„Mogę poprosić obsługę o przyniesienie dwóch dodatkowych krzeseł do stolika numer pięć? ” – powiedziałam, zmuszając się do uśmiechu, choć żołądek ścisnął mi się w supeł. Oskar nie odwzajemnił uśmiechu. Wskazał wypielęgnowanym palcem w stronę wahadłowych drzwi prowadzących do kuchni i korytarza gospodarczego – tam, gdzie kelnerzy zeskrobywali resztki jedzenia do pojemników na kompost.

„Tam są wolne krzesła” – rzucił, odwracając się do mnie plecami, by pomachać panu Kaczmarkowi. Nie chodziło nawet o to, że porównał mnie do śmieci. Wiedziałam, że dla niego jestem tylko pomocą domową dołączoną do budynku. Oskar wrócił do swojego szefa, śmiejąc się z jakiegoś żartu, a ja powiedziałam cicho: „Idę na chwilę do swojego biura”.
Nikt nie zauważył, kiedy zniknęłam za dyskretnymi dębowymi drzwiami za barem. Zamknęłam je na klucz i oparłam się o nie plecami. Przeszłam do szafki i wyciągnęłam grubą teczkę z napisem „Wesele Miller Vens”. Sobota, szczyt sezonu: 48 000 zł za catering, 300 gości, 600 zł na talerzyk, 180 000 zł za pakiety alkoholowe, Open Bar Premium, 72 000 zł za dekoracje i florystykę.
Suma do zapłaty: 0 zł. „Zrobiłam to za dobrze” – szepnęłam do pustego pokoju. Amelia dorastała, myśląc, że rzeczy po prostu same się układają. A ja stworzyłam wesele warte prawie 400 000 zł, za które oni nie zapłacili ani grosza.
Obróciłam fotel do komputera i wykręciłam numer do Marka, mojego szefa cateringu. „Musisz przyjść do biura” – powiedziałam. To był ostatni gwóźdź do trumny. Otworzyłam sejf i wyjęłam pudełko.
Potem wróciłam na salę. „Oskarze, czy mógłbyś dołączyć do mnie w biurze? ” – zapytałam. Jego twarz w ułamku sekundy przeszła od zmieszania do irytacji.
Prychnął, kręcąc głową, jakbym była nieznośnym dzieckiem. Poszedł za mną, a gdy zamknęłam drzwi, położyłam przed nim fakturę. „Bar się zamyka, muzyka milknie, jedzenie wraca do lodówki, a ochrona wyprowadza cię z budynku” – powiedziałam. „No to masz szansę”.
„To lepiej zadzwoń do mamusi” – warknął, a ja podniosłam telefon. „Bo zegar tyka”. Do biura wmaszerowała Agata, a tuż za nią przerażona Amelia. „Oskar, żąda prawie 400 000 albo nas wyrzuci” – powiedziała.
„Marku” – odezwałam się do zestawu słuchawkowego. „Impreza jest zawieszona do czasu otrzymania płatności”. Amelia zrobiła krok do przodu, ale Agata syknęła: „Nie waż się”. „Ściany są cienkie, Oskarze” – dodałam.
„A mój system bezpieczeństwa nagrywa dźwięk w prywatnych apartamentach”. „Nie mów tak do niej! ” – Amelia wreszcie podniosła głos. „Będę do niej mówił jak mi się podoba!
” – warknął Oskar, a jego fasada pękła całkowicie. Włączyłam system nagłośnienia. „Panie i panowie” – ogłosiłam przez ewakuacyjny mikrofon. „Wesele zostało zawieszone do czasu uregulowania płatności”.
Na scenie zapadła cisza, a potem wybuchł śmiech. Amelia podeszła do krawędzi sceny. „To after party było lepsze niż to wesele kiedykolwiek by mogło być” – powiedziała.
Co do Amelii – zamieszkała u mnie na jakiś czas.


