Zadzwonił telefon. Głos, który słyszałam ostatnio dwadzieścia lat temu, powiedział: „Witaj, Kiro, organizuję spotkanie klasowe”. Ścisnęło mnie w żołądku, bo przed oczami stanęła mi ta, która przez…

Zadzwonił telefon. Głos, który słyszałam ostatnio dwadzieścia lat temu, powiedział: „Witaj, Kiro, organizuję spotkanie klasowe”. Ścisnęło mnie w żołądku, bo przed oczami stanęła mi ta, która przez...

Kira zdążyła wziąć łyk wystygłej kawy i opaść w fotel, gdy zadzwonił telefon. Na ekranie pojawił się nieznany numer. Była przyzwyczajona do telefonów od pacjentów, więc odebrała spokojnie. – Halo.

Thumbnail

– Witaj, Kiro – usłyszała jadowity głos byłej koleżanki z klasy. W tym momencie ściany gabinetu ordynator oddziału kardiologii zawaliły się. Przed oczami przemknęły jej lata nauki, dyplom, status wybitnego specjalisty, szczęśliwe chwile. Wszystko to, co osiągnęła po ucieczce z rodzinnej miejscowości.

– Witaj, Olu – odpowiedziała, biorąc się w garść przed szkolną dręczycielką. – Czym zawdzięczam ten telefon? – Nie bądź taka poważna. Przychodzę do ciebie z pokojem – zaśmiała się Olga.

– Chciałam się dowiedzieć, jakie masz plany na siedemnastego sierpnia. Organizuję spotkanie klasowe. Minęło dwadzieścia lat od skończenia szkoły, a nigdy nie zebraliśmy się w pełnym składzie. Kira spojrzała w kalendarz.

Miesiąc zapasu. Zgodziła się, wymieniły kilka uprzejmości i rozłączyła się, nie wysłuchawszy pożegnania. Opanował ją niepokój. Dawno zapomniany strach.

Lata sukcesów przygasły przed głosem z przeszłości. Wiedziała, że przyjazny ton Olgi to oszustwo. Pod maską uprzejmej kobiety kryła się zawistna, bezwzględna istota, gotowa iść po trupach dla własnej satysfakcji. Kiedyś Kira straciła przez nią zarówno reputację, jak i ukochanego.

Im dłużej myślała o prawdziwym celu tego telefonu, tym bardziej się złościła. Olga chciała się nad nią znęcać. Przez te wszystkie lata po balu maturalnym Kira nie pojawiała się w miejscowości. Rozpuściła się jak duch, o którym czasem plotkowano z inicjatywy pamiętliwej Oli.

Ta postarała się, żeby nikt nie zapomniał, że „szara mysz” okazała się nie taką cichą myszką. Na myśl o przeszłości Kira znów poczuła przerażenie, wstyd i upokorzenie. Znów stała się tą bezbronną sierotą, którą traktowano gorzej niż podwórkowego psa. Mała Kira dorastała w pełnej kochającej rodzinie.

Ojciec pracował niestrudzenie, matka dbała o dom i ogród, a dziewczynka dobrze się uczyła i miała wielu przyjaciół. Ale wkrótce jedenastoletnia Kira stanęła przed ogromną stratą. Biegła ze szkoły, żeby pochwalić się mamie piątką z klasówki z matematyki, ale Elena powitała ją we łzach. – Mamusiu, co ci jest?

– zapytała. – Słoneczko, twój tata… on już nigdy do nas nie wróci. Zginął. Przerażona Kira nie do końca zrozumiała sens słów matki.

Ale szlochy i łzy nie pozostawiały złudzeń. Tata zmarł. A bez niego Elena nie widziała sensu życia. Oszalała z bólu do tego stopnia, że mogła egzystować tylko z kieliszkiem w ręku.

Życie młodej kobiety zaczęło staczać się na dno. Lena nie piła tylko wtedy, gdy spała. Kira zapomniała, kiedy ostatni raz widziała matkę trzeźwą. – Mamo, bardzo chce mi się jeść.

W lodówce pusto – powtarzała dziewczynka, potrząsając matką za ramię. – Zaraz, zajączku – mamrotała Elena i przewracała się na drugi bok. Kira musiała sama dbać o dom i gospodarstwo. Bała się, że mama też umrze, a wtedy zostanie zupełnie sama.

Wyniki w nauce wyraźnie się pogorszyły. Ukradkiem brała pieniądze ze schowka matki, żeby kupić chleb, jajka i parówki. Sąsiedzi próbowali tłumaczyć Elenie, że czas przestać cierpieć, że trzeba żyć dla córki. W rzadkich chwilach przebudzenia świadomość wracała do Leny.

Zaczynała płakać, powtarzając, że jest złą matką, ale nic się nie zmieniało. Pocieszeniem dla Kiry stały się zdjęcia ojca. Każdego wieczoru przeglądała album, wpatrując się w młodych, szczęśliwych rodziców. – Tatusiu, kiedy dorosnę, stanę się takim człowiekiem, że będziesz ze mnie dumny – szeptała, zasypiając we łzach.

Pewnego wieczoru do szkoły, w środku zebrania, weszła bez pukania Elena. Niemyte włosy, domowy strój, gumowe kalosze. Wychowawczyni podbiegła do niej. – Eleno, czy pani jest pijana?

– Ja? Nigdy w życiu – oświadczyła Elena, a potem potknęła się i upadła na kolana między ławkami. Kirze chciało się wejść pod ławkę. Wyciągnęła matkę z sali, czując na sobie spojrzenia wszystkich rodziców.

Wiedziała, że o tym wybryku będzie wiedziała cała klasa. I nie pomyliła się. Tego wieczoru, dowiedziawszy się od matki historii o pijanej Elenie, Ola nie ukrywała złośliwości. – Ja bym się raczej utopiła w wannie po czymś takim – zaśmiała się.

Między Olą a Diną zawsze były bliskie relacje. Matka ukształtowała w niej przekonanie, że rodzina Oli jest lepsza od innych. Rodzice dziewczynki posiadali zadaszony rynek i wynajmowali miejsca. Ola zachowywała się jak królowa, a reszta jak jej poddani.

Ole drażniła wiecznie uśmiechnięta Kira. Łatwo nawiązywała przyjaźnie, pilnie się uczyła, była lubiana przez nauczycieli. Rozpieszczona Ola zazdrościła jej łatwego charakteru. Nawet zamożność nie dodawała jej punktów.

Ludzie lgnęli do Kiry bez szczególnego powodu. Ale teraz Ola wiedziała, jak odebrać im chęć. Po feralnym zebraniu życie Kiry stało się nie do zniesienia. Koledzy z klasy zaczęli jej unikać.

– Co się gapisz? Wiemy wszystko o tobie i twojej mamuśce. Mama mi opowiadała, w jakim chlewie mieszkacie. U was w domu pełzają szczury i karaluchy, a wy obie macie wszy.

– To nieprawda! – krzyknęła Kira, zaciskając pięści. – Mieszkacie jak w szopie. U was w domu pałęta się jakieś pijactwo prosto ze śmietnika – drwiła Olga.

Kira wybiegła z klasy, starając się nie rozpłakać przed wszystkimi. W plecy poleciały jej szydercze śmiechy. Upokorzenie i wyzywanie stały się częścią jej życia. Skarżyła się nauczycielom, ale ci tylko rozkładali ręce.

Przed dorosłymi dzieci nie zaczepiały jej, ale po zmroku zamieniały jej życie w piekło. Kira znała jedynie ciocię Lubę, młodszą siostrę matki, ale ta mieszkała w innym mieście i nie mogła wpłynąć na kolegów z klasy. Kira nie miała nadziei na sprawiedliwość. Znosiła drwiny, chowając urazę w głębi duszy.

Kira chodziła do siódmej klasy, kiedy wczesnym rankiem obudził ją hałas pod oknami. Przyzwyczaiła się do nocnych przygód matki, ale ten poranek wydał się inny. Wyjrzała przez okno. Przed domem stała gromada sąsiadów.

– Pukaj już, ile można tu stać – krzyknęła do męża ciocia Masza. – A czemu ja? Jak ja jej powiem? Przecież ona jest jeszcze dzieckiem – biadolił wujek Dima.

– Najpierw ojca zabrakło, a teraz to – westchnęła ciocia Masza. Serce Kiry zabiło szybciej. Narzuciła kurtkę i otworzyła drzwi. – Co z mamą?

Czy ona żyje? – krzyknęła w rozpaczy. Dorośli zamarli z kamiennymi twarzami. Nikt nie odważył się wziąć na siebie odpowiedzialności.

Kira nie pamiętała, co było dalej. Wprowadzili ją do domu i położyli na łóżku. Nie płakała. Leżała, patrząc w jeden punkt na dywanie.

Z powodu straty matki zamknęła się w sobie. Ciocia Luba wynajęła swoje mieszkanie i przeprowadziła się do miejscowości, stając się opiekunką dziewczynki. Była jedyną osobą, którą Kira dopuszczała do siebie. – Biedna moja dziewczynko – powtarzała ciocia Luba, kołysząc Kirę w objęciach.

– Ja cię nigdy nie opuszczę. Zawsze będę obok. Będę cię ochraniać. Żyły zgodnie, dzieląc obowiązki na pół.

Wieczorami oglądały filmy, grały w gry planszowe, jeździły na spacery do najbliższego miasta. Dom znów stał się dla dziewczynki bezpiecznym miejscem. Z ciocią Lubą czuła się potrzebna i kochana. Szkolne lata zapisały się w pamięci Kiry przez drwiny i upokorzenia ze strony Olgi.

W jedenastej klasie z sąsiedniej wsi przeniósł się Roman. Wysoki i przystojny, od razu wpadł w oko kilku dziewczynom, w tym Oldze. Postanowiła zwrócić na siebie uwagę nowego kosztem Kiry. Ola celowo zrzuciła rzeczy Kiry z ławki i przeszła po jej otwartym zeszycie.

– Przepraszam, droga – uśmiechnęła się. – Myślałam, że to śmieci i nie ma dla nich miejsca na stole. – Zostaw ją w spokoju – Roma wyskoczył z miejsca i podniósł książkę Kiry. – Oto rycerz w lśniącej zbroi – prychnęła Ola.

– Mnie ciągnie, żeby przyłożyć tobie, ale dziewczyn nie biję – twardo odparł chłopak. Kira nie wierzyła własnym oczom. Po raz pierwszy ktoś się za nią wstawił. Na następnej przerwie Roman zamienił się miejscami z sąsiadką Kiry.

– Porozmawiałem z wychowawczynią – mrugnął. – Teraz jesteś oficjalnie pod moją ochroną. Kira rozpływała się od oznak uwagi Romy. Dotrzymywał słowa i wybił Oldze ochotę do czepiania się jej.

Teraz chodzili razem do stołówki i do domu, flirtowali w mediach społecznościowych. Kira zakochiwała się. Obok Romy czuła się bezpiecznie. Siedzieli na szkolnym stadionie pod pomarańczowym klonem, gdy chłopak pochylił się zbyt blisko.

– Jesteś taka piękna – wyszeptał. – Można? – zapytał. Kira nieśmiało objęła go za szyję i odpowiedziała na pocałunek.

Tego dnia zostali parą. Kira wiedziała, że to prawdziwa miłość. Ze łzami w oczach dzieliła się z ciocią Lubą marzeniami o wspólnej przyszłości z Romą. – Po szkole pójdziemy na jeden uniwersytet.

Będziemy dorabiać i wynajmować mieszkanie – mówiła. – Możecie mieszkać w moim – uśmiechnęła się Luba. Klasa maturalna stała się dla Kiry najszczęśliwsza. Ola przeszła na drobne złośliwości, a koledzy próbowali nawiązać kontakt z ofiarą nękania.

Ale Kira nie śpieszyła się wierzyć tym, którzy przez lata zamykali oczy na jej cierpienie. Od końca kwietnia starsze klasy ćwiczyły walca. Kira tańczyła z Romą. Oboje wyczekiwali balu, rozumiejąc, że to, co najgorsze, zostało za nimi.

Przychodząc na kolejną próbę, Kira zdziwiła się, że w auli zastała tylko Ninę, przyjaciółkę Olgi. – A gdzie wszyscy? – Próbę przełożyli, a Roma jest w gabinecie pielęgniarki. Niefortunnie upadł – odpowiedziała Nina.

Kira pobiegła do gabinetu. Nikogo tam nie było. Zanim zdążyła wybiec na korytarz, drzwi zamknęły się przed jej nosem. – Odpoczywaj, przyjaciółko!

– usłyszała głos Niny, a potem śmiech Olgi. – Hej, wypuśćcie mnie! – Kira bębniła w drzwi, ale kroki przeciwniczek ucichły. Zajęcia dawno się skończyły.

Kira próbowała otworzyć okno, ale farba na ramie nie pozwoliła. Słońce chyliło się ku zachodowi. Ciocia Luba wyjechała rano do rodzinnego miasta. Nie było od kogo czekać na ratunek.

Podłożywszy ręce pod głowę, Kira spała na stole. Uratowali ją dopiero rano. Oszołomiona pielęgniarka odesłała ją do domu. Roma przywitał ją z urazą.

– I gdzieś ty zniknęła? Czekałem na ciebie całą próbę. Mogłaś przynajmniej ostrzec. Kira w milczeniu przytuliła się do niego i rozpłakała.

Poznawszy prawdę, chłopak objął ją czule. – Co za zaraza! Nie odczepi się wcale. Nic.

Niedługo wszystko się skończy. Zostało przeczekać ostatni miesiąc i już nigdy jej nie zobaczymy. Bal maturalny mijał wspaniale. Kira obejmowała Romana za szyję i wirowała z nim w tańcu.

Była szczęśliwa. Nie podejrzewała, że z zazdrością w duszy obserwuje ich Olga. Kiedy Kira odwróciła uwagę, Olga podbiegła do Romy i odciągnęła go na bok. – Czego chcesz?

– warknął chłopak, który wypił trochę z kolegami. – Chcę ci, głupku, otworzyć oczy na twoją wybrankę. Myślisz, że jest taką niewinną owieczką? A jak ci się to podoba?

Podała mu kilka zdjęć, na których Kira uśmiechała się w objęciach jakiegoś chłopaka z równoległej klasy. Roma zmarszczył brwi. Znalazł w tłumie Kirę i zaciągnął ją w daleki korytarz. – Roma, co robisz?

Przecież się umówiliśmy – broniła się Kira. – Jeszcze za wcześnie na to. – Za wcześnie latać z Paszką? Mówiłaś mi, że jestem u ciebie jedyny.

Chłopak przycisnął ją do ściany. Szarpnął cienką tkaninę sukienki, która się podarła. – Przestań, nie chcę, Roma! – krzyczała, broniąc się.

– Pewnie z całym osiedlem byłaś! – wyzywał ją, brutalnie całując. Oszalała ze strachu. Zdołała uderzyć go w krocze i odepchnąć.

Uciekła, zasłaniając się rękami. – A między nami wszystko skończone! Nie wybaczę ci, ty szmatława ladacznico! Wszystkim opowiem, jaka naprawdę jesteś!

– wrzeszczał za nią. Kira nie widziała drogi od łez. Nie rozumiała, co mu strzeliło do głowy. Czuła wstyd i rozczarowanie.

Następnego ranka postanowiła wyjaśnić przyczynę jego agresji. Może winny był alkohol? Musiała być przyczyna. Po drodze do domu chłopaka trzęsła się, ale nie zawróciła.

Roman otworzył drzwi zaspany. – Czego tak wcześnie? – Myślę, że musimy porozmawiać – powiedziała i weszła do środka. Chciała przytulić ukochanego, poczuć jego zapach.

Roma siedział w milczeniu. Nagle rozległ się szelest. W progu sypialni ukazała się Olga z potarganymi włosami, owinięta prześcieradłem. Kira wpatrywała się w nią, nie wierząc własnym oczom.

– Naprawdę, Kiro, u ciebie sumienia nie ma – powiedziała bezczelnie Olga, podchodząc do Romy i całując go w policzek. – Tacy chłopcy jak Romaszek na drodze nie leżą. Sama jesteś winna. Oszukiwałaś go, zgrywałaś cichą myszkę.

Powiedz choć, czy Paszka był dobry? – Jak mogłeś? – wyszeptała Kira drżącym głosem. – Wynoś się stąd, kłamczucho!

– Roma chwycił ją za ramiona. – Całe życie mi złamałaś, wystawiłaś na pośmiewisko, a ja jeszcze cię broniłem! Myślałem, że jesteś inna! Kira nie wytrzymała.

Wymierzyła mu siarczysty policzek. – Nigdy więcej nie waż się mnie dotykać. Bądźcie szczęśliwi, przygłupy. Jesteście warci siebie nawzajem.

Wybiegła z domu we łzach. Ciężko znosiła rozstanie. Czuła, jakby wewnątrz niej coś umarło. Wszystko przypominało jej o ukochanym.

Nienawidziła go, ale nie mogła uwierzyć w jego podłość. – Gdyby naprawdę miał do mnie uczucia, czy pobiegłby szukać pocieszenia w objęciach tej, która przez całe życie mnie nękała? – żaliła się cioci. – Bardzo cię boli, ale przy takim stosunku Romana do ciebie dobrze, że rozstaliście się właśnie teraz – mówiła Luba.

– Tam, gdzie nie ma zaufania, nie ma trwałych relacji. Kira korzystała z rad cioci, by mniej myśleć o zdradzie. Postanowiła zdawać do Instytutu Medycznego. Cieszyły ją perspektywy nowego życia, nowych ludzi, nowej siebie.

Pewnego dnia do drzwi zapukała Olga. – Jak ci starczyło bezczelności zjawić się w moim domu? – wycedziła Kira. – Chciałam poinformować cię pierwsza, żebyś nie straciła przytomności gdzieś na ulicy – rozsiadła się Olga w fotelu.

– My z Romaszkiem bierzemy ślub. Przyszłam zaprosić cię na wesele. Tylko nie płacz tam za dużo, bo przekierujesz całą uwagę z panny młodej na siebie. – Jesteś po prostu żałosną, nieszczęśliwą, zawistną – odpowiedziała Kira.

– Gdybyś była szczęśliwa, nie musiałabyś dowartościowywać się moim kosztem. – Zaledwie kilka fałszywych zdjęć i przysięgi Paszki za pieniądze – zaśmiała się Olga. – Nawet nie próbuj przekonywać Romy. On ci już nie uwierzy.

Kira trzymała się resztkami sił. Łzy podchodziły. Ale nie podda się Oldze. Luba zastała bratanicę zwiniętą w kłębek na łóżku.

Kiedy dziewczyna wszystko opowiedziała, ciocia bez wahania oświadczyła:

– Musisz stąd wyjechać jak najdalej. Będziesz zdawać do stolicy. Jesteś mądra, dostaniesz się. Pieniądze na wszystko znajdę.

Kira dostała się do Instytutu Medycznego. Poznała bliskie przyjaciółki, Wiktorię i Lidię. Razem przygotowywały się do seminariów, chodziły na randki, przeżywały trudności. Kira regularnie dzwoniła do cioci, ale nie zamierzała wracać do rodzinnej miejscowości.

Nawet na wakacje. Nie wiedziała, że Olga po jej wyjeździe kontynuowała rozpuszczanie brudnych plotek. Dwadzieścia lat później Kira jechała taksówką do restauracji, w której odbywało się spotkanie klasowe. Czuła potrzebę zamknięcia dawnej urazy.

Weszła po schodach, dumnie podnosząc głowę. Nikt nie witał jej dobrym słowem. Nieznajomą w eleganckim kostiumie trudno było poznać. W Kirze z trudem odgadywało się tę dziewczynkę, która zwijała się w kłębek, by być niezauważalną.

Teraz wyglądała zupełnie inaczej. Prosto patrzyła każdemu w oczy. Olga podnosiła kieliszek za kieliszkiem, nie spuszczając z byłej rywalki chciwego spojrzenia. Zauważała świetną fryzurę, zadbaną skórę, lekkie ruchy.

Sama z wiekiem straciła apetyczne kształty. – Oto i nasza Kira! – krzyknął ktoś z kolegów. Roman nie mógł oderwać od niej wzroku.

W pierwszej chwili wyskoczył z miejsca, proponując, by usiadła obok niego i Olgi. Był oczarowany widokiem swojej pierwszej miłości. Pierwszej i, jak się okazało, jedynej. Kira udała, że nie zauważyła, i usiadła między Wiktorem i Iriną.

Obiecała opowiedzieć o sobie, gdy tylko coś zje. Ludzie wokół swobodnie rozmawiali, jakby się nie rozstawali. Nagle Olga, osuszywszy kolejny kieliszek, postanowiła odświeżyć dawne wydarzenia. – A pamiętacie?

– zachichotała. – Pamiętacie, jak zrzuciliśmy jej ścierkę do tablicy na głowę? Obecni zakłopotani spoglądali na siebie. Olga wyglądała żałośnie, próbując poniżyć Kirę, której te słowa wcale nie zraniły.

– Spójrzcie na nią – kontynuowała Olga. – Wystroiła się jak jakaś stołeczna fifa. No dalej, powiedz, jak zarobiłaś. Może doświadczenie z dwoma chłopakami pomogło?

Kira wstała z miejsca z powściągliwym uśmiechem. – Cóż, teraz moja kolej się wypowiedzieć – powiedziała łagodnie, ale pewnie. – Przyjechałam tu z jednego prostego powodu. Raz i na zawsze zamknąć temat szkolnego nękania.

Nikt z was nie był na moim miejscu i nie zrozumiecie, jaki wpływ miały na mnie szkolne lata. Ale dziękuję wam za to wszystko. Ukształtowało mnie na cichą, ale przebojową. Najtrudniej było znieść zdradę ukochanej osoby.

Spojrzała na Romana, który nie mógł oderwać od niej winnego spojrzenia. – Skończ płakać! – przerwała jej rozpiła Olga. – No i czego się dorobiłaś dzięki nam?

– Z wyróżnieniem ukończyłam Instytut Medyczny. Początkowo pracowałam w szpitalu miejskim, a teraz kieruję oddziałem kardiologii w jednej z najlepszych klinik stolicy. Na pierwszym roku poznałam swojego przyszłego męża Denisa. Razem wybudowaliśmy dom trzydzieści kilometrów od miasta i wychowujemy dwoje dzieci.

Artiom ma siedem lat, a Katiuszka pięć. Koledzy kręcili głowami, przyznając, że życie Kiry ułożyło się najlepiej, jak to możliwe. – Dziękuję, że daliście mi możliwość się wypowiedzieć – zakończyła. – Życzę wam dużo zdrowia.

A teraz pora na mnie. Roman dogonił ją w holu. – Kiro, proszę, poczekaj. Błagam, wybacz mi.

Byłem głupcem. Olga mną kierowała. Mówiła o tobie i przekonała wszystkich, że jesteś ladacznicą. – Wszystko w przeszłości, Roma – odpowiedziała zmęczona.

– Już dawno ci wybaczyłam. Żyj swoim życiem. Roman wyszedł w ślad za nią. Przed restauracją zatrzymał się samochód, z którego wyszedł wysoki, krzepki mężczyzna z bukietem róż.

Mocno przytulił żonę. Kira czule objęła Denisa. Postanowił przyjechać osobiście, żeby zabrać ją z imprezy. Wróciwszy do sali, Roma z nienawiścią spojrzał na żonę, która wycierała łzy.

Złapał kieliszek z wodą mineralną i wylał jej w twarz. – Co za cyrk urządziłaś! Znowu się sponiewierałaś, żałosne stworzenie. Przez ciebie straciłem życie, które mogło być szczęśliwe.

Dość! Rozwodzę się z tobą! Olga szlochała, zakrywając dłoniami twarz. – Jestem z ciebie dumny – wyszeptał Denis do ucha Kirze, zanim weszli do domu cioci Luby.

– Dziękuję, że jesteś – odpowiedziała, obejmując go za szyję. – Dzieciństwo silnie wpływa na każdego z nas. Straciłam rodziców, widziałam, jak mama traciła kontakt ze światem. Nie uwierzyłam tym, którzy mnie upokarzali.

– Jesteś bardzo silną osobowością – powiedział Denis. – A udana kariera jest tego dowodem. Zanim weszła do domu, Kira odwróciła się w stronę ulicy, której unikała przez długie lata, i uśmiechnęła się. Wspomnienia o trudnym dzieciństwie już jej nie ciążyły.

Teraz była wolna. Następnego dnia Kira spotkała na ulicy kolegów z klasy, Marinę i Filipa. – Wiemy, że wspólnego mamy niewiele – powiedział Filip. – Ale trzeba dorastać i przyznawać się do błędów.

Nie zajrzycie do nas na kolację? Będzie jeszcze kilka osób. Olgi oczywiście nie zaprosimy. I Kira zdecydowała się.

Posiedzenie udało się na medal. Wiktor przyznał:

– Baliśmy się sprzeciwić Oldze. Każdy myślał, że zacznie wyprawiać z nami to samo co z tobą. – Ale teraz nikt się jej nie boi – dodała Marina.

– Jej ojca posadzili. Biznes poszedł z dymem. Olga handluje warzywami na straganie. Kira nie pożałowała, że przyszła.

Z Mariną wymieniły się kontaktami. – Znaczy nie na próżno odbyła się wycieczka – podsumował Denis z uśmiechem. Roman nie skłamał. Wieczorem po bankiecie zebrał wszystkie swoje rzeczy i przewiózł do rodziców.

Olga nie zaczęła biegać za nim. Rozumiała, że przegrała. Teraz po pracy wypijała kilka kieliszków wina, żeby zapomnieć o tym, że została sama. Dwa tygodnie później Olga nie pojawiła się na rynku.

Kira, która przyjechała odwiedzić ciocię, dowiedziała się o tym i poczuła niepokój. Znalazła klucz pod doniczką i weszła do domu. W środku panował smród i bałagan. – Wstawaj, śpiąca królewno – potrząsnęła Olgą.

– Chcesz skończyć jak moja matka? Zamarznąć na śmierć pod płotem? Weź odpowiedzialność. Wyjeżdżaj stąd.

Rzucaj wszystko. Ola usiadła do stołu przed talerzem zupy, którą ugotowała Kira, i zaczęła powoli jeść. Potem gwałtownie objęła Kirę za talię i rozpłakała się. – Znam świetnego lekarza, który pomoże ci z zależnością – powiedziała Kira, głaszcząc ją po głowie.

– Tylko musisz się zdecydować. – Zgadzam się – pociągnęła nosem Olga. – Do diabła z tym wszystkim. Ja też chcę być szczęśliwa.

Na dwudziestopięciolecie od zakończenia szkoły wszyscy tylko mówili o Oldze. Pokonała swoją zależność, poznała mężczyznę z sąsiedniego miasta i wyjechała za nim. Zatrudniła się jako administratorka w hotelu. Zdołała odpuścić przeszłość i wybaczyła samej sobie za ból, który wyrządziła innym.

A o Kirze mówiła teraz tylko z szacunkiem.