Stał przede mną z uśmiechem, który sprawił, że na sekundę zapomniałam, gdzie jestem. „A to dla pani, na dobrą kawę i powieść miłosną” — powiedział, przesuwając mi po blacie banknot. Pół godziny…

Stał przede mną z uśmiechem, który sprawił, że na sekundę zapomniałam, gdzie jestem. „A to dla pani, na dobrą kawę i powieść miłosną” — powiedział, przesuwając mi po blacie banknot. Pół godziny...

Piątkowa cisza w czytelni była czymś, co Agata znała aż za dobrze. Para czytelników szurała kartkami przy regałach, po czym uprzejmie się pożegnała i wyszła. Bibliotekarka została sama. Westchnęła ciężko, bo przed nią piętrzyły się sterty nieposortowanych czasopism w działach periodyków.

Thumbnail

To była jej najmniej ulubiona część pracy, ale chyba musiała się z nią zmierzyć. Zanim jednak zdążyła wstać od biurka, szklane drzwi otworzyły się i do środka wszedł młody mężczyzna. Agata mimowolnie podniosła wzrok. Elegancki, w lekkiej szarej wiatrówce, jeansach i miękkich, zamszowych mokasynach.

W rękach niósł pokaźny stos książek, który ostrożnie próbował położyć na blacie. Książki się zsunęły. Cicho stuknęły o ladę, a jedna z nich otworzyła się na tytule, który Agata zdążyła wyłapać: „Efektywna logistyka”. Na wyklejce dostrzegła starą pieczątkę biblioteki, wymienioną trzy lata temu.

— Przepraszam, gdzieś zgubiłem kartę biblioteczną — powiedział z winowajczym, ale ujmującym uśmiechem, zbierając książki. Agata spojrzała na niego surowo. Wpisała nazwisko do bazy: Czetwertakow, Aleksandr Romanowicz. Na ekranie wyskoczyła karta czytelnika.

Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. — Panie Aleksandrze, może pan wyjaśnić, dlaczego te książki są u pana od blisko ośmiu lat? Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej, a w jego oczach błysnęły figlarne iskierki. — Kajam się, zawiniłem.

Zapomniałem, zakręciłem się w sprawach. Jestem gotów ponieść najsurowszą karę. Agata nie podchwyciła żartu. Wyliczyła karę z poważną miną.

— Przekroczył pan wszelkie granice. Należy się tysiąc sześćset rubli za zwłokę. Mężczyzna wyjął z kieszeni skórzany portfel, przyłożył kartę do terminala, a potem nagle przesunął po blacie banknot pięciotysięczny. — A to dla pani, za to, że nie zganiła mnie pani zbyt mocno — powiedział cicho.

— Na dobrą kawę i jakąś powieść miłosną. Agata poczuła, jak policzki jej płoną. Skąd on wiedział o jej słabości do starodawnych rycerskich romansów? Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, mężczyzna mrugnął i wyszedł, zostawiając ją samą z bijącym sercem.

Zdrowy rozsądek szeptał: „Zbyt bogaty, zbyt przystojny. Tacy nie sięgają po cichą bibliotekarkę”. Potrząsnęła głową i wzięła się za wprowadzanie zwróconych książek do elektronicznego archiwum. Kiedy sięgnęła po podręcznik logistyki, uniosła brwi.

Mniej więcej w połowie tom kartki był starannie wycięty, tworząc płytką, prostokątną skrytkę. Na jej dnie błyszczał mały, czarny pendrive w metalowej obudowie. Obróciła znalezisko w dłoniach, domyślając się, że to coś cennego. Musiała je zwrócić właścicielowi.

Wybrała numer z karty czytelnika, ale słychać było tylko pocztę głosową. „Abonent jest niedostępny”. Z irytacją odłożyła słuchawkę. Skarciła się w myślach: zagadała się, uległa urokowi, nie pomyślała, by zaktualizować dane czytelnika, którego nie widziano tu od ośmiu lat.

Zawahała się chwilę, po czym postanowiła sprawdzić zawartość pendrive’a w komputerze. Może znajdzie tam aktualne kontakty. Zeszła pod biurko i wpięła pendrive do portu. Na ekranie pojawił się jeden folder.

Otworzyła go i zamurowało ją. Włosy dosłownie stanęły jej na głowie. Zdjęcia przedstawiały burzliwe igraszki młodej piękności z solidnym mężczyzną w samym krawacie. Intymne, jednoznaczne, wyraźnie zrobione w hotelowym pokoju.

Drzwi czytelni skrzypnęły i ktoś wszedł. Agata zawstydzona szybko wyłączyła ekran. Brakowało tylko, żeby ktoś to zobaczył. Podniosła wzrok i mimowolnie otworzyła usta.

Przed nią stała ta sama kobieta ze zdjęć. Ubrana w modny garnitur, długie paznokcie, wzrok lustrujący ladę, jakby czegoś szukała. Nie zwracała uwagi na Agatę, jakby ta była pustym miejscem. W końcu jej wzrok wbił się w otwarty podręcznik logistyki.

Gwałtownie szarpnęła go w swoją stronę. — Proszę wysłuchać, na co pani sobie pozwala — zaczęła Agata. Kobieta bez słowa otworzyła książkę dokładnie w miejscu ukrytego wycięcia. Skrytka była pusta.

Na twarzy piękności odmalowała się panika. Zdecydowanie przeszła za ladę, arogancko odepchnęła Agatę, zaczęła przeszukiwać biurko. Nic nie znalazła. Wtedy z wściekłością zaczęła wyrywać grube kartki z podręcznika, patrosząc nieszczęsny tom.

Trzask rwanych stron poniósł się po sali. W końcu cisnęła zniszczoną książkę na podłogę i zawyła. Agata stała zastygła. W jej pracy nikt nigdy tak się nie zachował.

Dla niej, dbającej o każdą kartkę, to było świętokradztwo. — Co pani robi? Proszę natychmiast przestać! Kobieta gwałtownie uniosła głowę, jej oczy zwęziły się z wściekłości.

— Robaka książkowego zapomniano zapytać — wypluła jadowicie. — Siedź cicho w swojej dziurze i dłub dalej. Odwróciła się na obcasie i wybiegła z sali, zostawiając po sobie pobojowisko. Agata stała oniemiała, z łzami napływającymi do oczu.

Wyszła na korytarz, żeby przemyć twarz w toalecie. Skręciła za róg i gwałtownie zatrzymała się, wtulając w ścianę. Przy oknie stała ta sama nieprzyjemna osoba. Drżącą ręką przyciskała telefon do ucha, a jej głos brzmiał teraz przerażająco urywanie.

— Kamil, mamy katastrofę. Pendrive’a nie ma w skrytce — szeptała nerwowo. — Schowałam nasze zdjęcia w jego starym podręczniku do logistyki. On o nim sto lat nie pamiętał.

Kto wiedział, że nagle mu się przypomni? Przecież nie moja wina, że zaniósł tę makulaturę do biblioteki. Ważne, że pendrive’a nie ma. Znaczy, że go znalazł.

Jeśli on zobaczy te zdjęcia, od razu złoży pozew o rozwód. Nasz kontrakt małżeński jest tak skonstruowany, że w przypadku zdrady zostanę z niczym. Zablokuje karty, stracę dostęp do konta, a ciebie wyrzuci z firmy. Twojej karierze prawnika koniec.

Rób co chcesz, ale nie zamierzam gnić w nędzy. Kobieta zamilkła. Agata widziała, jak jej ramiona stopniowo się rozluźniają, jakby rozmówca proponował pewny środek. — Pozbyć się go jeszcze dzisiaj — wyszeptała z westchnieniem.

— W rezydencji wieczorem przyjęcie, kupa gości. Idealny moment. Jeśli przesadzi z alkoholem, każdemu może się zatrzymać serce. Nikt nie pomyśli, by kopać głęboko.

Poza tym bierze tabletki na przeziębienie, niekompatybilne z alkoholem. Przyniesiesz środek ze sobą. Spotkamy się na przyjęciu. Amelia schowała telefon, spokojnie przypudrowała nos i szybkim krokiem ruszyła do wyjścia, nawet się nie oglądając.

Agata ledwo oddychała. W toalecie odkręciła kran i gorączkowo myła twarz lodowatą wodą. W uszach wciąż miała ten straszny, codzienny spisek przeciwko mężczyźnie, który pół godziny temu uśmiechał się do niej i żartował o powieściach miłosnych. Spojrzała w lustro i poczuła, jak rośnie w niej dziwna determinacja.

Dość bycia cichą marzycielką, która czyta o szlachetnych czynach na kartach powieści. Teraz komuś naprawdę groziło śmiertelne niebezpieczeństwo i tylko ona mogła go uratować. Agata wytała twarz, zmięła ręcznik w dłoni i celnie cisnęła nim do kosza. Kiedy wróciła do biurka, znalazła w bazie adres Czetwertakowa.

Osiedle domków jednorodzinnych na obrzeżach miasta. Kierowniczka zwolniła ją bez zbędnych pytań, tylko westchnęła, że obecnie ludzie w piątki wolą bary od bibliotek. Zamówiła taksówkę, co przy jej pensji było niemałym wydatkiem. Schowała pendrive do kieszeni jeansów i wybiegła.

Po pół godzinie samochód zatrzymał się przy bramie rezydencji. Wokół domu panował zgiełk. Pracownicy rozładowywali skrzynie, kręcili się ludzie z tacami. Ochroniarze sprawdzali dokumenty kierowcy mikrobusu z logo firmy cateringowej.

Korzystając z zamieszania, Agata przemknęła obok budki i weszła na teren bez przeszkód. Starając się nie rzucać w oczy, poszła na obchód rezydencji. W zacienionej części ogrodu, przy małej fontannie, stała altana z laptopem na stoliku. Wokół, po żwirowej ścieżce, przechadzał się Aleksander Czetwertakow, cicho ćwicząc przemowę.

— Panowie inwestorzy, moja firma oferuje wam nie tylko magazyny. Oferujemy absolutną niezawodność, która połączy miliony. Agata wzięła głęboki oddech i zrobiła krok do przodu. — Aleksandrze, przepraszam!

Jestem Agata, widzieliśmy się dziś. Mężczyzna drgnął, zatrzymał się i odwrócił. W jego oczach pojawiło się szczere zdumienie, kiedy ją rozpoznał. — Jak pani się tutaj znalazła?

Coś się stało? Wyciągnęła dłoń z pendrive’em. — Znalazłam to w skrytce w książce, którą pan dziś oddał. Musi pan to zobaczyć.

Kobieta na tych zdjęciach… chce pana otruć. Dzisiaj, na przyjęciu w pańskim domu. Aleksander dziwnie na nią spojrzał, ale wziął pendrive, podszedł do laptopa i kliknął w folder. Agata zatrzymała się przy wejściu, czując się niezręcznie jako świadek cudzego dramatu.

Najpierw twarz mężczyzny zbladła. Potem wykrzywiła się. Żwacze mu się uwydatniły, jakby z całej siły zacisnął szczęki. Zachwiał się, chwycił stołu.

Na chwilę zakrył oczy dłonią, próbując opanować ból duszy. W końcu wyprostował się. Jego spojrzenie stało się twarde. — Czyli moja żona chce dosypać mi czegoś podczas przyjęcia — powiedział cicho, z goryczą.

— A obok niej na zdjęciu mój główny prawnik. Powierzałem mu wszystkie sprawy firmy. — Czy wezwie pan policję? — zapytała Agata.

— Nie teraz. Za chwilę zbiorą się tutaj dyrektorzy dużego marketplace’u. Negocjuję kontrakt na obsługę ich logistyki. Jeśli odwołam spotkanie albo zrobię skandal, uznają, że straciłem kontrolę.

Transakcja zostanie zniszczona. Muszę doprowadzić dziś to wydarzenie do końca. Zawahał się, a potem spojrzał na Agatę z cieniem nadziei. — Potrzebuję człowieka, któremu mogę zaufać.

W tym domu w tej chwili ufać nie mogę nikomu. Każdy może być przekupiony przez moją żonę. Zostałem sam. Czy zgodzi się pani mi pomóc?

Pomogę pani zdobyć uniform cateringowy. Niech pani będzie moimi oczami i uszami na wieczorze. Jeśli zauważy pani coś podejrzanego, natychmiast mnie pani ostrzeże. Agacie zaparło dech w piersiach, ale przypomniała sobie swoją niedawną decyzję.

Zdecydowanie kiwnęła głową. Aleksander zaprowadził ją do administratora cateringu, surowego mężczyzny z krótkofalówką. — Ona panu pomoże — powiedział twardo gospodarz, a widząc pytające spojrzenie administratora, dodał: — Nie dyskutować, tak trzeba. Zrekompensuję niedogodność.

Agata szybko dostała strój służbowy: czarną spódnicę do kolan, wykrochmalony biały fartuch i prostą bluzkę. Kiedy Aleksander zniknął z pola widzenia, administrator wziął ją w obroty. — Skoro jesteś z nami, to nie stój. Dwie godziny do początku.

Na salę, rozkładaj wszystko, plecy prosto! Agata zadrżała. Nigdy nie pracowała w usługach. Z tacą pełną serwetników ruszyła do sali bankietowej, słysząc za sobą niezadowolone uwagi administratora.

Przez dwie godziny starała się manewrować między gośćmi. Dom napełniał się ludźmi. Mężczyźni w garniturach, damy w wieczorowych sukniach. Agata wypatrywała pani Czetwertakowej.

Amelia wyglądała olśniewająco w sukni do ziemi obsypanej cekinami, z wyćwiczonym uśmiechem gospodyni na ustach. Trudno było uwierzyć, że ta kobieta jeszcze przed południem darła biblioteczną książkę i planowała morderstwo. W pewnym momencie w sali pojawił się Kamil. Agata zauważyła krótki uścisk dłoni i wymowne spojrzenie, które wymienili z Amelią.

Prawnik stanął z boku, udając zajętego rozmową, ale jego wzrok wracał co chwila do gospodyni. W samym środku wieczoru Agata zobaczyła, jak Amelia wymyka się do półmrocznego korytarza prowadzącego do małej kuchni. Ruszyła w ślad za nią. Przyczaiła się za masywną zasłoną, wyjęła telefon i włączyła kamerę.

Przez szparę zobaczyła, jak Amelia obejrzała się nerwowo, wyjęła z torebki papierową saszetkę i wysypała zawartość do kieliszka z szampanem. Gdy Amelia wyszła z kuchni, niemal zderzyła się z Agatą. — Ej ty, tak, ty! Podejdź tutaj!

Agata zastygła. Amelia omiotła ją aroganckim spojrzeniem i uznała, że taka prostaczka nada się do jej celów. — Trzymaj! — wcisnęła jej tacę z kieliszkiem.

— Zaniesiesz to Aleksandrowi Romanowiczowi, natychmiast, przed wystąpieniem. Zrozumiano? Pospiesz się. Agata wróciła do sali na watowych nogach.

Amelia nawet jej nie poznała — była zbyt zaślepiona strachem i wściekłością. Dziewczyna spojrzała na kieliszek. Oczywiście nie zamierzała go podać właścicielowi domu, ale nie wiedziała jeszcze, co zrobić z tą zatrutą zawartością. Aleksander nie zostawił jej żadnych wskazówek.

Nim zdążyła się zastanowić, czyjaś wygładzona dłoń pewnie zdjęła kieliszek z jej tacy. — Zaraz zaśpiewa nasz słowik — mruknął do siebie Kamil, stojący obok z kieliszkiem pełnym niebezpiecznej zawartości. W sali rozległy się oklaski. Aleksander wszedł na niewielką scenę i podszedł do mikrofonu, zaczynając przemowę.

Goście ruszyli, kelnerzy roznosili kieliszki. Agata przestraszyła się, że Amelia wejdzie i zobaczy jej pustą tacę. Zaczęła przeciskać się przez tłum. W pewnym momencie, w locie, przestawiła kieliszek szampana z tacy innego kelnera na swoją.

Podeszła do sceny i zastygła. Amelia weszła do sali z gracją, coś szepnęła Kamilowi, po czym stanęła bliżej sceny, unosząc kieliszek. — Za mojego męża i wielką przyszłość tej transakcji! — zawołała dźwięcznie.

Aleksander spojrzał na żonę szczególnie. Potem, jakby szukając czegoś wzrokiem, napotkał oczy Agaty. Ledwo zauważalnie się uśmiechnął i wziął kieliszek z jej tacy. — Za nowe horyzonty i liderowanie na rynku logistyki!

— ogłosił i wypił do dna. Sala poszła w jego ślady. Agata nie spuszczała oczu z Amelii. Kobieta obserwowała męża z ukrytym triumfem, a na jej ustach grał zadowolony, drapieżny uśmiech.

Była pewna, że plan zadziałał. Nagle Aleksander zachwiał się. Jego twarz wykrzywił skurcz i ciężko osunął się na krawędź sceny. Kieliszek wypadł mu z palców.

Kelnerka krzyknęła ze zdumienia. W sali zapadła cisza. — Moje słońce, co z tobą?! — Amelia pierwsza rzuciła się do męża, z wyćwiczoną zgrozą.

— Szybko, pogotowie, to serce! On ostatnio chorował…

Nie zdążyła dotknąć jego ramienia. Aleksander gwałtownie wstał i wyrosnął nad żoną. Z jego twarzy zniknął grymas słabości, a wzrok wbił się w zbladłą kobietę.

— Nie warto przesadzać, droga. Twoja gra aktorska pozostawia wiele do życzenia — powiedział głośno, a jego słowa rozeszły się pod sklepieniami. — Wiem, że chciałaś mnie otruć. Tak bardzo chciałaś przejąć moje aktywa, że przekroczyłaś wszelkie granice.

Goście zastygli oszołomieni. Amelia pogubiła się, ale szybko odzyskała rezon. — Słońce, co za głupoty opowiadasz? Masz gorączkę, halucynacje od przeziębienia.

Musisz się położyć! — Nie wykręcaj się, Amelio! — odciął twardo. — Mam świadka.

— Świadka? I gdzież to twój mityczny świadek? Aleksander milcząc wskazał na Agatę zastygłą przy scenie. — Ta wspaniała dziewczyna z biblioteki miejskiej złoży zeznania w sądzie, że targnęłaś się na moje życie.

Amelia wbiła wzrok w kelnerkę i skrzywiła się z pogardą. — Bibliotekarka? Co ona może widzieć? Siedzi wlepiona w zakurzone książki!

— rzuciła się na Agatę. — Co ty tu robisz, dziwko? Nie starcza ci bibliotecznych groszy, więc postanowiłaś się dorobić kosztem mojego męża? Wśród tak szanowanych panów nie ma miejsca dla przybłędnej włóczęgi!

Nie dokończyła. Nagły łomot i przerażony kobiecy krzyk od tyłu rozproszyły uwagę wszystkich. Pośrodku sali, przewróciwszy stolik z przekąskami, leżał Kamil. Prawnik chrapał ciężko, wygięty, desperacko łapiąc palcami za kołnierzyk koszuli, a jego ciało wstrząsały konwulsje.

— Kamil, o Boże! — krzyknęła Amelia, blednąc i rzucając się w stronę kochanka. Agata zrobiła krok do przodu. — Przygotowany przez panią kieliszek wziął właśnie ten pan.

— Kara dosięgła niegodziwych — dodał Aleksander zimno. — Chcąc otruć męża, własnymi rękami wysłałaś kochanka na tamten świat. Amelia, klęcząc przy prawniku i trzymając go w ramionach, rozpaczliwie krzyczała:

— Kłamiecie! Kamilowi po prostu jest niedobrze!

Nie macie żadnych dowodów! — Myli się pani — odcięła Agata, wyjmując z kieszeni fartucha telefon i włączając nagranie wideo. Na ekranie było wyraźnie widać, jak gospodyni wysypuje proszek do kieliszka. Goście stojący obok zobaczyli nieodparty dowód.

Wokół rozległy się krzyki. Ktoś rzucił się wzywać pogotowie. Aleksander, nie spuszczając wzroku z żony, zadzwonił. — Policja?

Zgłoszenie: usiłowanie zabójstwa. Zapisujcie adres. Medycy szybko załadowali Kamila na nosze i wywieźli do szpitala. Funkcjonariusze wyprowadzili z sali uciszoną Amelię, zabezpieczając w jej torebce resztki proszku jako główny dowód.

Aleksander przez cały czas zachowywał zimną krew. Odwrócił się do oszołomionych inwestorów. — Szanowni panowie, przepraszam za ten nieprzyjemny incydent. Jak widzicie, bezpieczeństwo w mojej firmie, jak i w moim życiu, znajduje się pod absolutną kontrolą.

Nasza przyszła współpraca będzie chroniona tak samo niezawodnie. Wśród gości przeszedł szmer aprobaty. Przewodniczący rady dyrektorów wyszedł naprzód i z szacunkiem uścisnął dłoń Aleksandra. — Zadziwiająca zimna krew, Aleksandrze Romanowiczu.

Partner, który tak trzyma uderzenie, godny jest maksymalnego zaufania. — Proponuję kontynuować negocjacje w strefie bankietowej — odpowiedział gospodarz i zaprosił gości do stołu. Kiedy goście zaczęli się przemieszczać, Aleksander podszedł do Agaty, która wciąż ściskała pustą tacę. Ostrożnie odebrał ją i odłożył na stolik.

— Agato, pani jest cudem. Uratowała pani nie tylko mój biznes, ale i życie. Chcę panią wynagrodzić. Proszę o wszystko, czego zapragnie.

Dziewczyna spuściła wzrok, wygładzając wykrochmalony fartuch. — Dziękuję, Aleksandrze Romanowiczu, ale niczego nie potrzebuję. Po prostu nie mogłam stać z boku. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło, a w jego oczach zapłonęło szczere zainteresowanie.

— Muszę wrócić do inwestorów, obowiązek wzywa. Ale będę bardzo wdzięczny, jeśli zgodzi się pani zjeść ze mną kolację jutro wieczorem. W spokojnej atmosferze, żebym mógł normalnie pani podziękować. Proszę nie odmawiać.

Agata ze zdumieniem uniosła wzrok, spotkała jego oczy i nieoczekiwanie dla siebie skinęła głową. Następnego dnia w cichej restauracji rozmawiali z ożywieniem do późna. Okazało się, że oboje zbierają historyczne wspomnienia podróżników i mają podobne upodobania literackie. Umówili się na wymianę książek ze swoich domowych zbiorów.

Od tamtej wymiany zaczęła się nowa historia. Aleksander pomógł Agacie zrealizować dawne marzenie i otworzyła własną księgarnię z rzadkimi edycjami kolekcjonerskimi w cichej, przytulnej uliczce w centrum miasta. Dzięki jego kontraktom z platformą handlową jej sklep zyskał doskonałą renomę, a książki rozchodziły się po całym kraju. Każdego wieczoru, kwadrans przed zamknięciem, do drzwi wchodził Aleksander.

Tak było i dzisiaj, gdy Agata układała książki na półce tyłem do lady. Poczuła, jak ktoś obejmuje ją delikatnie za ramiona i opiera brodę na czubku jej głowy. — Jak minął dzień pięknej właścicielki książkowego królestwa? Odwróciła się w jego ramionach, roześmiana.

— Dzięki twoim rekomendacjom sklep po prostu kwitnie. Zaśmiał się i mocniej przytulił ją do siebie. Obydwoje wiedzieli, że ich sukcesy biznesowe to tylko przyjemny dodatek do tego, co najważniejsze.

Ich wspólna historia wzmacniała się każdego dnia.