Mikołaj odłożył aksamitne pudełko obok kieliszka ojca, nie otwierając go. Sygnet miał czekać, ale teraz, w blasku trzech kryształowych żyrandoli, wydawał się ciężarem, a nie honorem. „Nie zamierzam dziedziczyć firmy zbudowanej za pieniądze skradzione mojej matce” – powiedział spokojnie, a ten spokój zabolał bardziej niż krzyk. Stefan zatrzymał się w pół gestu z kieliszkiem szampana.

Monika, siedząca po jego prawej stronie w sukni z kości słoniowej, ściągnęła usta. Goście w jadalni rezydencji Grabowskich przestali udawać, że nie słyszą. Wszyscy patrzyli na Marię, siedzącą niemal na końcu stołu, która nie poruszyła się ani o milimetr. Stefan odchrząknął i spróbował uśmiechu, który miał być pobłażliwy, a wyszedł sztywny.
„Czy możesz wyjaśnić, co masz na myśli? ”
„To proste” – odparł Mikołaj. „Trzy lata temu, kiedy grupa tonęła, a ty nie mogłeś dostać ani złotówki z banku, sprzedałaś moja mama ziemię, mieszkanie, biżuterię. Po cichu.
Żeby zapłacić pensje. A ty jej to ukradłeś. Podpis, który nie był jej, akcje, które miały należeć do niej. ”
Maria w końcu spojrzała na syna.
Nie prosiła go, żeby usiadł. Nie powiedziała, żeby przestał. Przez lata milczała, bo wierzyła, że chroni rodzinę. Teraz widziała, że to milczenie było dla Stefana pozwoleniem.
Stefan zaśmiał się z wymuszoną nonszalancją. „To są plotki rozżalonych byłych pracowników. W małżeństwie majątek jest wspólny. Dyskusja odbędzie się później.
”
„Nie ma żadnej późniejszej dyskusji” – odpowiedział Mikołaj. Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki grubą kopertę z pieczęcią kancelarii prawnej. „Mam tu dokumenty, które mówią co innego. ”
Na widok koperty Tomasz, były dyrektor finansowy, pobladł.
Stefan ścisnął kieliszek tak mocno, że kostki mu zbielały. Mikołaj nie otworzył koperty. „Nie muszę nic wyjaśniać. Ale skoro już jesteśmy przy świętowaniu, powiedz gościom, kto tak naprawdę uratował tę firmę.
Powiedz im, że przez tydzień chodziłaś po notariuszach, sprzedając wszystko, co miała, bo ty sam powiedziałeś, że banki się od ciebie odwróciły. ”
„To, co zrobiła twoja matka, było decyzją rodzinną” – warknął Stefan. „Ona nie miała rodziny. Miała ciebie.
I twoje obietnice” – powiedział Mikołaj. „Ale nie macie już o czym rozmawiać. ”
Monika pochyliła się w stronę Stefana i szepnęła coś. Ten skinął głową i zwrócił się do Mikołaja.
„Wychodzisz z tego domu, to nie wracasz. ”
Mikołaj wziął z stołu pudełko z sygnetem, otworzył je, spojrzał na herb. Potem zamknął i przesunął w stronę Moniki. „Może ty je weźmiesz.
Skoro już wiesz, jak nosić cudze rzeczy. ”
Monia zacisnęła szczęki. Maria wstała. „Wychodzę” – powiedziała cicho.
„Ale nie dlatego, że mnie wyrzucasz. Dlatego, że nie mam już nic do powiedzenia komuś, kto zamienił moje życie w księgę rachunkową. ”
Poszła w stronę drzwi. Mikołaj ruszył za nią.
Goście rozstąpili się w ciszy, nikt nie patrzył na Stefana. W hallu, już blisko wyjścia, Maria odwróciła się do syna. „Skąd wiedziałeś? ”
„Wiesz, że Beata jest moją przyjaciółką od liceum” – powiedział Mikołaj.
„Prowadziła twoje sprawy. Znalazła kopie. ”
Maria wzięła go pod ramię. „Powinieneś był mi powiedzieć, że to zrobiłeś.
”
„Gdybym ci powiedział, próbowałabyś mnie powstrzymać. ”
Zamilkła, bo to była prawda. Kiedy wyszli na kamienne schody, za nimi słychać było trzask szkła, jakby kieliszek uderzył o ścianę. Wsiadając do samochodu, Maria zapytała: „Co teraz?
”
„Teraz” – odpowiedział Mikołaj, włączając silnik – „pozwolimy, żeby dokumenty mówiły same za siebie. ”


