Po prostu zapukałem do jej drzwi. Stara Elżbieta siedziała za biurkiem jak zawsze, z tymi samymi okularami na nosie, które tamtej nocy znalazły się w cudzych rękach. Powiedziała mi wtedy, że walczę ze złem, a tak naprawdę obsługuję system, w którym zło dawno już zwyciężyło. Myślałem, że to brednie staruszki, ale ona wiedziała wszystko.

Każde moje działanie prowadziło do katastrofy. Dwóch moich ludzi trafiło do szpitala z poważnymi powikłaniami i długo dochodziło do siebie. Porywacze zabrali mnie wprost z ulicy, zawieźli do piwnicy na obrzeżach miasta, przywiązali do krzesła. Instynktownie sięgnąłem do kabury, ale była pusta.
Powiedzieli mi wtedy, że żeby system zamilkł, trzeba znaleźć i złamać całą trójkę na raz, a to niemal niemożliwe. Moje własne psy łańcuchowe utrzymują tych adwokatów. System, który tworzyłem przez 20 lat służby, obrócił się przeciwko mnie. Kopie czerwonych teczek, które zgromadziłem, miały trafić do największych gazet, do prokuratury generalnej i do przywódców konkurujących grup.
Analogowy, niezniszczalny system. Ale zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, przenieśli mnie do Departamentu Kontroli Archiwalnej. Przenosimy pana, Ignacy. Oddał pan państwu 20 lat.
Walczyłem z ośmiornicą, której macki przenikały do każdego gabinetu, do każdego policyjnego samochodu, do każdego ministerstwa. System chronił się na wszystkich szczeblach. Wróciłem do Warszawy, do swojego podziemnego gabinetu na Pradze Północ. Wybrałem z konta wszystkie oszczędności zgromadzone przez 20 lat służby.
Suma wyszła niewielka, około 12 000 dolarów, ale pod koniec lat 90 dla zwykłego polskiego policjanta to były kolosalne pieniądze. Droga do Austrii zajęła 14 godzin. Całą drogę siedziałem przy oknie, patrząc jak szare polskie krajobrazy ustępują zadbanym polom Czech, a potem Austrii. Do środka nie wszedłem.
On siadał przy tym samym stoliku w kącie, zamawiał espresso ze szklanką wody i przez 20 minut czytał prasę finansową. Wyszeptał, pochylając się do przodu, że przychodzą do niego nie oni, lecz ci, którzy zmusili do milczenia całe ministerstwo. Modlą się do mnie, powiedział. Dali mi tydzień do namysłu.
Przylgnąłem plecami do ściany, czując, jak cały mój świat się wali. Prawo było martwe i żeby uratować własną krew, miałem stać się częścią tej samej ciemności, z którą walczyłem przez 20 lat. Wziąłem fotografię do rąk. Zadzwonić do córki i krzyknąć: „Uciekaj!
” – to była moja pierwsza myśl. Ale potem wsunąłem zdjęcie do wewnętrznej kieszeni kurtki i kupiłem bilet do domu. System zadziała, ale haki nie trafią do prasy. Po przyjeździe do Polski od razu udałem się do Gdańska, a potem wróciłem do Warszawy.
Pojechałem na Pragę Północ, do tych samych odrapanych fasad, tych samych ciemnych bram. Tam, gdzie wszystko się zaczęło. Następnego ranka ledwie przyszedłem do pracy. Przenoszę się do ruchu drogowego – powiedziałem.
Ale zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, podszedł do mnie zupełnie blisko, z tymi samymi okularami na nosie. „Ignacy, dokopaliście się do niej, gliniarze” – powiedziała stara Elżbieta. „System działał tak, że do tej pory trzęsą im się portki”. Wróciłem do komendy nad ranem, czując się opustoszały.
Sprawiedliwość, której służyłem 20 lat, okazała się pustym dźwiękiem. Spieszyli się do pieców na podwórku, a ja stałem tam, patrząc jak wszystko, co znałem, znika w dymie. Czas zrobić krok do środka.


