Gdybym miała policzyć każde uderzenie, które spadło na moje plecy tamtej nocy, to dokładnie dwadzieścia. Liczyłam je jedno po drugim, czując, jak fala bólu rozchodzi się po całym ciele za każdym razem, gdy laska Macieja opadała na moją skórę. A wszystko przez inną kobietę. Leżałam skulona na podłodze, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.

Mój ojciec, który od lat porusza się na wózku inwalidzkim, wtoczył się do pokoju. Jego głos był cichy, ale brzmiał jak cisza przed burzą. — Przejdź do rzeczy — powiedział, odchrząkując. I wtedy usłyszałam coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
Przez ostatnie sześć miesięcy z funduszy Nexus Polska wyprowadzono dwadzieścia milionów złotych na Cypr przez spółkę-przykrywkę. W zeszłym tygodniu Maciej wykupił ubezpieczenie na życie dla Laury i jej syna na kolejne dwadzieścia milionów. Moja rodzina — Orlańscy — była jedną z najpotężniejszych w Polsce. Mój mąż postanowił to wykorzystać.
Ale popełnił błąd. Tymi dwudziestoma batami obudził we mnie coś, co spało zbyt długo. Łukasz, mój brat, puścił do mnie oko, gdy wychodziłam z gabinetu ojca. Miałam mu coś do powiedzenia prosto w twarz.
Odwróciłam się do Macieja, który stał w drzwiach z tą swoją arogancką miną. — Zadzwoniłaś do swojej rodziny? — zapytał z drwiącym uśmiechem. — Taki, że tymi dwudziestoma batami obudziłeś Orlańskich — mruknęłam, chwytając teczkę z biurka.
Następnego dnia spotkałam się z Laurą w kawiarni na Placu Zbawiciela. Przedstawiła się do przesady słodkim głosem, a potem przytuliła mnie mocno i szepnęła mi do ucha coś, co miało być ostrzeżeniem. Zaciągnęła mnie do pobliskiej kawiarni, gdzie wyznała, że Maciej jest przyparty do muru. Kiedy wróciłam do posiadłości w Konstancinie, była już dwudziesta.
Maciej czekał na mnie w salonie. — Wymierzysz mi kolejne dwadzieścia batów? — zapytałam z zimną krwią. Zanim zdążył odpowiedzieć, do pokoju wbiegli pan Kamiński i dwóch ochroniarzy.
Przyszli go do podłogi. Pochyliłam się i szepnęłam mu do ucha coś, co sprawiło, że zbladł. — Do jutra akcje Nexus spadną o co najmniej dwadzieścia procent — powiedziałam, uśmiechając się i chowając telefon do torebki. Następnego ranka zadzwoniłam do Łukasza.
Punktualnie o dwudziestej trzydzieści w Charlotte na Placu Zbawiciela czekała na mnie Laura. Rozejrzała się i skierowała prosto do mojego stolika. — Poleciał do Laury i to również — powiedziała, siadając naprzeciwko mnie. — Laura sfałszowała próbki do testu na ojcostwo.
Zapłaciła mu pięćdziesiąt tysięcy złotych. Kiedy wróciłam do posiadłości, zbliżała się północ. Matka Macieja trafiła do szpitala. Cicho podeszłam do jej łóżka.
Podała mi klucze do starego domu rodzinnego w Kampinosie. — Zadzwoń do Klaudii! — szepnęła. Podziękowałam doktorowi i pobiegłam do gabinetu ojca.
Razem z Łukaszem zaplanowaliśmy wszystko. On miał wejść głównym wejściem, ja z drugim zejść do piwnicy. Wejście znajdowało się za kuchnią. Gdy lekarka odjechała, agent Król szepnął coś do słuchawki i odwrócił się do mnie.
Na jego sygnał dwóch ludzi w cywilnych ubraniach szybko weszło do środka i dezaktywowało system alarmowy. Agent podłączył swój laptop i wsunął pendrive do kieszeni. W ciągu trzydziestu minut od otwarcia GPW akcje Nexus Polska spadły o dwadzieścia procent, docierając do dolnych widełek. Wyparowało blisko dwa miliardy złotych kapitalizacji rynkowej.
Łukasz wpadł do mojego gabinetu z tabletem. — Podejrzewa, ale nie jest do końca pewien — powiedziałam, poprawiając garnitur. W tym samym czasie Laura wynajęła dwudziestu uzbrojonych mężczyzn od prywatnej firmy ochroniarskiej. Agent Król zrobił krok do przodu, żądając, żeby się poddała, dociskając ją do ziemi.
— To wy wszyscy popchnęliście mnie do tego. Klara, zagoniliście mnie do rogu — krzyczała Laura. — Dziś o dwudziestej zero w naszym starym miejscu — powiedział Łukasz, szepcząc mi do ucha.
— Nie nadaje się do procesu — odpowiedziałam, uśmiechając się chłodno.


