalegałam, kładąc już pojemnik na jego stole. Przepis mojej babci. Będzie mi miło, jeśli panu posmakuje. Po chwili wahania zgodził się, kiwając głową w sposób, który wyrażał zarówno wdzięczność, jak i godność.
Szybko przyniosłam mu sztućce, po czym pobiegłam do innych stolików, ignorując dźwięki w brzuchu. Kiedy kończyłam zmianę, coś ciągnęło mnie z powrotem do jego stolika. Zauważyłam, że nadal tam siedzi, patrząc przez okno, a pusty pojemnik stał przed nim. Uśmiechnął się, gdy nasze spojrzenia się spotkały, i skinął głową.
To wszystko. Mały gest, a jednak w jakiś sposób ważny. Wychodząc z restauracji, zobaczyłam, jak wkłada coś do kieszeni swojego znoszonego płaszcza. Srebrną monetę.
Mój wzrok przykuł ją na moment, zanim zniknęła w fałdach materiału. Nie myślałam o tym zbyt wiele. Po prostu kolejny dziwny szczegół w dniu pełnym dziwnych szczegółów. Następnego dnia zima dała o sobie znać jeszcze mocniej.
Temperatura spadła, a wiatr przecinał ulice jak ostrze. Wychodziłam z Bellinis późnym wieczorem, ściskając swoją cienką kurtkę, która nie chroniła przed chłodem, gdy poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Na końcu ulicy stał czarny samochód z włączonym silnikiem. Moje kroki zwolniły.
Z tylnych drzwi wysiadł mężczyzna. Wysoki, o ostrych rysach twarzy, wysokich kościach policzkowych i mocnej szczęce pokrytej zarostem. Miał na sobie czarny płaszcz, który wyglądał na droższy niż cała moja garderoba razem wzięta. Jego oczy miały ten sam uderzający błękit, który widziałam wcześniej tego dnia, ale bez śladu delikatności.
Obok niego stał mężczyzna o szerokich ramionach, który pozostał przy samochodzie, bacznie obserwując ulicę. Przepraszam, nie rozumiem. Zdołałam powiedzieć, a mój głos brzmiał żenująco cicho na tej spokojnej ulicy. Mężczyzna w Bellinis, ten, któremu dałaś swój lunch.
Zrobił krok w moją stronę i poczułam zapach drogich perfum zmieszanych z czymś ciemniejszym, przypominającym dym. To był mój ojciec. Och, poruszyłam się niespokojnie. To naprawdę nic takiego.
Nic. To słowo miało w sobie coś, co sprawiło, że zadrżałam. Mój ojciec jest dumnym człowiekiem. Nie przyjmuje niczego od nieznajomych.
Serce zaczęło mi mocno bić. Czy w jakiś sposób ich obraziłam? Czy to była jakaś pokręcona próba wymuszenia? Nie chciałam przekroczyć granicy.
Powiedziałam szybko. On po prostu wydawał się. Wydawał się czym? Mężczyzna lekko przechylił głowę, przyglądając mi się z intensywnością, która sprawiała, że czułam się jak okaz pod szkłem.
Samotny. Przyznałam i pomyślałam, że może być głodny. Coś przemknęło mu po twarzy. Być może zaskoczenie lub niedowierzanie.
A ty nie jesteś głodna? Pytanie zaskoczyło mnie. Nie, dziękuję. A ty?
Jego wzrok przesunął się po mnie, zatrzymując się na moim znoszonym płaszczu, zużytych tenisówkach i zmęczeniu, którego nie potrafiłam ukryć. Jak masz na imię? Ella. Odpowiedziałam automatycznie, po czym natychmiast pożałowałam, że ujawniłam nawet tę niewielką informację.
Ella, powtórzył, jakby sprawdzał, jak to brzmi na jego języku. Jestem Luka Richi. Wyciągnął rękę, a ja mimo swoich obaw uścisnęłam ją. Jego uścisk był ciepły i mocny, całkowicie obejmując moją mniejszą dłoń.
Pomiędzy nami przepłynął prąd, który sprawił, że zaparło mi dech. Mój ojciec chciał, żebym ci odpowiednio podziękował. Kontynuował Luka. Po chwili zbyt długiej puścił moją rękę.
Dał mi coś. Znak lub medalion. Wyraz twarzy Luka zmienił się. Przez jego rysy przemknęło coś nieodgadnionego.
Mogę to zobaczyć? Niepewnie sięgnęłam do kieszeni i wyjęłam srebrną monetę. Kiedy Luka ją zobaczył, zamarł. Wiesz co to jest?
Zapytał cicho. Pokręciłam głową. To znak rodziny Richi. Mój ojciec nie dał nikomu takiego od ponad dwudziestu lat.
Spojrzał na mnie z nowym zainteresowaniem, jakbym widział mnie po raz pierwszy. To znaczy, że jesteś teraz pod naszą ochroną. Ochroną? Powtórzyłam, a zamieszanie i odrobina strachu sprawiły, że mój głos zadrżał.
Nie potrzebuję ochrony. Usta Luka wygięły się w uśmiechu, który nie dotarł do jego oczu. W tym mieście każdy potrzebuje ochrony, Ello. Zwłaszcza ktoś, kto pracuje do późna i wraca do domu sam.
Zanim zdążyłam sformułować odpowiedź, wskazał na otwarte drzwi samochodu. Podwiozę cię do domu. Jest zimno, a ty wyglądasz na wyczerpaną. W mojej głowie rozbrzmiały wszystkie dzwonki alarmowe, ale zmęczenie obciążające moje kończyny i przenikliwe zimno sprawiały, że elegancki, ciepły samochód wydawał się niezwykle kuszący.
Jednak zawahałam się. Nie znam cię. Powiedziałam, ściskając mocniej torbę. Ale mój ojciec cię zna.
Odparł Luka płynnie. A w moim świecie to ma ogromne znaczenie. Coś w jego tonie sugerowało, że mimo uprzejmego sformułowania nie była to tak naprawdę prośba. Milczący mężczyzna przy samochodzie poruszył się lekko.
Subtelne przypomnienie autorytetu Luka. To tylko podwiezienie do domu. Dodał Luka, łagodząc nieco głos, aby wyrazić swoją wdzięczność, co sprawiło, że podjęłam prawdopodobnie najgorszą lub najlepszą decyzję w moim życiu. Podeszłam do samochodu.
Luka położył dłoń na moich plecach, prowadząc mnie do środka. Jego dotyk był delikatny jak piórko, ale jednocześnie w jakiś sposób dominujący. Wnętrze było luksusowe, z miękkimi skórzanymi fotelami i ciepłem, które natychmiast mnie otoczyło. Luka usiadł obok mnie, a jego potężna sylwetka sprawiła, że przestronne tylne siedzenie nagle stało się intymne.
Adres? Zapytał, gdy kierowca uruchomił silnik. Podawałam go niechętnie, bardzo świadoma jego bliskości i subtelnego zapachu jego wody kolońskiej. Przez kilka minut jechaliśmy w milczeniu, a delikatny szum silnika sprawiał, że pomimo zdenerwowania moje powieki stawały się ciężkie.
Ciężko pracujesz. Zauważył Luka. To nie pytanie, tylko spostrzeżenie. Dwie prace.
Odpowiedziałam automatycznie. Bellinis w ciągu dnia i barmanka w Alibi w weekendy. Aby się utrzymać i moją siostrę. Przyznałam, że ma siedemnaście lat, nadal chodzi do liceum.
Rodzice nie żyją. To jedno słowo zawierało całe wyjaśnienie, jakie byłam skłonna udzielić nieznajomemu. Luka skinął głową, jakby moje skąpe odpowiedzi potwierdziły coś dla niego. Kiedy podjechaliśmy pod mój zaniedbany budynek mieszkalny, ogarnęło mnie zakłopotanie.
Kontrast między jego światem a moim nie mógł być bardziej wyraźny. Dziękuję za podwiezienie. Powiedziałam szybko, chcąc jak najszybciej wydostać się z samochodu i uciec od intensywnego spojrzenia Luka. Ello.
Jego głos zatrzymał mnie, gdy sięgałam po klamkę. Wyciągnął wizytówkę i wcisnął mi ją w dłoń, tak jak jego ojciec zrobił to z monetą. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, czegokolwiek, zadzwoń pod ten numer. Wizytówka była gruba, w kolorze kremowym, z wytłoczonym czarnym numerem telefonu.
Bez nazwiska. Bez tytułu. Dlaczego miałbyś mi pomóc? Nie mogłam powstrzymać się od zadania tego pytania.
Luka spojrzał mi w oczy, a w ich błękitnej głębi pojawiło się coś głodnego. Powiedzmy, że dbam o to, co do mnie należy. Jego słowa sprawiły, że poczułam dreszcz przebiegający mi po plecach. Nie należę do nikogo.
Uśmiechnął się powoli, drapieżnie. Przyjęłaś znak mojego ojca. W naszym świecie to coś znaczy. Zanim zdążyłam przetworzyć znaczenie tych słów, pochylił się bliżej, a jego ciepły oddech musnął moje ucho.
Śpij dobrze, Ello. Niedługo się zobaczymy. Wysiadłam z samochodu, ściskając torbę z tajemniczą wizytówką i patrząc, jak czarny samochód płynnie odjeżdża od krawężnika. Dopiero gdy zniknął za rogiem, wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam.
W moim zimnym mieszkaniu oparłam się o drzwi, próbując zrozumieć sens tego spotkania. Srebrny token wydawał się ciężki w mojej kieszeni, a słowa Luka na pożegnanie odbijały się echem w mojej głowie. Nie miałam pojęcia, kim naprawdę był Luka, ale coś mi podpowiadało, że mój prosty akt dobroci właśnie wplątał mnie w coś znacznie większego i bardziej niebezpiecznego, niż mogłam sobie wyobrazić. A najbardziej przerażające było to, że mała zdradziecka część mnie już nie mogła się doczekać, aby ponownie ujrzeć te przenikliwe niebieskie oczy.
Tej nocy spałam niespokojnie, a moje sny nawiedzały mnie przenikliwe niebieskie oczy i tajemnicze ostrzeżenia. Obudziłam się przed budzikiem, wciąż ściskając w dłoni srebrną monetę, której krawędzie pozostawiły ślady na mojej skórze. Poranne światło słabo przenikało przez cienkie zasłony, oświetlając skromne studio, które dzieliłam z moją siostrą Miją. Nadal spała na rozkładanej sofie, a jej ciemne włosy rozsypały się na poduszce.
Oddychała nieco z trudem z powodu zimna, które pogarszało jej astmę. Nie mogliśmy sobie pozwolić na ogrzewanie przez całą noc, nie z zaległymi rachunkami za prąd. Wstałam z łóżka, uważając, aby jej nie obudzić, i udałam się do naszej maleńkiej łazienki. W lustrze odbijała się twarz, którą czasami ledwo rozpoznawałam.
Ciemne cienie pod piwnymi oczami, zbyt wydatne kości policzkowe z powodu zbyt wielu pominiętych posiłków. Splaskowałam zimną wodą twarz, próbując zmyć niepokój pozostały po wczorajszym spotkaniu. Kim jesteś, Luka? Szepnęłam do swojego odbicia, przypominając sobie jego słowa, jego bliskość w samochodzie, sposób, w jaki jego oczy mnie zniewoliły, zanim jeszcze mnie dotknął.
Wizytówka leżała na moim stoliku nocnym, a jej elegancka prostota wydawała się jakoś groźna w ostrym świetle poranka. Powinnam ją wyrzucić, zapomnieć o całym tym dziwnym spotkaniu. Jednak coś mnie powstrzymało. Zamiast tego schowałam ją do portfela obok skromnej kolekcji banknotów, które ledwo wystarczyłyby na zakupy spożywcze w tym tygodniu.
Ella. Rozległ się senny głos Mii z głównego pokoju. Wstałaś wcześnie. Wyszłam z łazienki z wymuszonym uśmiechem.
Po prostu nie mogłam zasnąć. Jak się czujesz? Dobrze, odpowiedziała, ale zdradził ją lekki świszczący oddech. Pracujesz dzisiaj na obu stanowiskach?
Tylko w Bellinis. Odpowiedziałam, kierując się do kuchni, aby zaparzyć kawę. Ale jutro mam dodatkową zmianę. Mia zmarszczyła brwi, podnosząc się z kanapy.
Pracujesz za dużo, powiedziała ta sama uczennica, która dostała się na uniwersytet Bostoński ze stypendium. Odparłam, rzucając jej batonik musli. Ktoś musi ci kupować te drogie podręczniki. Złapała batonik, ale go nie otworzyła.
Wczoraj otrzymałam kolejny list z biura pomocy finansowej. Nawet stypendium nadal brakuje pieniędzy. Żołądek mi się skręcił. Już wcześniej przez to przechodziliśmy.
Stypendium było imponujące, ale częściowe. Nawet z pożyczkami musieliśmy liczyć się z tysiącami dolarów wydatków z własnej kieszeni. Pieniędzy, których po prostu nie mieliśmy. Coś wymyślimy.
Powiedziałam z większą pewnością siebie niż czułam. Zjedz śniadanie, spóźnisz się do szkoły. Kiedy Mia powlokła się do łazienki, oparłam się o blat, czując na sobie znany ciężar odpowiedzialności. Ctery lata temu, kiedy nasza matka zmarła na tę samą chorobę serca, która kilka lat wcześniej zabrała nam ojca, rzuciłam studia w lokalnej uczelni, aby utrzymać naszą rodzinę.
Od tamtej pory wszystko kręciło się wokół przetrwania i zapewnienia Mii szans, których ja nie miałam. Mój telefon zawibrował, sygnalizując SMS-a z nieznanego numeru. Dzień dobry, Ello. Mam nadzieję, że dobrze spałaś.
Dzisiaj do Bellinis przyjedzie paczka dla ciebie, Luka. Prawie upuściłam telefon, a serce zaczęło mi szybciej bić. Skąd miał mój numer? Nie podałam mu go.
Naruszenie prywatności sprawiło, że poczułam dreszcz, ale mieszało się z nim niewytłumaczalne podekscytowanie, że pomyślał o mnie tego ranka. Nie odpowiedziałam, nie wiedząc co powiedzieć, ani czy powinnam zachęcać go do dalszych działań. Zamiast tego skupiłam się na wysłaniu Mii do szkoły z inhalatorem i pieniędzmi na lunch, a potem przygotowałam się do własnego dnia, dręczona niepokojem o to, co czeka mnie w pracy. W Bellinis było ciszej niż zwykle w dzień powszedni w porze lunchu.
Lutowa pogoda sprawiła, że wielu potencjalnych klientów pozostało w domach. Mechanicznie wykonywałam swoje zadania, podskakując przy każdym otwieraniu drzwi, oczekując pojawienia się Luka lub jego ojca. Do połowy popołudnia nic się nie wydarzyło i zaczęłam myśleć, że wiadomość była jakimś dziwnym żartem. Wtedy podeszła do mnie Margot z wyraźną ciekawością na twarzy.
Jest dla ciebie przesyłka z przodu. Przy stanowisku hostesy stał kurier w eleganckim uniformie, trzymając duże białe pudełko przewiązane prostą czarną wstążką. Ella Blackwood? Zapytał, sprawdzając swoją kartę.
To ja. Potwierdziłam, zdezorientowana. Proszę podpisać tutaj. Po tym, jak na bazgrałam swój podpis, podał mi pudełko, uprzejmie skinął głową i odszedł.
Pozostali kelnerzy zebrali się wokół mnie, obserwując z nieukrywanym zainteresowaniem, jak kładę pudełko na ladzie. Tajemniczy wielbiciel. Zażartowała Margot. Nie mam pojęcia.
Mruknęłam, szarpiąc wstążkę drżącymi palcami. W środku, owinięty w bibułkę, leżał płaszcz. Piękny płaszcz z wełny w kolorze karmelu, który wyglądał na niezwykle drogi. Pod nim znajdowała się para skórzanych rękawiczek wyłożonych miękkim kaszmirem i kremowy szalik.
Na wierzchu tych skarbów leżała mała kartka. Nikt pod moją opieką nie powinien wracać do domu zmarznięty. L. Poczułam przypływ gorąca na twarzy.
Częściowo ze wstydu, częściowo z oburzenia, a częściowo z czegoś jeszcze, czegoś, czego nie chciałam nazwać. Wow. Westchnęła Margot, wyciągając rękę, by dotknąć rękawa płaszcza. To Maxmara.
To kosztuje z łatwością dwa tysiące dolarów. Dwa tysiące dolarów? Powtórzyłam z niedowierzaniem. Za płaszcz.
Kto go przysłał? Zapytał inny kelner, spoglądając na kartkę, którą szybko schowałam. Ktoś, kogo spotkałam. Odpowiedziałam niejasno.
To pomyłka. Nie mogę tego przyjąć. Ale nawet gdy to powiedziałam, przypomniałam sobie rachunek za ogrzewanie czekający w domu. Mia miała dziś rano świszczący oddech, list o pomocy finansowej, a płaszcz był wart więcej niż zarabiałam w ciągu miesiąca.
Nie, nie mogłam go zwrócić. Natychmiast wyłączyłam tę część mózgu, która zajmowała się kalkulowaniem. Niezależnie od tego, w co grał Luka Richi, nie chciałam brać w tym udziału. Takie prezenty wiązały się z pewnymi zobowiązaniami, oczekiwaniami.
Nauczyłam się tej lekcji na własnej skórze. Zamknęłam pudełko i schowałam je w pokoju socjalnym, próbując skupić się na pozostałych stolikach. Ale moje myśli wciąż wracały do płaszcza, do wiadomości od Luka. Do srebrnego żetonu, który w ciągu niecałych dwudziestu czterech godzin wywrócił do góry nogami moje starannie skonstruowane, choć niepewne życie.
Pod koniec zmiany zmieniłam uniform i niechętnie wyjęłam pudełko. Niezależnie od tego, co postanowiłam zrobić z jego zawartością, pozostawienie go w restauracji nie wchodziło w grę. Temperatura jeszcze bardziej spadła, a moja cienka kurtka nie chroniła mnie przed przenikliwym wiatrem, gdy wyszłam na zewnątrz. Czarny samochód czekał przy krawężniku.
Moje kroki zwolniły, gdy otworzyły się tylne drzwi i wyszedł Luka, wyglądający jeszcze bardziej imponująco niż zapamiętałam. Dzisiaj miał na sobie grafitowy garnitur pod otwartym płaszczem, a dopasowany krój podkreślał jego szerokie ramiona i szczupłą sylwetkę. Ten sam milczący ochroniarz krążył w pobliżu, a jego obecność przypominała mi, z kim mam do czynienia. Nie odpowiedziałaś na moją wiadomość.
Powiedział Luka na powitanie. Spojrzał na pudełko w moich ramionach, a potem znów na moją twarz, oceniając mnie. Skąd masz mój numer? Zapytałam, zachowując dystans.
Na kącikach jego ust pojawił się lekki uśmiech. Mam swoje źródła. To nie jest odpowiedź. Na razie to jedyna, jaką dostaniesz.
Skinął głową w kierunku pudełka. Nie przymierzyłaś tego. Zwracam to. Powiedziałam stanowczo, podając mu pudełko.
Doceniam ten gest, ale nie mogę przyjmować takich prezentów od kogoś, kogo ledwo znam. Luka nie zrobił żadnego ruchu, aby wziąć pudełko. Wczoraj oddałaś swój lunch nieznajomemu, nie oczekując niczego w zamian. Dlaczego tak trudno jest przyjąć coś podarowanego w tym samym duchu?
Bo to było pudełko makaronu za siedem dolarów, a nie płaszcz za dwa tysiące dolarów. Słowa wyrwały mi się głośniej niż zamierzałam, przyciągając spojrzenia przechodniów. Luka podszedł bliżej, a jego głos obniżył się do tonu, który zdawał się wibrować we mnie. Wartość jest względna, Ello.
Dla ciebie ten lunch mógł być wszystkim, co miałaś. Dla mnie to. Wskazał na pudełko. Nic nie znaczy.
Lekceważące odrzucenie kwoty, która mogła zmienić sytuację moją i Mii, zabolało mnie bardziej niż powinno. W takim razie łatwo będzie ci to odebrać. Nalegałam, nadal trzymając pudełko. Przyjrzał mi się, lekko przechylając głowę.
Nie jesteś taka jak się spodziewałem. A czego się spodziewałeś? Kogoś, na kim łatwiej byłoby zrobić wrażenie. W jego głosie dało się wyczuć autentyczną ciekawość.
Kogoś, kto poprosiłby o więcej, a nie mniej. W takim razie najwyraźniej miałeś do czynienia z niewłaściwymi ludźmi. Odparłam, a iskra buntu przebiła się przez mój niepokój. Śmiech Luka był nieoczekiwany.
Bogaty, ciepły dźwięk, który zmienił jego surowe rysy w coś niebezpiecznie pociągającego. Najwyraźniej otrzeźwiał, a jego wyraz twarzy stał się poważny. Płaszcz zostaje u ciebie. Potraktuj to jako spłatę długu mojego ojca.
Twój ojciec nie jest mi nic winien. W naszym świecie dług honorowy jest święty. Podszedł do mnie i delikatnie popchnął pudełko w moją stronę. Okazałaś życzliwość Arciemu.
My zawsze spłacamy nasze długi. Ello. Coś w jego tonie sugerowało, że ponowna odmowa byłaby feudalna. Opuściłam pudełko, wciąż niepewna.
Pozwól mi przynajmniej odwieźć cię do domu. Zaproponował, wskazując na czekający samochód. Dzisiaj jest zimniej. Zawachałam się, rozważając dostępne opcje.
Droga do domu była długa, a moja cienka kurtka nie chroniła zbytnio przed lutowym chłodem. Poza tym byłam ciekawa jego, jego ojca i tego przedmiotu, który najwyraźniej miał dla niego tak wielkie znaczenie. Dobrze, zgodziłam się, ale tylko podwieziesz mnie. Jego zadowolony uśmiech sugerował, że od początku wiedział, że się zgodzę.
W samochodzie otoczyła mnie znajoma woń skóry i jego wody kolońskiej. Postawiłam pudełko między nami, tworząc cienką barierę, która nie zmniejszała jego przytłaczającej obecności. Twój ojciec? Zaczęłam, gdy odjechaliśmy od krawężnika.
Czy wszystko z nim w porządku? Wyraz twarzy Luka nieco złagodniał. Tak, choć ostatnio szybko się męczy. Wczoraj wieczorem kilkakrotnie wspominał o twojej dobroci.
Dlaczego był sam w Bellinis? Zapytałam. Jeśli jest dla ciebie ważny, czy ktoś nie powinien był z nim być? Cień przemknął po twarzy Luka.
Mój ojciec jest uparty. Wczoraj wymknął się opiekunowi. Nie po raz pierwszy. Przed pogorszeniem się stanu zdrowia prowadził naszą rodzinną firmę.
Spojrzał na mnie. W zeszłym roku zdiagnozowano u niego wczesną fazę choroby Alzheimera. Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Nie tylko sama informacja, ale fakt, że Luka podzielił się czymś tak osobistym.
Przykro mi. Powiedziałam cicho. Nie przejmuj się, ma lepsze i gorsze dni. Wczoraj był skomplikowany dzień.
Rocznica śmierci mojej matki. Dodał po chwili, wpatrując się w mijający krajobraz miasta. Odwiedził jej ulubioną restaurację. Nieoczekiwana wrażliwość w jego wyznaniu sprawiła, że ścisnęło mi się serce.
Pomyślałam o moich rodzicach, o pustce, jaką pozostawiła ich nieobecność. Rozumiem. Powiedziałam po prostu. Moja mama zmarła ctery lata temu.
Czasami nadal oczekuję, że usłyszę jej głos, kiedy przekraczam próg domu. Luka wrócił się do mnie, a jego niebieskie oczy badały moje, jakby szukały prawdy w moich słowach. Cokolwiek znalazł, wydawało się go satysfakcjonować. Skinął głową, a potem zmienił temat.
Wczoraj wspominałaś o siostrze Mii. Potwierdziłam. Ma siedemnaście lat. W tym roku kończy liceum i jesteście tylko we dwoje.
Tak. To duże obciążenie dla kogoś w twoim wieku. Nieco się zirytowałam. To nie jest obciążenie.
Ona jest wszystkim, co mam. Nie chciałem cię urazić. Powiedział, podnosząc rękę. Obowiązki rodzinne rozumiem lepiej niż większość ludzi.
Samochód zwolnił, gdy zbliżaliśmy się do mojego budynku. W przeciwieństwie do poprzedniego wieczoru Luka wysiadł pierwszy i podszedł, aby otworzyć mi drzwi. Gest ten był nieoczekiwanie dżentelmeński, jak na kogoś, kto emanował tak niebezpieczną energią. Przymierzysz płaszcz?
Zapytał, gdy wysiadłam, wciąż trzymając pudełko. Dlaczego jest on dla ciebie tak ważny? Ponieważ go potrzebujesz. Odpowiedział po prostu.
I ponieważ chcę cię w nim zobaczyć. Nie było wątpliwości co do pożądania, które zaciemniło jego oczy, gdy to mówił. Poczułam motyle w brzuchu, uczucie, którego nie doświadczyłam od lat. Wbrew rozsądkowi położyłam pudełko na masce samochodu i wyjęłam karmelowy płaszcz.
W gasnącym świetle dnia wyglądał jeszcze piękniej, a wełna była miękka w dotyku. Włożyłam go i natychmiast otoczyło mnie jego ciepło i subtelny zapach luksusu. Słychać było, jak Luka wciąga powietrze. Powoli okrążył mnie, patrząc z uznaniem, ale też z pewną wyłącznością, jakby potwierdzał to, co już wiedział, że w jego prezencie będę wyglądać dokładnie tak, jak sobie wyobrażał.
Idealnie. Mruknął, zatrzymując się przede mną. Wyciągnął rękę, delikatnie poprawiając kołnierzyk, a jego kostki musnęły moją szyję. Ten kontakt, choć krótki, sprawił, że poczułam dreszcz przebiegający przez całe ciało.
Dziękuję. Wyszeptałam, nagle tracąc oddech. Ale nadal nie rozumiem, czego ode mnie oczekujesz. Ręce Luka spoczęły na moim kołnierzu, a jego bliskość przytłoczyła moje zmysły.
Kolacja. Powiedział, jutro wieczorem. Pozwól mi odpowiednio podziękować za to, co zrobiłaś dla mojego ojca. W mojej głowie zabrzmiały dzwonki ostrzegawcze, ale wydawały się odległe w porównaniu z gromkim biciem mojego serca.
Jutro pracuję. Alibi, pamiętasz, o której kończysz? O jedenastej. Odbiorę cię.
To nie było pytanie. Powinnam była odmówić. Powinnam była się cofnąć, oddać płaszcz i odejść od tej niebezpiecznej gry, cokolwiek to było. Zamiast tego usłyszałam, jak mówię: dobrze.
Jego uśmiech był triumfalny, choć próbował go ukryć. Do jutra więc. Skinęłam głową, nie mogąc wydobyć z siebie słowa, gdy pochylił się i musnął moje policzek ledwo wyczuwalnym pocałunkiem, który jednak naznaczył mnie skuteczniej niż jakikolwiek posiadający dotyk. Patrząc, jak odjeżdża czarny samochód, stałam na chodniku owinięta płaszczem wartym więcej niż dwa miesiące czynszu, dotykając palcami miejsca, które musnęły jego usta, zastanawiając się, na co właśnie się zgodziłam.
W moim mieszkaniu Mia podniosła wzrok znad pracy domowej i szeroko otworzyła oczy, widząc mój wygląd. Gdzie to wzięłaś? Zapytała. To prezent.
Odpowiedziałam mniej jasno, zdejmując płaszcz i ostrożnie kładąc go na blacie w naszej małej kuchni. Od kogo? Wygląda na drogi. Od kogoś, kogo spotkałam.
Zajęłam się gotowaniem wody na makaron, unikając jej ciekawego spojrzenia. Ello. Jej ton sprawił, że się odwróciłam. Co się dzieje?
Zachowujesz się dziwnie. Westchnęłam, wiedząc, że nie będę w stanie długo utrzymać tajemnicy przed siostrą. Wczoraj zrobiłam coś miłego dla starszego pana w restauracji. Okazało się, że jest ojcem kogoś ważnego.
Zawachałam się, nie wiedząc, jak opisać Lucę. Jego syn chciał mi podziękować, dając mi designerski płaszcz. Mia uniosła brwi z niedowierzaniem. O jakiej ważnej osobie mówimy?
Pomyślałam o ochroniarzu, luksusowym samochodzie, o tym, jak Luka mówił o honorze rodziny i długach. Wszystkie elementy zaczęły się układać w całość, co sprawiło, że ścisnęło mnie w żołądku. Nie jestem do końca pewna. Przyznałam, choć zaczynałam mieć podejrzenia, ale myślę, że może być powiązany z czymś niebezpiecznym.
Mia przyglądała mi się przez dłuższą chwilę. Po prostu bądź ostrożna. Dobrze. Zawsze dbasz o wszystkich innych.
Upewnij się, że ten facet, kimkolwiek jest, też dba o ciebie. Jej troska mnie wzruszyła. Obiecuję, że będę ostrożna. Następnego ranka obudziłam się z dziwnym uczuciem niepokoju i podekscytowania.
Luka podał mi adres ekskluzywnej restauracji na kolację i chociaż moja głowa podpowiadała mi, żeby odwołać to spotkanie, serce ciągnęło mnie w jego stronę. Ubrałam się starannie, włożyłam karmelowy płaszcz, który od tamtej pory wisiał w mojej szafie, i pojechałam na spotkanie. Kolacja była wyśmienita. Rozmowa płynęła naturalnie, a Luka okazał się zaskakująco dobrym słuchaczem.
Opowiedziałam mu o mojej porzuconej pasji do fotografii, o moich marzeniach, które odłożyłam na półkę, gdy zmarła mama. Luka słuchał uważnie, a kiedy skończyłam, sięgnął przez stół i delikatnie dotknął mojej dłoni. Fotografia. Powtórzył.
Masz talent. Powinnaś do tego wrócić. Uśmiechnęłam się smutno. Aparaty i obiektywy są drogie.
Po śmierci matki sprzedałam swój sprzęt, aby pokryć koszty pogrzebu. W jego oczach pojawiło się coś w rodzaju gniewu. Zbyt wiele poświęciłaś. Życie nie zawsze jest sprawiedliwe.
Powiedziałam, czując się nieswojo z powodu jego intensywności. Trzeba się dostosować lub znaleźć kogoś, kto przywróci równowagę. Odparł. Reszta kolacji minęła przyjemnie.
Jedzenie było wyśmienite, a wino rozgrzewewało mnie od środka. Luka był uważnym słuchaczem, wydobywając ze mnie historie, którymi nie dzieliłam się z nikim od lat. Kiedy podano deser, delikatne tiramisu, które podzieliliśmy się między sobą, nie chciałam, aby ten wieczór się kończył. W samochodzie Luka siedział bliżej niż wcześniej.
Jego udo przyciskało się do mojego na przestronnym tylnym siedzeniu. Chciałbym się z tobą ponownie spotkać. Powiedział ochrypłym głosem w intymnej ciemności. Ja też bym tego chciała.
Przyznałam, zaskakując samą siebie swoją szczerością. Uśmiechnął się, a na jego twarzy malowało się zadowolenie. Jutro chcę cię oficjalnie przedstawić mojemu ojcu. Pytał o ciebie.
Ta prośba wydawała mi się ważna, choć nie potrafiłam określić dlaczego. Dobrze. Kiedy samochód podjechał pod mój budynek, Luka odprowadził mnie do drzwi, trzymając mnie za rękę. W ciemnym korytarzu zatrzymał się i delikatnie obrócił mnie twarzą do siebie.
Ello. Szepnął, kładąc dłoń na moim policzku. Mogę cię pocałować? To formalne pytanie sprawiło, że serce zaczęło mi szybciej bić i nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
Luka pochylił się powoli, dając mi czas na zmianę zdania. Kiedy jego usta spotkały się z moimi, pocałunek był początkowo boleśnie delikatny, bardziej pytaniem niż żądaniem. Potem, gdy odpowiedziałam, stał się głębszy, pełen głodu i posiadania, co sprawiło, że ugięły się pode mną kolana. Objął mnie ramionami, przyciągając do swojej twardej klatki piersiowej, a jego usta badały moje z taką dokładnością, że aż sapnęłam.
Kiedy w końcu się rozdzieliliśmy, jego oczy pociemniały do koloru granatu. Oddychał tak samo nierówno jak ja. Odbiorę cię jutro w południe. Powiedział ochrypłym głosem.
Skinęłam głową, wciąż oszołomiona pocałunkiem. Patrząc, jak odchodzi, dotknęłam palcami drżących ust i zdałam sobie sprawę z mieszaniny podniecenia i niepokoju, że zakochuje się w mężczyźnie, który może być równie niebezpieczny, co nieodparty. Następny dzień był jasny, ale mroźny, a słońce odbijało się od świeżego śniegu, który spadł w nocy. Obudziłam się wcześnie, a moje myśli natychmiast skierowały się ku Lucowi i naszemu pocałunkowi.
Wspomnienie jego ust na moich, sposób, w jaki otulił mnie ramionami, sprawiło, że poczułam przypływ ciepła w całym ciele, który nie miał nic wspólnego z dodatkowym kocem, który nałożyłam na łóżko. Mia była już na nogach, pochylona nad laptopem przy naszym małym kuchennym stole, a obok niej stał kubek z parującą kawą. Kiedy wyszłam z łazienki, podniosła wzrok, a jej twarz wyrażała zaciekawienie. Więc opowiesz mi o tym tajemniczym mężczyźnie, przez którego wracasz do domu późno i uśmiechasz się przez sen?
Zapytała, zamykając laptopa. A czy on ma coś wspólnego z tym? Podniosła małą paczkę, która musiała zostać dostarczona, kiedy brałam prysznic. Co to jest?
Zapytałam, sięgając po nią. Nie mam pojęcia. Leżała przed naszymi drzwiami dziś rano. Pudełko było małe, owinięte prostym czarnym papierem, bez kartki ani notatki.
W środku, otulony aksamitem, znajdował się delikatny srebrny wisiorek. Mały aparat fotograficzny wykonany z niezwykłą precyzją, zawieszony na cienkim łańcuszku. Och. Westchnęłam, podnosząc go ostrożnie.
Tajemniczy wielbiciel. Naciskała Mija, pochylając się, aby obejrzeć naszyjnik. Wygląda na drogi. Zawachałam się, nie wiedząc, ile mogę jej powiedzieć.
Mia była mądra i spostrzegawcza. Zorientowałaby się, gdybym ukrywała coś ważnego. Nazywa się Luka. Przyznałam w końcu.
Poznałam go w pracy. Tak jakby. Jest inny. W jaki sposób?
Intensywny, pewny siebie, przyzwyczajony do tego, że dostaje to, czego chcę. Dotknęłam srebrnego wisiorka z aparatem, rozumiejąc jego znaczenie. Luka słuchał, kiedy wspomniałam o mojej porzuconej pasji do fotografii. Brzmi intrygująco.
Powiedziała Mia, a jej oczy zabłysły z zainteresowania. Kiedy go poznam? To wciąż bardzo świeża znajomość. Wymówiłam się.
Właściwie to dzisiaj spotykam się z jego ojcem. Mia uniosła brwi. Z jego ojcem. To szybko idzie.
To skomplikowane. Ścisnęłam naszyjnik na szyi, a zawieszka spoczywała tuż pod obojczykiem. Luka uważa, że jest mi coś winien, ponieważ byłam miła dla jego ojca. A czym dokładnie zajmuje się Luka?
Zapytała Mia, nagle ostrożnym tonem. Zajęłam się parzeniem kawy, unikając jej spojrzenia. Prowadzi rodzinny biznes. Jaki rodzaj rodzinnego biznesu?
Nie jestem do końca pewna. Przyznałam, co było technicznie prawdą. Miałam pewne podejrzenia, ale nie miałam potwierdzenia, czym dokładnie zajmuje się rodzina Richi. Nadal go poznaję.
Mia przyglądała mi się przez dłuższą chwilę. Po prostu bądź ostrożna. Dobrze. Zawsze dbasz o wszystkich innych.
Upewnij się, że ten facet, kimkolwiek jest, też dba o ciebie. Jej troska mnie wzruszyła. Obiecuję, że będę ostrożna. W południe Luka wysłał mi SMS-a z informacją, że czeka na dole.
Ubrałam się starannie w ciemne dżansy, kremowy sweter i karmelowy płaszcz. Na dekolcie widoczny był srebrny wisiorek w kształcie aparatu fotograficznego. Włosy, które zazwyczaj upinałam do pracy, opadały mi luźno na ramiona. Luka stał obok swojego samochodu z rękami w kieszeniach grafitowego płaszcza, a jego oddech tworzył chmurki w zimnym powietrzu.
Kiedy mnie zobaczył, jego wyraz twarzy złagodniał, co sprawiło, że moje serce zabiło szybciej. Nosisz go? Powiedział na powitanie, wyciągając rękę, aby delikatnie dotknąć wisiorka. Podoba ci się?
Jest piękny. Odpowiedziałam szczerze. Ale musisz przestać wysyłać mi prezenty, Luka. Nie mogę ich przyjmować.
To tylko drobny upominek. Nalegał, odgarniając mi kosmyk włosów z twarzy z nieoczekiwaną czułością. Pamiątka po czymś, co kochałaś. Jego palce zatrzymały się na moim policzku.
Dziękuję, że zgodziłaś się spotkać z moim ojcem. Podróż zaprowadziła nas do Beacon Hill, gdzie historyczne kamienice z brązowego piaskowca stały wzdłuż ulic, które zostały starannie oczyszczone ze śniegu. Zatrzymaliśmy się przed jednym z najbardziej eleganckich budynków, gdzie portier natychmiast podbiegł, aby otworzyć drzwi Luka. Panie Richi.
Przywitał się z wielką uprzejmością. Twój ojciec czeka na ciebie. Wnętrze kamienicy było przykładem dawnej luksusowości z lśniącymi drewnianymi podłogami, zabytkowymi meblami i dziełami sztuki, które wyglądały jak z muzeum. Gospodyni zaprowadziła nas do nasłonecznionego salonu na tyłach domu, gdzie starszy mężczyzna, którego spotkałam w Bellinis, siedział w skórzanym fotelu z otwartą książką na kolanach.
Podniósł wzrok, gdy weszliśmy, a jego twarz rozjaśniła się, gdy nas rozpoznał. Ach, anioł z makaronem! Wykrzyknął, odkładając książkę i próbując wstać. Proszę nie wstawać!
Powiedziałam szybko, przechodząc przez pokój do niego. Tato, to jest Ella Blackwood. Powiedział Luka, idąc za mną. Ello, mój ojciec Antonio Richi.
Miło mi pana poznać, panie Richi. Powiedziałam, ściskając wyciągniętą przez niego dłoń. Antonio, proszę. Jego uścisk był zaskakująco silny, pomimo jego widocznej słabości.
Usiądź, usiądź, powiedz mi, jak mój syn cię traktuje. Usiadłam na sofę obok jego fotela. Luka usiadł obok mnie, przyciskając swoje ciepłe udo do mojego. Jest bardzo miły.
Odpowiedziałam dyplomatycznie. Jasnoniebieskie oczy Antonio, tak podobne do oczu jego syna, zabłysły rozbawieniem. Miły, ba. Mój syn ma wiele cech, ale miły nie jest słowem, którego większość ludzi by użyła.
Zwrócił się do Luka. Nie powiedziałeś mi, że jest taka piękna. Nie musiałem. Odpowiedział Luka z lekkim uśmiechem.
Sam to widziałeś. Młoda kobieta weszła z tacą z kawą i ciastkami, postawiła ją na stole między nami i wyszła w milczeniu. Antonio nalegał, żeby sam mnie obsłużyć, a jego ręce były pewne, gdy nalewał mocną ciemną kawę do delikatnych filiżanek. Mój Luka powiedział mi, że nie masz rodziny poza siostrą.
Powiedział Antonio. Jakiego rodzaju oświadczenie? Spojrzał na mnie krótko. Jesteś dla mnie ważna.
Ta prosta deklaracja sprawiła, że poczułam ciepło. A czy ja jestem dla ciebie ważna? Luka nagle zatrzymał samochód i obrócił się, aby spojrzeć na mnie. Ello.
Powiedział cicho i intensywnie. Od momentu, gdy cię zobaczyłem, coś we mnie się zmieniło. Nigdy wcześniej nie czułem tego do nikogo. Wyciągnął rękę i objął moją twarz swoją dużą dłonią.
Wiem, że to dzieje się szybko, ale nie jestem człowiekiem, który waha się, gdy znajduje coś cennego. Jego słowa powinny mnie przestraszyć, ale zamiast tego poruszyły we mnie coś głębokiego i pierwotnego. Ja też to czuję. Przyznałam, pochylając się w jego stronę.
Ale wciąż jest tyle rzeczy, których nie wiem o tobie, o twojej rodzinie. Co chcesz wiedzieć? To bezpośrednie pytanie zaskoczyło mnie. Spodziewałam się uników, a nie otwartości.
Twoja działalność. Odpowiedziałam ostrożnie. Sposób, w jaki ludzie reagują na twoje nazwisko. Ochrona, która wszędzie za tobą podąża.
Wzięłam głęboki oddech. Czy jesteś zamieszany w coś nielegalnego, Luka? Jego wyraz twarzy pozostał neutralny, ale jego oczy pociemniały. Czy miałoby to znaczenie, gdybym był?
Myślę, że tak. Odpowiedziałam szczerze. W zależności od tego, co to jest. Luka milczał przez dłuższą chwilę, kciukiem rysując delikatne kółka na moim policzku.
Moja rodzina ma udziały w wielu biznesach. Restauracjach, transporcie, nieruchomościach. Niektóre z tych operacji istnieją w szarej strefie prawa. Jego wzrok nie oderwał się od mojego.
Nie będę obrażał twojej inteligencji, udając, że jesteśmy tylko legalnymi biznesmenami, ale nie jesteśmy też potworami, jak pokazują filmy. Przyznajesz, że masz powiązania z mafią? Powiedziałam, potrzebując usłyszeć to wprost. Przyznaję, że moja rodzina działa według własnego kodeksu, który czasami koliduje z konwencjonalnym prawem.
Jego ręka opadła z mojej twarzy. Jeśli to zmienia twoje zdanie o mnie, rozumiem. Powinnam była być przerażona. Powinnam była poprosić go, żeby natychmiast zabrał mnie do domu, zerwał wszelkie kontakty i udawał, że nigdy się nie spotkaliśmy.
Zamiast tego zaczęłam studiować złożoną osobowość mężczyzny, który stał przede mną. Tego samego mężczyzny, który załatwił mi stypendium, który pamiętał o mojej utraconej pasji do fotografii, który patrzył na mnie, jakbym była odpowiedzią na pytanie, które zadawał sobie przez całe życie. Nie wiem, kim to mnie czyni. Powiedziałam powoli.
Ale to nie zmienia tego, co czuję, kiedy jestem z tobą. Na jego twarzy pojawiła się ulga. Obiecuję ci, Ello, że ze mną zawsze będziesz bezpieczna. Nic złego nie spotka ciebie ani twojej siostry, dopóki jesteście pod moją ochroną.
Nie jestem przyzwyczajona do bycia chronioną. Przyznałam. Przez tak długi czas to ja byłam opiekunką. Niech więc ktoś inny poniesie ten ciężar przez chwilę.
Pochylił się do przodu, delikatnie muskając moje usta swoimi. Pozwól mi. Pocałunek stał się głębszy, a jego ramiona przyciągnęły mnie bliżej, pomijając konsolę między nami, w przeciwieństwie do ostrożnie kontrolowanego uścisku z poprzedniej nocy. Ten był głodny, niemal desperacki, jakby musiał przekonać samego siebie, że jestem prawdziwa, że nie odrzuciłam go, mimo że znam prawdę.
Kiedy w końcu się rozdzieliliśmy, oboje bez tchu, oparł czoło o moje. Wróć ze mną do domu. Szepnął. Pokażę ci, kim naprawdę jestem.
Zaproszenie wisiało między nami, czekając z znaczeniem. Wiedziałam, na co się zgadzam, jeśli powiem tak. Nie tylko fizycznie, ale wkraczając głębiej w jego świat. Świat, który wciąż tylko mgliście rozumiałam.
Tak. Szepnęłam, podejmując decyzję. Dom Luka był apartamentem na ostatnim piętrze eleganckiego wieżowca z widokiem na port. Okna sięgające sufitu oferowały panoramiczny widok na miasto i wodę.
Zimowe słońce zamieniało pokryty śniegiem krajobraz w błyszczącą krainę czarów. Przestrzeń była zaskakująco ciepła. Nie pod względem temperatury, ale atmosfery. Nowoczesne meble w bogatych odcieniach brązu i głębokiego błękitu, regały wypełnione zużytymi tomami, a nawet fortepian w jednym rogu.
Był to dom człowieka z gustem i wykształceniem, a nie krzykliwa demonstracja bogactwa, jakiej mogłam się spodziewać. Jest piękny. Powiedziałam, podchodząc do okna, aby podziwiać widok. Jest samotny.
Odpowiedział Luka, stając za mną i kładąc ręce na mojej talii. Odwróciłam się w jego ramionach, patrząc na niego. Luka, muszę wiedzieć, co będzie dalej między nami. To znaczy, och, cokolwiek chcesz, aby się wydarzyło.
Odpowiedział, patrząc mi poważnie w oczy. Nie będę wywierał na ciebie presji, ale masz oczekiwania. Naciskałam. Twój ojciec z pewnością je ma.
Luka westchnął i poprowadził mnie do sofy, gdzie usiedliśmy, obejmując mnie ramieniem. Mój ojciec ma tradycyjne poglądy. Kiedy mężczyzna znajduje kobietę, której pragnie, nie traci czasu. Delikatnie dotknął wisiorka na mojej szyi.
Nie zaprzeczam, że czuję do ciebie coś silnego, Ello. Coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Ale nie oczekuję od ciebie żadnych deklaracji ani zobowiązań, dopóki nie będziesz gotowa. Szczerość w jego głosie głęboko mnie poruszyła.
Oto mężczyzna przyzwyczajony do rozkazywania i brania tego, czego pragnął, a zamiast tego oferował mi wybór i czas. Dziękuję. Szepnęłam, opierając się o niego w podziękowaniu za zrozumienie. Jego usta znów znalazły moje, najpierw delikatne i pytające, potem coraz bardziej intensywne, gdy odpowiadałam z zapałem.
Moje dłonie wsunęły się w jego włosy, przyciągając go bliżej, a on zacisnął ramiona wokół mnie. Ello. Szepnął przy moich ustach. Pragnąłem cię od chwili, gdy cię zobaczyłem.
Pokaż mi. Wyszeptałam, poddając się ogarniającemu nas pożądaniu. Jego oczy, ciemne z pożądania, szukały potwierdzenia w moich. Znajdując je, wstał i bez wysiłku uniósł mnie w ramiona, niosąc w kierunku sypialni.
Oplotłam go ramionami, wiedząc, że przekraczam próg, za którym nie ma łatwego powrotu. Następny tydzień minął jak sen. W ciągu dnia nadal pracowałam w Bellinis, chociaż Luka nalegał, żebym rzuciła weekendową pracę w Alibi. Nocami coraz częściej znajdowałam się w jego świecie, jedząc kolacje w ekskluzywnych restauracjach, uczestnicząc w prywatnych wernisażach, spędzając spokojne wieczory w jego penthausie, gdzie godzinami rozmawialiśmy, zanim nieuchronnie kończyliśmy splątani w jego pościeli.
Przez cały ten czas Luka był uważny, namiętny i zaskakująco wrażliwy w chwilach, kiedy nie był na straży. Kiedy trzymał mnie w ciemności, czasami opowiadał o swoim dzieciństwie, w którym wychowywano go, aby przejął rodzinny biznes. O ciężarze dziedzictwa i tradycji. O stracie matki, która pozostawiła zarówno jego, jak i Antonio bez celu.
Miałem dziewiętnaście lat, kiedy zmarła. Powiedział mi pewnej nocy, rysując palcami wzory na moim nagim ramieniu. Rak. Mój ojciec nigdy nie był już taki sam.
Przytuliłam się do niego, oferując mu bezsłowne pocieszenie. To wtedy przejąłeś firmę? Nie do końca. Mój ojciec kontynuował działalność przez kilka lat, ale ja byłem przygotowywany do przejęcia, ucząc się wszystkich aspektów.
Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie. Kiedy jego pamięć zaczęła zawodzić, nie miałem innego wyboru, jak tylko całkowicie przejąć kontrolę. W czwartek do mojego mieszkania dotarła paczka. Profesjonalny aparat fotograficzny z wieloma obiektywami i akcesoriami.
Notatka brzmiała po prostu: "Zacznij znowu tworzyć". L. Tym razem nie próbowałam odmówić przyjęcia prezentu. Zamiast tego spędziłam wieczór na ponownym oswajaniu się z dobrze znanym ciężarem aparatu w dłoniach, a szczegóły techniczne powróciły jak pamięć mięśniowa.
Kiedy Luka zadzwonił później, bez wahania podziękowałam mu. Brzmisz na szczęśliwą. Powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć satysfakcję. Tak.
Przyznaję. Odpowiedziałam. Zapomniałam, jak bardzo kocham fotografię. Przynieś aparat w niedzielę.
Zasugerował. Ogród mojego ojca jest szczególnie piękny zimą. Niedziela nadeszła przy bezchmurnym niebie i przenikliwym zimnie. Mia, początkowo sceptyczna co do udziału w kolacji z rodziną, którą ledwo znaliśmy, stała się zaintrygowana po krótkim spotkaniu z Lucą, kiedy odebrał mnie w piątek.
Patrzy na ciebie, jakbyś była jedyną kobietą na świecie. Skomentowała później. To trochę intensywne, ale miłe. Teraz, gdy zbliżaliśmy się do kamienicy Antonio z torbą na aparat przewieszoną przez ramię, poczułam lekki niepokój.
Pamiętaj. Powiedziałam Mii. Że jego ojciec czasami się gubi. Po prostu bądź dla niego cierpliwa.
Obiecuję. Obiecała, poprawiając szalik kaszmirowy, który pojawił się w tajemniczy sposób na progu naszego domu dzień po tym, jak poznała Lucę. Antonio przywitał nas serdecznie, obejmując mnie jak dawno niewidzianą córkę, i od razu polubił Mię, zachwycając się jej osiągnięciami w nauce. Dom wypełniały pyszne zapachy i odgłosy rozmów dochodzące z głębi.
Chodźcie, chodźcie! Ponaglił nas Antonio, prowadząc nas do dużej jadalni, gdzie zgromadziło się kilkanaście osób. Przedstawiam wam Ellę i jej siostrę Miję. Gdy weszliśmy, rozmowy ucichły, a wszystkie oczy skierowały się na nas.
Poczułam, jak Luka natychmiast przysunął się do mnie, kładąc rękę na moich plecach w sposób sugerujący posiadanie. To mój kuzyn Marko i jego żona Teresa. Antonio zaczął przedstawiać nas, wskazując na parę po czterdziestce. Mój bratanek Dominik i jego narzeczona Sofia.
Kontynuował, przedstawiając pozostałych członków rodziny, których imiona zlewały się w jedną mętną masę. Zauważyłam wyrachowane spojrzenia kobiet i oceniające spojrzenia mężczyzn. Byliśmy oceniani, sądzeni pod kątem naszej wartości. Luka niemal niezauważalnie zacisnął dłoń na mojej talii.
A to. Powiedział w końcu Antonio. Jest ojciec chrzestny Luka, Vincent Kalibrazi. Zaskoczona rozpoznałam siwowłosego mężczyznę z restauracji.
Tego, którego Luka nazwał przybyszem. Vincent uśmiechnął się lekko, ściskając moją dłoń swoją zimną dłonią. Spotkaliśmy się ponownie, panno Blackwood. Powiedział łagodnym tonem.
Cóż za miła niespodzianka. Luka obok mnie napiął się. Wujku Vincent. Przywitał się ostrożnie, neutralnym tonem.
Nie spodziewałem się cię dzisiaj. Twój ojciec nalegał. Odpowiedział Vincent, nie spuszczając ze mnie wzroku. Rodzinne uroczystości i tak dalej.
Kolacja była wystawna. Kolejne dania tradycyjnej kuchni włoskiej, wino płynące strumieniami, rozmowy toczące się na przemian po angielsku i włosku. Zauważyłam, że pomimo pozornej serdeczności w powietrzu czuć było napięcie, szczególnie między Lucą i Vincentem. Kilka razy wymienili między sobą szybkie zdania po włosku, które nie brzmiały zbyt przyjaźnie.
Mia, siedząca obok Antonio, całkowicie go oczarowała swoją błyskotliwością i szczerym zainteresowaniem jego opowieściami. Obserwowałam ich z ciepłem rozlewającym się w mojej piersi. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi widoku jej interakcji z osobą w wieku dziadka. Po kolacji, kiedy wszyscy przenieśli się do salonu na kawę, Vincent zagarnął mnie w momencie, gdy Luka odszedł, aby odebrać telefon.
Zrobiłaś wrażenie na mężczyznach z rodziny Richi? Zauważył, kręcąc Bręy w kryształowej szklance. Najpierw Antonio, teraz Luka. Niezłe osiągnięcie jak na kelnerkę z biednej dzielnicy.
Zirytowało mnie jego protekcjonalne podejście. Nie uważam życzliwości za osiągnięcie. Życzliwość. Powtórzył z chichotem.
Czy to właśnie ona zapewniła ci miejsce tutaj? Moja droga, kobiety od pokoleń okazują życzliwość mężczyznom z rodziny Richi. Niewiele z nich otrzymuje zaproszenia na niedzielny obiad. Co sugerujesz?
Zapytałam chłodno. Po prostu Luka znany jest ze swoich namiętnych związków. Płoną jasno, ale równie szybko gasną. Jego uśmiech nie sięgał oczu.
Nie chciałbym widzieć rozczarowania u ciebie lub twojej uroczej siostry, gdy jego uwaga nieuchronnie się rozproszy. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Luka pojawił się obok mnie z burzliwym wyrazem twarzy. Słowo, wujku. Powiedział tonem nie pozostawiającym miejsca na sprzeciw.
Do mnie dodał łagodnie. Ello, mój ojciec pytał o ciebie. Skinęłam głową, czując ulgę, że uciekłam od niepokojącej obecności Vincenta. Odchodząc, obejrzałam się i zobaczyłam dwóch mężczyzn zaangażowanych w coś, co wyglądało na gorącą dyskusję, ale ich głosy były zbyt ciche, by je usłyszeć.
Antonio skinął na mnie, bym usiadła obok niego, i poklepał mnie czule po ręce. Nie przejmuj się Vincentem. Powiedział, zaskakując mnie swoją świadomością. On i Luka są w konflikcie od śmierci Marii.
Vincent uważał, że powinien mieć większy wpływ na wychowanie Luka w biznesie. Nie zgodziłem się z tym. Wydaje się, że mnie nie akceptuje. Przyznałam.
Nie akceptuję niczego, co sprawia Lucowi radość. Odparł Antonio z zaskakującą ostrością. Mój syn zbyt długo dźwigał zbyt wiele ciężarów. Ty przywracasz blask jego oczom.
Ścisnął moją dłoń. Ten talisman, który ci dałem, należał do Marii. Przez te wszystkie lata przechowywałem go, czekając na odpowiednią osobę, której mógłbym go przekazać. Dotknęłam srebrnej monety, którą teraz nosiłam na łańcuszku obok zawieszki z aparatem.
Jestem zaszczycona. Honor. Antonio skinął głową z aprobatą. To właśnie rodzina Richi ceni ponad wszystko.
Honor, lojalność, rodzina. Jego niebieskie oczy, tak podobne do oczu Luka, wpatrywały się we mnie intensywnie. Pamiętaj o tym, cara mia, a zawsze znajdziesz swoje miejsce wśród nas. Później, kiedy szykowaliśmy się do wyjścia, Luka wziął mnie na bok w korytarzu.
Przepraszam za Vincenta. Powiedział, zaciskając szczękę z resztkami gniewu. Przekroczył granicę. Co ci powiedział?
Zapytałam. Nic, co warto powtarzać. Objął moją twarz dłońmi. Liczy się tylko to, my.
Reszta to tylko szum. Jego pocałunek był zaborczy, niemal desperacki, jakby musiał mnie zdobyć w obliczu zagrożenia, jakie stanowił Vincent. Kiedy się rozstaliśmy, jego oczy były ciemne od emocji. Zostań ze mną dziś na noc.
Wyszeptał do moich ust. Mia poradzi sobie sama przez jedną noc. Zakończył. Proszę, Ello, potrzebuję cię.
Surowa wrażliwość w jego głosie pomogła mi podjąć decyzję. Po zorganizowaniu kierowcy Luka, który zabrał Mię do domu, pojechałam z nim do jego penthausu, gdzie kochał mnie z intensywnością, która sprawiła, że oboje byliśmy zdyszani i drżeliśmy. Potem, gdy leżeliśmy spleceni w ciemności, Luka delikatnymi palcami śledził krzywiznę mojego ramienia. Kocham cię.
Powiedział cicho, a słowa zawisły w ciszy między nami. Serce zabiło mi mocniej. Było to zbyt wcześnie, zbyt szybko, a jednak nagle zrozumiałam, że czuję to samo. Ja też cię kocham.
Szepnęłam w odpowiedzi. Luka przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło. Więc wyjdź za mnie. Zamarłam, pewna, że źle usłyszałam.
Co? Przesunął się, opierając się na łokciu, aby spojrzeć na mnie. A jego wyraz twarzy był poważniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Wyjdź za mnie, Ello.
Bądź moją żoną, partnerką i wszystkim. Luka, znamy się niecałe dwa tygodnie. Zaprotestowałam, choć moje serce biło jak szalone. A w tym czasie stałem się bardziej pewien ciebie niż czegokolwiek innego w moim życiu.
Jego dłoń objęła moją i położyła ją na swoim sercu. Wiem, kim jestem. Czym jestem? Nigdy cię w tej kwestii nie okłamałem, ale z tobą mogę być kimś więcej niż tylko głową rodziny Richi.
Mogę być mężczyzną, który kocha, który marzy o przyszłości z kimś, kto go dostrzega, kto naprawdę go widzi. Łzy napłynęły mi do oczu na widok szczerości w jego głosie. A co z twoim światem, twoim biznesem, niebezpieczeństwem? Będziesz zawsze chroniona, ty i Mia.
Ścisnął mocniej moją dłoń. Nie mogę obiecać ci normalnego życia, Ello, ale mogę obiecać, że nigdy niczego nie będziesz potrzebowała. Że każdego dnia będziesz otoczona troską, że twoja siostra będzie miała wszystkie możliwości. Jego głos stał się jeszcze cichszy.
Że nasze dzieci dorastają, poznając zarówno siłę, jak i czułość. Wspomnienie o dzieciach, naszych dzieciach, wywołało we mnie tak intensywną tęsknotę, że zaparło mi dech w piersiach. Nagle to zobaczyłam. Przyszłość z tym skomplikowanym, niebezpiecznym, kochającym mężczyzną.
Nasza własna rodzina. Tak. Wyszeptałam, zanim wątpliwości zdążyły mnie uciszyć. Tak, wyjdę za ciebie.
Twarz Luka rozpromieniła się radością. Lata napięcia zniknęły, gdy wziął mnie w ramiona i pokrył moją twarz pocałunkami. Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Szepnął do mojej skóry.
Przysięgam na swoje życie, że nigdy nie pożałujesz tej decyzji. Powiedział, wsuwając mi pierścionek na palec. Pierścionek, który musiał mieć przy sobie, mając nadzieję. Wiedziałam, że bez względu na niebezpieczeństwa i komplikacje, które nas czekały, moja droga prowadziła do niego.
Znajdując lud, nie tylko zapewniłam przyszłość Mii, ale także odkryłam miłość, o której nigdy nie śniłam. Miłość wartą każdego ryzyka.


