Siedziałam przy stole, gdy Robert rzucił: “Ty do domu, ja mam spotkanie.” Chwilę później usłyszałam, jak mówi do telefonu, że dom ma należeć do jego matki, a nie do mnie. Zamarłam. Zamiast na…

Siedziałam przy stole, gdy Robert rzucił: "Ty do domu, ja mam spotkanie." Chwilę później usłyszałam, jak mówi do telefonu, że dom ma należeć do jego matki, a nie do mnie. Zamarłam. Zamiast na...

Joanna siedziała przy stole, przeglądając telefon. W drugim pokoju Robert pakował dokumenty. Wstał i rzucił jej krótkie: “Ty do domu, ja mam spotkanie. ” Nie usłyszała odpowiedzi.

Thumbnail

Przyciskał telefon do ucha, jednocześnie sprawdzając wiadomości. — Nie, dzisiaj nie jadę do Leszna — powiedział do słuchawki. Potem dodał coś o mamie i o tym, że dom ma należeć do matki, a nie do niej. Joanna zamarła.

Poczekała, aż wyjdzie, i wybrała numer Doroty, notariusz. Umówiły się na spotkanie. Notariusz zaprosił ich do gabinetu. Joanna usiadła i słuchała.

Robert nie przyszedł. Zamiast niego zjawiła się Halina, jego matka. Miała ze sobą pełnomocnictwo. — Teraz to wszystko miało należeć do Haliny — powiedział notariusz.

Joanna poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg. Robert nachylił się do niej na korytarzu i powiedział, że ma to zrozumieć, bo tak będzie lepiej dla wszystkich. Po południu wróciła do domu. Wstała, podeszła do kredensu.

Obok leżał zamknięty notes i telefon. Robert wszedł do kuchni z teczką pod pachą. — Pierwsze zestawienie do banku też — powiedział, kładąc dokument. Joanna odwróciła telefon ekranem do dołu.

— Kto przygotował dokumentację do pierwszego kredytu? — zapytała. Później trafiła na maile. Na razie widzimy około 380 000 zł w ciągu siedmiu miesięcy.

380 000 to nie była kolacja, nie prezent, to był plan. Robert nie tylko przygotowywał się do odejścia. On już dawno odszedł. Na chodniku ludzie spieszyli do pracy.

A ona stała z otwartym notesem, w którym zapisywała pytania na kolejne spotkanie z Dorotą. Joanna wróciła do stołu i wzięła teczkę. Zlecenia trafiały do kilku podmiotów, ale większość prowadzi do jednej spółki. Joanna podeszła do okna.

Dom do Haliny, pieniądze do Natalii, kontrakty do nowej spółki. Dziewczyna Roberta. Dlaczego najcenniejsze kontrakty ich firmy miały nagle trafić do spółki należącej do Natalii? Robert odwrócił się do niej.

— W takim razie przejdźmy do Konina — powiedział. Tydzień później NB Design podpisało list intencyjny dotyczący tego samego lokalu. Joanna zapytała o dokumenty. — Proponuję wrócić do dokumentów.

To było prawie 20 lat temu. — Przez 20 lat nie pracowałaś normalnie. — Znowu wracamy do przeszłości. — Wstał i podszedł do okna.

— Proponuję czasowe wstrzymanie wszelkich transferów do NB Design oraz zmian dotyczących głównych kontraktów do czasu zakończenia analizy — powiedziała Dorota. Wieczorem do drzwi zapukała Halina. Robert pisał do matki kilka tygodni wcześniej. Joanna odzyskała prawo do własnych decyzji.

Po południu wyszła do ogrodu. Dzwonił do mnie. Przed pójściem spać podeszła do granatowej teczki. Miała jeszcze godzinę przed wyjazdem do pracy.

Dom wrócił do niej.