Anna nakrywała do stołu, gdy usłyszała skrzypnięcie zamka. Marek wszedł do mieszkania bez słowa, rzucił płaszcz na wieszak i nie zdejmując butów stanął w przedpokoju. Odwróciła się powoli, nie przerywając ruchu dłoni, którą trzymała łyżkę do zupy. Nie uciekał spojrzeniem, choć było widać, że musiał się do tego zmusić.

Przeszła do korytarza, zdjęła z wieszaka swój płaszcz, sięgnęła po torebkę. Kiedy duma uderza do głowy, miłość jest pierwsza, która się dusi. Potem podszedł do stołu, usiadł i utkwił wzrok w talerzach, które przygotowała. Nie włączył telewizora, nie zadzwonił do nikogo.
Zaglądał do pomieszczeń, jakby szukał czegoś, czego nie potrafił nazwać. Nie do końca szloch, nie do końca jęk, coś między zawstydzeniem a poczuciem straty, ale nie zapłakał. Następnego ranka nie poszedł do pracy. W międzyczasie ktoś zapukał do drzwi – trzy delikatne uderzenia.
Słowa nie płynęły gładko, raczej rwały się, zacinały, szukały odpowiednich form, by nie zranić bardziej niż już zraniła rzeczywistość. Tak, powiedziała po chwili i wierzył w każde z nich, jakby naprawdę był przekonany, że już nie pasuje do jego nowego świata. Rano Anna wstawała jak automat, szykowała się i wychodziła do pracy. Plotki miały zapach potu i niedopowiedzianych fantazji, które rosły w ciszy drukarek i szumie ekspresu do kawy.
Pewnego dnia w przerwie między spotkaniami Piotr zawołał Annę do swojego gabinetu. Tego wieczoru wracając do mieszkania Kasi, usiadły razem w salonie. W ciągu następnych dni Anna zaczęła wracać do siebie. Stuk od klawiatur przeplatał się z cichymi rozmowami przy automacie do kawy.
Nie była już tą samą Anną, która miesiąc temu wracała do domu i gotowała dla Marka. Nawet ekspres do kawy jakby rozumiejąc wagę chwili przestał warczeć. To ona cię wspierała, gdy chciałeś rzucić firmę, i to ona, tylko ona zasugerowała twoją kandydaturę do stanowiska, które teraz uważasz za swój osobisty triumf. Tego dnia nikt nie podszedł do Anny z pytaniami.
Anna wsiadła do samochodu i przez kilka minut nie mówiły nic. Następnego dnia Marek nie przyszedł do pracy. Minęło zaledwie kilka godzin od dramatycznego starcia Piotra z Markiem, kiedy Anna otrzymała wiadomość, by zgłosić się do jego gabinetu. Przez tyle lat wykonywała swoją pracę bez oczekiwania, bez aspiracji do stanowisk kierowniczych.
Nie wybiegła, nie obejrzała się, bo nie trzeba się oglądać, kiedy idzie się do przodu dla siebie, a nie przeciw komuś. I zawsze, choćby mimochodem, Kasia wracała do tamtego dnia. W korytarzach firmy mówiono, że wyjechał do Gdańska.


