Dusia wyprostowała się nad koszykiem ryb i instynktownie przykucnęła, chowając się za krzywą wierzbą. Po pas w mętnej wodzie dotarła do rozbitej maszyny, a tam zobaczyła pilota. Jego głowa bezwładnie opadła do tyłu, ale wciąż oddychał. Skrzywiła się na myśl, która przyszła jej do głowy, po czym wyjęła torbę, którą ściskał w rękach.

Z luku bagażowego wydostała składane nosze i przygryzając wargę do krwi, przeturlała go na nie. Później, przy małym piecu w leśnej chacie, podała mu ciemny, gorzko pachnący wywar. Alexiej wracał do zdrowia szybko, a wraz z siłami wracała do niego gadatliwość. Mówił o locie na zamknięte spotkanie z rejestratorami, o biznesmenie, który zginął w tych lasach, i o tym, jak Barski przekupił sędziów, a jego wpakował do kolonii.
Dusia dorzucająca chrust do pieca zamarła, ale nie odwróciła się. W jego oczach walczyła stara lojalność i odsłaniająca się prawda o skrywanym okrucieństwie. No tak — powiedziała w końcu — bez twojego ojca dostawał biznes, a bez ciebie brak roszczeń do tego biznesu. Jeśli to, co wiozłeś w torbie, to te same papiery, to teraz jesteś jednym z niewielu, którzy rozumieją, jak działa jego pętla prawna.
Po ich podpisaniu Wierlesprom w całości przechodzi do niego. Plan wyłaniał się prosty: wyjść do osady według nawigatora. Dusia wyczerpana dziennym przejściem zapadła w ciężki sen i nie usłyszała, jak do obozowiska podszedł leśny złodziej. Do stacji zostały jeszcze dwa dni drogi, a on kierował ich do celu z uporem rannego wilka.
Tak stali w końcu — brudni, zarośnięci, wyczerpani do granic, ale żywi. Dobra, wracaj do zdrowia — powiedziała, a Aleksiej pojechał na pogotowie, gdzie założono mu normalny gips. Papiery przekazał do laboratorium, rzekomo w ramach wstępnego sprawdzenia. Gwardiecow znacząco spojrzał na Dusie i odpowiedział do słuchawki, żeby po prostu dołączyć raport do sprawy Gerszowa w archiwum.
Niedopałki dowodziły kłamstwa Barskiego o alibi, ale to było za mało do oskarżenia o morderstwo. Ponownie zadzwonili do zaufanego człowieka w policji, pod pozorem osobistej prośby od Barskiego, i zamówili powtórną ekspertyzę balistyczną. Już ją do spisu na utylizację podali — powiedział ktoś, a Aleksiej zachęcająco mrugnął. To przecież całą sprawę wywraca do góry nogami.
W dniu procesu Barskiego w salonie zainstalowano sprzęt do wideokonferencji. Jewdokia podeszła do matki i uklękła przed jej fotelem. Matka drżącymi rękami objęła ją za ramiona i długo płakała, przytulając ją do siebie. Podejdźcie do mnie, drodzy moi — powiedziała w końcu.
Barski posiniał i krzyknął do ochrony: Czego się gapicie? Ale najtrudniejszym krokiem stał się powrót do rodzinnego domu, a potem spokojne ciepło, kiedy Jewdokia przytuliła głowę do ramienia Aleksieja, czując, jak wewnątrz rozlewa się szczęście.


