Kroiła pomidory do sałatki, kiedy Paweł powiedział to rano przy kawie. „Przecież robię to dla naszej przyszłości”. Beata na moment znieruchomiała z nożem w dłoni, ale zaraz wróciła do krojenia. Paweł zamknął drzwi do sypialni, ale niewiele to dało.

Beata odłożyła kawałek pomidora do miski i sięgnęła po ogórek. „Wczoraj do mnie dzwoniła” – powiedziała cicho. „12 000” – odpowiedziała Agnieszka po drugiej stronie słuchawki. Drzwi do sypialni otworzyły się po chwili.
Paweł wyszedł do kuchni powoli, jak człowiek, który doskonale wie, że czeka go nieprzyjemna rozmowa, ale jeszcze łudzi się, że może uda mu się jej uniknąć. „Nie mieszaj szacunku do rodziny z kupowaniem sobie jej przychylności” – powiedziała Beata. Przy Elżbiecie, matce Pawła, Paweł zmieniał się nie do poznania. A jeśli jeszcze do rozmowy włączała się Agnieszka, jego siostra, sprawa była właściwie przesądzona.
Za kilka miesięcy mogły być nowe okna, potem remont łazienki, nowe meble do salonu, lepszy materac, bo przecież kręgosłup, prywatne badania. Pieniądze znikały z ich wspólnego konta, zanim zdążyła o nie zapytać. Paweł zawsze miał gotową odpowiedź: „To dla naszej przyszłości”. Beata wstała i zaniosła miskę z sałatką do lodówki.
Potem wróciła do pokoju. Na stole leżał rachunek, który znalazła wczoraj w kieszeni jego kurtki. Teraz wyglądał niemal śmiesznie, jak bilet wstępu do konkursu, w którym nawet nie chciała brać udziału. Zadzwoni do Agnieszki i powie jej, żeby sama decydowała, co robi ze swoimi pieniędzmi.
Paweł wszedł do mieszkania energicznym krokiem. „Wszystko załatwiłem w kilka minut bez chodzenia do oddziału, bez papierów” – powiedział z satysfakcją. Trochę ponad 20%. Beata poszła korytarzem do sypialni.
Paweł stał w drzwiach i patrzył na nią, jakby dopiero teraz naprawdę dotarło do niego, co się dzieje. Od razu złożyła kolejny sweter i wsunęła go do torby. Paweł zrobił krok do środka. Beata włożyła do torby ostatnią bluzę.
„Zadzwonię do banku” – powiedziała. „Zadzwonię też do Agnieszki. Albo kiedy Monika znowu zrobi coś droższego i Agnieszka zadzwoni do ciebie z tekstem, że trzeba pokazać, kto jest rodziną”. Potem odwróciła się do Pawła.
„Dołożysz do tego turnusu. Może zostawić go Monice, sprzedać albo wydać wszystko na siebie i ma do tego pełne prawo” – dodała. Paweł został na górze z kredytem, turnusem dla matki, eleganckimi perfumami i nadzieją na mieszkanie, które nigdy do niego nie należało. Beata zamknęła torbę i podeszła do drzwi.
Miała prawo do własnych decyzji, do własnych pieniędzy i do przyszłości, której nie trzeba kupować cudzą aprobatą.


