“Mam jedno życzenie, aby przeniesiono mnie z jednostki Dirlewangera do innej, ponieważ nie wiem, co złego zrobiłem, że muszę służyć pod takimi ludźmi, którzy rabują i upijają się” – tak pisał w…

"Mam jedno życzenie, aby przeniesiono mnie z jednostki Dirlewangera do innej, ponieważ nie wiem, co złego zrobiłem, że muszę służyć pod takimi ludźmi, którzy rabują i upijają się" – tak pisał w...

20 lutego 1945 roku Waffen-SS doczekało się nowej, 36. Dywizji Grenadierów. W jej skład weszły przede wszystkim dwa pułki piechoty – 72. i 73.

Thumbnail

Pułk Grenadierów. Niewiele osób kojarzy te numery, a szkoda, bo wcześniej te pułki stanowiły kręgosłup jednej z najbardziej niesławnych formacji w historii – Brygady Szturmowej SS Dirlewangera. Kto by pomyślał wiosną 1940 roku, że niepozorny oddział kłusowników rozrośnie się do rozmiarów dywizji? Szlak bojowy tej jednostki, historia jej rozrostu i całe jej dziedzictwo składają się prawdopodobnie na opis najgorszej formacji Waffen-SS w całej historii.

Wiosną 1940 roku Himmler zapisał rozkaz Hitlera: wszyscy kłusownicy skazani za polowanie z bronią palną mieli zostać wcieleni do specjalnych kompanii strzeleckich SS, a w razie dobrego sprawowania objęci amnestią. Niemcy już w czasie I wojny światowej korzystali z doświadczenia myśliwych – to koła łowieckie były rezerwuarem talentów do walki snajperskiej. Teraz III Rzesza potrzebowała innego typu żołnierzy, a tereny okupowane wymagały nieustannej obecności jednostek policyjnych. Pierwszy transport wiosną 1940 roku przewiózł do Oranienburga 80 mężczyzn.

Średnia wieku wynosiła 30 lat, ale każdy miał duże doświadczenie z bronią palną. Po selekcji wydzielono nieco ponad 50 ludzi, którzy mieli stworzyć oddział kłusowników. Brakowało tylko dowódcy. I tu wkracza człowiek, którego nazwisko na zawsze miało się zapisać w historii zbrodni – Oskar Dirlewanger.

Jego kariera miała wiele punktów wspólnych z losami innych członków NSDAP. Urodzony w 1895 roku, służył podczas I wojny światowej, odniósł liczne rany i został odznaczony Krzyżem Żelaznym pierwszej i drugiej klasy. Po wojnie zdobył wykształcenie, zrobił doktorat z nauk politycznych, ale też zaangażował się w rozwój partii nazistowskiej. Wstąpił do niej w 1922 roku, ale po puczu monachijskim partia została rozwiązana.

Wrócił w 1926, by opuścić ją dwa lata później, gdy został dyrektorem w żydowskiej firmie. Jako dyrektor defraudował środki i przekazywał je SA. W 1934 roku został skazany na dwa lata więzienia za czyny niemoralne – za gwałt na dziewczynce i molestowanie innych ofiar. Stracił tytuł doktora i został wyrzucony z partii.

Dirlewanger wyszedł z więzienia warunkowo w październiku 1936 roku i wrócił do tego, co znał najlepiej – wojaczki. Zaciągnął się do Legionu Condor i w Hiszpanii zbierał kolejne doświadczenia. Po wygranej sił nacjonalistycznych napisał list do Himmlera z prośbą o przyjęcie do SS, ale otrzymał odmowę. Himmler przez długie lata miał ambicję stworzenia zakonu SS – członkowie mieli spełniać rasowe standardy, być politycznie przygotowani, a nawet ich życie prywatne podlegało ścisłemu nadzorowi.

Narzeczeni musieli przynosić dokumenty poświadczające aryjskie pochodzenie, a kobiety miały rodzić jak najwięcej dzieci. SS dysponowało własnym systemem sądowniczym, który ostro karał przestępstwa na tle seksualnym i obyczajowym. Nie byłoby Dirlewangera w SS, gdyby nie wsparcie Gottloba Bergera. Dirlewanger zaprzyjaźnił się z nim, gdy obaj działali na rzecz NSDAP w Ellwangen.

Obaj pochodzili z Wirtembergii, obaj wykazali się odwagą na frontach I wojny światowej. To Berger umożliwił mu wstąpienie do Legionu Condor, a po uniewinnieniu zaproponował, by szkolenie kłusowników powierzyć właśnie jemu. W czerwcu 1940 roku Dirlewanger otrzymał pismo o przyjęciu do rezerwy Waffen-SS w randze SS-Obersturmführera, odpowiednika porucznika. Dirlewanger zrobił na przełożonych dobre wrażenie.

Nie można mu było zarzucić tchórzostwa ani braku doświadczenia. Już 1 sierpnia został awansowany, a we wrześniu jego oddział wysłano do dystryktu lubelskiego w Generalnym Gubernatorstwie. Jednostka została przemianowana na Batalion Specjalny SS, a żołnierze pełnili role strażnicze w obozach pracy. Wtedy też po raz pierwszy zainteresowały się nimi sądy SS – doniesienia o rabunkach i szantażach traktowano z pełną powagą.

Brutalność wobec niegermańskiej ludności była wręcz wskazana od strony ideologicznej, ale szabrownictwo przeczyło etosowi Himmlera. W słynnej mowie w Poznaniu z 4 października 1943 roku Himmler podkreślał: każdy, kto zabierze choć jedną markę z żydowskich pieniędzy, będzie trupem. Mieli moralne prawo zniszczyć naród, który chciał ich zniszczyć, ale nie mieli prawa wzbogacać się ani o futro, ani o zegarek, ani o jedną markę. Jesienią 1941 roku mnożyły się krytyczne raporty Gestapo, SD i żandarmerii o występkach kłusowników Dirlewangera.

Pojawiały się zarzuty o sadyzm, szantażowanie Żydów, działalność rabunkową i seksualne wykorzystywanie ofiar, co oznaczało tak zwaną rasową profanację. W tym dziwnym systemie prawnym mogło to być poważniejszym zarzutem niż brutalne morderstwo. Przeciwko Dirlewangerowi wysłano sędziego Konrada Morgena, który od grudnia 1941 roku badał liczne doniesienia. Interweniował nawet Odilo Globocnik, dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim.

Oddział Dirlewangera łamał zbyt jawnie wewnętrzne zasady SS i wprowadzał zamęt w polityce okupacyjnej. Dirlewanger po raz kolejny skorzystał z pomocy Bergera. Po wojnie Morgen zeznawał, że przełożony Globocnika, Friedrich Wilhelm Krüger, nakazał Bergerowi usunąć Dirlewangerowców z Generalnego Gubernatorstwa w ciągu ośmiu dni. Specjalny batalion został przekierowany na Białoruś.

Morgen był sfrustrowany – w marcu napisał do przełożonego, że korupcja w Generalnym Gubernatorstwie jest tak wielka, a przestępstwa tak liczne, że każdy sędzia musi poczuć się otępiały. Za jawną krytykę został zdegradowany i wysłany na front. Dopiero 2 kwietnia 1943 roku sąd SS w Krakowie przekazał akta Dirlewangera do Monachium, ale sprawa pozostała w zawieszeniu. Po rozpoczęciu operacji Barbarossa Himmler potrzebował takich ludzi jak Dirlewanger.

W marcu 1942 roku jego oddział wziął udział w pierwszych akcjach przeciwko sowieckim partyzantom. Raport policyjnego zwierzchnika głosił, że batalion Dirlewangera jest najlepiej przygotowaną formacją do walki na trudnym terenie. 16 grudnia 1942 roku do jednostek dotarł rozkaz feldmarszałka Keitla: wojska są uprawnione i zobowiązane do stosowania bez ograniczeń wszystkich środków, również przeciwko kobietom i dzieciom, a żaden Niemiec nie może być pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej za swoje zachowanie w walce z bandami. W tym czasie Dirlewanger otrzymał 60 ludzi z ukraińskiego batalionu szkoleniowego samoobrony.

To był dopiero początek zmiany charakteru jednostki – do batalionu dołączono trzy kompanie złożone z obcokrajowców, przede wszystkim Rosjan. W tej postaci batalion służył do tworzenia martwych stref na tyłach frontu – oczyszczano regiony z ludności cywilnej, aby pozbawić partyzantów oparcia. Mieszkańcy albo byli mordowani, albo kończyli jako przymusowi robotnicy. Raport chwalący działania batalionu podawał, że zabito 15 000 partyzantów kosztem około 100 własnych strat.

Ten wskaźnik najlepiej pokazuje, że batalion nie brał udziału tylko w walkach – traktował jako partyzantów także mieszkańców wsi. Według ostrożnych szacunków ludzie Dirlewangera na Białorusi zabili około 30 000 osób, podczas gdy batalion utrzymywał stan ledwie kilkuset żołnierzy. Dirlewanger sprawdził się w oczach przełożonych. Pochwalnemu raportowi towarzyszyła obietnica rozwoju z poziomu batalionu do poziomu pułku.

10 sierpnia 1943 roku SS rozpoczęło działania zgodnie z wytycznymi: oddział specjalny Dirlewangera należy powiększyć do siły pułku, a jako rekrutów wcielić jedynie więźniów z obozów koncentracyjnych. Broń, wyposażenie i pojazdy należało uzupełnić z łupów wojennych. Na razie wykluczono więźniów politycznych, ale pułk Dirlewangera przybierał coraz bardziej kuriozalną postać. Rozwój pułku przebiegał powoli, bo nowe uzupełnienia szybko ginęły.

Zmniejszono liczbę kompanii obcokrajowców z trzech do dwóch, a w zamian dodano dwie kompanie złożone wyłącznie z więźniów obozów koncentracyjnych. Akta kadrowe pełne były różnych osobliwości – oficerowie karnie zdegradowani do stopnia szeregowca, ludzie z udokumentowanymi chorobami psychicznymi. Na początku zimy 1944 roku w jednostce doliczono się ledwie 264 sprawnych żołnierzy. Dirlewanger skarżył się Himmlerowi, że kompanie mają braki przekraczające dwie trzecie stanu, a uzupełnienie jednostki przez 800 rekrutów z obozów nie zwiększy siły uderzeniowej przez następne trzy miesiące, bo ludzie muszą zostać najpierw przeszkoleni i poddani obserwacji.

Pod koniec maja przybyły dwa kluczowe transporty – 182 Niemców z Auschwitz i 287 z obozu Sachsenhausen. To z nich utworzono drugi batalion pułku. W podobnym czasie Berger zdusił kolejne śledztwo w sprawie brutalności Dirlewangera, który zresztą regularnie wysyłał mu upominki i organizował polowania na najlepszych terenach łowieckich Białorusi. 22 czerwca 1944 roku ruszyła operacja Bagration – wielka radziecka ofensywa, która pierwszego dnia osiągnęła pełne zaskoczenie.

Pułk Dirlewangera w chaosie tego lata dotarł do Prus Wschodnich, a następnie do Warszawy ogarniętej powstaniem. Pod komendę Dirlewangera oddano między innymi elementy 111. Pułku azerskiego. Między 8 a 10 sierpnia otrzymał kolejne uzupełnienia – 700 niemieckojęzycznych rekrutów z wojskowych więzień.

Pułk od pierwszych dni walk ponosił poważne straty. Polacy dobrze znają wkład Dirlewangerowców w walki z powstańcami i ich zbrodnie. Na warszawskiej Woli to jednak głównie niemiecka policja i żandarmeria prowadziły egzekucje na tyłach. Obecność takich oddziałów jak pułk Dirlewangera mogła służyć sztucznemu rozróżnieniu między zwykłymi niemieckimi żołnierzami a jawnymi kryminalistami.

To w sierpniu 1944 roku niesława Dirlewangerowców rozeszła się szeroko także wśród Niemców. Przekazujący raporty Hitlerowi Hermann Fegelein miał podkreślić: to prawda, ci ludzie to prawdziwe łajdaki. Guderian zaś wspominał, że to, czego się dowiedział, było tak przerażające, że poczuł się w obowiązku zażądać usunięcia obu brygad z frontu wschodniego. Drugą wspomnianą formacją była Brygada SS RONA dowodzona przez Bronisława Kamińskiego.

Himmler swoje sądy skierował jednak tylko przeciwko jednej z tych formacji – tej dowodzonej przez Kamińskiego. Żołnierze Kamińskiego zabili w czasie powstania kilkaset osób, ale to niewielki procent wszystkich zbrodni. Mimo to Kamiński został prawdopodobnie skazany na śmierć przez niemiecki sąd w Łodzi. Podejście do pułku Dirlewangera było inne – jego żołnierze otrzymali wysokie odznaczenia za tłumienie powstania warszawskiego, a sam Dirlewanger dostał rekomendację do Krzyża Rycerskiego.

Jesienią 1944 roku Himmler rozpoczął szerszą czystkę w SS. 13 września z roli komendanta obozu w Płaszowie został zwolniony Amon Göth, oskarżony o przywłaszczenie żydowskiego mienia. Ten nurt wewnętrznego oczyszczania miał jednak te same słabe strony co koncepcja sądów SS. Dirlewanger mógł nadal liczyć na wsparcie Bergera, który na krótko został głównodowodzącym sił niemieckich na Słowacji.

To właśnie tam skierowano pułk Dirlewangera, aby tłumił słowackie powstanie. Październik 1944 roku oznaczał dla Dirlewangera szczyt kariery. Jego sława dotarła do rodzinnego Würzburga, skąd nadchodziły listy gratulacyjne. 16 października został przyjęty na Wawelu przez Hansa Franka.

W podobnym czasie Himmler podjął decyzję o rozbudowie pułku do poziomu brygady. Niełatwo było jednak zdobyć rekrutów – SS musiało sięgać coraz głębiej. Dirlewanger pisał do Himmlera, że w obozach znajdują się ludzie, którzy w lutym 1933 roku nie czuli się w pełni niemieckimi nacjonalistami, ale pozostali wierni swojemu światopoglądowi, pokazując silny charakter. Polityczni, którzy według komendantów zmienili się wewnętrznie i mają życzenie udowodnić to w walce o Rzeszę Niemiecką – wiek do 45, wyjątkowo do 50 lat.

Więzień obozu w Dachau, Edgar Kupfer-Koberwitz, tak zapisał w tajnych dziennikach pod datą 8 listopada 1944 roku: klucz, według którego zostali wybrani, pozostaje niejasny. Usuwa się ogniska niepokoju, niebezpieczeństwa – tych, którzy wiedzą za dużo i są na tyle twardzi, że pomimo wszystko żyją. Wszystkich ubrano w mundury SS, sami nie wiedzieli, dokąd ich zabierają. W różnych obozach koncentracyjnych Dirlewanger znalazł 1900 ludzi.

Po powstaniu warszawskim batalion miał ich około 650. Nagle pułk urósł do stanu 3000 ludzi, z czego prawie dwie trzecie pochodziło z tej operacji. Nic tak dobrze nie oddaje zderzenia zwykłych żołnierzy z nową jednostką jak list oficera Andreasa Schillingera do Himmlera: mam jedno życzenie, aby przeniesiono mnie z jednostki Dirlewangera do innej, ponieważ nie wiem, co złego zrobiłem, że muszę służyć pod takimi ludźmi, którzy rabują i upijają się. A jeśli ktoś w tym nie uczestniczy, jest przez nich odrzucany.

To dziwne uczucie, kiedy musisz być wśród towarzyszy, którzy pochodzą z obozów koncentracyjnych i za murami więzień spędzili sześć lat albo i więcej. Brygada stacjonowała na Słowacji, która mimo powstania pozostawała krajem de facto sojuszniczym. Żołnierze Dirlewangera mieli najwyraźniej problem z rozróżnieniem statusu Słowacji od Białorusi czy Polski. Raport SD z 9 grudnia 1944 roku nie pozostawiał złudzeń: żołnierze włamywali się do sklepów, wynosili towary bez płacenia, żądali od ludności jedzenia i picia, chcieli spać z kobietami, a niektórym rolnikom rabowali buty.

Raport sugerował, że wycofanie tej zasłużonej jednostki powinno nastąpić jak najszybciej, jeżeli nie chcą stracić ostatniej nici porozumienia z miejscową ludnością. Brygadę podporządkowano Wehrmachtowi i miała brać udział w działaniach obronnych przeciwko radzieckim i rumuńskim atakom od strony Węgier. Natychmiast okazało się, że formacja nie jest w stanie zastąpić doświadczonych jednostek frontowych. Dziennik bojowy Grupy Armii Południe z 18 grudnia nie pozostawiał suchej nitki: na brygadzie SS Dirlewanger nie można polegać.

Zameldowano, że skazańcy i więźniowie często zabijają swoich oficerów, a żołnierze przechodzą na stronę wroga. Do końca grudnia zdezerterowało prawie 600 osób. Koszmarny przebieg kampanii ujawniał, że gwałtowny rozrost jednostki nie mógł podnieść jej wartości bojowej. Na początku lutego brygadę przerzucono nad rzekę nieopodal Gubina, gdzie brała udział w lokalnych kontratakach, między innymi przy odbijaniu Lubska.

15 lutego 1945 roku Dirlewanger został po raz kolejny ranny. Ewakuowano go na tyły i nigdy więcej nie wrócił do swojej jednostki, która w ciągu niecałych pięciu lat z poziomu 50 kłusowników rozrosła się do brygady złożonej w dużej mierze z przestępców, przeciwników politycznych i więźniów obozów koncentracyjnych. Brygada posłużyła do stworzenia kręgosłupa nowej 36. Dywizji Grenadierów Waffen-SS.

Jej dowódcą został jednak już Fritz Schmedes, a nazwa Dirlewanger została porzucona. Historia wzrostu formacji miała trzy kluczowe momenty: startowała z bardzo niskiego pułapu jako oddział kłusowników, potem nastąpił napływ obcokrajowców, a w ostatnim, największym zrywie dołączono więźniów obozów koncentracyjnych. Przez ręce Dirlewangera przeszedł materiał ludzki, który ukazywał najlepiej wszystkie paradoksy Waffen-SS i całego państwa w państwie stworzonego przez Himmlera. Schizofreniczna moralność III Rzeszy prowadziła do niezrozumiałych dysonansów: przyjmowano Słowian i ludzi z chorobami psychicznymi, a jednocześnie żądano przestrzegania wewnętrznych standardów moralnych i rasowych.

Za szczególnie desperacki ruch należy uznać wysłanie do walki przeciwników politycznych nazizmu, których zmobilizowanie było od początku szalenie trudne. Transformacja niewielkiego oddziału do postaci dywizji ukazywała szeroki problem Himmlera z utrzymaniem zakładanej elitarności Waffen-SS. Dirlewanger był dowódcą jednostki o znikomym potencjale w walce z regularnymi dywizjami Armii Czerwonej, ale w walkach przeciw partyzantom zyskała ponurą reputację – ze względu na brutalność, wytrwałość i umiejętności w nieregularnej walce. Istnienie takich karnych oddziałów było wpisane w koncepcję ofiary z krwi.

Dla Himmlera tożsamość rasowa była kwestią woli, zdolną w wyjątkowych warunkach do przekształcenia dziedzictwa biologicznego. Najwyższy przejaw woli stanowiła zgoda na konieczność zabijania i oddania własnego życia. Służba wojskowa, ofiara i gorliwe niszczenie wrogów rasowych Rzeszy mogły być środkiem do przekształcenia rasowych dusz nie-niemieckich rekrutów. Ta sama zasada dotyczyła obcokrajowców, politycznych przeciwników i przestępców.

W osobie Oskara Dirlewangera mieszały się symbolicznie cechy błądzącego esesmana, którego może uratować ofiara krwi.