Tomasz wydusił wreszcie, czując, jak krew uderza mu do głowy. Od trzech miesięcy, odkąd Alicja wprowadziła się do apartamentu na ostatnim piętrze, spotykali się regularnie wieczorami. Miała w sobie coś królewskiego, jakby była przyzwyczajona do ukrywania prawdziwych emocji za maską opanowania. Ale dla Tomasza świat zawężał się tylko do tej kobiety przed nim i bólu, który czytał w jej oczach.

20 minut później siedzieli w małej kawiarni na rogu ulicy Chorzej, w miękkim świetle lamp i przy ciepłym zapachu świeżo parzonej kawy. – Co cię przywiodło do pracy dozorcy w centrum Warszawy? Ona została w Łodzi z Filipem, a ja przeniosłem się do Warszawy. Co dwa weekendy jeżdżę do Filipa.
Mężczyźni, których spotykam, widzą tylko pieniądze albo wyzwanie do poderwania. Czasem po prostu trzeba dać sobie prawo do słabości. Nie do zwykłej restauracji, nie do przytulnej knajpki na rogu, ale do ekskluzywnej restauracji Belveder w centrum Warszawy. Mruknął do swojego odbicia, przeczesując dłonią brązowe włosy, które uporczywie układały się w niesforne fale, ale wiedział dokładnie, co robił.
Jej apartament, ubrania i samochód mówiły same za siebie. Miał 20 minut, by dotrzeć na miejsce. Gdy Tomasz wszedł do środka, poczuł się jak intruz w innym świecie. Kelner poprowadził Tomasza przez labirynt stolików do osobnej loży przy oknie i tam ją zobaczył.
– Chciałam ci pokazać część mojego świata, ale jeśli wolisz, możemy stąd wyjść i pójść do tego małego baru na Pradze, gdzie robią najlepszy żurek w Warszawie. – Nie pasujesz do tego miejsca. – Nie byłam z tobą do końca szczera. Później tej nocy Alicja zaproponowała, że odwiezie go do domu swoim samochodem.
Tomasz zgodził się, choć czuł się dziwnie, siedząc w skórzanym fotelu wyciszonym do perfekcji. – Alicjo – zaczął Tomasz, odwracając się do niej. – Twoja miłość do syna to jedna z rzeczy, które sprawiają, że jesteś takim wyjątkowym człowiekiem. Następnego ranka Tomasz wrócił do swojej rutyny.
Odpowiedziała, nawiązując do swojego nowego partnera. Jej gotowość do zaakceptowania Filipa, jej szczerość, jej miłość. Jego duże brązowe oczy, tak podobne do oczu Tomasza, badały ojca uważnie. – Postaram się nie dopuścić do tego.
Musiał wprowadzić dwie najważniejsze osoby w swoim życiu do siebie nawzajem i to go przerażało. Po prostu trzymali się za ręce i rozmawiali do świtu. Tego wieczoru, gdy Alicja odwoziła Tomasza do domu po pożegnaniu się z Filipem, jej telefon zadzwonił. Nie mógł wejść do środka.
– Pan Robert Zieliński nie ma podstaw do podważenia tej umowy. Pani Alicja Kowalska zachowuje pełne prawa do większościowego udziału w firmie Import Lux. Alicja uśmiechnęła się przez łzy, które nagle napłynęły do jej oczu.
– Mamy wszystko, czego potrzeba do rodziny – powiedział w końcu, zwracając się do Alicji.


