Myślałam, że teściowa naprawdę umiera. Mówiła, że ma 200 na 120, a ja jako pielęgniarka właśnie ją badałam. Paweł błagał mnie, żebym pozwoliła jej zamieszkać u nas. A ona udawała, że serce jej…

Myślałam, że teściowa naprawdę umiera. Mówiła, że ma 200 na 120, a ja jako pielęgniarka właśnie ją badałam. Paweł błagał mnie, żebym pozwoliła jej zamieszkać u nas. A ona udawała, że serce jej...

Paweł siedział naprzeciwko żony przy kuchennym stole i patrzył na nią tak, jakby od jej jednej decyzji zależało czyjeś życie. Dłonie złożył niemal jak do modlitwy. – Iwonka, przecież pracujesz w szpitalu. Wiesz, co to znaczy wysokie ciśnienie.

Thumbnail

Mama nie może teraz zostać sama. Iwona powoli mieszała kawę. Para unosiła się jej przed twarzą, gdy patrzyła na męża znad kubka. – Paweł, twoja mama twierdzi, że miała 200 na 120, ale wyniki ma prawidłowe.

EKG też. Widziałam zdjęcie wypisu, które ci wysłała. – Może akurat wtedy ciśnienie spadło. – Oczywiście.

A w sobotę cudownie odzyskała siły, bo sąsiadka widziała ją na rynku z dwiema pełnymi torbami. Podobno jeszcze pokłóciła się z kierowcą autobusu, bo nie chciał poczekać, aż usiądzie. Paweł opuścił wzrok. Dobrze wiedział, że w sprawach medycznych nie ma z żoną większych szans.

Ale Iwona też się bała. Nie powiedziała mu tego wprost, ale bała się o siebie i o to, co zrobi z tą kobietą, która od lat traktowała ją jak powietrze. Umiała odróżnić chorobę od przedstawienia. I wiedziała, że to przedstawienie.

Mimo wszystko przyjęła teściową do domu. Bożena ledwie przekroczyła próg, a już przyłożyła dłoń do piersi i jęknęła. Paweł natychmiast zabrał jej płaszcz i poprowadził ją do pokoju gościnnego. Iwona patrzyła na dwie ogromne walizki, dużą torbę i osobną reklamówkę z kosmetykami.

Pomyślała, że chora na serce kobieta nie pakuje tylu rzeczy na tydzień. Pierwszego wieczoru podała jej lekki posiłek i melisę. Bożena zjadła w milczeniu, spoglądając tęsknie w stronę kuchni, gdzie Paweł chował do szafki ciastka. Rano Iwona weszła do pokoju gościnnego i zabrała pilot od telewizora.

– Do pokoju wpadło chłodne, poranne powietrze. To dziś zadzwonimy do przychodni i umówimy panią na dokładne badania – powiedziała. Bożena przyłożyła rękę do piersi. Iwona nie drgnęła.

Przez kolejne dni teściowa grała swoją rolę. Raz zadzwoniła do Pawła i poprosiła o szynkę. Paweł wrócił z torbą, ale Iwona zajrzała do środka. Schowała wędlinę do lodówki i podała jej suchą bułkę.

– Wie pani, co lekarze mówią o tłustym jedzeniu przy ciśnieniu. Bożena zacisnęła usta. Za każdym razem, gdy Paweł wspominał o powrocie do jej mieszkania, teściowa natychmiast przykładała dłoń do piersi i mówiła, że serce jej wali. Iwona czekała.

Po nocnym dyżurze koleżanka zgodziła się ją zastąpić, więc wróciła do domu znacznie wcześniej niż zwykle. Cicho otworzyła drzwi, zdjęła buty i już miała wejść do sypialni, kiedy nagle się zatrzymała. Z pokoju gościnnego dochodził głos Bożeny. Ale nie ten słaby, przeciągły i pełen westchnień, którym od ponad miesiąca przemawiała do Pawła.

Ten głos był dźwięczny, energiczny. Ktoś, kto rozmawiał przez telefon, nie miał zawału. – Jak skończycie kuchnię, może wrócę do siebie. Ale nie zamierzam się stąd ruszać, dopóki nie skończycie wszystkiego.

Ona myśli, że jestem śmiertelnie chora, więc muszę to wykorzystać. Iwona stała w przedpokoju i słuchała. Bożena nie przyjechała do nich dlatego, że bała się zostać sama. Przyjechała, bo chciała mieć wygodne życie, gotowe jedzenie i remont za cudze pieniądze.

Przez cały ten czas, gdy Iwona wstawała o piątej rano, żeby zdążyć na dyżur, Bożena udawała umierającą. Iwona zajrzała do pokoju. Na stoliku leżała otwarta teczka. Zrobiła zdjęcia każdej stronie, po czym wróciła do kuchni.

Kiedy Paweł wrócił do domu niespełna godzinę później, znalazł ją przy stole z telefonem w dłoni. – Dzwoniłaś do mnie w nocy i mówiłaś, że serce ci wali. Czasem naprawdę źle się czułam – zaczęła. Paweł zbladł.

Rozpiął płaszcz, przekrzywił krawat. – Co to znaczy? – zapytał. Iwona pokazała mu zdjęcia z teczki.

Dokumenty remontowe, wyceny, notatki. Nic o chorobie. Wszystko o tym, ile kosztuje nowa podłoga i gdzie zamówili listwy. – Twoja matka nie jest chora – powiedziała cicho.

– Ona tylko udaje, że umiera, żebyś wyremontował jej mieszkanie za nasze pieniądze. Paweł w milczeniu wpatrywał się w ekran. Przez chwilę Iwona myślała, że rzuci telefonem o ścianę. Ale on tylko usiadł.

– Do Sylwii. Nie mogę do niej jechać – powiedział w końcu, jakby do siebie. Iwona nie zapytała, kim jest Sylwia. Nie musiała.

Wystarczyło spojrzeć na jego twarz, żeby zrozumieć, że to nie koniec. Bożena zdjęła rękę z piersi dopiero wtedy, gdy Iwona weszła do pokoju gościnnego z jej walizkami. – Pakuje się pani – powiedziała. – Ale Paweł…

– Paweł wie.

Teściowa otworzyła usta, ale nie wydobyło się z nich ani jedno słowo. Po raz pierwszy od miesiąca nie przyłożyła ręki do piersi. W salonie stały kartony, w przedpokoju leżały listwy, a dzieci biegały między pokojami i krzyczały od rana do wieczora. Telewizor nie grał do późna, a ciśnieniomierz wrócił do szuflady.

Po prostu potraktowała kłamstwo Bożeny z całą powagą i doprowadziła je do logicznego końca.