Usiadłam naprzeciwko jednego z najbogatszych ludzi w kraju, myśląc, że czeka mnie zwykła rozmowa o pracę. Zamiast tego usłyszałam: „Potrzebuję kogoś, kto będzie udawał moją narzeczoną przez trzy…

Usiadłam naprzeciwko jednego z najbogatszych ludzi w kraju, myśląc, że czeka mnie zwykła rozmowa o pracę. Zamiast tego usłyszałam: „Potrzebuję kogoś, kto będzie udawał moją narzeczoną przez trzy...

Warszawa witała Aurelię Drzewiecką chłodnym październikowym deszczem. Krople wody uderzały o szyby tramwaju, którym 26-letnia dziewczyna jechała na kolejną rozmowę kwalifikacyjną. To była już jej piąta w tym miesiącu. Mimo dyplomu z wyróżnieniem z ekonomii na Uniwersytecie Warszawskim, Aurelia wciąż nie mogła znaleźć pracy, która odpowiadałaby jej ambicjom i umiejętnościom.

Thumbnail

Ubrana w szarą garsonkę z włosami upiętymi w schludny kok, trzymała w dłoniach teczkę z dokumentami. Jej zielone oczy, podkreślone delikatnym makijażem, odzwierciedlały mieszankę nadziei i zmęczenia. Po przeprowadzce z rodzinnego Krakowa do stolicy czuła, że wciąż nie odnalazła swojego miejsca w wielkim mieście. Biurowiec firmy Majewski Investments prezentował się imponująco na tle szarego warszawskiego nieba.

30-piętrowy wieżowiec ze szkła i stali górował nad placem Europejskim, a logo firmy widoczne było z daleka. Aurelia wzięła głęboki oddech, poprawiła marynarkę i weszła do środka. – Dzień dobry. Jestem umówiona na rozmowę o stanowisko asystentki zarządu – powiedziała do eleganckiej recepcjonistki.

– Pani Aurelia Drzewiecka. – Tak – recepcjonistka sprawdziła coś w komputerze. – Proszę wjechać na 30 piętro. Tam się panią zajmą.

Winda sunęła bezgłośnie w górę. Aurelia próbowała opanować zdenerwowanie. Wiedziała, że Majewski Investments to jedna z najbardziej prestiżowych firm inwestycyjnych w Polsce. Plotki o ekscentrycznym, ale genialnym biznesowo Przemysławie Majewskim krążyły w środowisku finansowym.

W wieku 38 lat dorobił się fortuny na inwestycjach w nieruchomości i nowe technologie. Drzwi windy otworzyły się bezgłośnie. Aurelia wyszła na piętro, gdzie wszystko wydawało się perfekcyjne, od marmurowej posadzki po minimalistyczne meble z najwyższej półki. Przy biurku siedziała kobieta w wieku około 40 lat, ubrana w elegancki kostium.

– Pani Drzewiecka, proszę za mną. Pan Majewski osobiście chce przeprowadzić tę rozmowę. Aurelia poczuła, jak jej serce przyspiesza. Myślała, że będzie rozmawiać z kimś z działu HR, a nie z samym prezesem.

Kobieta prowadziła ją długim korytarzem, aż zatrzymały się przed masywnymi czarnymi drzwiami. – Powodzenia – powiedziała z uśmiechem, który Aurelia odebrała jako nieco zagadkowy. Gabinet Przemysława Majewskiego był przestronny, z panoramicznym widokiem na Warszawę. Za ogromnym biurkiem z czarnego drewna siedział mężczyzna, którego Aurelia rozpoznała z okładek biznesowych magazynów.

Wysoki, szczupły, z ciemnymi włosami przypruszonymi siwizną na skroniach i intensywnie niebieskimi oczami. Miał na sobie idealnie skrojony granatowy garnitur. – Pani Drzewiecka, proszę usiąść – wskazał fotel naprzeciwko. Jego głos był głęboki i pewny siebie.

– Herbaty, kawy? – Dziękuję. Wody wystarczy – odpowiedziała, starając się, by jej głos brzmiał profesjonalnie. Majewski przejrzał jej CV, które leżało przed nim na biurku.

– Imponujące wyniki na studiach. Staż w banku narodowym. Płynna znajomość czterech języków. – Podniósł wzrok znad dokumentów.

– Co pani robi na rozmowie o stanowisko asystentki? Aurelia wyprostowała się w fotelu. – Szukam możliwości rozwoju w prestiżowej firmie. Wierzę, że nawet zaczynając od pozycji asystentki, mogę się wiele nauczyć i z czasem awansować.

Majewski przyglądał jej się przez chwilę, jakby coś analizował. – Szczerość jest ważna w biznesie, pani Aurelio. Czy mogę mówić ci po imieniu? – Oczywiście – odpowiedziała zaskoczona nagłą zmianą tonu.

– Doskonale. Ty również zwracaj się do mnie po imieniu. Nie szukam asystentki. Aurelia poczuła ukłucie rozczarowania, ale starała się tego nie okazać.

– Rozumiem. Dziękuję za poświęcony czas. – Nie zrozumiałaś – przerwał jej Przemysław. – Nie szukam asystentki, ale osoby o twoich kwalifikacjach do specjalnego projektu.

Ogłoszenie było przynętą. Chciałem zobaczyć, kto się zgłosi. Aurelia zmarszczyła brwi, nie wiedząc, co o tym myśleć. – Jakiego rodzaju projekt?

– zapytała ostrożnie. Przemysław wstał i podszedł do okna. Przez chwilę patrzył na panoramę miasta, po czym odwrócił się do niej. – Potrzebuję kogoś, kto będzie udawał moją narzeczoną przez najbliższe trzy miesiące.

Aurelia była pewna, że się przesłyszała. – Słucham? – To biznesowa konieczność – kontynuował spokojnie. – Prowadzę ważne negocjacje z koreańskimi inwestorami.

Oni bardzo cenią stabilność rodzinną swoich partnerów biznesowych. Moja reputacja, powiedzmy, że nie jest idealna w tej kwestii. Potrzebuję kogoś inteligentnego, wykształconego, kto sprosta sytuacji. – Chce pan, żebym udawała pańską narzeczoną?

– Aurelia nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. – To jakiś żart? – Przemysław, proszę. I nie, to nie żart.

To propozycja biznesowa. – Sięgnął do szuflady biurka i wyjął teczkę. – Oto umowa. Wynagrodzenie to 20 000 zł miesięcznie plus premia.

Po zakończeniu projektu, jeśli będziesz zainteresowana, otrzymasz stanowisko analityka inwestycyjnego w mojej firmie. Z twoimi kwalifikacjami to początek świetnej kariery. Aurelia wzięła do ręki umowę, ale nie otworzyła jej. Czuła się, jakby trafiła do jakiegoś absurdalnego filmu.

– To nie jest standardowa oferta pracy – powiedziała w końcu. – Zgadza się – Przemysław uśmiechnął się lekko. – Ale też nie jest to standardowa sytuacja. – A co dokładnie byłoby moim zadaniem?

– Towarzyszenie mi na spotkaniach biznesowych, galach, kolacjach, poznanie podstawowych informacji o mnie, abym mógł przedstawić cię jako moją narzeczoną. Nic więcej. Zapewniam. Aurelia odłożyła umowę na biurko.

– Doceniam propozycję, ale muszę odmówić. Szukam prawdziwej pracy, nie roli do odegrania. Przemysław nie wydawał się zaskoczony jej odpowiedzią. – Rozumiem, ale proszę, weź umowę do domu, przeczytaj ją, przemyśl.

Jutro o tej samej porze czekam na twoją ostateczną odpowiedź. Aurelia zawahała się, po czym wzięła teczkę. – Dobrze, przeczytam, ale nie obiecuję zmiany zdania. – Tylko o to proszę – odpowiedział Przemysław, odprowadzając ją do drzwi.

Wieczorem w swoim małym mieszkaniu na Mokotowie Aurelia czytała umowę. Warunki były jasne, ale wciąż czuła się nieswojo. Jej współlokatorka Zofia zapukała do drzwi jej pokoju. – I jak poszła rozmowa?

– zapytała, wchodząc z dwoma kubkami herbaty. Aurelia westchnęła i opowiedziała jej wszystko. – Nie wierzę – Zofia usiadła na łóżku. – Majewski to jeden z najbogatszych facetów w kraju i chce, żebyś udawała jego narzeczoną.

To szaleństwo, prawda? Aurelia wzięła kubek do rąk. – Nie wiem. 20 000 miesięcznie plus stała posada po wszystkim.

Zofia spojrzała na nią znacząco. – Ja bym się zastanowiła, ale to jest dziwne, nieetyczne. A może to szansa? Pomyśl.

Płacą ci za bycie na salonach. Poznasz wpływowych ludzi. Otworzą się nowe możliwości. Aurelia spędziła bezsenną noc, rozważając propozycję.

Rankiem przypomniała sobie o zaległym czynszu, o pożyczce studenckiej do spłacenia, o rodzicach w Krakowie, którym obiecała, że poradzi sobie w stolicy. Następnego dnia, punktualnie o umówionej godzinie, wróciła do biura Majewskiego. – Podpiszę umowę – powiedziała, gdy tylko weszła do gabinetu. – Ale mam kilka warunków.

Przemysław uniósł brew. – Słucham. – Po pierwsze, żadnych publicznych oświadczyn czy zaręczyn. Po drugie, pełna dyskrecja.

Nikt poza koniecznymi osobami nie może wiedzieć, że to fikcja. Po trzecie, chcę gwarancji zatrudnienia na piśmie, niezależnie od wyników negocjacji z Koreańczykami. Przemysław uśmiechnął się z uznaniem. – Zgadzam się na wszystkie warunki.

Widzę, że dobrze wybrałem. – Podał jej długopis. Aurelia zawahała się przez chwilę, po czym złożyła podpis na umowie, nie wiedząc, że właśnie podpisała znacznie więcej niż kontrakt biznesowy. Podpisała zgodę na wejście do świata, którego nie znała, na relację, która miała zmienić jej życie w sposób, którego nie mogła przewidzieć.

Tydzień po podpisaniu umowy Aurelia przeprowadziła się do apartamentu dla gości w rezydencji Przemysława na Wilanowie. Był to dwupiętrowy penthouse z widokiem na park, urządzony w minimalistycznym stylu. Jej część obejmowała sypialnię, łazienkę i mały salon. Wszystko w stonowanych beżach i szarościach.

– To tylko tymczasowe rozwiązanie – wyjaśnił Przemysław, gdy wprowadzała się z dwiema walizkami. – Koreańscy partnerzy przyjeżdżają za trzy dni. Musimy wyglądać na parę, która mieszka razem. Aurelia rozpakowała swoje rzeczy, czując się nieswojo w luksusowym otoczeniu.

Jej proste ubrania wydawały się nie pasować do eleganckiej garderoby. – W sypialni czeka na ciebie niespodzianka – powiedział Przemysław, gdy skończyła się rozpakowywać. W garderobie znalazła dziesiątki nowych ubrań. Sukienki, garsonki, płaszcze, wszystko w jej rozmiarze i od najlepszych projektantów.

– Nie mogę tego przyjąć – zaprotestowała, gdy Przemysław zajrzał do pokoju. – To część umowy – odpowiedział spokojnie. – Potrzebujesz odpowiedniej garderoby do nowej roli. Jutro przyjedzie stylistka i wizażystka.

Wieczorem mamy kolację z moim zespołem. Chcę cię przedstawić jako moją narzeczoną. Następnego dnia Aurelia przeszła całkowitą metamorfozę. Stylistka doradziła jej nową fryzurę.

Teraz jej długie brązowe włosy miały delikatne refleksy i profesjonalne cięcie. Wizażystka pokazała jej, jak subtelnie podkreślić naturalne piękno. Gdy Aurelia zobaczyła swoje odbicie w lustrze, nie mogła uwierzyć, że to ona. Wyglądała jak kobieta z okładki luksusowego magazynu.

Wieczorem, ubrana w granatową suknię od znanej polskiej projektantki, czekała na Przemysława w salonie. – Wyglądasz zjawiskowo – powiedział, gdy wszedł do pomieszczenia. Sam miał na sobie idealnie skrojony garnitur. – Pamiętaj, od dziś jesteśmy parą od sześciu miesięcy.

Poznaliśmy się na gali charytatywnej fundacji Dzieci Warszawy. – Ile osób wie o naszej umowie? – zapytała Aurelia, zakładając kolczyki. – Tylko mój prawnik i Marta, moja asystentka.

Dla wszystkich innych jesteśmy zakochaną parą. – Podał jej ramię. – Gotowa? Kolacja odbywała się w prywatnej sali ekskluzywnej restauracji przy Starym Mieście.

Przy stole siedziało sześć osób z zarządu Majewski Investments. Aurelia czuła na sobie ich badawcze spojrzenia. – Aurelia studiowała ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim – mówił Przemysław, trzymając dłoń na jej ramieniu. – Poznaliśmy się, gdy fundacja, w której pracowała, otrzymała grant od naszej firmy.

Aurelia uśmiechnęła się, grając swoją rolę. – Przemysław zaimponował mi tym, że mimo swojej pozycji osobiście angażuje się w projekty społeczne – powiedziała, przypominając sobie informacje z przygotowanej dla niej teczki o jego działalności charytatywnej. – To pierwszy raz, gdy widzimy szefa tak zaangażowanego w związek – zauważyła starsza kobieta, dyrektor finansowa. – Zwykle jego relacje trwają krócej.

– Anno – Przemysław spojrzał na nią ostrzegawczo. – Nic nie szkodzi – Aurelia dotknęła jego dłoni w geście, który wyćwiczyła wcześniej przed lustrem. – Wiem, że Przemysław miał burzliwą przeszłość, ale to przeszłość. Zauważyła, że jej odpowiedź zrobiła wrażenie na zgromadzonych.

Przemysław ścisnął lekko jej dłoń pod stołem. Był to sygnał, że dobrze sobie poradziła. Kolacja przebiegła pomyślnie. Aurelia szybko nauczyła się rozpoznawać, kiedy Przemysław chciał, by włączyła się do rozmowy, a kiedy powinna milczeć.

Zaskakiwało ją, jak naturalnie przychodziło im udawanie pary. Trzy dni później przybyli koreańscy inwestorzy. Delegacja składała się z pięciu osób, na czele z panem Kim Sungo, szefem Hion Group, potężnego konglomeratu zainteresowanego polskim rynkiem nieruchomości. – To zaszczyt gościć pana w Polsce – Przemysław witał się z nim w holu luksusowego hotelu Rafejski.

– Pozwoli pan, że przedstawię moją narzeczoną Aurelię Drzewiecką. Pan Kim, starszy mężczyzna o poważnym wyrazie twarzy, uścisnął jej dłoń. – Miło mi panią poznać. Przemysław wspominał o pani w naszych rozmowach.

Aurelia ukłoniła się lekko, pamiętając o lekcjach etykiety, które odbyła w ekspresowym tempie. – Dla mnie to również ogromna przyjemność – odpowiedziała po angielsku. – Mam nadzieję, że pobyt w Warszawie będzie dla państwa przyjemny i owocny biznesowo. Pan Kim wyglądał na mile zaskoczonego jej postawą.

Kolacja przebiegła w przyjaznej atmosferze. Aurelia zauważyła, że koreańscy biznesmeni przyglądają się jej interakcjom z Przemysławem. Pilnowała każdego gestu, każdego spojrzenia, starając się wyglądać na autentycznie zakochaną. Po kolacji, gdy wrócili do apartamentu, Przemysław wydawał się zadowolony.

– Byłaś doskonała – powiedział, rozluźniając krawat. – Kim jest bardzo tradycyjny. Zawsze powtarza, że nie ufa biznesmenowi, który nie potrafi zbudować stabilnego związku. – To dlatego potrzebowałeś fikcyjnej narzeczonej?

– zapytała Aurelia, zdejmując szpilki. – Dokładnie. Jego syn stracił fortunę przez nieudane małżeństwo. Od tamtej pory Kim patrzy podejrzliwie na kawalerów.

– A ty masz opinię playboya – dokończyła Aurelia. – Niestety – westchnął Przemysław. – Media lubią rozdmuchiwać moje życie prywatne. Następne dni wypełnione były spotkaniami biznesowymi.

Aurelia towarzyszyła Przemysławowi podczas oficjalnych kolacji i wycieczek po Warszawie organizowanych dla gości. Zauważyła, że pan Kim często kieruje rozmowy na tematy osobiste. – Jak się poznaliście? – zapytał podczas rejsu po Wiśle.

Aurelia opowiedziała przygotowaną historię, dodając kilka osobistych szczegółów, które sprawiały, że brzmiała bardziej wiarygodnie. – Przemysław zaskoczył mnie. Myślałam, że bogaci biznesmeni są powierzchowni, ale on ma w sobie głębię, której nie widać na zdjęciach w gazetach. Zauważyła, że Przemysław spojrzał na nią z zaskoczeniem.

To nie było częścią scenariusza. Wieczorem, gdy siedzieli w salonie, pracując nad dokumentami, Przemysław zapytał:

– Dlaczego powiedziałaś to Kimowi? – O mojej głębi? – Aurelia wzruszyła ramionami.

– Trzeba było dodać coś od siebie, żeby brzmiało autentycznie. Poza tym… – zawahała się. – Poza tym zauważyłam, że rzeczywiście masz inną stronę niż ta, którą pokazujesz w mediach.

Przemysław patrzył na nią przez chwilę, po czym wrócił do dokumentów, ale Aurelia zauważyła cień uśmiechu na jego twarzy. Po dwóch tygodniach intensywnych spotkań negocjacje zaczęły zmierzać w dobrym kierunku. Pan Kim zaprosił ich na prywatną kolację w apartamencie. – W Korei rodzina jest wszystkim – powiedział podczas posiłku.

– Cieszę się, że Przemysław znalazł kogoś, kto sprawia, że jest lepszym człowiekiem. To widać. Aurelia poczuła, jak jej policzki się rumienią. Gra zaczynała się zacierać z rzeczywistością.

Spędzała z Przemysławem całe dnie. Poznawała jego nawyki, sposób myślenia, poczucie humoru. Czasami łapała się na tym, że zapomina o fikcyjności ich związku. Jednego wieczoru, gdy wracali z opery, Przemysław otrzymał telefon.

Jego twarz spoważniała. – Co się stało? – zapytała Aurelia, gdy skończył rozmowę. – Konkurencja próbuje przejąć projekt spod nosa.

Oferują Koreańczykom lepsze warunki. – Potarł skronie. – Muszę przygotować nową propozycję na jutro. Do rana pracowali nad dokumentami.

Aurelia, wykorzystując swoją wiedzę ekonomiczną, pomagała mu analizować dane. O świcie, gdy kończyła ostatnie obliczenia, Przemysław przyniósł jej kawę. – Dziękuję – powiedział cicho, patrząc jej w oczy. – Nie tylko za pomoc.

Za wszystko. To był pierwszy raz, gdy zobaczyła go bezbronnego, bez maski pewnego siebie biznesmena. Przez chwilę patrzyli na siebie, a Aurelia poczuła dziwne ciepło rozlewające się w jej piersi. Szybko odwróciła wzrok, przypominając sobie, że to tylko biznes.

Ale czy na pewno? Miesiąc po rozpoczęciu ich umowy pozory stały się trudniejsze do odróżnienia od rzeczywistości. Aurelia przyzwyczaiła się do życia w luksusie, do eleganckich przyjęć i biznesowych kolacji. Nawet pierwsze strony gazet, na których pojawiały się jej zdjęcia z Przemysławem, przestały budzić jej zażenowanie.

– „Tajemnicza kobieta, która okiełznała warszawskiego milionera” – przeczytała nagłówek jednego z tabloidów podczas śniadania. – Chyba dobrze gram swoją rolę. – Za dobrze – Przemysław uśmiechnął się znad laptopa. – Moja matka dzwoniła wczoraj, pytając, dlaczego dowiedziała się o moim związku z gazet.

– O nie – Aurelia zakryła usta dłonią. – Co jej powiedziałeś? – Poważna relacja i wkrótce ją poznasz. – Wzruszył ramionami.

– Nie martw się. Matka mieszka we Francji. Odwiedza Polskę raz na kilka lat. Aurelia poczuła ulgę, ale jednocześnie dziwny niepokój.

Kłamstwa nawarstwiały się, tworząc skomplikowaną sieć. Negocjacje z Koreańczykami postępowały pomyślnie. Pan Kim zaprosił ich do swojej rezydencji na przedmieściach Warszawy, którą wynajmował na czas pobytu w Polsce. – Moja żona przyleciała wczoraj z Seulu – poinformował ich, gdy dotarli na miejsce.

– Chciała poznać narzeczoną Przemysława, o której tyle słyszała. Pani Kim, drobna, elegancka kobieta koło pięćdziesiątki, przywitała Aurelię ciepło. – Mój mąż mówi, że jesteś wyjątkowa – powiedziała po angielsku z silnym akcentem. – Rzadko komplementuje obce osoby.

Podczas kolacji Aurelia czuła się, jakby zdawała egzamin. Pani Kim zadawała pytania o jej rodzinę, plany na przyszłość, a nawet o ślub. Aurelia improwizowała, starając się być wiarygodna. – Nie ustaliliśmy jeszcze daty – odpowiedziała, gdy pani Kim zapytała o termin ceremonii.

– Chcemy najpierw zakończyć kilka ważnych projektów zawodowych. – Młodzi ludzie zawsze myślą, że mają dużo czasu – pani Kim pokręciła głową. – Ale życie przemija szybko. Nie odkładajcie szczęścia na później.

Aurelia spojrzała na Przemysława, który ścisnął jej dłoń pod stołem. Ten gest, początkowo część ich gry, stał się dla nich naturalny. Po kolacji, gdy kobiety zostały same w ogrodzie, pani Kim pokazała Aurelii zdjęcia swojej rodziny. – 52 lata małżeństwa – powiedziała, patrząc na fotografię z mężem.

– Wiesz, co jest najważniejsze w związku? Aurelia pokręciła głową. – Szczerość – pani Kim spojrzała jej głęboko w oczy. – Bez niej nie ma prawdziwej miłości.

Aurelia poczuła ukłucie winy. Cały ich związek był oparty na kłamstwie. Tej nocy, gdy wrócili do apartamentu, była niezwykle cicha. – Coś się stało?

– zapytał Przemysław, rozluźniając krawat. – Nie czuję się dobrze z tym oszustwem – odpowiedziała szczerze. – Państwo Kim są tacy mili, a my ich okłamujemy? Przemysław westchnął, siadając obok niej na kanapie.

– To biznes, Aurelio. Czasem wymaga kompromisów. – Ale czy to na pewno tylko biznes? – Spojrzała mu w oczy.

– Przestaję rozumieć, gdzie kończy się gra, a zaczyna rzeczywistość. Przemysław milczał przez chwilę, jakby rozważał jej słowa. – Za dwa tygodnie podpisujemy umowę – powiedział w końcu. – Potem wszystko wróci do normy.

Ale czy Aurelia chciała, żeby wszystko wróciło do normy? Tej nocy nie mogła zasnąć, analizując swoje uczucia. Przywiązała się do Przemysława bardziej, niż chciała przyznać. Następnego dnia mieli zaplanowaną wycieczkę do Krakowa.

Pan Kim chciał zobaczyć miasto, w którym Przemysław planował kolejną inwestycję. Aurelia cieszyła się, że odwiedzi swoje rodzinne strony. – Myślałam, że zatrzymamy się u moich rodziców – powiedziała, gdy Przemysław zarezerwował apartamenty w hotelu. – To byłoby niestosowne – odpowiedział.

– Kim spodziewa się, że zamieszkamy w najlepszym hotelu. Ale możemy odwiedzić twoich rodziców na obiedzie. Aurelia zawahała się. – A co im powiemy, że jestem twoją narzeczoną?

Czy to nie byłby problem? Oni nie są częścią tej gry. Przemysław, nie chcę ich okłamywać. Przemysław patrzył na nią przez chwilę, po czym skinął głową.

– Rozumiem. Powiedz im prawdę, ale zastrzeż, że to tajemnica. Rodzice Aurelii, państwo Drzewieccy, mieszkali w małym domu na przedmieściach Krakowa. Ojciec był emerytowanym nauczycielem historii.

Matka prowadziła niewielką księgarnię. Gdy Aurelia zadzwoniła, informując o wizycie, byli zachwyceni. – Przyprowadzę kogoś – powiedziała, nie wdając się w szczegóły. W Krakowie zatrzymali się w luksusowym hotelu przy Rynku Głównym.

Koreańczycy byli oczarowani pięknem starego miasta. – To zupełnie inne oblicze Polski niż Warszawa – zauważył pan Kim podczas spaceru po Wawelu. Aurelia, która studiowała w Krakowie, opowiadała z pasją o historii miasta. Zauważyła, że Przemysław patrzy na nią z dziwnym wyrazem twarzy.

– Co? – zapytała, gdy zostali na chwilę sami. – Nigdy nie widziałem cię tak ożywionej – odpowiedział. – Kraków to naprawdę twój dom.

Wieczorem, gdy Koreańczycy udali się na spoczynek, Przemysław i Aurelia pojechali do jej rodzinnego domu. Aurelia była zdenerwowana. Wcześniej zadzwoniła do rodziców, wyjaśniając sytuację i prosząc o dyskrecję. – Będą udawać, że jesteśmy parą – powiedziała Przemysławowi.

– Ale znają prawdę. Dom Drzewieckich był skromny, ale przytulny. Rodzice Aurelii przywitali ich serdecznie, choć ojciec patrzył na Przemysława z lekką rezerwą. – Miło poznać człowieka, który dał naszej córce pracę – powiedział, ściskając jego dłoń nieco mocniej, niż było to konieczne.

Matka Aurelii przygotowała tradycyjny polski obiad. Rosół, kotlety schabowe, domowe pierogi. Stół był nakryty odświętnie, z najlepszą zastawą. – Przepraszam za skromne warunki – powiedziała do Przemysława.

– To nie to, co pańskie rezydencje. – Proszę mówić mi po imieniu – odpowiedział Przemysław z uśmiechem. – I nie przepraszać. Dawno nie jadłem tak dobrego domowego obiadu.

Ku zaskoczeniu Aurelii Przemysław szybko znalazł wspólny język z jej rodzicami. Opowiadał anegdoty z podróży. Słuchał z zainteresowaniem historii ojca o Krakowie. Komplementował kuchnię matki.

Aurelia obserwowała go z rosnącym zdumieniem. To był inny Przemysław niż ten, którego znała z biura czy oficjalnych spotkań. Po obiedzie, gdy rodzice poszli do kuchni po deser, Aurelia szepnęła:

– Jesteś niesamowity. Oni cię uwielbiają.

– Bo są wspaniali – odpowiedział szczerze. – Teraz rozumiem, skąd się wzięła twoja autentyczność. To słowo zawisło między nimi, pełne niewypowiedzianych znaczeń. Gdy wrócili do hotelu, Aurelia czuła dziwny niepokój.

Przemysław również wydawał się zamyślony. – Dziękuję za dzisiaj – powiedział, gdy dotarli do swoich apartamentów. – Twoja rodzina jest wyjątkowa. – Dziękuję, że byłeś sobą – odpowiedziała Aurelia.

– Nie musiałeś udawać. Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy. Aurelia miała wrażenie, że coś wisi w powietrzu, coś niewypowiedzianego. Przemysław zrobił krok w jej stronę, ale w tym momencie zadzwonił jego telefon.

Moment przeminął. – Dobranoc, Aurelio – powiedział, odbierając połączenie. Następnego dnia pokazywali Koreańczykom tereny inwestycyjne na obrzeżach Krakowa. Aurelia zauważyła, że Przemysław jest bardziej zdystansowany niż zwykle.

Może żałował wczorajszego wieczoru, może zbliżył się za bardzo. Podczas lunchu pan Kim niespodziewanie ogłosił:

– Podjąłem decyzję. Podpiszemy umowę jutro przed naszym wylotem do Seulu. Przemysław nie mógł ukryć zaskoczenia.

– To wspaniała wiadomość, ale myślałem, że potrzebuje pan więcej czasu. Pan Kim uśmiechnął się. – Czasami decyzje biznesowe podejmuje się na podstawie intuicji, a moja intuicja mówi mi, że mogę panu zaufać, panie Majewski. – Spojrzał znacząco na Aurelię, dodając: – Człowiek, którego kocha taka kobieta, musi mieć w sobie dobro.

Aurelia poczuła, jak jej serce przyspiesza. Za kilka dni ich umowa dobiegnie końca. Wróci do normalnego życia, dostanie obiecaną posadę w firmie. Dlaczego więc myśl o tym napełniała ją smutkiem?

Wieczorem w hotelu otworzyli szampana, świętując sukces. – Udało się! – Przemysław uniósł kieliszek. – Dzięki tobie, Aurelio.

– Po prostu dobrze grałam swoją rolę – odpowiedziała, starając się brzmieć lekko. Przemysław spojrzał na nią poważnie. – Czy to na pewno była tylko rola? Zanim zdążyła odpowiedzieć, rozległo się pukanie do drzwi.

To był pan Kim z żoną, chcący pożegnać się przed jutrzejszym wylotem. – Przynosimy mały prezent – pani Kim wręczyła Aurelii ozdobne pudełko. – W naszej kulturze to symbol szczęśliwego małżeństwa. W pudełku znajdowały się dwie ręcznie malowane filiżanki do herbaty.

– Są piękne – Aurelia poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Czuła się jak oszustka. Gdy goście wyszli, zapadła niezręczna cisza. – Jutro wracamy do Warszawy – powiedział w końcu Przemysław.

– A za trzy dni kończy się nasza umowa. Aurelia skinęła głową, nie ufając swojemu głosowi. – Chyba powinniśmy porozmawiać o tym, co dalej – dodał cicho. – Tak – odpowiedziała Aurelia, czując, jak jej serce wali w piersi.

– Chyba powinniśmy. Powrót do Warszawy przebiegł w dziwnej atmosferze. Przemysław był zamyślony. Aurelia również milczała, pogrążona we własnych myślach.

Umowa z Koreańczykami została podpisana. Misja zakończyła się sukcesem. Teraz pozostało tylko oficjalne zakończenie ich własnej umowy. W apartamencie Aurelia zaczęła pakować swoje rzeczy.

Za dwa dni miała się wyprowadzić i rozpocząć pracę jako analityk w firmie Przemysława, tak jak było ustalone. Wszystko szło zgodnie z planem, a jednak czuła dziwną pustkę. Wieczorem Przemysław zapukał do drzwi jej pokoju. – Możemy porozmawiać?

– zapytał, stojąc w progu. Aurelia skinęła głową, odkładając ubrania, które właśnie składała. – Usiądźmy w salonie – zaproponował. Usiedli na kanapie, zachowując między sobą dystans, którego nie było od tygodni.

Przez chwilę oboje milczeli, jakby żadne nie wiedziało, jak zacząć. – Udało nam się – powiedział w końcu Przemysław. – Kontrakt podpisany. Wartość inwestycji to 200 milionów euro.

– Gratuluję – odpowiedziała Aurelia. – To ogromny sukces. Znów zapadła cisza. – Wiesz, zastanawiałem się nad naszą umową – Przemysław spojrzał jej w oczy.

– Kończy się za dwa dni. – Wiem. Już się pakuję. Przemysław wstał i podszedł do okna.

Przez chwilę patrzył na panoramę nocnej Warszawy. – A co byś powiedziała na przedłużenie kontraktu? – zapytał, nie odwracając się. Aurelia zmarszczyła brwi.

– Masz na myśli dalsze udawanie narzeczonych? Ale po co? Umowa już podpisana. Przemysław odwrócił się do niej.

– Nie, nie chodzi o udawanie. – Jego głos był cichy, ale pewny. – Myślałem raczej o prawdziwym związku. Aurelia poczuła, jak jej serce przyspiesza.

Przez chwilę była pewna, że się przesłyszała. – Słucham? Przemysław usiadł obok niej, bliżej niż wcześniej. – Ostatnie dwa miesiące zmieniły wiele w moim życiu – powiedział.

– Zmieniły mnie. Dzięki tobie. – To była tylko praca – Aurelia starała się brzmieć racjonalnie, choć jej emocje mówiły coś zupełnie innego. – Na początku tak – zgodził się Przemysław.

– Ale potem… czy naprawdę nie czułaś, że między nami dzieje się coś prawdziwego? Aurelia milczała. Oczywiście, że czuła.

Każdy dotyk, każde spojrzenie, każda wspólna rozmowa. Wszystko to budowało między nimi więź, której nie przewidzieli w umowie. – Boję się – przyznała szczerze. – Nie wiem, co jest prawdziwe, a co było tylko grą.

Przemysław wziął jej dłonie w swoje. – Rozumiem twoje wątpliwości. Sam je miałem. Ale ostatniej nocy w Krakowie, gdy poznałem twoich rodziców, gdy zobaczyłem, skąd pochodzisz, kim naprawdę jesteś, zrozumiałem, że to, co czuję, nie ma nic wspólnego z naszą umową.

Aurelia patrzyła na ich splecione dłonie. – A co z moją pracą? – zapytała. – Miałam być analitykiem w twojej firmie.

– I nadal możesz nią być, jeśli tego chcesz – odpowiedział. – Ale chcę, żebyś wiedziała, że moje uczucia do ciebie nie mają nic wspólnego z pracą. To dwie oddzielne sprawy. Aurelia wstała, potrzebując przestrzeni do myślenia.

– To wszystko dzieje się tak szybko – powiedziała. – Dwa miesiące temu byłam bezrobotną absolwentką ekonomii. A teraz… – A teraz jesteś kobietą, w której się zakochałem – dokończył Przemysław, również wstając.

– Nie planowałem tego, Aurelio. Uwierz mi, to ostatnie, czego się spodziewałem, gdy proponowałem ci tę umowę. Aurelia uśmiechnęła się lekko. – Ja też tego nie planowałam.

Więc Przemysław zrobił krok w jej stronę. – Co teraz? – Potrzebuję czasu – odpowiedziała szczerze. – Chcę być pewna, że to, co czuję, jest prawdziwe, że nie zostałam porwana przez tę bajkę, w której żyliśmy.

Przemysław skinął głową z szacunkiem. – Rozumiem. Ile czasu potrzebujesz? Aurelia zastanowiła się.

– Miesiąc – zdecydowała. – Miesiąc z dala od ciebie, od tego apartamentu, od blasku fleszy. Miesiąc normalnego życia. A potem…

potem się spotkamy i zobaczymy, czy to, co czujemy, przetrwało. Przemysław patrzył na nią przez chwilę, po czym skinął głową. – Dobrze. Miesiąc.

Ale jest jeden warunek. – Jaki? – Pozwól mi się pocałować. Teraz.

Jeden prawdziwy pocałunek. Bez udawania, bez kontraktu. Tylko ty i ja. Aurelia poczuła, jak jej serce przyspiesza.

Przez dwa miesiące byli blisko siebie. Dotykali się, trzymali za ręce, a nawet przytulali na potrzeby ich roli, ale nigdy się nie pocałowali. – Dobrze – szepnęła. Przemysław podszedł do niej powoli.

Ujął jej twarz w dłonie z delikatnością, której by po nim nie spodziewała. Pochylił się i złączył ich usta w pocałunku, który zaczął się nieśmiało, ale szybko nabrał intensywności. Aurelia objęła go ramionami, poddając się uczuciu, które budowało się w niej od tygodni. Gdy się od siebie oderwali, oboje oddychali szybciej.

– Miesiąc – przypomniał Przemysław, opierając swoje czoło o jej. – Będę czekał. Następnego dnia Aurelia wyprowadziła się z apartamentu Przemysława. Wróciła do swojego starego mieszkania na Mokotowie, które na szczęście nie zostało jeszcze wynajęte komuś innemu.

Zofia, jej współlokatorka, była zaskoczona jej powrotem. – Myślałam, że już na stałe zamieszkałaś w rezydencji milionera – powiedziała, pomagając jej rozpakowywać walizki. – To była tylko praca – odpowiedziała Aurelia, choć wiedziała, że to nie cała prawda. Pierwsze dni były najtrudniejsze.

Przyzwyczaiła się do luksusu, do przestrzeni, do ciągłej obecności Przemysława. Teraz jej mały pokój wydawał się ciasny, a cisza ogłuszająca. Zgodnie z umową rozpoczęła pracę jako analityk w Majewski Investments. Biuro znajdowało się pięć pięter poniżej gabinetu Przemysława.

Unikała go, skupiając się na poznawaniu nowych obowiązków i współpracowników. Mimo to czuła jego obecność w budynku. Wiedziała, kiedy przyjeżdżał, a kiedy wychodził na spotkania. Tydzień później pojawiły się pierwsze artykuły w tabloidach.

„Koniec romansu milionera”, „Tajemnicze rozstanie Majewskiego i jego narzeczonej”. Aurelia starała się je ignorować. Drugiego tygodnia Marta, asystentka Przemysława, podeszła do jej biurka. – Szef chciałby wiedzieć, jak sobie radzisz – powiedziała.

– Czy wszystko w porządku? – Tak, dziękuję – odpowiedziała Aurelia oficjalnym tonem. – Proszę mu przekazać, że jestem zadowolona z pracy. Marta uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

– Przekażę. I jeśli mogę coś dodać od siebie, nigdy nie widziałam go w takim stanie. – W jakim stanie? – Zakochanym.

Trzeciego tygodnia Aurelia zaczęła analizować swoje uczucia. Czy tęskniła za Przemysławem? Tak. Czy za luksusem, który jej oferował?

Trochę. Ale najbardziej brakowało jej ich rozmów, wspólnych poranków przy kawie, nawet tych chwil ciszy, gdy każde zajmowało się swoją pracą, ale czuli swoją obecność. Pewnego wieczoru zadzwoniła do matki. – Jak się czujesz, kochanie?

– zapytała pani Drzewiecka. – Zagubiona – przyznała Aurelia. – Nie wiem, czy to, co czuję, jest prawdziwe. – A co czujesz?

– Tęsknotę, pustkę, jakby czegoś brakowało w moim życiu. – To brzmi jak miłość – powiedziała cicho matka. – Pamiętasz, co ci mówiłam o twoim ojcu? Że gdy wyjeżdżał na konferencję, nie mogłam spać?

To właśnie miłość. Kiedy obecność drugiej osoby staje się tak naturalna jak oddychanie, a jej brak boli. Czwartego tygodnia Aurelia podjęła decyzję. Wiedziała już, co czuje i czego chce.

Została po godzinach w biurze, czekając, aż większość pracowników wyjdzie. Potem wjechała windą na 30 piętro. Gabinet Przemysława był oświetlony. Zapukała i weszła, nie czekając na odpowiedź.

Przemysław siedział przy biurku, przeglądając dokumenty. Podniósł wzrok i przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, jakby nie wierzył, że naprawdę tam jest. – Nie minął jeszcze miesiąc – powiedział w końcu. – Wiem – Aurelia podeszła bliżej.

– Ale podjęłam już decyzję. Przemysław wstał, ale nie ruszył się zza biurka, jakby bał się, co zaraz usłyszy. – Tęsknię za tobą – powiedziała po prostu. – Za nami, za tym, co było prawdziwe, nieudawane.

Przemysław obszedł biurko i stanął przed nią. – Ja też za tobą tęsknię. Każdego dnia. – Więc może czas na nową umowę?

– zapytała z lekkim uśmiechem. – Jaką umowę? – Prawdziwą. Bez udawania, bez kłamstw.

Tylko ty i ja, próbujący zbudować coś razem. Przemysław ujął jej dłonie. – Podpisuję się pod każdym słowem – powiedział z uśmiechem. – Ale co z twoją pracą?

Nadal chcesz być analitykiem? – Tak – odpowiedziała zdecydowanie. – Chcę budować swoją karierę niezależnie od naszego związku. To ważne dla mnie.

– Rozumiem i szanuję to – zapewnił ją. – Udowodnisz wszystkim, że jesteś tutaj dzięki swoim umiejętnościom. Nie dzięki mnie. Aurelia uśmiechnęła się, czując, jak spada z jej serca ciężar wątpliwości.

– To nie będzie łatwe – zauważyła. – Media, plotki, twoja reputacja. – Poradzimy sobie – zapewnił ją Przemysław. – Najważniejsze, że to, co jest między nami, jest prawdziwe.

Reszta to tylko szum. Sześć miesięcy później Aurelia Drzewiecka i Przemysław Majewski pojawili się razem na okładce magazynu biznesowego. Ona jako najmłodsza dyrektor departamentu analiz w historii firmy. On jako przedsiębiorca roku.

Media spekulowały o ich związku, ale tym razem nie było w tym żadnego kłamstwa, żadnej gry. Prawdziwym przełomem był moment, gdy oficjalnie poinformowali państwa Kim o fikcyjnym początku ich związku podczas wspólnej kolacji w Seulu. Ku ich zaskoczeniu pan Kim wybuchnął śmiechem. – Wiedziałem – powiedział, ocierając łzy rozbawienia.

– Byliście zbyt perfekcyjni na początku. Ale potem… potem zobaczyłem, jak na siebie patrzycie w Krakowie. To nie było udawane.

– Nie gniewasz się? – zapytał zaskoczony Przemysław. – Biznes to biznes – pan Kim wzruszył ramionami. – A miłość to miłość.

Czasem jedno prowadzi do drugiego. Ważne, że teraz jesteście szczerzy. Rok po podpisaniu ich pierwszej umowy Przemysław zabrał Aurelię do restauracji, w której kiedyś przedstawił ją jako swoją narzeczoną zarządowi firmy. Tym razem, gdy wyjął małe aksamitne pudełko, nie było w tym żadnej gry, żadnego udawania.

– Aurelio Drzewiecka – powiedział, klękając przed nią. – Czy wyjdziesz za mnie? Naprawdę. Bez kontraktów, bez umów.

Po prostu dlatego, że cię kocham. Aurelia uśmiechnęła się przez łzy. – Tak – odpowiedziała, gdy wsuwał pierścionek na jej palec. – Tym razem bez żadnej umowy.

Ich ślub odbył się w Krakowie, w małym kościele niedaleko domu jej rodziców. Byli tam wszyscy. Jej rodzina, jego matka z Francji, współpracownicy, przyjaciele, a nawet państwo Kim, którzy przylecieli specjalnie z Korei. W dniu ślubu Aurelia znalazła na toaletce małą kopertę.

W środku była ta sama umowa, którą podpisała rok wcześniej w gabinecie Przemysława. Na dokumencie widniał czerwony napis: „Umowa zakończona. Rozpoczyna się życie”. Aurelia uśmiechnęła się, chowając kartkę.

Niektóre kontrakty prowadzą do niespodziewanych rezultatów. Ich fikcyjny związek stał się najprawdziwszą rzeczą, jakiej kiedykolwiek doświadczyła.