„Zamykam kopalnię do odwołania” – powiedział magnat, stojąc plecami do oślepiającego sierpniowego słońca. Gienek właśnie położył na stole plany chodników wentylacyjnych, które kazano mu przynieść do gabinetu dyrektora. „Likwiduję wszystkie miejsca pracy. Do usunięcia nieprawidłowości” – dodał, a jego palce nerwowo bawiły się przyciskiem do papieru.

Gienek odwrócił się i ruszył do wyjścia, ale nie zdążył. Szef ochrony otworzył drzwi i do środka weszli gangsterzy. „Szef kazał zaciągnąć cię do klatki” – usłyszał za sobą. Wepchnęli go do klatki windowej razem z Wiesławem.
„Klatka zjedzie do poziomu 200 met” – rzucił magnat do maszynisty. Gienek zauważył, że na planach, które przyniósł, zachodnie skrzydło prowadziło w jeden ślepy zaułek. „Żeby dotrzeć do skrytki, będą musieli skrócić drogę przez stary chodnik wentylacyjny, a ten chodnik dochodzi do kapitalnej tamy” – pomyślał. Poczuli, jak żołądek podchodzi im do gardła, gdy klatka runęła w dół.
Po ponad godzinie marszu w lodowatej wodzie dotarli do rozwidlenia. „Do klatki jest 2 km” – powiedział Wiesław, świecąc lampą do przodu. Ręce mu się trzęsły. Gienek otworzył zasówkę, przyłożył przyrząd do twarzy i wygramolili się do równoległego chodnika.
Chłód przenikał ich do szpiku kości. Gangsterzy tulili się do siebie, instynktownie szukając ochrony. Gienek zaczął przywiązywać linę do wygiętego łuku obudowy. Kowacz Stefan wszedł do gabinetu.
„Stefanie” – magnat zniżył głos niemal do szeptu. „Pańska ochrona jest teraz bardzo skora do współpracy” – odpowiedział Gienek, a jego oczy wpatrywały się w twarz biznesmena. „Sierżancie” – odwrócił się do policjanta – „20 sekund drogi”. Gangsterzy wybiegli, ale było już za późno.
Ślepy koniec chodnika wentylacyjnego był kamiennym korytarzem o długości około 20 metrów. Jedwabna koszula przylgnęła do ciała magnata, obnażając chude ramiona. Zwymiotował wprost do brudnej wody. Gienek podszedł do syfonu i ze wszystkich sił pociągnął linę.
Czarna kreska na wskaźniku podpełzła do czerwonej linii. Podszedł tuż do Oskara, syna magnata. „Wybór należy do ciebie” – powiedział cicho. „Do wody!
” – krzyknął, a jego głos uderzył jak bat. Wiesław ciągnął oszołomionych gangsterów do liny. „Sami zamknęli swoją jedyną drogę do ratunku” – mruknął Gienek, patrząc na Oskara siedzącego pod ścianą z kolanami podciągniętymi do piersi. Wiesław chwycił syna swojego szefa za kołnierz i pociągnął go do włazu.
„Do głównego szybu jest jakiś kilometr” – powiedział. Nachylenie podłogi mówiło o zbliżaniu się do skrzyżowania. Nagle z tyłu rozległo się zbiorowe westchnienie podobne do szlochu. „Wydajcie polecenie do maszynowni!
” – krzyknął ratownik do dyżurnego sierżanta. Biznesmen rzucił się do dowódcy, ale ten był nieugięty. Gdy w końcu dotarli na powierzchnię, do magnata podeszło dwóch śledczych po cywilnemu. „Proszę iść do samochodów” – usłyszał.
Gienek patrzył, jak wyprowadzają jego dawnego szefa. Dowódca ratowników podszedł do Gienka i położył mu rękę na ramieniu. „Wiedziałeś, że tama ich powstrzyma, prawda? ” – zapytał cicho.
Gienek nie odpowiedział. Patrzył tylko na horyzont, gdzie sierpniowe słońce chyliło się ku zachodowi.


