„Pomóż, ja chcę żyć!” – wychrypiał mężczyzna, którego znalazłam przywiązanego do drzewa w tajdze. Jego palec był spuchnięty, a złoty sygnet, który próbował zdjąć, wbijał się głębiej w skórę….

„Pomóż, ja chcę żyć!” – wychrypiał mężczyzna, którego znalazłam przywiązanego do drzewa w tajdze. Jego palec był spuchnięty, a złoty sygnet, który próbował zdjąć, wbijał się głębiej w skórę....

Serce Alony ściskał dziwny niepokój, odkąd tylko weszła w głąb tajgi. Deszcz padał nieprzerwanie od trzech dni, rozmokła ściółka chlapała pod kaloszami, a dziewczyna szła na polanę po pięciornik dla babci Duni. W taką wilgoć stara znachorka potrzebowała świeżych zapasów z lasu, ale Alona czuła, że coś jest nie tak. Nagle z gęstwiny dobiegł głuchy, gardłowy jęk.

Thumbnail

Alona wyciągnęła nóż i zacisnęła na nim palce. Tajga nie wybacza lekkomyślności, ale w tym jęku brzmiało coś ludzkiego. Rozchyliła mokre gałęzie i zamarła. Przy pniu drzewa siedział młody mężczyzna, przywiązany samochodowym pasem holowniczym.

Miał spuszczoną głowę, podartą koszulę, przemoknięte ubranie i purpurowe zasinienia na bladej twarzy. Był na skraju utraty przytomności. Alona przyłożyła mu do ust manierkę z ziołowym wywarem, a on łapczywie pociągnął kilka łyków. „Kto ci to zrobił?

” – zapytała. „Nie mam już nic. Nie zabijajcie” – wychrypiał ledwo zrozumiale i stracił przytomność. Alona przecięła pas, poderwała go z ziemi i, podtrzymując, powlokła w stronę domu.

Modliła się tylko o jedno – żeby starczyło jej sił. Babcia Dunia oderwała się od radia i spojrzała na wnuczkę, potem na nieprzytomnego chłopaka. „Kogoś ty przytaszczyła, Alonka? Po ubraniu widać, że miastowy.

Gdzie go znalazłaś? ”

„W świerkowym lesie. Był przywiązany do drzewa. Ledwo go dowlokłam.

Staruszka zajrzała w bladą twarz chłopaka i krótko skinęła w stronę zasłony oddzielającej jej izbę przyjęć. „Zaciągnij go do gabinetu, połóż na stół. Zagrzej wody i przynieś czyste szmaty. Wszystko będziesz robić sama, a ja postoję obok i podpowiem.

Przez następną godzinę Alona pracowała szybko i pewnie. Przemyła rany, zdezynfekowała otarcia, przyłożyła ziołowe okłady i obwiązała potłuczone ciało czystymi bandażami. Złamania na szczęście nie było. Kości były całe, ale duch chłopaka był kruchy.

Gdy skończyły, babcia przyłożyła dłoń do piersi nieznajomego i długo stała w milczeniu. „Serce ma miękkie, ale niespokojne. Łapczywe, Alonka. Pragnie pieniędzy i pięknego życia.

Przez to wpadł w kłopoty. Źli ludzie dali mu nauczkę. ”

Następnego dnia nieznajomy obudził się i długo w milczeniu rozglądał po izbie. Babcia usiadła naprzeciwko niego.

„Wołają na mnie baba Dunia, a to moja wnuczka Alonka. A ty jak się zwiesz? ”

„Kiril” – odpowiedział ochryple. „I za jakie to wyczyny porzucili cię w naszej głuszy?

Chłopak spuścił wzrok. „Pożyczyłem pieniądze od dobrych znajomych. Chciałem rozkręcić biznes, ale nie wypaliło. Nie mogłem oddać w terminie.

Wrócę do miasta, pożyczę, dorobię, oddam długi. ”

Alona słuchała i kręciła głową. Takie lekkomyślne podejście do cudzego dobra wydało jej się nieodpowiedzialne. Babcia tylko pokręciła głową.

„Ech, Kiri, każdemu życie daje tyle, ile jest w stanie unieść. A człowiek sam z głupoty bierze na siebie brzemię nie do udźwignięcia, a potem się złości, że nie ma siły. ”

Następnego dnia Kiril czuł się lepiej. Ubranie wyschło, a on nawet zaoferował pomoc.

Alona posadziła go na taborecie, by obierał ziemniaki. Do chaty weszła sąsiadka Maryna, a za nią nieznajoma kobieta w drogim, mokrym płaszczu. Cicho przedstawiła gościa. „Babciu Duniu, to moja krewna.

Przyszła po pomoc. ”

Obie kobiety zniknęły za zasłoną. Alona kątem oka patrzyła na Kirila, który zamarł z ziemniakiem w dłoni, wyciągając szyję w stronę przegrody. Zza parawanu dobiegł płaczliwy szept miastowej kobiety.

„Żyć z tym więcej nie mogę. Przez męża się rozpił, na brata się rzucił. Zabierzcie na litość boską. ”

Kiedy kobieta wyszła, Alona zauważyła na stole błysk żółtego metalu.

Kiril dosłownie wpił wzrok w tamtą stronę. Maryna odwróciła się do babci. „Babciu Duniu, pod sklep obcy z miasta przyjechali. Mercedes G-klasą.

Z psem chodzą, wypytują o jakiegoś chłopaka. ”

Gdy tylko goście wyszli, babcia się spłoszyła. „Alonka, bieda przyszła. Zabierz chłopaka w gęstwinę.

Idźcie wzdłuż strumienia. Przeczekajcie, aż obława się skończy. Pospiesz się! ”

Alona chwyciła brezentowy plecak, wrzuciła zapałki, chleb, latarkę i nóż.

W ostatniej chwili babcia wsunęła jej do plecaka ciężkie materiałowe zawiniątko i spojrzała znacząco. Alona wepchnęła Kiriłowi gumowe kalosze, ale on w ostatniej chwili złapał swoje miastowe buty. „Zwariowałeś? Dobra, ruszaj się.

Na skraju lasu Alona się odwróciła. Przez szarą mgłę zobaczyła czarne, kwadratowe auto i wysokich mężczyzn przy płocie. Jeden z nich podniósł rękę i wskazał w ich stronę. Kiril pobladł.

„To ludzie Czuwaszowa. Szukają mnie. Alonka, trzeba zmywać się. ”

Alona weszła prosto w strumień, ciągnąc za sobą chłopaka.

Kiril ślizgał się na mokrych kamieniach. „Stój, przemoczę nogi. Chodźmy brzegiem. ”

„Mokre nogi to najmniejsze, co powinno cię martwić.

Jak pies wyczuje ślad, to przeziębienie nie będzie twoim głównym zmartwieniem. ”

Z tyłu rozległ się ryk silnika i szczekanie psów. Ruszyli przed siebie, rozchlapując wodę. Deszcz przybrał na sile, zmywając ich zapach.

Biegli, potem szli, aż odgłosy pogoni rozwiały się w szumie ulewy. Kiril ciężko dyszał i zadawał pytania. „I wy cały czas tak żyjecie w tej głuszy? ”

„Tak.

Moja prababka tu żyła, a teraz my z babcią. ”

„A czemu do miasta nie wyjedziesz? Taka piękna. Mogłabyś w domu mody pracować.

„Babcia ma 98 lat. Kto się nią zaopiekuje? ”

„A rodzice? ”

„Tajga zabrała.

Kiedy byłam mała. ”

„A z czego wy w ogóle żyjecie? ”

„Ludziom pomagamy. Babcia ma dar.

Ziołami i słowem leczy to, na co miastowi lekarze rozkładają ręce. Zdejmuje uroki i klątwy. ”

„To ta kobieta dzisiaj… co ona babci dała? To chyba był złoty łańcuch?

„Ludzie sami przynoszą biżuterię, proszą babcię, by uwolniła ich od przeklętego dobra. Ono już się do niczego nie nadaje. Są na nim ludzkie łzy i choroby. ”

„A co wy z nim potem robicie?

„Nie ma potrzeby, żebyś to wiedział. Ono już nikomu dobra nie przyniesie, tylko zło. ”

Wczesnym zmierzchem Alona wyprowadziła wyczerpanego chłopaka na polanę, gdzie wśród świerków kryła się stara ziemianka dziadka. „Tu przenocujemy.

Wracanie do wsi dzisiaj jest niebezpieczne. ”

Zostawiwszy Kiriła w środku, Alona wzięła wiadro i ruszyła do strumienia. Po drodze zatrzymała się przy starym, wyrwanym cedrze. Tu, pod korzeniami, kryła się ich z babcią główna kryjówka.

Rozejrzała się, odsunęła ciężki płat mchu i opuściła zawiniątko do plastikowego pojemnika w ziemi. Za jej plecami coś trzasnęło. Odwróciła się, ale wokół stały tylko mokre drzewa. Szybko przykryła kryjówkę i poszła po wodę.

Kiedy wróciła, Kiril rąbał szczapki starą siekierą. Jego miastowe ubranie było umazane w błocie, ale nie wyglądał na słabego. Złagodniała i uśmiechnęła się. Wkrótce w ziemiance zrobiło się ciepło.

Zjedli chleb i ułożyli się na pryczach, przytuleni do siebie, zasypiając przy miarowym stukocie deszczu. Wczesnym rankiem Alona obudziła się z zimna. Prycza obok była pusta. Kiril zniknął.

Zniknął też plecak. Serce jej się ściśnęło. Wyszła na zewnątrz i zawołała, ale odpowiedział jej tylko szum kropli. Nogi same poprowadziły ją do starego cedru.

Mech był rozrzucony, ziemia świeżo rozkopana, a plastikowy pojemnik leżał na boku. Całe złoto zniknęło. Alona stała i nie czuła złości. Ogarnęła ją gorzka litość dla tego głupiego, zastraszonego długami chłopaka, który w swojej naiwności myślał, że te przeklęte błyskotki staną się jego wybawieniem.

Do domu dotarła bliżej południa. Babcia wysłuchała jej, nie przerywając. „Ech, nieszczęśnik. Myśli, że długi odda i będzie żył jak pączek w maśle, a w rzeczywistości zrobił krok w przepaść.

Skradzione trzeba odzyskać. Rano pojedziesz do miasta. Trzeba odnaleźć chłopaka, póki ten zły metal go nie pożarł. Pojedziesz przygodną cysterną, Stiepan cię podwiezie.

Szukaj go przy starej cegielni na obrzeżach miasta. Moje serce czuje, że tam go pociągnie. ”

Alona skinęła głową, choć nie rozumiała, skąd staruszka to wie. Rano Stiepan zgodził się ją podwieźć, ale się zdziwił.

„Cegielnia jest dawno zamknięta. Teraz tam jest serwis samochodowy i nielegalny szrot Czuwaszowa. To niedobre miejsce. ”

Alona znalazła Kiriła przy betonowym bloku.

Jego twarz była pokryta świeżymi siniakami, warga rozbita, a on sam przyciskał dłoń do boku. „Po co tu jesteś? ” – wychrypiał ze wstydu. „Plecaka nie ma.

Wszystko oddałem Czuwaszowi. Byłem mu dłużny i za to przywiązał mnie w lesie. ”

„Głupi jesteś, Kiri. Ostrzegałam cię, że to złoto nie przyniesie szczęścia.

Ono jest przeklęte. ”

„Wam to do niczego niepotrzebne, a ja za to się wykupiłem. ”

Alona pomogła mu wstać i poszli do sklepiku, by kupić wodę i obmyć twarz. W środku leciały lokalne wiadomości.

Nagle spiker powiedział podniesionym głosem:

„Dziś w nocy na podmiejskiej trasie wydarzył się straszny wypadek. Samochód terenowy należący do przedsiębiorcy pana Czuwaszowa wypadł z drogi i runął do zalanego kamieniołomu. Znajdujący się w pojeździe nie mieli szans na przeżycie. ”

Twarz Kiriła zrobiła się biała jak kreda.

Kurczowo chwycił Alonę za rękę. „Oni wszyscy tam są. Wczoraj wieczorem oddałem mu plecak. Rzucił go na tylne siedzenie i odjechali świętować.

Alona spojrzała mu w oczy. Widziała, jak dociera do niego straszna prawda. Kradzione złoto rzeczywiście było niebezpieczne. Kiril spojrzał na swoją dłoń.

Na palcu miał masywny złoty sygnet, którego wcześniej nie miał. Spróbował go zdjąć, ale pierścień wpił się w opuchniętą skórę. Zaczął go gorączkowo obracać, ale tylko mocniej wgryzał się w palec. Po nieudanej próbie zdarcia go zębami zawył.

„On nie schodzi. Alona, pomóż, ja chcę żyć. ”

Alona chwyciła go za dłonie. „Przestań histeryzować.

Najpierw trzeba zwrócić złoto na miejsce, zanim będzie za późno. Musimy dotrzeć do kamieniołomu. ”

Przy urwisku zebrał się tłum gapiów. Pracował ciężki dźwig, wyciągając czarną maszynę z wody.

Dziennikarka wypytywała śledczego. „Potwierdza pan, że w samochodzie był pan Czuwaszow? ” – pytała. „Tak, to z pewnością on.

Zmarli całą noc świętowali w podmiejskim klubie. Wsiedli za kierownicę w stanie silnego upojenia. Samochód przebił barierki i zatonął. Ofiary to cztery osoby.

Kiril drżał obok Alony. Dziewczyna poprowadziła go wzdłuż brzegu. Przy zaroślach trzciny leżały rzeczy wyciągnięte z wody. Alona od razu zauważyła swój brezentowy plecak.

Obok stał radiowóz, przy którym ziewał młody sierżant. Alona uwolniła dłoń z palców Kiriła, skinęła mu w stronę plecaka i podeszła do policjanta. „Dzień dobry. Proszę powiedzieć, jakie to straszne.

Dlaczego oni nie wypłynęli? ” – zapytała, udając przestraszoną wiejską dziewczynę. Sierżant, ucieszony możliwością rozmowy z ładną dziewczyną, chętnie odpowiedział. Alona kiwała głową, kątem oka obserwując, jak Kiril obchodzi radiowóz i sięga po plecak.

„Właściwie to już wyciągnęli. Dobra, ślicznotko, zmiataj stąd, bo przegapisz to, co najciekawsze. ”

Alona odwróciła się i odeszła. Wkrótce dogonił ją Kiril, przyciskając mokry plecak do piersi.

Droga powrotna była męką. Kiril słabł z każdym krokiem. W końcu przysiadł przy zwalonym drzewie. „Alona, nie dam rady dalej” – wychrypiał, ponuro zerkaąc na spuchnięty palec.

Alona wyjęła z plecaka wodę i mydło. „Dawaj tu rękę. Nie bój się. ”

Zmoczyła palec, namydliła go i zaczęła powoli ściągać ciasny pierścień.

Kiril znosił ból w milczeniu. Po dziesięciu minutach złoto zsunęło się ze stawu. Alona wrzuciła sygnet do plecaka z resztą biżuterii. Nagle Kiril rozpłakał się na głos, zakrywając twarz dłońmi.

„Wybacz mi, Alonka. Wy mnie uratowałyście, potraktowałyście po ludzku, a ja zachowałem się jak ostatnia świnia. Jak ja spojrzę w oczy babci Duni? ”

Alona objęła go za głowę.

W jej sercu była tylko litość. „To dobrze, że to zrozumiałeś. Najlepszy sposób na pozbycie się brzemienia to wrócić i wszystko naprawić. ”

Do domu dotarli, gdy słońce chyliło się ku zachodowi.

Babcia Dunia powitała ich spokojnym spojrzeniem. Nie padł ani jeden wyrzut. „Poradziłaś sobie, wnusiu. Trudne ci przypadło zadanie, ale twoje czułe serce cię nie zawiodło” – powiedziała z dumą i spojrzała na chłopaka.

„Proszę mi wybaczyć, babciu Duniu. Jestem gotów odkupić swoją winę. ”

„Kiri, życie już dało ci lekcje. Widzę, że dojrzałeś do właściwej drogi.

Teraz tylko od ciebie zależy, czy z niej zejdziesz, czy pójdziesz nią dalej. ”

Następnego dnia babcia odprawiła rytuał oczyszczenia zwróconego złota i kazała Alonie ukryć je w kryjówce. Kiril, mimo że wciąż chorowity, zaoferował pomoc. W jego oczach nie było już dawnej naiwności.

Była w nich męska determinacja, by naprawić błędy. Kiedy wrócili z pustymi rękami, babcia przywitała ich w progu. „Oczyściła się ziemia, oczyściły się i wasze dusze. Najcenniejsze bogactwo to nie to złoto, co w ciemnej ziemi gnije, ale to, co w kochającym sercu żyje i dobrymi uczynkami jaśnieje.

Minął czas. Kiril zadomowił się w rodzinie znachorki. Coraz częściej wypytywał babcię o właściwości ziół, zapisywał receptury. Doprowadził do domu internet i zajął się badaniem roślin leczniczych.

Jego przedsiębiorczy charakter pozwolił mu zorganizować gospodarstwo zajmujące się zbiorem ziół, nawiązać kontakty z aptekami w całym regionie. Ich wspólne przedsięwzięcie zaczęło rozkwitać. Babcia błogosławiła młodych na wspólne życie. Po remoncie domu parze urodziły się zdrowe bliźnięta, które wypełniły dom śmiechem.

Baba Dunia dożyła w otoczeniu ukochanych prawnuków. Alona często wychodziła wieczorami na ganek, tuląc się do silnego ramienia Kirila i słuchając, jak szumi tajga. Oboje mocno wierzyli, że ich los, ich dzieci i ich wspólny dom są bezpiecznie chronione przed każdym złem.