Wiedziałam, że mój mąż coś knuje, ale nie byłam gotowa na to, że planuje moją śmierć. Kiedy w poniedziałkowy wieczór postawił przede mną naszyjnik, a jego telefon nie przestawał dzwonić, poczułam,…

Wiedziałam, że mój mąż coś knuje, ale nie byłam gotowa na to, że planuje moją śmierć. Kiedy w poniedziałkowy wieczór postawił przede mną naszyjnik, a jego telefon nie przestawał dzwonić, poczułam,...

Siedziałam przy stole, a Daniel z dumą stawiał przede mną okazałe pudełko w głębokiej czerwieni. W środku, na poduszce z aksamitu, leżał naszyjnik z brylantami, które tańczyły w świetle lampy. Mimo że to był tylko prezent, coś ścisnęło mnie w żołądku. Mój instynkt, ten sam, który tyle razy mnie ostrzegał, obudził się gwałtownie.

Thumbnail

— Idealnie do ciebie pasuje — powiedział, a jego uśmiech wydał mi się zbyt szeroki. — Kupiłeś mi biżuterię? — zapytałam, próbując ukryć niepokój. — W przyszłym tygodniu mam sesję zdjęciową do magazynu biznesowego.

Może włożę go wtedy. Wziął mnie za rękę. Jego dłoń była zimna i wilgotna. — A może założysz go od razu?

— nalegał, a w jego głosie pojawił się ostry ton, którego wcześniej nie znałam. Nagle zadzwonił telefon. To była Maja, młodsza siostra Daniela. Od razu przeszła do rzeczy.

— Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć. To ważne. — Co się stało? — zapytałam, odsuwając słuchawkę od ucha.

— Przejrzałam dokumenty Daniela dotyczące twojej polisy na życie. Znalazłam coś, co wygląda podejrzanie. Serce zabiło mi mocniej. — O czym ty mówisz?

— Wniosek o wypłatę, który złożył, jest podrobiony — powiedziała, ściszając głos do szeptu. — Na szczęście nasz system wewnętrzny wykrył nieprawidłowości, ponieważ wniosek żądał wypłaty bez śledztwa medycznego. Gdyby spotkało cię coś fatalnego, wypłaciłby pełną sumę. Zamarłam.

Spojrzałam na Daniela, który właśnie sięgnął po naszyjnik. — Proszę zablokować wszelki dostęp do tej polisy — powiedziałam do Mai, starając się, by mój głos brzmiał naturalnie. — Danielu, wybacz. Muszę na chwilę do łazienki.

Wstałam, a ciężar tej wiadomości przygniótł mnie do ziemi. W łazience otworzyłam kran i oparłam się o umywalkę. Moje odbicie w lustrze wyglądało na obce. Mężczyzna, z którym dzieliłam życie, planował moją śmierć.

Najpierw naszyjnik, potem wniosek o wypłatę. To był plan, który układał od tygodni. Słyszałam, jak Daniel chodzi po kuchni. Za każdym krokiem moje przerażenie rosło.

W głowie układałam plan ucieczki, ale wiedziałam, że muszę działać ostrożnie. Jeśli się zorientuje, że wiem, wszystko na nic. Wróciłam do kuchni, zmuszając usta do uśmiechu. Dotknęłam naszyjnika palcami.

— Racja, może założę go na jutrzejszy wieczór — powiedziałam. Daniel skinął głową, ale w jego oczach zobaczyłam coś, czego wcześniej nie dostrzegłam: chłód. Tamtej nocy nie zmrużyłam oka. Kiedy Daniel zasnął, weszłam do jego gabinetu.

Drzwi skrzypnęły, ale on spał. Na biurku leżał otwarty laptop. Przewinęłam historię przelewów i zamarłam. Od trzech lat każdego 15 dnia miesiąca Szymon przelewał 50 000 zł na konto Henryka, tego samego notariusza, który przygotowywał dokumenty polisy.

50 000 miesięcznie. Przez trzy lata. To nie była jednorazowa wpadka. To była zaplanowana zbrodnia, a Henryk był w to zamieszany.

Wiedziałam, że nie mam czasu. Musiałam działać szybko. Następnego dnia rano wróciłam do domu i znalazłam Daniela w kuchni. — Słuchaj, mam sprawę do załatwienia.

Wychodzę na godzinę — powiedział, zakładając kurtkę. Gdy tylko wyszedł, wyciągnęłam ukryty telefon i wybrałam numer, który Maja mi podała. — Słucham? — odezwał się męski głos.

— To ja. Muszę się z panem spotkać. To pilne. — Pani domu?

— zapytał mężczyzna, a ja skinęłam głową. — Tak. To w sprawie mojego męża. Umówiliśmy się na popołudnie.

Tymczasem przeszukałam całą sypialnię. W kieszeni marynarki Daniela znalazłam pognieciony rachunek za kosztowną biżuterię, ale to była tylko przykrywka. Wiedziałam, że muszę zdobyć dowody. Po południu do drzwi zapukał mężczyzna w ciemnym garniturze.

Przedstawił się jako inspektor Kowalczyk. Od razu wpuściłam go do środka i zaprowadziłam do mojego wyciszonego gabinetu na piętrze. — Pani Majewska, rozumiem, że ma pani informacje o nieprawidłowościach w ubezpieczeniu — zaczął. — Tak.

Mój mąż i notariusz Henryk próbują mnie zabić. Znajdą pan dowody w dokumentach finansowych — powiedziałam drżącym głosem. — Potrzebuję twardych dowodów, inaczej nic z tego nie będzie — powiedział, patrząc mi prosto w oczy. — Mam pomysł.

Wiem, jak go złapać. Wyjaśniłam plan. Daniel był sprytny, ale nie aż tak, by przewidzieć wszystko. Tego wieczoru Daniel wrócił z uśmiechem.

Położył przede mną dwie koperty. — Co to? — zapytałam. — Dokumenty od Henryka.

Drobna formalność, tylko podpisy. Spojrzałam na papiery. Wiedziałam, że to pułapka. Gdybym podpisała, byłabym martwa następnego dnia.

— Danielu, skąd takie dokumenty? — zapytałam, udając zdziwienie. — Nie przejmuj się. Henryk ci to wytłumaczy.

— Jutro mam sesję zdjęciową — powiedziałam, odkładając długopis. — Podpiszę pojutrze. Jego twarz stężała. — Podpisz teraz — warknął.

Wtedy usłyszałam dźwięk syren. Przez okno zobaczyłam policyjne światła. Inspektor Kowalczyk wykonał swoją robotę. Drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka weszli funkcjonariusze.

— Panie Danielu, ma pan prawo zachować milczenie — powiedział inspektor, zakładając mu kajdanki. Daniel spojrzał na mnie z nienawiścią. Wiedział, że przegrał, ale nie powiedział ani słowa. Gdy go wyprowadzali, odwróciłam się do inspektora.

— Znajdzie pani wszystko na koncie Henryka — powiedziałam, wskazując na dokumenty. — Dziękuję, pani Majewska. Bez pani pomocy nigdy byśmy tego nie rozpracowali. Ale to nie był koniec.

Henryk wciąż był na wolności, a ja wiedziałam, że to nie koniec gry. Tego wieczoru, gdy zostałam sama w domu, usłyszałam cichy dźwięk przy drzwiach balkonowych. Podeszłam ostrożnie. Za szybą stał cień.

— Wiedziałem, że przez to przejdziesz — usłyszałam głos. To był Henryk. — I co teraz? — zapytałam, próbując ukryć strach.

— Teraz dowiesz się, co naprawdę się stało — powiedział, wyciągając telefon. Zanim zdążyłam zareagować, wezwałam policję przez ukryty przycisk. Ale zanim przyjechali, Henryk zniknął, zostawiając na stole kolejną kopertę. Gdy ją otworzyłam, znalazłam zdjęcie.

Było to zdjęcie mojej matki sprzed lat, a pod spodem znajdował się adres w Podlasiu. Zrozumiałam, że ta sprawa jest o wiele głębsza, niż myślałam. I że to nie koniec.

Ale to już historia na inny czas.