Drzwi restauracji otworzyły się i weszła młoda kobieta. Mój mąż chwycił ją za rękę i pociągnął prosto do mojego stolika. Podniosłam wzrok znać talerza i zobaczyłam obcą twarz, która patrzyła na mnie od stóp do głów z wyższością, jakby oceniała moją wartość. Odwróciłam się do męża, ale on unikał mojego wzroku.

Ona odezwała się pierwsza, z uśmiechem, który nie sięgał oczu. — Myślę, że powinnaś iść do psychiatry — powiedziała cicho, ale tak, żebym usłyszała każde słowo. Zamarłam. To nie była rozmowa, tylko wyrok.
Mąż stał obok, milczący, a jego dłoń wciąż spoczywała na jej ramieniu. — Do kogo zamierzasz dzwonić? — zapytała, gdy wyciągnęłam telefon. Wcisnęłam przycisk połączenia, ale głos w słuchawce był coraz cichszy, jakby ktoś odbierał mi siłę.
Widziałam tylko męża, który siedział samotnie przed komputerem do samego rana, a teraz stał tutaj, gotowy przejść do innego życia, nie oglądając się za siebie. Przypomniałam sobie tamtą noc, gdy wrócił po północy i poszedł prosto do pokoju. Leżałam odwrócona plecami, a on już pakował się w myślach. Rankiem podszedł do mnie i powiedział:
— Możesz dzwonić do kogo chcesz.
To i tak niczego nie zmieni. Jechałam wtedy samochodem do domu, z butelką wódki w torbie, i myślałam o tym, jak kiedyś weszłam do jego domu jako synowa, pełna wiary, że to na zawsze. Nie mam do niego żalu, bo wtedy naprawdę wierzyłam, że damy radę. A teraz ta dziewczyna powiedziała mi wprost, że mam problemy psychiczne.
Mąż milczał. Patrzyłam na nią przez długą chwilę, a potem odpowiedziałam spokojnie:
— Są rzeczy, które jeśli będą kontynuowane, nie tylko doprowadzą do utraty stanowiska, ale także do odpowiedzialności karnej. Odwróciła się do niego z kpiną. — Może zadzwoń do szefa i to wytłumacz.
Podeszłam bliżej. Spojrzałam jej prosto w oczy. — Wczoraj wieczorem kazałaś mi iść do lekarza. Radziłaś mi, żebym sprawdziła głowę.
Roześmiała się cicho. — Wtedy tym bardziej powinnaś iść do lekarza. W tym momencie odwróciłam się do męża. Widziałam, jak jego ręce drżą, ale nie powiedział ani słowa.
Wyszłam do drzwi, a przy wyjściu odwróciłam się i rzuciłam:
— Wracam do swojego domu. On odpowiedział tylko:
— Wróć do domu. Tamtej nocy nie wróciłam do jego domu. Pojechałam tam, gdzie kiedyś czułam się bezpiecznie.
Przypomniałam sobie każdy raz, kiedy dzwoniłam do wuja, szukając pomocy, i każdą obietnicę, którą tamta dziewczyna złożyła, a potem złamała. Następnego dnia przyszła do firmy. Myślała, że wygrała. Podeszła do mnie i zapytała:
— Do kogo dzwoniłaś?
Powiedziałam jej prawdę, bez cienia litości. To nie była prośba o wybaczenie ani nawet przeprosiny. Odpowiedziałam krótko:
— Do domu. Weszłam do windy, a jej twarz zbladła, gdy zrozumiała, że to nie koniec.
Tego popołudnia, gdy tylko wróciłam do domu, usłyszałam dzwonek do drzwi. Stał tam mój mąż. Wyglądał na zagubionego, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, co stracił. — Kto się śmiał, kiedy zmuszałeś mnie do rozwodu?
— zapytałam cicho. Spojrzałam na niego i zapytałam:
— Naprawisz to z miłości do mnie? Odwróciłam się i poszłam do pokoju, zostawiając go w progu. Pewnego wieczoru zadzwonił.
Mówił coś o tym, że tęskni, że był głupi, że chce wrócić. Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że to nie były słowa, które mogły cofnąć czas. Wróciłam do pracy.
Tamta dziewczyna próbowała udawać, że nic się nie stało, ale każdy widział, że coś pękło. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie, z płaczem w głosie. — Możesz raz wrócić do domu? — zapytała, jakby to miało cokolwiek zmienić.
Zamilkłam. Potem powiedziałam tylko:
— To nie mój dom już. Odłożyłam słuchawkę i wróciłam do swojego życia. Wiedziałam, że wybrałam siebie.
I to był dopiero początek.


