Kobieta podnosi łyżkę do ust. „Co do cholery”, syczy przez zęby, podchodzi do niej i szarpie obró. „Mama gotowała kości odkąd wyszłaś do klubu”. „Jesteś już tak zdziecinniały, że wpuszczasz obcych do domu”.

„No dobrze, tacie się podoba zabawa w szczęśliwą rodzinę”. „To dowód, że straciłeś głowę wpuszczając obcych do domu”. Przystawia telefon do twarzy Ireny. „Jeśli Elżbieta naciśnie mocniej, Irena pęknie i przyzna się do wszystkiego”.
„Wyślijcie karetkę jutro rano do szpitala psychiatrycznego Świętej Klary, prawda? ”. „Mama śpiewała ci do snu, gdy byłaś mała”. „Naprawdę zadzwoniła do domu wariatów”.
Jeśli wezwie policję, pójdę do więzienia. „Blokuję Irenie drogę do tylnych drzwi”. „Teraz idź do mojego pokoju i pamiętaj, chodź lewą nogą”. Potem celowo idzie do korytarza, zostawiając lepkie ślady prowadzące prosto do starego pokoju mojej żony i mojego, do którego Elżbieta nie ma klucza.
Około 20 minut później drzwi Elżbiety uchylają się. „Cofając się, biegnie z powrotem do pokoju”. Dwaj sanitariusze podchodzą do mnie. Doktor marszczy brwi, odwraca się do mnie.
„Ta stara weszła do pokoju”. Elżbieta uśmiecha się pogardliwie z oczami płonącymi nienawiścią do mnie. „Widziałam tę starą jedzącą zupę” bełkocze, odwracając się do mnie. „Przechodzę do następnej strony”.
Weszłam do pokoju. Uśmiech, który nie dociera do oczu. „Muszę popchnąć Elżbietę do ostatecznego limitu”. Nie odzywa się do mnie, traktuje jak powietrze.
Elżbieta ma oczy przyklejone do ekranu telefonu. „Co do cholery? ”. Odtwarzam przez system Bluetooth wysokiej jakości.
Elżbieta krzyczy w aucie, odpala silnik, musi wrócić do domu. Elżbieta wciska gaz do dechy. „No dobrze, mamusiu”. Chowa broń za plecami i idzie do drzwi wejściowych.
Odwracam się do Ireny drżącej na krawędzi krzesła. Irena biegnie do tylnych drzwi. „Krystyno”, szepcze, „tej nocy wyślę ją do ciebie, by błagała o przebaczenie, albo ja dołączę do ciebie”. Elżbieta wchodzi do salonu.
Założyła buty mojej żony do roli i zostawiła swoje płócienne w szafce. „Tylko ty, ten co prowadzi notes z drobnymi wydatkami, mógłbyś pamiętać cenę tego swetra”. „Wszyscy na górę do pokoju mamy”. Zdołałem nacisnąć połączenie alarmowe do komendanta górskiego, mojego starego przyjaciela.
Elżbieta zmusza Irenę i mnie do stania u stóp łóżka. „No grajcie”. Muszę popchnąć jej traumę do granic. Wsuwam dyskretnie rękę do kieszeni i naciskam przycisk pilota.
Szepcze Elżbieta z oczami przyklejonymi do Ireny na łóżku. Podróż do Zakopanego wzywała. Ikona na żywo miga na czerwono w aplikacji Facebook Elżbiety. Drzwi do wolności zamknięte.
Cofając się do drzwi pokoju, blokuje moją jedyną ucieczkę. Elżbieta odwraca się przerażona do drzwi. Powoli przykłada pistolet do własnej skroni. „Do zobaczenia w piekle”.
Próbuję uśmiechnąć się do niej. Młody ratownik przyciska gazę do mojego ramienia. „Żywy dowód, by wsadzić córkę do więzienia na zawsze”. Dojechaliśmy do szpitala świętego Józefa.
„Stanisławie, co do diabła zrobiłeś? ”. Znaleźliśmy system głośników w suficie. Co do Elżbiety, sama wybrała rolę.
Wystarczy na spłatę długów i powrót na wieś do dobrego życia. Odwraca się do wyjścia, ale zatrzymuje przy drzwiach. „Między nami nic już nie pozostało do powiedzenia”. Wchodzę do naszego pokoju.
Pod łóżkiem system głośników Bluetooth zabrany przez policję jako dowód. Druga to jej stara skrzynka do szycia. Schodzę do kuchni. Wychodzę do ogrodu za domem.
Rzucam tam klucze do domu i zasypuję ziemią. Wracam do patrolu tuląc zdjęcie żony. Szepczę do zdjęcia. Moczę chleb w zupie fasolowej i niosę do ust.
Mówię do pustki. „Tu zostanę z tobą, Krystyno, aż do dnia, gdy do ciebie dołączę”.


