„Mówił to do sąsiadów, nie do mnie” – usłyszałem, gdy wychodziłem z klatki. Zdjęcie, o którym mówił, wisiało u niego w pokoju od ponad dwudziestu lat. Znałem je na pamięć. Widziałem na nim siebie sprzed lat, zanim wszystko się posypało.

Czasem, gdy na podwórku zaczynała się awantura, palce same szukały uchwytu szuflady, w której trzymałem telefon. Ale zatrzymywałem je, bo każdy taki odruch mógł znowu zrobić ze mnie człowieka od rozkazów. Nie chciałem wracać do tamtej roli. Nadia usiadła twarzą do korytarza, jakby spodziewała się, że ktoś zaraz wejdzie.
Była spięta, ale udawała, że to normalny wieczór. Puściła moją rękę i wyjęła telefon tak szybko, jakby była poza domem na cudzy limit czasu. Spojrzała na ekran i schowała go bez słowa. Nie zadzwoniłem do Rafała.
Położyłem telefon ekranem do góry na stole i patrzyłem, jak gaśnie. Potem nie zadzwoniłem do niej. Też nie. Bo wiedziałem, że jeśli usłyszę jej głos, to powiem coś, czego nie da się cofnąć.
Potem Marek zapytał wprost: „Do kogo pan? ”. Odpowiedziałem: „Do córki”. Ale to nie była cała prawda.
Chodziło o coś więcej niż telefon do dziecka. Rafał cofnął rękę do blatu, na którym leżał nóż do chleba. Nie sięgnął po niego, ale sam ruch wystarczył, żeby cisza w pokoju zrobiła się gęsta. Powiedziałem do Nadi, żeby została.
Wiadomość do mnie nadal była na liście, nieprzeczytana. Mówił to jak hasło do otwarcia drzwi, które powinny pozostać zamknięte. Nadia podeszła do pokoju, podała Stasiowi bluzę i powiedziała do niego ciszej niż do nas: „Staś idzie do mamy”. Wtedy zrozumiałem, że to nie jest tylko nasza sprawa.
Powiedziałem do Marka: „Pierwszym odruchem było zabrać Nadię do siebie”. Ale on pokręcił głową. „Nie do ciebie”. A Nadia dodała: „Ja nie chcę do niego wracać”.
Rafał wyjął telefon i zadzwonił do żony. „Marina, potrzebuję kluczy do mieszkania na Stalowej” – powiedział do niej. Potem odwrócił się do nas i zaczął układać plan: Staś do matki, Nadia do Mariny. „Ty Janusz nie idziesz z nią do środka.
Odprowadzasz do auta i zostajesz na zewnątrz”. Zwrócił się do klatki, do uchylonych drzwi, do kamery, jakby mówił do kogoś, kto nas obserwuje. To wystarczyło, żebym nie odwrócił się do Rafała. Bo wiedziałem, że to nie jest zwykła noc.
Nadia wsiadła do auta, zamknęła drzwi sama. Pierwszy film nie przyszedł do mnie. On wpadł do mojego domu. Nie do mnie, do Marka.
Powiedziała, ale Rafał wysłał film do ciotki. Potem zadzwonił do niego bez nazwisk. Tymon kazał Rafałowi zamknąć sprawę do rana. Córka wraca do domu.
Telefon Nadi znowu zadzwonił do Marka. Schowałem telefon do szuflady. Wtedy Nadia zadzwoniła do mnie. Po minucie zadzwoniła do Marka.
Borys nie podszedł od razu do bramy. Mówił do okien, nie do mnie. Wsiadł do auta, ale nie odjechał. Marina zadzwoniła do Marka.
Potem usłyszałem: „Do magazynu”. Samochód został w ciemniejszym miejscu, gotowy do ruchu. Marina miała przenieść mnie do tylnego pokoju. Tym razem Borys nie szedł do bramy.
On idzie do tylnego wejścia. Nie sięgnął do kieszeni. Powiedziałem bardziej do siebie niż do niego: „Ma być spokojnie do 4:00”. Przyłożyłem ucho do metalu i posłuchałem.
Ból poszedł od nadgarstka do barku. Wybrałem cień, bo światło należało do Rafała. Najpierw musiałem wiedzieć, czy linia idzie tylko do rampy, czy także do małego biura Tymona. Przyłożyłem ucho do obudowy.
Wyjąłem telefon i napisałem do Marka: „Linia działa do biura”. Nie mogłem czekać w cieniu do końca. Napisałem do Marka: „Nie przyszedłem do kamery. A do czego?
Do prawdy, którą próbujesz ustawić za nią”. Rafał odwrócił się do niego natychmiast. „Zadzwoń do Mariny”. Głos poszedł dalej do rampy i biura.
Rafał zrobił krok do Borysa. „Powiedział Rafał do Borysa” – do tej pory ludzie wykonywali. Rafał odwrócił się do niego. Rzucił do Aslana: „Mam prawo go zatrzymać do wyjaśnienia”.
Odwrócił się do rampy. Cała noc prowadziła do tej różnicy. „Bors, do samochodu, nie jedziesz nigdzie. Olek, telefon ze statywu do mnie.
Kody do bocznej bramy” – powiedział Tymon. Rafał obrócił się do mnie. Zrobił krok do niego. „Do biura” – powiedział.
Tymon odwrócił się do Oleka: „Wyślij na grupę do odwołania. Polecenia Rafała nie obowiązują. Dostęp do ramp przez zmianowego”. Wtedy Rafał odwrócił się do mnie.
„Nie do internetu, do mnie. Do rana zabierasz rzeczy z szafki”. Olek podszedł do mnie ostrożnie. Staś wrócił do matki.
Zostaję tutaj do rana. Marek zszedł po dwudziestu minutach. Miał w ręku notes, nie formularz zwycięstwa. „Nadia zostaje u Mariny do jutra”.
Do domu wróciłem już po świcie. Zamknąłem etui i wsunąłem je do szuflady. Wiedziałem, że to nie koniec.
Ale przynajmniej tej nocy nikt więcej nie zadzwonił.


