Fatalny upadek ze schodków w salonie doprowadził mnie do tego tragicznego stanu. Zostałam przewieziona na oddział ratunkowy do prywatnej kliniki Sanitas. Koszt operacji ratującej życie i specjalistycznej opieki nad wcześniakiem w inkubatorze na najnowocześniejszym oddziale wynosił blisko 200 000 zł. Lekarz i pielęgniarki nieustannie ponaglali ją do podpisania dokumentów i użycia karty, aby mogli przygotować salę operacyjną.

Ból fizyczny był niczym w porównaniu ze wstrętem do ludzkiej podłości. 200 000 to nie jest 200 zł. Nawet jak przeżyje, to będzie kaleką do końca życia. Chcesz doprowadzić nas do śmierci?
Najwyższy z nich podszedł do mojej teściowej. Dyrektor Kowalski krzyknął do zespołu medycznego tonem pełnym autorytetu. Natychmiast przewieziono mnie do windy priorytetowej, która pojechała prosto na najwyższe piętro szpitala. Ordyńator oddziału neonatologicznego delikatnie przyniósł maleńkie dziecko o czerwonej skórze, ważące niespełna 2 kg, do mojego policzka.
Woda spłynęła do gardła, zmywając ostatnie resztki słabości. Elektroniczne komendy niosące straszliwą siłę zniszczenia zostały zaszyfrowane i wysłane do systemów finansowych i kadrowych. Klaudia w jedwabnym szlafroku przytuliła się do ramienia Michała, prosząc go o zakupy w centrum handlowym w Trójmieście. Z dumą podszedł z walizkami do recepcji, aby się wymeldować.
Rachunek za trzy noce luksusu, wynajem jachtu i spa wynosił blisko 100 000 zł. Zaczął krzyczeć na recepcjonistkę, twierdząc, że system w hotelu jest zepsuty. Zawsze był przekonany, że to jego ciężko zarobione pieniądze, a ja jestem tylko figurantką dopisaną do konta. Dodatkowo apartament przy ul.
44 musi zostać przez pana opuszczony do dzisiejszego popołudnia. Ta iluzja pchnęła go do natychmiastowego powrotu najbliższym lotem do Warszawy. Zadzwoń do nich, każ zablokować to wszystko. Odmówiła zapłaty 200 000 za szpital i zostawiła mnie w kałuży krwi.
Zobaczyła 200 000 i pomyślała o mojej ciężkiej pracy, dlatego trochę zwlekała. Zmuszę matkę do przeprosin. Przywróć mnie do pracy. Obserwowałam na tablecie podłączonym przez Tomasza do kamer monitoringu jego każdy chwiejny krok, kierując się prosto do siedziby Farmavita w centrum Warszawy, w okolicach ronda ONZ.
Wchodząc przez drzwi obrotowe, rutynowo przyłożył kartę pracowniczą do czytnika. Zablokowali mu drogę, mocnymi ramionami wypychając go poza linię wejścia do budynku. Co więcej, zespół prawny grupy rozpoczął przygotowywanie dokumentacji do złożenia w sądzie gospodarczym. Drzwi do luksusowego mieszkania, które niegdyś było jej powodem do dumy, miały zmienione kody, a na klamkach wisiały czerwone plomby firmowe.
Apartament ten należał wyłącznie do spółki zarządzającej nieruchomościami grupy Sanitas. Michał był tylko pracownikiem mającym tymczasowe prawo do korzystania z niego w związku ze stanowiskiem. O aucie, na które kiedyś sama podpisałam papier, by dano mu je do spotkań z klientami, też musiał zapomnieć. Pociągnął matkę za rękę, brnąc przez kałuże do prywatnego parkingu niedaleko ronda, by odebrać wóz.
Do dużego komisu połączonego z lombardem, specjalizującego się w szybkim skupie luksusowych samochodów od biznesmenów z problemami. Poprosił o dokumenty wozu do weryfikacji. Michał pewnie wyciągnął je ze schowka, nie wiedząc, że system prawny Sanitas działa szybciej niż burza za oknem. W deszczu pomaszerowali w stronę śródmieścia do największego i najbardziej luksusowego jubilera.
Ale kiedy odwróciła się do Michała szukając wsparcia, ten był blady jak trup. Zostawiał mi najlepsze miejsce do spania. Ale kiedy mają do czynienia z magiczną siłą pieniądza i władzy, ujawnia się ich prawdziwa natura. Oddam im wszystko co złe, co do grosza.
Podpisałam doniesienie do prokuratury. Gdy wezwano go do składania wyjaśnień, gwałtownie zwrócił się w moją stronę. Zjechałam do połowy przyciemnianą szybę, zdejmując okulary przeciwsłoneczne. Krystyna upuściła swój worek do brudnego śniegu.
Oficjalnie weszłam do gry jako wiceprezes Sanitas.


