Wieczorem przed galą wcisnęli mnie do śmierdzącej kanciapy i zamknęli na klucz, żebym nie krzyczała do szefostwa. Ale widziałam, jak z kieszeni wiceprezesa wypadł srebrny wizytownik. Rankiem…

Wieczorem przed galą wcisnęli mnie do śmierdzącej kanciapy i zamknęli na klucz, żebym nie krzyczała do szefostwa. Ale widziałam, jak z kieszeni wiceprezesa wypadł srebrny wizytownik. Rankiem...

Ciężkie, sine chmury zawisły nad Burionkinem. Drobny deszcz sypał bez przerwy, a ziemia na farmie zamieniała się w szarą breję. Rusłana spieszyła do głównego budynku po betonowych płytach. Od dziecka natura obdarzyła ją nie tylko urodą, ale i niezwykle dźwięcznym głosem.

Thumbnail

Jej matka Maria Pietrowna pracowała z krowami całe życie i uchodziła za najlepszą dojarkę, ale miała cichy, potulny charakter. Znosiła wszystkie zniewagi i tylko w milczeniu płakała w domu. Rusłana zaś postanowiła, że skoro Bóg dał jej taki głos, nie będzie milczeć. Zawsze mówiła głośno za siebie i za matkę.

Przy wejściu do obory kierownik farmy Olek Jewgieniewicz Bieznosow rugował zebrane dojarki. „Jak wyglądacie, straszydła? Dlaczego fartuchy są spłowiałe? Gdzie firmowe fartuchy z logo, które wam wydano?

Mario Pietrowno, kierownictwo zaraz tu będzie, a u was zamiast personelu cygański tabor. ”

Jego zadbana, okrągła twarz trzęsła się z oburzenia, a droga marynarka wyglądała absurdalnie na tle zadeptanego betonu. Za kierownikiem, jak milczący cień, stał barczysty ochroniarz Sierioża. „Przecież od pół roku nie kupujecie nowych fartuchów i ubrań roboczych” – powiedziała cicho Maria Pietrowna, jeszcze mocniej wciągając głowę w ramiona.

Reszta kobiet milczała z poczuciem winy. Same prały i cerowały ubrania w domu, na własny koszt. Rusłana przyspieszyła kroku, chcąc interweniować, ale w tym momencie Bieznosow poślizgnął się na rzadkiej gnojówce. Noga mu odjechała, zamachał rękami, próbując złapać równowagę.

Gdyby nie ochroniarz, który go podchwycił, na pewno usiadłby w świeżym krowim placku. Kobiety odwróciły się, uśmiechając pod nosem. Rusłana nie wytrzymała i zaśmiała się na całe podwórze. „Znowu ty, Czarnobrodkina, zęby szczerzysz!

” – poczerwieniał Bieznosow, z trudem stając na nogi. „Śmieszy cię to? Wokół antysanitariaty, a ta ma ubaw. Ja was wszystkie w tym miesiącu bez dodatków zostawię, a ciebie i twoją matkę w pierwszej kolejności.

Groźba pod adresem matki natychmiast zmazała uśmiech z twarzy młodej dojarki. W środku zapłonął w niej sprawiedliwy gniew. Odezwała się tak, że jej głos zagłuszył warkot traktora. „A niech pan na mnie i na mamę głosu nie podnosi, Olegu Jewgieniewiczu, i naszymi premiami nie szasta.

Nie z pańskiej kieszeni są płacone! To pana obowiązkiem jest zapewnić nam odzież roboczą. I niech pan jeszcze opowie, gdzie podziały się nasze prawne dodatki za zeszły miesiąc. Albo myśli pan, że skoro jesteśmy prostymi dojarkami, to nikt się za nami nie wstawi?

Bieznosow aż się zapowietrzył. „Bardzo odważna się zrobiłaś. Albo zapomniałaś, kto tu jest kierownikiem? Będziesz mi tu dyscyplinę podkopywać?

„Nie zapomniałam” – odcięła się Rusłana. „Tylko z pana taka władza, że tylko nazwa została. Dlaczego pan wszędzie z ochroną chodzi, Olegu Jewgieniewiczu? Boi się pan, że dziewczyny pana poturbują?

Na twarzy Bieznosowa pojawił się paskudny uśmiech. Spojrzał na zegarek, potem znów na nią. „Zaraz się dowiesz, po co, Czarnobrodkina” – rzucił cicho i skinął na ochroniarza. „Sierioża, bądź tak dobry i zamknij tę awanturnicę w kanciapie.

Niech nie wychodzi, dopóki kierownictwo nie odjedzie. ”

Sierioża westchnął i z winną miną ruszył w stronę Rusłany. Dziewczyna cofnęła się. „Co panowie?

Zdziczeliście? Łapy precz! Nie macie prawa! Będę tak krzyczeć, że wasze szefostwo ogłuchnie jeszcze przy wjeździe do wsi!

Ale siły były nierówne. Po krótkim oporze Rusłana została wepchnięta do dusznej kanciapy, a drzwi zamknięto na klucz. Od środka natychmiast rozległo się głuche walenie pięścią. „Sierioża!

No otwórz! Sam mówiłeś, że Bieznosow to złodziej! Przecież tu nie ma czym oddychać. Uduszę się!

„Nie mogę, Ruśka, wybacz” – odpowiedział cicho przez szparę. „To chociaż lufcik pomóż mi otworzyć. Przecież wiesz, że zacina się od wewnątrz. ”

Po kilku sekundach w oknie mignął cień, rozległ się zgrzyt i lufcik z suchym trzaskiem ustąpił, wpuszczając do środka strumień świeżego powietrza.

„Dzięki, Zbawicielu! ” – powiedziała z sarkazmem i usiadła przy parapecie. Serce wciąż jej waliło z żalu i złości. Na dalszym końcu podwórza zaparkowały dwa czarne samochody.

Do jednego podbiegł kierownik i pomógł wysiąść młodo wyglądającej kobiecie w białej puchowej kurtce. Z drugiego wysiadł młody mężczyzna w szarym płaszczu narzuconym na garnitur. Za nimi wyszło jeszcze kilka osób z parasolami. Rusłana stanęła na krześle i wystawiła ucho przez lufcik.

„Wadimie drogi, po co te skrajności z niezapowiedzianymi wizytami? ” – gruchała miękko kobieta, ostrożnie omijając kałuże. „Olek Jewgieniewicz doskonale utrzymuje wskaźniki. Raporty można sprawdzić w biurze bez tej prowincjonalnej romantyki.

„Swietłano Jewgieniewno, przecież zna pani moje stanowisko” – odezwał się młody mężczyzna chłodnym, równym głosem. „Papiery to jedno, a to, co dzieje się w terenie, to drugie. Za dużo pojawia się ukrytych rozbieżności. ”

„Jesteś przesadnie podejrzliwy wobec oddanych sprawie ludzi.

Zbytnia presja na takich menedżerów jak mój brat tylko szkodzi holdingowi. Twój ojciec tego nie pochwali. ”

Bieznosow przy tych słowach lojalnie potakiwał głową. „Zgadza się, Wadimie Jegorowiczu.

Każdy grosz idzie w firmę. Wszystko dla krówek. ”

Rusłanę aż wzdrygnęło na ten przesłodzony głos. Zapominając o całym świecie, wystawiła nos przez lufcik i krzyknęła:

„Hej, szefostwo!

Tu popatrzcie, wypuśćcie mnie! Posłuchajcie, co tu wyrabia ten wasz szef! On nas okrada! ”

Idący na przedzie Wadim zatrzymał się i zdziwiony uniósł głowę, próbując zrozumieć, skąd dobiegł krzyk.

Bieznosow zbladł i wściekle zamachał ręką na ochroniarza. Sierioża zadziałał szybko – jego zrogowaciała dłoń chwyciła brzeg lufcika i z siłą go zatrzasnęła. Dziewczyna spróbowała wybić ramę, ale zacięła się na głucho. Rusłana bezsilnie uderzyła pięścią w drewno.

Zostało jej tylko obserwować przez brudną szybę, jak Bieznosow pośpiesznie i z poczuciem winy tłumaczy się przed młodym elegantem. Minęło około pół godziny, zanim delegacja ruszyła z powrotem do samochodów. Wadim Jegorowicz szedł samotnie nieco z tyłu, zatrzymał się, wyciągnął śnieżnobiałą chusteczkę i wytarł czoło. W tym momencie Rusłana zauważyła, jak razem z chusteczką z kieszeni wyślizgnął się błyszczący przedmiot i upadł między płyty na ścieżce.

Samochody wyjechały z podwórza. Wkrótce szczęknęła zasuwa i drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Na progu stał Sierioża. „I czego wrzeszczałaś, Czarnobrodkina?

” – zapytał cicho, wyciągając rękę, żeby pomóc jej wyjść. Rusłana zignorowała jego dłoń. „Słuchaj, Ruśka, może pospacerujemy wieczorem, nad rzekę pójdziemy? ” – zapytał z naiwną nadzieją.

„Głupi jesteś, Sierioża” – rzuciła, przekraczając próg. Na jej twarzy nie było już wściekłości, tylko chłodna determinacja. Poczekawszy, aż chłopak zniknie za rogiem, szybko podeszła do upatrzonego miejsca i wsunęła rękę między płyty. Na dłoni leżał srebrny wizytownik ozdobiony pięknym grawerem.

W środku znajdowały się sztywne wizytówki z tłoczeniem: „Chleborodow Wadim Jegorowicz, pierwszy wiceprezes do spraw operacyjnych i rozwoju agroholdingu” oraz numer telefonu. „No, Olegu Jewgieniewiczu, trzymaj się” – szepnęła, a na jej ustach zagościł ledwo zauważalny, triumfujący uśmieszek. Po dziennym doju Rusłana ukradkiem weszła za blok udojowy. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu, nabrała odwagi i zadzwoniła pod numer z wizytówki.

„Sekretariat pierwszego wiceprezesa” – rozległ się arogancki, przeciągły głos. „Słucham. ”

„Dzień dobry. Czy mogłaby pani poprosić do telefonu Wadima Jegorowicza Chleborodowa?

„A kto o niego pyta i w jakiej sprawie? ” – sucho zapytała kobieta. „Nazywam się Rusłana Czernobrodkina. Jestem dojarką z Burionkina.

Dzwonię w sprawie prześladowań i oszustw ze strony kierownika farmy. Pozbawia się nas zarobionych pieniędzy, a kierownictwo zamyka ludziom usta. ”

Sekretarka nie dała jej dokończyć. „Proszę pani, po co pani tu dzwoni?

Wszystkie tego typu sprawy załatwia się w ustalonym trybie. Proszę kierować swoje skargi do bezpośredniego przełożonego lub dzwonić na infolinię. Nie należy odrywać kierownictwa holdingu od pracy z powodu takich drobnostek. ”

„Przecież my już nie raz to zgłaszałyśmy!

Żadna infolinia nie działa. Nikt nie chce nas słuchać! ”

„Chwileczkę” – rzuciła szybko sekretarka, zakrywając mikrofon dłonią. Rusłana usłyszała ledwie słyszalny męski głos: „Kto to?

„Jakaś dojarka z Burionkina, Wadimie Jegorowiczu. Skąd ona w ogóle wzięła pański numer? ”

„Daj mi słuchawkę. ”

Po chwili w słuchawce rozległ się znajomy, surowy baryton:

„Halo!

Mówi Chleborodow. Kim pani jest i co dokładnie chciała mi pani powiedzieć? ”

„Dzień dobry. Nazywam się Rusłana Czernobrodkina.

Jestem tą dojarką, która dzisiaj krzyczała do pana z okna kanciapy, kiedy przyjechaliście na kontrolę. ”

W słuchawce zapadła sekundowa cisza. „Proszę, proszę. Skąd ma pani ten numer?

„Znalazłam pańskie wizytówki, które upuścił pan w błoto, kiedy wyciągał pan chusteczkę. ”

„Rozumiem. Chciałbym z panią porozmawiać. Zaraz wyślę po panią mojego kierowcę.

Czekam na panią w moim biurze. ”

Gabinet pierwszego wiceprezesa oślepił Rusłanę czystością, porządkiem i przepychem. Kręciło jej się lekko w głowie od wysokości piętnastego piętra. Jeszcze półtorej godziny temu brnęła w błocie na farmie, a teraz jej proste buty tonęły w luksusowym dywanie.

Czas uciekał – musiała zdążyć na wieczorny udój. Wadim Jegorowicz siedział za szerokim biurkiem i obracał w dłoniach srebrny wizytownik. „Dziękuję za zwrot. A teraz słucham pani, Rusłano.

Co skłoniło panią do telefonu? ”

Rusłana nagle się spłoszyła. Ten zadbany bogacz jednym ruchem brwi mógł pozbawić ją i matkę ostatniej pracy. Ale wycofać się teraz oznaczałoby zdradę wszystkich przyjaciółek.

„Nie traktują nas jak ludzi, Wadimie Jegorowiczu. Olek Jewgieniewicz kradnie nasze premie. Pisze w raportach, że kupuje nowy sprzęt i remontuje obory, a nam przecieka dach. W czasie deszczu woda leje się na instalację elektryczną.

Zastraszono ludzi mandatami. Jak tylko ktoś podniesie głos, Bieznosow grozi dyscyplinarnym zwolnieniem. Wszyscy milczą, bo we wsi innej pracy nie ma. ”

Twarz Chleborodowa pozostała nieprzeniknioną maską.

Rusłana nie dostrzegła ani zdziwienia, ani współczucia. „Guzik go to obchodzi” – przemknęło jej przez myśl. Wtedy szef powoli wstał, podszedł do panoramicznego okna i powiedział, patrząc gdzieś w dal:

„Wiem. ”

Rusłana ze zdziwienia otworzyła usta.

„Wie pan i nic pan nie robi? ”

Wadim odwrócił się. W jego oczach po raz pierwszy błysnęło coś żywego, skrywana złość. „Od dłuższego czasu zbieram haki na Olega Bieznosowa, ale na papierze wszystko u niego wygląda świetnie.

Widzi pani, w kierownictwie naszego holdingu są obecnie dwie walczące frakcje. Z jednej strony ja i mój ojciec, dyrektor generalny, z drugiej jego nowa żona Swietłana Jewgieniewna i cała jej rodzina, którą poupychała na najbardziej intratnych stanowiskach. Olek Bieznosow to jej brat i jeden z jej protegowanych. Swietłana całkowicie podporządkowała sobie mojego ojca.

A przecież on i mój dziadek zaczynali jako zwykli traktorzyści. Moje próby otwarcia mu oczu odbiera jako kaprys i niechęć do zaakceptowania macochy. ”

Podszedł do Rusłany, a jego spojrzenie sprawiło, że serce dziewczyny zamarło. „Ojciec oduczył się widzieć za cyframi żywych ludzi.

Uważa, że na farmach zostali sami nieroby, którzy potrafią tylko narzekać. Potrzebuje kogoś, kto sprowadzi go na ziemię, kto powie mu prawdę prosto w twarz. ”

„A co ja mam z tym wspólnego? ” – Rusłana instynktownie zrobiła pół kroku w tył.

Wadim lekko zmrużył oczy. „Pojutrze wieczorem w naszym holdingu odbędzie się zamknięta gala wręczenia głównych nagród. Uhonorowany zostanie lider holdingu pod względem rentowności. Jutro Olek Jewgieniewicz, zdaniem mojej macochy najlepszy kierownik, odbierze od mojego ojca kluczyki do nowego samochodu.

Proponuję pani układ, Rusłano. Pójdzie pani na ten zamknięty wieczór jako moja oficjalna partnerka. ”

Dziewczynie zaparło dech. „Odbiło panu?

Przecież ja nawet przyzwoitej sukienki nie mam. Jaka ze mnie partnerka do pańskiego towarzystwa? ”

„O sukienkę proszę się nie martwić. Chcę sprawdzić obiektywizm mojego ojca.

Zobaczymy, czy zdoła dostrzec pod prostym pochodzeniem uczciwego, odważnego człowieka. A pani daje realną szansę na przedstawienie swoich pretensji i opowiedzenie wszystkiego dyrektorowi generalnemu osobiście, prosto w twarz. No to jak? Przestraszy się pani i ucieknie z powrotem do swojego Burionkina?

Jego ton uraził Rusłanę do żywego. Ten miastowy paw patrzył na nią z góry, oczekując, że drgnie i odejdzie. W jej duszy wezbrała fala upartego zapału. „Nie przestraszę się, Wadimie Jegorowiczu!

I nie mam w zwyczaju uciekać. Zgadzam się. ”

Następny poranek był wilgotny i ponury, ale Rusłana miała dobry nastrój – zaczynał się jej dzień wolny. Pomagała matce na podwórku, gdy przy płocie zatrzymał się ogromny czarny samochód.

Mama ze zdziwienia mało nie wypuściła miotły. Rusłana chciała przedstawić gościa, ale on ją uprzedził:

„Dzień dobry, Mario Pietrowno. Nazywam się Wadim i chciałbym zaprosić pani córkę na ważne wydarzenie. ”

Mama spojrzała na chytrze uśmiechającą się córkę, po czym zaprosiła mężczyznę do domu.

Posadziła gościa za stołem, na którym stało ciasto, i nalała mleka. „Mleczko poranne, udojowe. Przed chwilą przyniosłam. W mieście pan takiego pewnie nie znajdzie.

Rusłana wbiła w Wadima wyczekujące spojrzenie, spodziewając się, że wypieszczony wiceprezes skrzywi się z obrzydzeniem. Mężczyzna jednak zaskoczył ją – uśmiechnął się, ostrożnie wziął kubek i pociągnął głęboki łyk. „Bardzo dziękuję, Mario Pietrowno. Pyszne.

Ciasta pachną na całą ulicę. ”

Dopił i spojrzał na dziewczynę. Rusłana parsknęła śmiechem – pod nosem chłopaka widać było mleczne wąsy. Jej podejrzliwe nastawienie nagle zaczęło topnieć.

Ten miastowy elegant wcale nie był taki nadęty, jak jej się wydawało przedwczoraj. „No cóż, Rusłano, czas nagli. Jedziemy do miasta. Musimy jeszcze zajechać do salonu po pani kreację, a wieczorem na przyjęcie.

Czas pokazać im, kto tak naprawdę zapracował na te nagrody. ”

Wieczorem Rusłana i Wadim Chleborodow podjechali przed luksusową restaurację. Wszędzie uwijali się kelnerzy, dzwoniły kieliszki z szampanem. Dziewczyna szła obok Wadima ze strachem i zdumieniem.

Miała na sobie elegancką, skromną, ciemną sukienkę kupioną w mieście. Nowe buty na obcasie niemiłosiernie cisnęły, ale Rusłana uparcie szła naprzód, starając się nie dawać nic po sobie poznać. Podchodzili do nich solidnie wyglądający mężczyźni w drogich garniturach. Wadim grzecznie kiwał głową i krótko ją przedstawiał.

Zgodnie z umową Rusłana milczała i tylko wymuszenie się uśmiechała. W końcu podszedł do nich wysoki, siwowłosy mężczyzna o twarzy wyrażającej silną wolę. „To mój ojciec, Jegor Jefimowicz. Tato, to Rusłana, moja osoba towarzysząca.

„Bardzo mi miło” – przywitał się z dziewczyną uprzejmym uśmiechem, ale natychmiast przeniósł uwagę na syna. „Wadimie, wreszcie. Chodź za mną. Musimy pilnie coś omówić.

Wadim zawahał się, ścisnął dłoń Rusłany mocniej. „Zaraz wrócę. Proszę zachować spokój” – szepnął i pospieszył za ojcem. Dziewczyna została sama przy długim bufecie.

Czuła się niezwykle bezbronna w środku tej głośnej uroczystości. Odwróciła się od sali i zaczęła próbować przekąsek, żeby jakoś rozładować stres. „Proszę, proszę, Czarnobrodkina” – rozległ się za jej plecami chrapliwy głos, od którego przeszły jej ciarki. „Błoto z butów zmyłaś, ale smród i tak został.

Rusłana odwróciła się. Przed nią stał Olek Bieznosow, z zaczerwienioną twarzą i zsuniętym na bok krawatem. Obok niego stała jego siostra Swietłana Jewgieniewna w szykownej sukni wieczorowej. „A więc postanowiłaś zagrać ostro?

” – uśmiechnął się krzywo kierownik. „W nic nie gram” – cicho zaprzeczyła Rusłana. „Kto to jest, Olegu? ” – zapytała lodowatym tonem Swietłana.

„Dojarka z mojej farmy. Przylazła tu, żeby oskarżyć mnie o samowolkę. Widzisz, nie podoba jej się, że personelowi się nie dopłaca. Rąbnięta krowa ją w dzieciństwie kopnęła.

„Wszystko pan kłamie, Olegu Jewgieniewiczu” – odpowiedziała dziewczyna, z trudem nad sobą panując. „Niech pani nie zapomina, gdzie jej miejsce. Dziewczyno, proszę stąd natychmiast wyjść, inaczej jutro straci pani pracę. I twoja matka też” – zawtórował jej z mściwością Bieznosow.

Usłyszawszy groźbę pod adresem matki, Rusłana zapłonęła gniewem. Cały strach przed salą pełną bogaczy natychmiast zniknął. Zrobiła krok w stronę kierownika i nie zniżając głosu wyrecytowała:

„To od pana, Olegu Jewgieniewiczu, kradzieżą na kilometr śmierdzi! Żadna droga woda kolońska tego nie ukryje!

Wkrótce wszyscy się dowiedzą, za czyje dokładnie pieniądze kupujecie sobie nowe samochody i latacie na kurorty! Okradacie z groszy proste dojarki! ”

Stojący nieopodal goście odwrócili się ze zdumieniem. Wokół nich zaczął tworzyć się krąg ciekawskich.

Bieznosow stracił rezon, ale Swietłana Jewgieniewna tylko pogardliwie się uśmiechnęła. „Nawet nie wiesz, przeciwko komu postanowiłaś pójść. ”

„Doskonale wiem. Przeciwko komuś, kto przywykł do straszenia słabszych” – odcięła się Rusłana.

W tym momencie na scenę wszedł prowadzący i z głośników ryknęła uroczysta muzyka. Rusłana rozejrzała się, szukając wzrokiem Wadima, ale nigdzie go nie było. Bieznosow mrugnął do niej zwycięsko, poprawił krawat i razem z siostrą pewnym krokiem ruszył w stronę sceny. W środku zapiekła ją gorzka bezsilność.

Wydawało się, że złodzieje znów wygrali. Muzyka umilkła. Na scenę niespiesznie wszedł dyrektor generalny Jegor Jefimowicz Chleborodow. Jego surowa twarz wyrażała zatroskanie.

„Dzień dobry, drodzy przyjaciele. Dziś zebraliśmy się, aby uczcić nasze osiągnięcia i nagrodzić najlepsze gospodarstwa oraz najlepszych pracowników holdingu” – zrobił pauzę, szukając kogoś wzrokiem na sali. „Jednakże mój syn Wadim Jegorowicz prosił, aby najpierw oddać głos jednej z pracownic, dojarce z farmy Burionkino. ”

Przez salę przetoczył się szept zdumienia.

Wadim nagle znalazł się obok Rusłany, aż drgnęła. „Proszę iść” – powiedział bezgłośnie. Rusłana poczuła, jak trzęsą się jej kolana. Powoli weszła na scenę.

Prowadzący włożył w jej dłoń mikrofon. Przez kilka sekund milczała, patrząc na ludzi w półmroku, a potem, niespodziewanie dla samej siebie, zaczęła mówić. Opowiedziała o farmie, na której każdy dzień zaczyna się przed świtem, o kobietach, które pracują bez dni wolnych, bo zwierzęta nie znają świąt. O tym, że dobra wydajność zależy nie tylko od sprzętu, ale i od ludzkiej troski.

„Wielu uważa, że praca na farmie jest prosta. Ale ludzie zostają tam nie z powodu łatwego życia. Zostają dlatego, że kochają to, co robią. Tylko że każdy człowiek chce wiedzieć, że jego praca jest szanowana.

A kiedy zamiast szacunku ludzie co miesiąc dostają nowe kary finansowe, kiedy boją się zadać pytanie, kiedy jakikolwiek sprzeciw kończy się groźbą zwolnienia – pracować robi się strasznie. ”

„Przepraszam, że przerywam, ale o czym pani mówi? ” – na scenę wkroczyła Swietłana Jewgieniewna. „Oskarża pani teraz kierownictwo farmy?

Oskarża pani dzisiejszego nominowanego do nagrody dla najlepszego menedżera? Śmie pani oskarżać mojego brata? ”

„Mówię prawdę. ”

„Więc z pewnością będzie pani w stanie udowodnić swoje słowa.

„Ja nie mogę. Ale możecie zapytać pracowników kompleksu mlecznego Burionkino, choćby zaraz. Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, która powie, że skłamałam, sama odejdę z farmy. ”

Rusłana czuła, jak spojrzenia gości wbijają się w nią, oczekując, że lada chwila się podda.

Na scenę wszedł Bieznosow, teatralnie rozkładając ręce. „To smutne, gdy osobiste urazy próbuje się przedstawić jako troskę o ludzi. Nasza dojarka najwyraźniej nie może wybaczyć kary dyscyplinarnej i postanowiła urządzić cyrk. Jakakolwiek kontrola potwierdzi, że wszystkie wypłaty u nas są realizowane ściśle z regulaminem.

Jegor Jefimowicz milczał, przenosząc ciężkie spojrzenie z Rusłany na żonę i jej brata. W końcu odwrócił się do syna. „Wadim, co powiesz? ”

Chleborodow młodszy wszedł na scenę i stanął obok swojej partnerki.

„Przede wszystkim muszę przeprosić gości dzisiejszego wieczoru. Bardzo mi przykro, że rozmowa przybrała taki obrót, ale odkładanie tego nie miało sensu. Dlatego wyniki wewnętrznej kontroli ogłoszę dziś. ”

„Nie rozumiem, o jakiej kontroli mowa?

” – uśmiech na twarzy kierownika zadrżał. „O tej, przed którą celowo was nie ostrzeżono. Po rozmowie z panią Czernobrodkiną upewniłem się, że moje dawne wątpliwości nie były bezpodstawne. Służba kontroli wewnętrznej zaczęła od analizy operacji finansowych farmy bez powiadomienia kierowników oddziałów.

„Bez mojej zgody to niemożliwe! ” – wykrzyknęła Swietłana. „Być może właśnie dlatego przez ostatnie dwie doby rozmawialiśmy nie z panem Bieznosowem. ” Wadim wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kilka złożonych kartek.

„Główny księgowy farmy wczoraj złożył pisemne wyjaśnienia. Dziś rano starszy ekonomista potwierdził, że wielokrotnie otrzymywał polecenia księgowania fikcyjnych wydatków. Jeszcze trzech pracowników opowiedziało o systemie nielegalnego wstrzymywania premii. Wszystkie zeznania pokrywają się ze sobą.

„Oni zmówili się przeciwko mnie! Swietłana, zrób coś! ” – Bieznosow rzucił się do siostry. Ale Wadim, nie patrząc na wściekłą macochę, kontynuował:

„Ojcze, wykryliśmy problem systemowy.

Wszystkie osiem oddziałów holdingu, gdzie twoja żona poustawiała na kierowniczych stanowiskach swoich krewnych, w rzeczywistości wykazuje najgorsze wyniki w całej firmie, chociaż na papierze są na pierwszym miejscu. Pieniądze po prostu wędrują na konta podstawionych firm. A tobie prezentuje się podkolorowane statystyki. ”

„Jegor, nie wierz mu!

On chce zniszczyć moją rodzinę! ” – błagała we łzach Swietłana, próbując chwycić męża za rękę. Ale Jegor Jefimowicz na to nie pozwolił. Patrzył to na bladą żonę, to na trzęsącego się Bieznosowa, to na silną dojarkę, która stała przed nim, nie spuszczając wzroku.

W końcu zwrócił się do uciszonej sali:

„Jestem zmuszony wstrzymać ceremonię wręczenia nagród i przenieść ją na późniejszy termin. Pan Bieznosow, podobnie jak wszyscy krewni mojej żony podejrzani o sprzeniewierzenie, zostają zawieszeni w pełnieniu obowiązków do czasu zakończenia niezależnego audytu. Do zakończenia wewnętrznego śledztwa dostęp do dokumentacji i finansów firmy dla ciebie, Swietłano, zostaje zamknięty. Jeśli fakty się potwierdzą, akta trafią do prokuratury.

Jegor Jefimowicz uścisnął dłoń młodej dojarki i powiedział miękko:

„A pani, Rusłano, szczególne podziękowania za sprowadzenie mnie na ziemię. ”

Audytorzy i śledczy dość szybko rozwikłali sprawę Bieznosowów, doszukując się podejrzanych kont i fikcyjnych firm. Swietłana, jej brat Olek i inni krewni zostali odsunięci od stanowisk. Z powodu ogromnych defraudacji wszczęto przeciwko nim sprawy karne, które ostatecznie połączono w jedno wspólne śledztwo o zorganizowanym oszustwie mającym na celu przywłaszczenie środków firmy w szczególnie dużej skali.

Nowym kierownikiem oddziału w Burionkinie mianowano szanowaną Marię Pietrownę Czernobrodkinę, a jej zastępczynią została Rusłana. Załoga wreszcie odzyskała nielegalnie wstrzymywane wypłaty za długi okres. Na farmie ruszyła długo oczekiwana modernizacja, a pracownikom wydano nową odzież roboczą. W związku z audytem Wadim często bywał w Burionkinie.

Razem z Rusłaną długo przesiadywali w gabinecie kierownika, pomagając audytorom porządkować dokumenty. Młodemu prezesowi dobrze zrobiło zanurzenie się w prawdziwym życiu. Pewnego razu zaproponował:

„Ojciec prosi, żebyś wzięła udział w stworzeniu niezależnej służby kontroli w naszym holdingu. Potrzebujemy uczciwych, zaangażowanych ludzi, potrafiących bezpośrednio bronić praw prostych robotników i niebojących się mówić prawdy prosto w oczy każdemu szefowi.

„Pochlebna propozycja, Wadimie Jegorowiczu. Sprawa jest poważna. Trzeba to przemyśleć. ”

Niespiesznie ruszyli przez oprószony śniegiem teren farmy.

Dziewczyna z zaskoczeniem zauważała, że młodego dyrektora naprawdę interesują nie suche liczby w raportach, lecz to, jak w rzeczywistości funkcjonuje nowoczesna farma. Wadim uważnie jej słuchał, a kiedy podeszli do zagrody, w której krowy leniwie przeżuwały siano, nagle zapytał z ciekawością:

„Czy to prawda, że krowy rozpoznają swoje dojarki po głosie i chodzie? ”

„Jasne. One nawet wyczuwają nastrój.

Jak się denerwujesz, zwierzęta też stają się niespokojne. A niektóre krowy się obrażają, szczególnie gdy długo się do nich nie przychodzi. ”

Wadim zaśmiał się ze zdumieniem i pytania posypały się jedno po drugim. Ile litrów mleka daje jedna krowa dziennie?

Od czego to zależy? Jak opiekuje się cielęta w żłobkach? Czy to prawda, że zwierzęta mają swoich ulubieńców wśród ludzi? Doszli do skraju wybiegu, gdzie za płotem zaczynało się bezkresne białe pole.

Wadim zajrzał w błyszczące oczy dziewczyny. „Pozwól mi się pocałować” – powiedział, delikatnie dotykając jej ciepłej dłoni. Rusłana pokręciła głową i uśmiechnęła się zadziornie. „Głupi jesteś, Wadik.

I sama mocno go pocałowała pod sennymi spojrzeniami niewzruszonych zwierząt.