27 marca 1941 roku w Belgradzie wybuchł zamach stanu, który obalił pronazistowski rząd Jugosławii. W Berlinie Hitler wpadł we wściekłość – jego sojusznik nagle zwrócił się ku Zachodowi, a on sam poczuł się zdradzony. Postanowił, że Jugosławia nie zostanie pokonana, lecz zniszczona, a jej lud ukarany za ten akt buntu. 6 kwietnia nad Belgradem pojawiło się prawie tysiąc niemieckich samolotów.

Miasto zostało zrównane z ziemią, a ulice wypełniły się ciałami zabitych. W ciągu zaledwie jedenastu dni kampania dobiegła końca – 17 kwietnia Jugosławia skapitulowała, ale zamiast pokoju nastał okres terroru. Zakładnicy ginęli na oczach mieszkańców, wioski płonęły, a cywile traktowani byli jak wrogowie. W centrum tych operacji stał człowiek, który zaplanował zagładę Belgradu – generał Aleksander Lehr.
Z pochodzenia Austriak, wykształcony w elitarnej akademii wojskowej pod Wiedniem, szybko wspiął się po szczeblach kariery w armii niemieckiej. Hitler wybrał go do dowodzenia na Bałkanach właśnie dlatego, że Lehr znał ten region z czasów monarchii habsburskiej – i wiedział, jak skutecznie siać strach. Pod jego dowództwem z Grecji deportowano do Auschwitz niemal całą społeczność żydowską Salonik – około 56 tysięcy ludzi. Wehrmacht, SS i niemieckie koleje działały tu w jednej, makabrycznej harmonii.
Lehr nie okazywał litości nikomu, kto stanął na drodze III Rzeszy. Gdy wojna dobiegła końca, Lehr wciąż przebywał na Bałkanach z około 150 tysiącami żołnierzy Grupy Armii E. Negocjował z Brytyjczykami warunki przekazania swoich oddziałów do Austrii – chciał uniknąć sowieckiej niewoli. Jednak zamiast bezpiecznego odwrotu, sam trafił w ręce jugosłowiańskich partyzantów.
Przewieziono go do Belgradu, gdzie czekało go przesłuchanie. Człowiek, który zrównał stolicę Jugosławii z ziemią, stanął twarzą w twarz z tymi, którzy przeżyli jego terror. Ale to dopiero początek historii, bo Lehr wiedział, że jego wiedza o nazistowskich zbrodniach może być dla niego jedyną szansą na ocalenie – albo wyrokiem śmierci.


