„Gdzie ty się w ogóle wybierasz, Kaśka? Przecież mama ma kryzys. Dopiero co godzinę temu pogotowie stąd odjechało, a ty jak gdyby nigdy nic zamierzasz iść świętować. ”
Tomek zablokował sobą wyjście z sypialni.

Stał tam z założonymi rękami w spranej domowej koszulce, a moja walizka leżała tuż obok jego stóp. Patrzyłam na niego i czułam, jak ściska mnie w gardle od łez. Do odjazdu ekspresu do Krakowa zostały mi niecałe dwie godziny. „Tomek, ale moja mama kończy dzisiaj okrągłe 60.
To jej jubileusz. Zjeżdża się cała rodzina. Lokal jest już dawno opłacony. Przecież żyłam tym wyjazdem od pół roku.
I wyraźnie ustaliliśmy, że to ty zostaniesz na te dwa dni z mamą Zosią. ”
„Nieważne, co tam sobie ustalaliśmy. Kobieta miała ciśnienie 200 na 120. Lekarz z karetki powiedział, że przy takim ciśnieniu istnieje ryzyko udaru i trzeba ją obserwować.
Ona potrzebuje teraz spokoju i kogoś, kto przy niej będzie. A ja od poniedziałku muszę być w firmie. Mamy właśnie zamknięcie kwartału i oddanie kluczowego projektu. Co ty sobie myślisz?
Że zostawię własną matkę bez opieki albo że wydam kilka tysięcy złotych na prywatną opiekunkę na jeden weekend? ”
Spuściłam wzrok na podłogę. W dłoni trzymałam telefon, na którego wyświetlaczu świecił się bilet PKP Intercity, kupiony w aplikacji jeszcze w lutym. „Mogę przecież nagotować jej rosołu na zapas, poukładać wszystkie leki na szafce przy łóżku.
Tomek, błagam cię, ja po prostu muszę tam być. Mama na mnie liczy. Nie ma innych dzieci. ”
„Trudno, świat się nie zawali jak raz poczeka.
Urodziny to tylko data w kalendarzu. Będzie miała jeszcze mnóstwo okazji do świętowania, a matkę ma się tylko jedną i ona w tym momencie walczy o życie. Jeśli dla ciebie impreza i dobre jedzenie w knajpie są ważniejsze niż ludzkie zdrowie, to ja doprawdy nie mam pojęcia z kim spędziłem pod jednym dachem ostatnie 10 lat. ”
Odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę kuchni, ciągnąc kapciami po panelach.
Zostałam sama w przedpokoju. W całym mieszkaniu unosił się ten ciężki, duszny zapach leków na serce i jakieś przytłaczające napięcie. Podeszłam bliżej, chwyciłam za chłodną plastikową rączkę walizki, ale po sekundzie bezradnie ją puściłam. Wiedziałam, że najgorsze dopiero przede mną.
Musiałam zadzwonić do własnej matki i jej to oznajmić. Zamknęłam się na klucz w łazience. Odkręciłam kran z ciepłą wodą do oporu, żeby Tomek niczego nie usłyszał przez ścianę i wybrałam numer. Sygnał w słuchawce dłużył się w nieskończoność.
W tle od razu usłyszałam radosny szum rozmów, brzęk naczyń i pierwsze takty muzyki. Goście musieli już powoli zbierać się do restauracji. „Kaśka, córeczko, już jesteś na dworcu? Ja tu ledwo nadążam z witaniem wszystkich.
Wujek Michał właśnie przyjechał z całą rodziną z Mazur. ”
„Mamo, mocniej docisnęłam telefon do ucha, jakbym chciała odciąć się od całego świata. Mamo, nie przyjadę. ”
Po tamtej stronie zapadła nagła, głucha cisza.
Muzyka w tle nagle wydała mi się wręcz nie do zniesienia. „Ale jak to? Coś się stało? Zachorowałaś?
Tomek miał wypadek? ”
„Nie, z mamą Zosią jest źle. Miała bardzo wysoki skok ciśnienia. Wzywaliśmy pogotowie.
Tomek twierdzi, że od poniedziałku ma w firmie Sagon i musi iść do pracy, a lekarze zabronili zostawiać ją samą. Podobno istnieje zagrożenie udarem. ”
Mama westchnęła ciężko. W tym jednym krótkim dźwięku nie było ani krzty złości czy pretensji, tylko dobrze mi znane ciche zmęczenie.
„Rozumiem. No nic, córeczko, co zrobić, skoro sytuacja jest tak poważna? To jasne, że musisz tam zostać. W końcu to rodzina, nie obcy ludzie.
My tutaj jakoś sami damy sobie radę. Nie martw się o nas. Ty się tylko nie zamartwiaj. Słyszysz?
Zdrowie jest najważniejsze. ”
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę o niczym, po czym przerwałam połączenie, odłożyłam komórkę na marmurowy blat przy umywalce i spojrzałam prosto w swoje odbicie. Białka oczu miałam już całe poprzecinane czerwonymi żyłkami. Chlapnęłam twarz lodowatą wodą, potarłam ją mocno szorstkim ręcznikiem i w końcu odważyłam się wyjść z łazienki.
Tomek był już całkowicie spakowany do wyjścia. Kucał właśnie w przedpokoju, sznurując swoje eleganckie buty do garnituru. „Rozmawiałam z mamą. Zostaję w domu!
” – rzuciłam sucho. Nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem, dalej męcząc się ze sznurówkami. „No i całe szczęście. Dobrze, że chociaż na koniec poszłaś po rozum do głowy.
Leki masz przygotowane na stole w jadalni. Bądź łaskawa mierzyć jej to ciśnienie co jakieś trzy godziny. Ugotuj jej też coś lekkiego, może jakiś krupnik albo chudy rosół. Będę z powrotem wieczorem.
”
Chwilę później zamek w drzwiach ustąpił i w mieszkaniu zapadła głęboka cisza. Zostałam w tych czterech ścianach zupełnie sama. W sypialni teściowej panował półmrok, bo grube welurowe zasłony były zaciągnięte na całej szerokości. Mama Zosia leżała prosto jak struna, naciągnąwszy kołdrę aż pod brodę.
Na nocnym stoliku leżała cała armia blistrów z tabletkami i stała do połowy opróżniona szklanka niegazowanej wody. „Mamo, Zosiu, odezwałam się cicho z progu. Zmierzmy może to ciśnienie. Dobrze.
”
Kobieta poruszyła się o ciężale, wydając z siebie cichy jęk i odwróciła głowę w moją stronę. Wyglądała blado, a powieki miała tak ciężkie, jakby ledwo mogła je unieść. „Ojej, Kasiu, w głowie mam jak z ołowiu. Wszystko mi tam huczy i pulsuje.
Naprawdę myślałam, że to już mój koniec tej nocy. Dobrze, że zostałaś, bo sama bym sobie nie poradziła. Tomek wspominał, że planowałaś jechać do swojej mamy na Śląsk. Strasznie mi głupio, że przez mnie tak wyszło.
”
„Nic nie szkodzi. Proszę się nie przejmować. Niech mama da rękę. ”
Owinęłam miękki mankiet ciśnieniomierza wokół jej wiotkiego przedramienia.
Wcisnęłam guzik i aparat zaczął cicho buczeć, pompując powietrze. Słupki cyfr na małym ekranie zaczęły gwałtownie rosnąć, a ja wpatrywałam się w nie z pustką w głowie. W końcu aparat piknął. 135 na 85.
Jak na jej 70 lat, to wynik w normie. „135 na 85. Przeczytałam na głos. Wygląda na to, że najgorsze już za nami.
”
„To pewnie te leki od lekarza z karetki tak zadziałały. Wyszeptała słabo teściowa, ledwo ruszając wargami. Ale w środku wciąż wszystko we mnie drży, a nogi mam jak z waty. Kasiu, ugotowałabyś mi jakiejś ciepłej zupy?
Tylko błagam, żeby nie była tłusta. Najlepiej coś lekkiego, może z indykiem. ”
Poszłam do kuchni jak automat. Wyciągnęłam z zamrażalnika porcję drobiu i wrzuciłam ją do garnka z wodą.
Zaczęłam mechanicznie obierać marchewkę i pora, a czas w tym mieszkaniu ciągnął się niemiłosiernie. Zegarek pokazywał dopiero południe. Gdybym teraz siedziała w pociągu, mijałabym pewnie okolice Częstochowy, pijąc kawę z Warsu i patrząc przez okno na zieloną, budzącą się do życia Polskę, odliczając minuty do spotkania z mamą. W wewnętrznej przegródce mojej torebki leżała gruba koperta.
Równe 3000 zł. Moja premia kwartalna, którą odkładałam przez ostatnie pół roku, żeby zrobić mamie niespodziankę i sfinansować jej dwutygodniowy turnus w uzdrowisku w Ciechocinku. Woda w garnku w końcu zaczęła bulgotać. Zebrałam szumowiny łyżką cedzakową, zmniejszyłam ogień i usiadłam na krześle.
W domu panowała głucha cisza, którą mąciło jedynie monotonne, irytujące tykanie zegara ściennego w przedpokoju. I tak minął mi cały dzień w przytłaczającej rutynie. Co chwilę kursowałam między kuchnią a sypialnią, nosząc teściowej napar z rumianku i co trzy godziny posłusznie zakładając jej mankiet na ramię. Ciśnienie, jak na złość ani drgnęło powyżej 140.
Mama Zosia bez przerwy jednak stękała, marudziła, że drętwieją jej opuszki palców. Prosiła o poprawienie Jaśka pod głową, o przymknięcie okna, bo wieje, a za 15 minut o ponowne jego otwarcie, bo duszno. Wszystko to znosiłam bez słowa. Wyrzuty sumienia wobec własnej matki po prostu zżerały mnie od środka, ale za wszelką cenę próbowałam zagłuszyć ten głos.
W końcu stan zagrożenia udarem to poważna sprawa. Nie ma żartów. Tomek w gruncie rzeczy miał rację. Gdyby coś jej się stało, podczas gdy ja bawiłabym się spokojnie przy winie i kolacji, chyba nigdy bym sobie tego nie darowała.
O 20:00 wieczorem ogarnęłam wreszcie zlew, przetarłam blat kuchenny i opadłam bez sił na krzesło, nalewając sobie resztkę zimnej, gorzkiej herbaty. Teściowa w końcu ucięła sobie drzemkę. Przynajmniej z jej pokoju od dobrej półtorej godziny nie dobiegał najmniejszy szmer. W tym momencie na wyświetlaczu telefonu wyskoczył krótki SMS od Tomka.
„Będę później. Jak matka? ”
Odpisałam krótko. „Śpi.
Ciśnienie ma w normie. ”
Zamiast jednak odłożyć telefon, przesunęłam palcem po ekranie i weszłam w aplikację do wiadomości. Ciotka podesłała mi na Messengerze parę zdjęć z imprezy. Mama wyglądała przepięknie.
Założyła tę swoją elegancką bordową sukienkę. Miała starannie ułożone włosy i uśmiechała się do obiektywu, trzymając w rękach wielki bukiet czerwonych róż. Ale jej oczy, w jej oczach widziałam tylko jakiś cień smutku. Dłuższą chwilę wpatrywałam się w ten ekran, wciąż powiększając zdjęcie twarzy mamy.
W klatce piersiowej poczułam tak silny, niemal fizyczny ból, że aż zabrakło mi tchu. Gdzieś w okolicach 21:00 wieczorem uznałam, że pora zajrzeć do sypialni mamy Zosi. Chciałam podać jej tę wieczorną tabletkę na ciśnienie, tak na wszelki wypadek, zgodnie z zaleceniem lekarza z karetki. W przedpokoju było zupełnie ciemno, więc szłam bezszelestnie w samych skarpetkach.
Drzwi do pokoju teściowej były uchylone na szerokość dłoni. Przez tę niewielką szparę na panele w korytarzu padała żółta, ciepła smuga światła z nocnej lampki. Wyciągnęłam już rękę, żeby delikatnie pchnąć skrzydło drzwi, ale nagle zamarłam w półruchu. Z głębi pokoju dobiegł mnie czyjś głos i wcale nie był to cichy, schorowany szept, ani pełne cierpienia stękanie.
Ze środka niosła się zupełnie zwyczajna, żywa rozmowa mamy Zosi. „No mówię ci Ala, wszystko poszło po prostu idealnie. ” – Teściowa zaśmiała się cicho, ale lekko i szczerze. Natychmiast cofnęłam palce od klamki.
Zamiast wejść, przysunęłam się bliżej szpary, wstrzymując oddech. Mama Zosia siedziała na łóżku, oparta o wysoko ułożone puszyste poduszki. Na kolanach trzymała tablet, z którego ekranu uśmiechała się do niej jej serdeczna przyjaciółka Alicja. A na szafce nocnej wszystkie te blistry i pudełka z lekami zostały niedbale odsunięte na bok, ustępując miejsca pękatej butelce markowego koniaku.
Obok stał mały kryształowy kieliszek. Teściowa, jak gdyby nigdy nic, chwyciła za butelkę, sprawnym ruchem odkręciła korek i nalała sobie solidną porcję ciemnego alkoholu. „No to twoje zdrowie, Alusia. ” – rzuciła raźno, wychyliła zawartość na raz, przymknęła z błogością oczy, po czym głośno wypuściła powietrze i zagryzła wszystko plasterkiem cytryny z talerzyka, który wcześniej musiał być sprytnie schowany pod łóżkiem.
„Zosia, ty uważaj, żebyś tylko nie przesadziła. Z głośnika tabletu dobiegł lekko trzeszczący głos Alicji. Jeszcze synowa coś zauważy i będzie afera. ”
„Daj spokój.
Siedzi w tej kuchni cicho jak mysz pod miotłą. machnęła lekceważąco ręką teściowa, poprawiając przy okazji fryzurę. Pewnie gryzie się z własnymi myślami, a leki podaje mi co do minuty. No mówię ci, złote dziecko.
”
„A Tomek? Co na to Tomek? ”
„A co miał powiedzieć? Przecież to był w 100% jego pomysł.
Dzwoni do mnie wczoraj w południe z biura i mówi do mnie: ‘Mamo, ratuj’. Kaśka wymyśliła sobie, że zawiezie swojej matce na ten jubileusz całe 3000 zł. tyle kasy, a u nas auto wymaga pilnej naprawy. Skrzynia biegów zaraz całkiem padnie.
Ja jej mówi: ‘Zabronić nie mogę, bo to z jej własnych premii. Sama to uciłała. Ale żeby z domu taką kasę wyprowadzać, głupota. Musimy ją jakoś zatrzymać w domu.
‘”
Na moment zabrakło mi tchu. Palce u stóp dosłownie mi zdrętwiały od lodowatych paneli. „I co ty na to? ” – zachichotała Ala z ekranu tabletu.
„A co miałam zrobić? Już od rana zamówiłam prywatną wizytę lekarza, że niby kręci mi się w głowie i zbiera mnie na wymioty. Lekarz przyjechał, zmierzył ciśnienie. 150.
Dla mnie to przecież norma, zwłaszcza, że tuż przed jego przyjściem wypiłam kubek mocnej czarnej kawy. Lekarz dał mi coś na przeczekanie i pojechał. A Tomek od progu do niej z krzykiem: ‘Stan przedudarowy, stan przedudarowy! ‘ Walizkę jej z rąk wyrwał, to i dziewczyna zmiękła.
Łzy łykała, ale bilet na pociąg anulowała. ”
Teściowa znów parsknęła śmiechem. Tym razem jeszcze głośniej i bez skrępowania. „Ojej, Zosia, no wy to jesteście aparatki.
Alicja na ekranie tylko kręciła z podziwem głową. Ale myślisz, że ona odda te pieniądze Tomkowi? ”
„A gdzie ma się podziać? Jutro mąż jej powie, że warsztat zaśpiewał fortunę za naprawę, a w długi przecież nie chcemy wchodzić.
Popłacze trochę i odda. W końcu jesteśmy rodziną czy nie? Wszystko powinno iść na wspólne gospodarstwo, a nie żeby matce na imprezy tysiące rozdawać. Obejdzie się bezciechocinka.
”
Cofnęłam się o krok. Podłoga pod moimi stopami nie wydała żadnego dźwięku. W głowie miałam zupełną pustkę. Żadnego szału, żadnej histerii, tylko fizyczne mdłości i lodowaty chłód, który od klatki piersiowej rozchodził się aż po same koniuszki palców.
Odwróciłam się na pięcie i bezszelestnie wróciłam do kuchni. Opadłam na krzesło, próbując w ogóle zrozumieć to, co przed chwilą usłyszałam. Przypomniałam sobie, jak Tomek wrzeszczał na mnie od samego rana. Każde jego słowo o durnej imprezie w knajpie i o tym, że matkę ma się tylko jedną.
Przypomniałam sobie, jak posłusznie gotowałam tego indyka, jak drżącymi rękami mierzyłam jej ciśnienie, jak ze ściśniętym gardłem przepraszałam własną mamę przez telefon i to jak przez pół roku odkładałam co miesiąc po parę stówek z każdej premii, żeby sprawić mamie odrobinę radości. A oni po prostu odegrali przede mną przedstawienie dla głupiej skrzyni biegów. Podniosłam się z krzesła i podeszłam do komody w przedpokoju, skąd wyciągnęłam swój paszport i dowód osobisty. Potem szybkim krokiem weszłam do naszej sypialni.
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam walizkę. Tę samą, którą rano Tomek kazał mi zostawić. Wciąż leżała tam, tak jak ją rzuciłam, do połowy spakowana. Bez zbędnych emocji dorzuciłam do środka kosmetyczkę, ładowarkę do telefonu i dwa ciepłe swetry.
Zaciągnęłam suwak. Charakterystyczny trzask zamka wydał mi się w tym cichym mieszkaniu ogromnie głośny. Wskoczyłam w dżansy i czarny golf. Narzuciłam na siebie lekki płaszcz.
Dopiero wtedy wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer 112. Numer alarmowy. „Słucham zgłoszenia. ” – odezwał się kobiecy głos w słuchawce.
Odkrząknęłam. Mój głos był idealnie opanowany, wręcz nienaturalnie spokojny. „Dzień dobry. Potrzebuję pilnie karetki pogotowia.
”
„Co się dzieje? ”
„Chodzi o moją teściową. Rano miała bardzo wysokie ciśnienie. Lekarze z pogotowia stwierdzili stan zagrożenia udarem.
A w tym momencie mam wrażenie, że doszło do nagłej zmiany zachowania na tle tego ataku nadciśnienia. ”
Głos dyspozytorki natychmiast stwardniał. „Proszę opisać objawy. ”
„Zamknęła się w pokoju i skądź wyciągnęła mocny alkohol.
Pije koniak dużymi porcjami. Rozmawia sama ze sobą, a dokładniej z wyłączonym ekranem tabletu. Zanosi się nerwowym śmiechem. Majaczy coś o jakichś skrzyniach biegów i spiskach.
Boję się do niej wchodzić. Zachowuje się zupełnie nieracjonalnie. Przecież alkohol zaraz postanie zagrożenia udarem. To dla niej bardzo niebezpieczne, prawda?
”
„Proszę podać adres. ” – rzuciła krótko kobieta. Podyktowałam ulicę, numer domu i mieszkania. „Zespół ratownictwa medycznego już jedzie.
Proszę zachować ostrożność i nie próbować jej uspokajać na siłę. ”
„Rozumiem. ” – odpowiedziałam i schowałam telefon do kieszeni płaszcza. Wypchnęłam walizkę do przedpokoju.
Na pogotowie nie musiałam długo czekać. Pojawiło się po niespełna 15 minutach. Przez cały ten czas z sypialni teściowej dobiegało stłumione, monotonne mamrotanie. Najwyraźniej w najlepsze kontynuowała swoje żale do Alicji.
Stałam tak w ciemnym korytarzu, oparta plecami o chłodną ścianę i nieruchomo wpatrywałam się w drzwi wyjściowe. W drzwiach zadzwonił dzwonek. Otworzyłam od razu. Na wycieraczce stały trzy osoby.
Dwóch postawnych mężczyzn w ciemnoniebieskich kombinezonach z medycznymi torbami oraz kobieta. „Kto wzywał? Zespół ratownictwa medycznego. ” – rzucił krótko jeden z ratowników.
„Ja wzywałam. Odpowiedziałam spokojnie, cofając się o krok, by wpuścić ich do środka. Proszę dalej. Ona jest tam w pokoju na końcu korytarza.
”
„Od jak dawna to trwa? ” – zapytał drugi z mężczyzn, uważnie rozglądając się po przedpokoju. „Od jakieś godziny rano miała ciśnienie blisko 200. Była u niej karetka.
Teraz pije mocny alkohol. Ma silne zaburzenia zachowania. Majaczy. Strasznie się boję, że zrobi sobie krzywdę.
”
„Rozumiem. Proszę tu poczekać. ”
Mężczyźni ruszyli w głąb korytarza, a lekarka poszła tuż za nimi. Stałam przy samych drzwiach wyjściowych, nasłuchując każdego dźwięku.
Drzwi do sypialni otworzyły się z impetem. „Dobry wieczór, pogotowie ratunkowe. ” – odezwał się donośny męski głos. W tym samym momencie w pokoju coś brzęknęło.
Teściowa z tego wszystkiego musiała po prostu upuścić kryształowy kieliszek na podłogę. „A wy kim w ogóle jesteście? Wrzasnęła na całe gardło, a jej głos aż załamał się ze strachu. Jakim prawem weszliście do mojego mieszkania?
”
„Spokojnie pani Zosiu. Prosimy zachować spokój i odstawiamy tę butelkę. Dobrze. ”
„Jaką butelkę?
Wynoście się stąd. Wyjść z mojego domu. Kaśka, Kaśka, kto to jest? ”
„Pacjentka zdezorientowana reaguje agresją.
Wyczuwalna, silna woń alkoholu, źrenice słabo reagują na światło. ” – dyktowała lekarka monotonnym rutynowym tonem, jakby sporządzała notatkę medyczną. „Proszę nie wykonywać gwałtownych ruchów. Jest pani po ciężkim przełomie nadciśnieniowym, a pije pani koniak.
Z kim pani przed chwilą rozmawiała? Z jaką alą? Przez tablet? Przecież ten sprzęt jest całkowicie wyłączony.
”
Najwyraźniej Alicja słysząc co się dzieje zdążyła błyskawicznie rozłączyć rozmowę. „Dobrze, zabieramy panią do szpitala. Trzeba podać leki i wykonać pełną diagnostykę. Przy tak wysokim ciśnieniu mogło dojść do zaburzeń świadomości.
”
„Jakich zaburzeń? Ludzie, jestem całkowicie zdrowa. Zostawcie mnie. Tomek, Tomek, ratuj.
”
W sypialni momentalnie wybuchło zamieszanie. Usłyszałam huk przewracanego krzesła i szuranie nóg po parkiecie. „Darek, pomóż mi. Musimy ją przytrzymać.
Jest agresywna. Trzymaj jej ręce. Przygotuj diazepam do żylnie. ”
„Puszczajcie mnie.
Ja nie jestem wariatką. Ja tylko chciałam synową oszukać. Razem z synem wszystko ukartowaliśmy, żeby została w domu. ”
„Widoczne zaburzenia myślenia, niespójne wypowiedzi i brak krytycyzmu wobec sytuacji.
” – chłodno podsumowała lekarka. „Kładziemy ją na noszę. ”
Stałam w korytarzu bez ruchu, czekając, aż cała trójka wyprowadzi szamoczącą się teściową z mieszkania i zjedzie windą. Dopiero wtedy chwyciłam rączkę swojej walizki, wytoczyłam ją na klatkę schodową i cicho zamknęłam za sobą drzwi.
Przekręciłam klucz w zamku dwukrotnie, po czym bez wahania wrzuciłam go do naszej skrzynki na listy. Wcisnęłam guzik windy. Zanim kabina dotarła na czwarte piętro, wyciągnęłam z kieszeni telefon. Otworzyłam kontakty, znalazłam numer podpisany jako Tomek.
i bez mrugnięcia okiem kliknęłam zablokuj. Sekundę później byłam już w aplikacji bankowej. Przelałam całą swoją kwartalną premię oraz wszystkie oszczędności ze wspólnego subkonta na mój prywatny rachunek, który założyłam w innym banku jeszcze przed ślubem i o którym mąż nie miał zielonego pojęcia. Winda piknęła, a drzwi rozsunęły się z cichym szumem.
Weszłam do środka. Na zewnątrz uderzyło we mnie rześkie nocne powietrze. Pachniało mokrym chodnikiem i tą wyjątkową majową świeżością zwiastującą bliskie lato. Stanęłam przy krawędzi krawężnika, odpaliłam aplikację i zamówiłam kurs.
Cel: dworzec centralny. Taksówka podjechała dosłownie po trzech minutach. Wróciłam walizkę do bagażnika, wślizgnęłam się na tylne siedzenie i zatrzasnęłam drzwi. „Panie kierowco, złapi jeszcze dzisiaj jakieś połączenie w stronę Krakowa?
” – zapytałam, gdy tylko ruszyliśmy. „Ostatni nocny pociąg Intercity odchodzi za jakieś 50 minut. Odpowiedział mężczyzna zerkając na trasę w nawigacji. Powinniśmy zdążyć bez problemu.
”
„Doskonale. W takim razie jedźmy. ”
Oparłam głowę o zagłówek i zaryzykowałam spojrzenie w okno na mijane, rozświetlone warszawskie ulice. Na wyświetlaczu telefonu wciąż wisiał SMS od mamy.
„Córeczko, tak strasznie żałuję, że cię tu nie ma. Kocham cię. ”
Moje palce szybko stuknęły w klawiaturę. „Mamo, nie smuć się.
Właśnie jadę na dworzec. Będę rano. ”
Samochód przyspieszył, a ja z każdym metrem zostawiałam za sobą dom, do którego nie zamierzałam już wracać.
Przede mną była długa noc w pociągu, gorąca herbata w papierowym kubku i pierwszy od wielu lat oddech bez poczucia winy.


