Stał przy oknie z rękami w kieszeniach, patrząc na panoramę Warszawy rozciągającą się dwadzieścia pięter niżej. Zofia była tą spokojną dziewczyną z Krakowa, która przyjechała do stolicy z walizką, marzeniami i przesadną wiarą w to, że ciężka praca zawsze zostaje dostrzeżona. Przez półtora roku była zawsze jego plus one na firmowych imprezach, ale nigdy nie była jego priorytetem.



